Logo Przewdonik Katolicki

Mistyka, nie teatr

Michał Bondyra
Fot.

Ściana deszczu. Przez nią przebija się człowiek z potężną belą na plecach. Tłum mu ubliża. Skończy dopiero, gdy zawiśnie na krzyżu. Męka Pańska w Kicinie. Co roku inna w wymiarze ducha zawsze tak samo prawdziwa.

Ściana deszczu. Przez nią przebija się człowiek z potężną belą na plecach. Tłum mu ubliża. Skończy dopiero, gdy zawiśnie na krzyżu. Męka Pańska w Kicinie. Co roku inna – w wymiarze ducha zawsze tak samo prawdziwa.

 

Dębowy kloc i niedowład ręki

Trzeba przygotować odpowiednią belkę na Drogę Krzyżową. To musi być solidne drzewo. Dębowe. Bardzo ciężkie. Waży prawie 60 kg! – Znajomi widząc mnie z nią na barkach, pytali z niedowierzaniem: coś ty dźwigał za podkład kolejowy? – wspomina pierwsze wcielenie w postać Chrystusa podczas kicińskiej Męki Pańskiej Leszek Lesiczka. 33-letni Chrystus też taką dźwigał? Gorzej – dźwigał i z nią upadał. Trzy razy. Nie był tak wysportowany jak odtwórca jego roli.

Lesiczka to trener judo. Wtedy miał 42 lata, choć starszy od Zbawiciela, tężyzną fizyczną z pewnością go przewyższał. A mimo to przy trzecim upadku solidny kloc drzewa sprężynuje na kępie trawy i uderza go w głowę. – Miałem prawdziwą cierniową koronę, to wbił mi się kolec w czaszkę. Oko zalała mi krew – mówi obrazowo. Na krzyżu też męka. Nieporównywalna z tą Chrystusa. Choć czterech solidnych chłopów grających w misterium rzymskich żołnierzy na krzyż wciągało go z trudem (bo Lesiczka do ułomków nie należy), to nie przebijali mu przecież rąk gwoźdźmi. – Pętle wiązane były na każdej ręce w dwóch miejscach: w części łokciowej i barkowej. Ta druga to był błąd – tłumaczy. Okazało się, że przy takim zwisie nie wytrzymał zarówno naprężony nerw łokciowy, jak i ten barkowy. W prawej ręce. – Miałem niedowład dłoni. Przez dwa miesiące nie mogłem nic pisać. Ale sprawę udało się odratować – mimo upływu 14 lat emocje są wciąż silne.

 

Przyłożą mu jeszcze?

Silne emocje w odtwórcy Chrystusa bardziej niż z bólem fizycznym wiązały się z psychiką. – Ten ostatni odcinek Drogi Krzyżowej idziesz tak naprawdę sam. Gdybym wsłuchał się w odgłosy dochodzące z boku, byłbym przegrany. Moja droga nie miałaby sensu – mówi. A wszystko przez pytania: Czy się przewróci? Da radę? Przyłożą mu jeszcze? By nie zwątpić, trzeba mieć silnego ducha. Chrystus to wzór niedościgniony…

Godziny spędzone nad czterema Ewangeliami. Samodzielna modlitwa przed każdą próbą. A od dwóch lat wspólne rekolekcje z ks. Andrzejem Magdziarzem, proboszczem kicińskiej XVIII-wiecznej perełki – kościoła pw. św. Józefa. Tego, który choć w Biblii nie wypowiedział nawet słowa, swoim życiem napisał niezwykły poemat. Skromności, służby i… miłości. – Te nasze spotkania ascetyczne z aktorami przygotowują ich do przeżywania tego misterium na płaszczyźnie religijnej. Bo ona jest ważniejsza niż teatr – tłumaczy ks. Magdziarz, na probostwie następca otaczanego niemalże kultem śp. ks. Zbigniewa Pawlaka, kiedyś także redaktora naczelnego „Przewodnika Katolickiego”. – Zachęcam ich, by byli w stanie łaski uświęcającej, by całą sprawę omodlili – dodaje. Modlitwę prowadzą na zmianę z Lesiczką – dziś reżyserem całej Męki i odtwórcą w niej… łotra. – Nie wyobrażam sobie, by człowiek w jakikolwiek sposób obciążony mógł tu grać jakąkolwiek postać. By zagrać, musi najpierw iść do… konfesjonału – nie owija w bawełnę reżyser.

 

Zawsze na gołe nogi

W przepięknym modrzewiowym kościele na co dzień gra na organach. Od samego początku, a więc od 1998 r., w Męce wciela się w rolę św. Piotra. Niezwykłego. Wojciech Sobański nie jest ani porywczy, ani energiczny. Emanuje od niego spokój. – Jestem trochę odmieńcem – śmieje się. Jako jedyny zapuszcza brodę. – Gdy to robi, to znak dla nas, że zbliża się czas misterium – uśmiech nie znika także z twarzy Lesiczki. Broda pana Wojtka rośnie miarowo, choć przez to, że siwa, trzeba ją malować. Nie kolor brody organisty z Kicina jest najważniejszy. – Tę rolę przeżywam bardzo poważnie. Wyobrażam sobie, że naprawdę rozmawiam z Jezusem. To dla mnie rekolekcje. Gdy gram zaparcie się Piotra, a wcześniej w Wieczerniku mówię, że nigdy nie zdradzę, to za każdym razem mnie to uderza. Wewnętrznie. Duchowo. Od męki do męki przekładam te słowa na codzienne życie. Czy zdradzam tego Jezusa, czy nie? – słowa kicińskiego Piotra burzą nastrój sielanki. Jezus przecież cierpiał także przez zaparcie się tego, na którym postanowił zbudować Kościół. Cierpienie odtwórcy Piotra nie jest porównywalne z tym, które przeżywa kiciński Jezus. By go choć trochę doświadczyć, Sobański w misterium prócz apostolskiej szaty wkłada też sandały. Zawsze na gołe nogi. Nawet wtedy, gdy ziemia jest zamarznięta na kamień, a chłód wieje po kostkach niemiłosiernie. – Wszystko zależy, jak kto tę mękę przeżywa – tłumaczy.

 

Temperamentna Ewa

Końcówka lata 1997 r. W salce przy probostwie na tablicy korpulentna kobieta wypisuje nazwiska, do których przypisuje role. – Pisze „Judasz”. To jeszcze wiadomo, ale… Chrystus?! Ciężkie uderzenie. Zbladłem. Jak człowiek na siebie krytycznie spojrzy, to… wie, że nie jest godzien – 56-letni reżyser Leszek Lesiczka wspomina jedno z pierwszych spotkań z Ewą Mazur. To ona, temperamentna kobieta, w Kicinie najpierw doprowadza do stworzenia grupy formacyjnej Agape, a potem liturgicznej Ave. Zasługi parafialnych grup Lesiczka wymienia jednym tchem: organizacja koncertów, spotkań, zbiórka pieniędzy na odnowienie dzwonów, wyłożenie ścieżki prowadzącej do wejścia kościoła. – Takie były początki. Później zostaliśmy wprowadzeni w klimaty misterialne – ucina krótko.

Pani Ewa pomysł na Mękę zrealizuje w Niedzielę Palmową 1998 r. Dramat ostatnich dni Chrystusa ma być namacalny. Na podstawie wszystkich czterech ewangelistów. Na kilkunastu stronach rozpisała scenariusz. Dziś jest trzonem tego, z którego korzysta Lesiczka. – Dwa razy grałem Chrystusa, a ta rola wymaga nauczenia się praktycznie ról pozostałych postaci. Ks. Pawlak śmiał się, że Pismo Święte znam lepiej od niego. Tym bardziej, że obok Męki Pańskiej odgrywałem Jezusa też w innych misteriach. Rok po śmierci p. Ewy podstępem wrobili mnie w reżyserkę – tłumaczy, dlaczego i jak przejął schedę po Ewie Mazur. Ta umiera w 2000 r., po tym jak bł. Jan Paweł II z rąk też już śp. ks. Pawlaka otrzymuje album-dokumentację wszystkich kicińskich misteriów. Chociaż przegrywa walkę z nowotworem, jej duch wciąż obecny jest w misterium.

 

Dziewięćdziesięciu

Kapłan wielkiej mądrości i wielkiego serca – mówi o śp. ks. Zbigniewie Pawlaku Leszek Lesiczka. Trudno się z nim nie zgodzić. Lingwista, teolog, filozof. Współlokator poety ks. Jana Twardowskiego. Z drugiej strony – wrażliwy na cierpienie człowiek. – To on zajmował się chorą matką p. Ewy Mazur i to on poddał prof. Jackowi Łuczakowi pomysł na stworzenie hospicjum – Lesiczka nie kryje przejęcia. A wszystko to w otoczce misterialnej, wypływającej z duchowości niezwykłego kapłana.

Patron ponaddwutysięcznej parafii położonego 10 km na północny wschód od Poznania Kicina też świetnie wpisuje się w misterialne cierpienie i pokorę. Postawę św. Józefa naśladują mieszkańcy wsi. Na co dzień. Choć najlepiej widać to przy przygotowaniach do Męki. Nazwiska dziewięćdziesięciu, bez których cierpienie Chrystusa w Kicinie nie miałoby tak niezwykłego wymiaru, Lesiczka ma spisane w swoim notesie. – Romek Nowak specjalnie na czas przygotowań bierze urlop, by cały czas tu pracować. Mietek Nowak, mieszkający koło kościółka – to samo. Zbigniew Czubak, misterialny kupiec, który prócz barana czy gołębi, na Mękę kupuje kilometry płótna. Franciszek Gaca, starszy już góral z Limanowej, ma niesamowity sprzęt. On zawsze buduje Wieczernik. Organista Wojtek Sobański czy Błażejewscy pomagają nam od rana do wieczora w pracach nie tylko ciężkich, ale i precyzyjnych – wymienia tylko niektórych. Dzięki nim powstał przy domu parafialnym Sanhedryn, pałac Piłata i ring, gdzie biczowany jest Jezus. Na placu przy dzwonnicy powstaje Wieczernik. – Czułem potrzebę, by go odnowić. Zacząłem przymierzać stos klepek. Wyszło, na oko. Boże oko – rzuca reżyser.

*

Na dwa tygodnie przed Niedzielą Palmową co jedenaście kroków wbijają solidne, drewniane pale. W sumie 80. Od Betanii. Pola Jerzego Wawrzyniaka, który kicińskiemu Chrystusowi użycza „osiołka”. Doły pod pale specjalistycznym sprzętem kopie pan Weber. 800 metrów drogi. Drogi Krzyżowej wokół kościoła. Od tego roku ma być na stałe. 16 krzyży z kopiami tablic z kościółka na poznańskim wzgórza Przemysława. Kopie wydają się lepsze od oryginałów. Lesiczka ma nadzieję, że dzięki nim każdy przeżyje Mękę Chrystusa mocniej. Nie jak świadek, a uczestnik. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki