Biczowania żal

Ojciec Dominik wszedł między bijących się mężczyzn i krzyknął:

"Na rany Chrystusa! co wy robicie"!

- Jak to usłyszeli, od razu uciekli - opowiada zakonnik





Moim życiowym celem było skończyć dobre studia i zarabiać duże pieniądze - mówi. Zamiast tego od trzynastu lat w każdy piątek o szóstej po południu razem ze współbraćmi w czarnych habitach kroczy za drewnianym krzyżem...
Czyta się kilka minut
Ojciec Dominik wszedł między bijących się mężczyzn i krzyknął:

"Na rany Chrystusa! co wy robicie"!

- Jak to usłyszeli, od razu uciekli - opowiada zakonnik

Moim życiowym celem było skończyć dobre studia i zarabiać duże pieniądze - mówi. Zamiast tego od trzynastu lat w każdy piątek o szóstej po południu razem ze współbraćmi w czarnych habitach kroczy za drewnianym krzyżem do czternastu stacji upamiętniających Mękę i Śmierć Chrystusa.

- Im dłużej jestem w klasztorze, tym bardziej widzę potrzebę istnienia naszego zakonu - tłumaczy ojciec Mariusz Ratajczyk, zakonnik ze Zgromadzenia Męki Jezusa Chrystusa w Sadowiu-Golgocie pod Ostrowem Wielkopolskim.

Jak każdy pasjonista, tak nazywają się popularnie członkowie zgromadzenia, ojciec Mariusz nosi na piersiach habitu obramowane białą nitką serce, z którego wyrasta krzyż. Na sercu wypisano po łacinie i grecku słowa: "Męka Jezusa Chrystusa". - To godło Męki Pańskiej - mówi zakonnik.

- Prawdziwe ukojenie człowiek może znaleźć tylko w krzyżu - przekonuje ojciec Mariusz. - A my jesteśmy po to, by uczyć ludzi, jak łatwiej znieść cierpienie.

Na wzgórzu, obok wsi

Sadowie - mała wioska, oddalona kilka kilometrów na południowy-wschód od Ostrowa Wielkopolskiego.

Ojciec Mariusz prowadzi nas na sam brzeg stromej skarpy, na której zakonnicy ustawili stacje Drogi Krzyżowej. W dole widać dachy zabudowań Sadowia. Na przylegającym do wsi boisku kilku chłopaków kopie piłkę.

- Nasze klasztory zakładano zawsze obok miejscowości, często na wzgórzach - tłumaczy ojciec Mariusz. - Chodziło o to, żeby zakonnicy mogli żyć z dala od zgiełku tego świata.

Na tutejszą Golgotę przyjeżdżają jednak pielgrzymi z całego kraju. Grupy młodzieży biorą wtedy na ramiona drewniany, czterometrowy krzyż i kroczą trzystumetrową ścieżką wysypaną granitowym grysem do czternastu stacji Męki Pańskiej.

Na Golgotę przyjeżdżają nawet ślubne pary, żeby zrobić sobie zdjęcie. Ojciec Dominik Buszta, najstarszy zakonnik w Sadowiu, zapytał kiedyś nowożeńców, co ich ciągnie na Drogę Krzyżową w tak radosnym dniu. - Bo jak nadejdą w naszym życiu trudne chwile, to stąd będziemy szukać umocnienia - usłyszał.

Zrzucił mundur

Osiemnastowieczna rycina przedstawia pogrążonego w modlitwie duchownego z aureolą wokół głowy i złożonymi na piersiach rękoma przed ukrzyżowaną figurką Chrystusa opartą o trupią czaszkę. Tak uwieczniono postać świętego Pawła od Krzyża, założyciela pasjonistów, tuż po jego kanonizacji.

Jego prawdziwe nazwisko brzmi: Paweł Franciszek Danei. Urodził się pod koniec siedemnastego stulecia we włoskim Piemoncie. Wychował się w religijnej rodzinie. - Może dlatego od młodości doznawał silnych przeżyć mistycznych - tłumaczy ojciec Dominik Buszta.

Młody Danei nie tylko modlił się, ale i chwytał za oręż w obronie wiary. Jako dziewiętnastolatek zaciągnął się do oddziałów weneckich, żeby walczyć z wojskami tureckimi. Po dwóch latach zrzucił jednak mundur żołnierza. - Ukazał mu się Chrystus i nakazał poświęcić się całkowicie życiu duchowemu - opowiada ojciec Dominik.

22 listopada 1720 roku biskup miasta Aleksandria w północnych Włoszech nałożył na Pawła Franciszka Danei czarną pokutną szatę i nakazał odbyć mu rekolekcje. 26-letni Paweł udał się do Castellazzo, gdzie w maleńkim pokoiku przy zakrystii kościoła parafialnego spędził czterdzieści dni na intensywnej modlitwie i poście.

To wtedy Paweł spisał Regułę pasjonistów. "Zakon, który powinien powstać jako pierwszy, został założony jako ostatni" - tak napisał o pasjonistach papież Benedykt XIV, kiedy dwadzieścia lat później zatwierdzał zgromadzenie.

Czwarty ślub

- Jeżeli człowiek zaakceptuje swoje cierpienie w świetle krzyża, to jest ono możliwe do zniesienia, chociaż nie przestaje być cierpieniem. I na tym polega zbawienie przez krzyż, przez jego akceptację w życiu - mówi ojciec Mariusz. - Uświadamianie tego ludziom jest naszym głównym zadaniem.

Pasjoniści oprócz trzech ślubów zakonnych: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa składają czwarty - zobowiązują się do szerzenia wśród wierzących pamiątki męki Jezusa.

- Po to, żeby tłumaczyć im, że cierpienie połączone z cierpieniem Chrystusa zmienia wartość samego cierpienia, chociaż go nie tłumaczy - wyjaśnia ojciec Mariusz.

Twierdzi, że człowiek sam nie jest w stanie uciec od cierpienia. Nie jest też w stanie samemu nadać mu sensu. - Cierpienie pozostawione w sferze ludzkiej jest bezsensowne - mówi zakonnik.

Pasjoniści nie poprzestają tylko na odprawianiu pokutnych nabożeństw i głoszeniu pobożnych kazań. Dwa lata temu przy klasztorze w Sadowiu otworzyli domowe Hospicjum świętego Józefa. To jedyne takie hospicjum w południowej Wielkopolsce. Wolontariusze: lekarze, pielęgniarki i inni ochotnicy odwiedzają ciężko chorych w domach i pomagają im ulżyć w cierpieniu.

Zapytałem ojca Mariusza, co można powiedzieć człowiekowi, który jest nieuleczalnie chory i wie, że wkrótce umrze?

Odpowiedział: - Prawdę, którą zechce zaakceptować chory, ale cierpienie nie skłania do gadatliwości. Czasem, gdy nie ma już nic do powiedzenia, trzeba po prostu zamilknąć. Chrystus na krzyżu był też oszczędny w słowa i wypowiedział tylko kilka słów.

Taka wola papieża

Pasjonistów wysłał do Polski w roku 1923 papież Pius XI. - Osobiście podjął decyzję w tej sprawie - mówi ojciec Dominik.

Nim w 1922 roku kardynał Achille Ratti został papieżem i przybrał imię Pius, był przez dwa lata nuncjuszem w Warszawie. - Widział, jak Polacy chodzą na Gorzkie Żale do kościoła Świętego Krzyża i kiedy po wyborze przyszedł do niego generał pasjonistów, od razu zapytał go, czy pasjoniści są w Polsce? - opowiada ojciec Dominik Buszta. - Kiedy usłyszał, że nie, odpowiedział krótko: wolą papieża jest, żeby byli.

Zakonników w czarnych habitach z krzyżem wyrastający z serca przyjął biskup Julian Nowowiejski z Płocka i podarował im zabytkowy kościół w Przasnyszu.

Do Sadowia pasjoniści przyjechali w roku 1932. Dziesięć hektarów ziemi na budowę klasztoru wydzielił im ze swoich posiadłości hrabia Bogdan Szembek. Zakonnicy wybudowali klasztor, kościół i Golgotę.

W czasie okupacji klasztor zajęli Niemcy. W miejscu usuniętych z Golgoty trzech krzyży postawili wysoki maszt i zawiesili na nim hitlerowską flagę ze swastyką. Po wojnie pasjoniści wrócili do Sadowia, rozbudowali klasztor, kościół i odnowili Golgotę.

Cztery lata temu na wzgórzu ustawili nowe stacje z granitu i brązu. Tak powstała Droga Krzyżowa Trzeciego Tysiąclecia. Poświęcił ją kaliski biskup Stanisław Napierała. - Życzę, żeby Misterium Golgoty w Sadowiu promieniowało i obejmowało ludzi, którzy stoją daleko od Boga - mówił w kazaniu biskup Napierała. - Ludzi, którzy zwątpili, którym brak sił.

Udawać pannę

- Mnie jeszcze nikt w klasztorze bez habitu nie widział - przechwala się ojciec Dominik. - Taki dziwak jestem.

Ze swoich 84 lat ojciec Dominik ponad 60 przeżył w zakonie. Prawie połowę z nich zajmował się nowicjuszami. Teraz kiedy widzi, jak młodzi zakonnicy przed podróżą przebierają się w cywilne ciuchy, gani ich za to. - To tak, jakby mężatka przed wyjściem z domu zdejmowała obrączkę i chciała pannę udawać - tłumaczy.

Kilka lat temu ojciec Dominik wracał z Ostrowa do klasztoru. Przed dworcem zobaczył ciżbę ludzi. Kiedy podszedł, ujrzał bijących się na śmierć i życie dwójkę mężczyzn. - Jeden był potężny, a drugi takie chucherko - opowiada zakonnik. - Wszedłem między nich i krzyknąłem: "Na rany Chrystusa! co wy robicie". Jak to usłyszeli, od razu uciekli, jeden w jedną stronę, a drugi w drugą.

Od ojca Dominika dostało się też gapiom za to, że z bójki urządzili sobie widowisko. - Obrugałem ich i też się rozeszli - wspomina zakonnik. - Mojego habitu i różańca tak się wystraszyli.

Wieść szybko rozeszła się po okolicy. Do klasztoru w Sadowiu zaczęli zjeżdżać dziennikarze, żeby robić audycje i pisać artykuły o zakonniku, który rozpędził bójkę.

Jesteś bohater

Przez cały Wielki Post w kościele pasjonistów w Sadowiu na żałobnym katafalku spoczywa duży krucyfiks. - Chcemy, żeby wierni podczas każdej Mszy mogli adorować krzyż - objaśnia ojciec Mariusz.

W Wielkim Poście zakonnicy podejmują prywatnie jakieś wyrzeczenia. - Chociaż my właściwie na okrągło rozpamiętujemy Mękę Chrystusa - mówi ojciec Mariusz. Pasjoniści przez cały rok poszczą na przykład trzy dni w tygodniu: w środy, piątki i soboty.

Kiedyś życie w klasztorze było bardziej surowe. Pasjoniści trzy razy w tygodniu zamykali się w ciemnej kaplicy i biczowali po gołym ciele. Wstawali też w środku nocy na wspólną modlitwę. - Z dawnego rygoryzmu niewiele zostało - przyznaje ojciec Mariusz. - Dziś zaleca się ascezę umiaru.

Ojcu Dominikowi żal jest dawnych czasów. - Jak człowiek zaczyna sobie w życiu folgować, to moralność zaraz się obniża. Czy to w życiu zakonnym, czy świeckim - mówi. - Stąd mamy coraz mniej powołań, bo życie w zakonie to wielka ofiara.

Dlatego, kiedy do pasjonistów wstępuje młody chłopak, ojciec Dominik mówi mu: - Prawdziwy z ciebie bohater.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 12/2003