Logo Przewdonik Katolicki

Walczę dla Chrystusa

Marcin Jarzembowski
Fot.

Z ks. płk. Zenonem Surmą od kilku miesięcy nowy proboszczem parafii wojskowej Matki Bożej Królowej Pokoju w Bydgoszczy, rozmawia Marcin Jarzembowski

Z ks. płk. Zenonem Surmą – od kilku miesięcy nowy proboszczem parafii wojskowej Matki Bożej Królowej Pokoju w Bydgoszczy, rozmawia Marcin Jarzembowski

 

Ordynariat Polowy Wojska Polskiego w takich strukturach działa dopiero od ponad dwudziestu lat. W życiu Księdza musiało być zatem „coś wcześniej”. Mam na myśli powołanie. Dlaczego droga zakonna była aż tak pociągająca?

– Pan Bóg stawia na mojej drodze życiowej różne znaki. Pierwszym sygnałem był bliższy kontakt z Kościołem. Kiedy miałem osiem lat, zostałem zapisany przez prof. Edmunda Kajdasza do wrocławskiego chóru, w którego szeregach występowałem przez dwa lata. Wykonywaliśmy przede wszystkim pieśni patriotyczne i myślę, że tam zrodziła się ta chęć – jeszcze wtedy u dziecka – poświęcenia się ojczyźnie przez służbę wojskową. Kiedy dorastałem, rodziło się we mnie również powołanie kapłańskie. Jednak owa miłość do munduru była chyba silniejsza. Dlatego po maturze postanowiłem wstąpić do Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Radiotechnicznych. Kończyłem wtedy technikum elektroniczne we Wrocławiu. Nie przyjęto mnie – jak napisano – „za wyznawany światopogląd”. Znałem wielu księży, więc obawiano się, że będę tym, który od wewnątrz „rozłoży” armię. Nawet odwołałem się do dowódcy okręgu. Po długim przesłuchaniu zapytano mnie, komu chcę służyć i dlaczego pragnę wstąpić do wojska. Odpowiedziałem, że wyłącznie ojczyźnie. Niestety, wyproszono mnie. Potem przez trzy lata pracowałem i odnajdywałem swoje powołanie. Każdego dnia modliłem się o dobry wybór stanu, m.in. o dobrą żonę, która będzie kiedyś wspaniałą matką moich dzieci. Dodawałem jeszcze: „Jeżeli, Panie, chcesz mnie widzieć wśród swoich apostołów, to pomóż mi to odkryć”. Szukałem również wskazówek w prasie katolickiej. Przeglądałem „Gościa Niedzielnego” oraz „Przewodnik Katolicki”, gdzie były informacje o różnych zakonach. W pewnym momencie trafiłem na misjonarzy klaretynów. Pojechałem do nich i okazało się, że to ta droga. Następnie wezwano mnie do Wojskowej Komendy Uzupełnień i przeniesiono do rezerwy. Tam usłyszałem: „Myśmy się na was od razu poznali…”. Kiedy mój kolega ze studiów, ks. prof. Waldemar Irek, został dziekanem Śląskiego Okręgu Wojskowego, przypomniał sobie o mnie i o moich „wojskowych zapędach”. Zaproponował mi, abym najpierw był wolontariuszem w Wyższej Szkole Oficerskiej Inżynierii Wojskowej. Potem – już jako żołnierz zawodowy – zostałem administratorem parafii wojskowej. W 1997 r. biskup polowy skierował mnie do Zegrza, abym tam podjął się trudnego dzieła – odbudowy świątyni, którą dziesięć lat wcześniej wojsko wysadziło w powietrze. Po ponad trzynastu latach, kiedy wszystko zostało ukończone – ostatnie witraże zamontowano 9 stycznia – otrzymałem inne zadanie. Biskup powiedział: „Zależy mi bardzo na Bydgoszczy. Na budowaniu tej jedności serc w środowisku wojskowych…”. Poszedłem…

 

Na czym to „budowanie” powinno polegać?

– Widzę przede wszystkim, że współczesny człowiek w mundurze potrzebuje księdza. By mógł otworzyć swoje serce. By mógł powiedzieć o swoich frustracjach i niezadowoleniu. Bo przecież widzimy, że restrukturyzacja armii to i redukcja etatów. Ludzie tracą pracę. Rodziny, które utrzymywały się z pensji wojskowej, nagle zostają bez środków do życia. Dlatego potrzebują nadziei i otuchy. Jednak jeśli człowiek zaufa Panu Bogu, On nigdy go nie opuści. Zawsze wskaże właściwą drogę i da to przysłowiowe „światełko w tunelu”. Każda modlitwa – choć nie od razu wysłuchana – zawsze jest zapamiętana. A czasami Bóg nie zadziała, bo po prostu wie, że ma być inaczej. Tak samo było w moim przypadku. Musiałem poczekać. Za to dzisiaj jestem i księdzem, i zakonnikiem, i żołnierzem.

 

W Bydgoszczy odbywa się wiele uroczystości o charakterze patriotycznym. Uczestniczą w nich ci, dzięki którym możemy żyć w wolnej i niepodległej Polsce…

– Tym osobom należy się przede wszystkim wielka wdzięczność. Zawsze wspominam słowa Jana Pawła II, który mówił, że jeżeli naród zapomina o swoich korzeniach, wcześniej czy później ginie. I ci ludzie są naszymi korzeniami. Gdyby nie ich poświęcenie, gdyby nie serce oddane Bogu i ojczyźnie, nie wiadomo, jakie byłyby dzisiaj nasze losy. Dlatego trzeba im dziękować, pielęgnować pamięć. Oni sobą głoszą historię, na której wyrosła nasza wiara…

 

Wracając do Księdza powołania. Dlaczego akurat misjonarze klaretyni?

– Nie potrafię tego wytłumaczyć. W mojej parafii przeżywałem Misje Święte prowadzone przez salezjanów. Wówczas – pogniewany na cały świat, bo nie mogłem realizować tego, o czym marzyłem – usłyszałem pytanie kapłana: „Młody człowieku, co ty porabiasz? Ile masz dzieci? Czy masz żonę?”. Odpowiedziałem, że mam dopiero 20 lat… Usłyszałem wtedy: „Wyjedź na misje”. Nie dowierzałem… „Módl się każdego dnia i czytaj prasę katolicką”. I tak w każdą niedzielę modliłem się i czytałem. Poznałem wszystkie zgromadzenia. Kiedyś otworzyłem po raz kolejny gazetę i trafiłem na zaproszenie misjonarzy klaretynów. Trafiłem do nich w 1981 r. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego zdecydowałem się na to zgromadzenie. To było właśnie działanie Ducha Świętego. Dzisiaj wiem, że misje są tutaj. Wkładając mundur, za każdym razem dziękuję, że Pan Bóg mi to wynagrodził. Dał mi łaskę, że mogę być żołnierzem – i to Jego żołnierzem. Kiedy przyszedłem do Zegrza, był to ośrodek zamknięty. Wcześniej wysadzono tam – jak wspomniałem – świątynię. I ci, którzy byli największymi przeciwnikami Kościoła, na koniec przyszli i mówili, że otrzymali tam łaskę nawrócenia. Każdego dnia, kiedy wkładam mundur, wiem, że walczę dla Chrystusa.

 

Kiedy chowaKsiądz mundur do szafy, to co najbardziej lubi Ksiądz robić?

– Wtedy lubię uklęknąć i dziękować Panu Bogu za to, że ten mundur mam. Pragnę podkreślić, że z nie mniejszą radością wkładam ten drugi mundur, którym jest sutanna.

 

Jest Ksiądz również krajowym duszpasterzem honorowych dawców krwi…

– W 1978 r. po raz pierwszy oddałem honorowo krew. Wtedy poczułem ogromną radość w sercu – takie spełnienie. Wówczas miał miejsce wybuch w stoczni w Gdyni i proszono o krew. Byłem zdrowy – więc dlaczego nie miałem oddać tego cennego surowca? A gdybym ja tej krwi potrzebował? Pewnie znaleźliby się inni, aby pomóc. Oddałem już ponad 45 litrów krwi i za każdym razem cieszę się tak, jak za pierwszym!

 



Ksiądz płk Zenon Surma urodził się 22 czerwca 1958 r. w Długołęce k. Wrocławia. Święcenia kapłańskie przyjął 2 maja 1988 we Wrocławiu. Od 1981 r. jest członkiem Zgromadzenia Misjonarzy Klaretynów. Posługę w Ordynariacie Polowym Wojska Polskiego rozpoczął w 1992 r. W 2002 został uhonorowany najwyższym odznaczeniem nadawanym honorowym dawcom krwi przez PCK – Kryształowym Sercem.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki