Kiedy przeczytałam na Facebooku jeden z wpisów po śmierci Krzysztofa Kolbergera: „szkoda, że przegrał walkę z rakiem”, pomyślałam, że ta osoba nie zrozumiała nic z tego, co on chciał nam przekazać. Przecież nigdy nikomu nie obiecywał nieśmiertelności. Wiedział, że umrze. Każdy umrze. Krzysztof Kolberger pokazał, że z nieuleczalną chorobą można żyć, że można cierpienie znosić z pogodą ducha, że można wciąż ludziom coś z siebie dawać. Niczego nie przegrał, zwyciężył. Udowodnił, że ta straszna diagnoza jeszcze nie zabija. Pragnął, by ludzie chorzy na nowotwór wyszli z izolacji, starał się dać im nadzieję. To mu się udało.
Życie z chorobą
O tym, że chorował, wiadomo było od lat. Był jedną z niewielu osób publicznych, które ze swojej choroby nie robiły tajemnicy. Jednak nie miało to nic wspólnego z ekshibicjonizmem. Krzysztof Kolberger jawnie nadawał cierpieniu sens i robił to przede wszystim dla innych. Myślał o ludziach chorych, cierpiących, bez nadziei, którzy usłyszawszy straszliwą diagnozę, zamykają się w sobie i wycofują z życia. W wywiadach wspominał o swojej siostrze: zmarła na raka mniej więcej w tym samym czasie, kiedy on dowiedział się o swojej chorobie. Ona nie walczyła, poddała się.
Krzysztof Kolberger chorował na nowotwór nerki. Po pierwszej operacji 19 lat temu bardzo szybko wrócił do zawodowej aktywności. O wiele gorzej zniósł drugą operację, kiedy okazało się, że ma przerzuty. Mimo to pracował do końca. W wywiadach wspominał, że nie chce dopuścić do tego, żeby choroba zawładnęła całkowicie jego życiem. Nazywał ją „kolegą”, a jego codzienna walka polegała na tym, żeby „kolega” nie powiększał swojego terytorium. Mimo że był coraz słabszy, uzależniony od leków i bardzo restrykcyjnej diety, potrafił dopasować swoją życiową aktywność do tych niesprzyjających okoliczności. Jego koledzy aktorzy wspominają, że podczas występów miał ze sobą mikrofalówkę, w której podgrzewał posiłki. Musiał je spożywać bardzo regularnie. Przyjmował trudne i wymagające role. Udowadniał, że da się żyć z chorobą określaną jako nieuleczalna. Pokazywał to nie tylko przez zdumiewającą wszystkich aktywność, ale także przez uśmiech. Niektórzy mówili, że miał niezwykłą pogodę ducha. Inni, widząc jego postawę wobec cierpienia i śmierci, nazywali go „świętym”.
W wywiadach z kilku ostatnich lat pytano go właściwie tylko o chorobę. Znajomi mówią, że był introwertykiem i nie lubił udzielać wywiadów. Jednak nie odmawiał i szczerze mówił w nich o raku i zmaganiach z nim. Nie robił tego po to, by innym zawracać głowę swoimi problemami. Opowiadał o tych sprawach po to, by służyć drugiemu człowiekowi.
W jednym z wywiadów mówił: „Pracuję, spotykam się z ludźmi. W ten sposób zapominam o chorobie. Odpoczywam psychicznie. Ludzie uciekają od choroby, śmierci. To normalne. Ale trzeba się nauczyć z nimi żyć. Nie wolno się izolować. Chorzy na raka muszą się czuć potrzebni. Nie traktujmy tej choroby jak wyroku śmierci, lecz jak wyzwanie. Trzeba się zaprzeć, nie załamywać”.
Lekcja Jana Pawła II
Kilka razy powtarzał, że myśli o śmierci pogodnie i ze spokojem. Nauczyły go tego wiersze ks. Jana Twardowskiego. Mówił, że wiersze ks. Jana i Karola Wojtyły pokazały mu chrześcijaństwo, a trasy po Polsce, podczas których deklamował ich poezję, nazywał rekolekcjami. Do Jana Pawła II miał stosunek szczególny. Aktor, który wystąpił w wielu wybitnych rolach, który pracował z najlepszymi polskimi reżyserami, uważał, że jego najważniejszym zadanim aktorskim było odczytanie testamentu Jana Pawła II. Niezapomniana jest jego kreacja podczas koncertu poświęconego papieżowi pod tytułem Wielka Pani. Recytował młodzieńcze wiersze Wojtyły. Wielokrotnie czytał też Tryptyk rzymski, także w filmie pod tym tytułem. Udzielił głosu postaci Jana Pawła II w filmie pod takim tytułem, w którą wcielił się amerykański aktor Jon Voight.
Krzysztof Kolberger był związany z Centrum Myśli Jana Pawła II niemal od samego początku istnienia tej instytucji. W materiałach nagranych przez Centrum można znaleźć takie wyznanie aktora o „nauce płynącej z ostatnich tygodni, dni życia, ale wcześniej chorowania Jana Pawła II”: „Jego mocowanie się z chorobą, noszenie tego krzyża zaowocowało i pomogło mi w czasie moich zmagań z kolejnymi przerzutami, nawrotami, operacjami, pobytami w szpitalu, słabościami, mocowaniem się i próbowaniem wpisania tej choroby w życie, nawet zawodowe. Nie chciałem i nie chcę się poddać, dalej aktywnie pracuję, żyję. Mimo że oczywiście trudniej mi dzisiaj niż przed operacjami. W filmie Jan Paweł II jest scena, kiedy po złamaniu biodra papież musiał od nowa nauczyć się chodzić o lasce i tę laskę z wściekłością odrzuca. Zadaje sobie pytanie: dlaczego mnie to spotkało? Ja już sobie nawet takich pytań nie zadaję. To też jest lekcja, jaką dał mi Jan Paweł II”.
Teatr, film, poezja
Krzysztof Kolberger urodził się w Gdańsku w 13 sierpnia 1950 r. Studia na Wydziale Aktorskim Państwowej Wyżeszej Szkoły Teatralnej w Warszawie ukończył w 1972 r. Zadebiutował w Teatrze Śląskim w Katowicach, ale już w 1973 r. dostał angaż w Teatrze Narodowym w Warszawie, którym kierował wówczas Adam Hanuszkiewicz. Zagrał tam pamiętną rolę Konrada w Dziadach w 1978 r. Występował później także na scenach teatrów Współczesnego i Ateneum, stworzył wiele ról w Teatrze Telewizji. Jedną z pierwszych kreacji filmowowych zagrał w Mazepie w reżyserii Gustawa Holoubka z 1975 r. Potem grywał w filmach Krzysztofa Zanussiego, Andrzeja Wajdy, Barbary Sass, Kazimierza Kutza. Godne zapamiętania są także jego role w serialach telewizyjnych. Początkowo występował głównie w rolach bohaterów romantycznych, później wręcz przeciwnie: grywał czarne charaktery.
Zajmował się także reżyserią teatralną. W 1991 r. w Teatrze Wielkim w Warszawie wyreżyserował Krakowiaków i górali, a w Teatrze Wielkim w Poznaniu Nędzę uszczęśliwioną w 1997 r.
Jeszcze w listopadzie 2010 r. można go było zobaczyć na deskach Teatru Narodowego w Warszawie, gdzie grał w spektaklu Wiele hałasu o nic Szekspira. Miał plany wyreżyserowania opery Krakowiacy i górale dla zespołu Gliwickiego Teatru Muzycznego.
Kochał poezję. Jan Englert powiedział PAP: „On zajął w naszym środowisku niezwykle rzadkie miejsce, a mianowicie aktora operującego fantastycznie głosem. Świetnie deklamował, wspaniale interpretował poezje. Właśnie słowo jest cechą charakterystyczną jego warsztatu aktorkiego”.
Na zawsze zapamiętamy ciepłą barwę jego głosu.
Będzie mi go brakować..
Dyrektor Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, ks. Andrzej Przekaziński, powiedział KAI: „Pana Krzysztofa Kolbergera bliżej poznałem na samym początku stanu wojennego. Był jednym z pierwszych aktorów, którzy zaangażowali się w prace Teatru Niezależnego Muzuem Archidiecezji Warszawskiej. Od tej pory byliśmy zawsze w kontakcie, aż do końca – po raz ostatni rozmawiałem z nim przez telefon kilka dni temu. Był niezwykłym człowiekiem, ogromnej kultury, niezawodnej przyjaźni – na dobre i na złe, można zawsze było na niego liczyć. Był też człowiekiem głębokiej wiary – bardzo głęboko przeżywał każdą Mszę świętą, w której uczestniczył. Obserwowałem czasami, jak przygotowywał się do wystąpień; docierał do sensu każdego tekstu, który później wypowiadał – niezależnie, czy to miało miejsce na scenie, czy w kościele. Podziwiałem go, gdy mimo ciężkiego stanu zdrowia pojechał do Watykanu, gdzie był pierwszym lektorem testamentu papieża Jana Pawła II.
Informacja o śmierci Krzysztofa Kolbergera jest dla mnie wstrząsem. Będzie mi go po prostu bardzo brakować jako przyjaciela, jako bliskiego człowieka. Mam nadzieję, że z tamtej strony będzie nam dalej pomagał”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













