Logo Przewdonik Katolicki

Podkoziołek, "babski combr" i tłusty czwartek...

Weronika Stachura
Fot.

Zgodnie z włoskim pochodzeniem tego słowa, okres poprzedzający Wielki Post najczęściej nazywamy karnawałem.

 

Staropolska tradycja przechowuje jednak bardziej obrazowe i dosadne nazwy czasu liczonego od Nowego Roku aż do wtorku poprzedzającego Środę Popielcową. Mięsopusty, zapusty, ostatni, kusaki  - to tylko niektóre z nich. Warto zauważyć, że choć okres ten wyznacza kalendarz liturgiczny, to w głównej mierze koncentruje się on na obrzędach świeckich, a nawet pogańskich. Wskazuje na to sama etymologia słowa „karnawał”, która odwołuje do dwóch źródeł. Pierwszym z nich są wspomniane już Włochy, stanowiące kolebkę zabaw karnawałowych. Drugi źródłosłów sięga czasów starożytnych, kiedy to podczas hucznego powitania wiosny na ulicach Rzymu pojawiały się niezwykle bogato przyozdobione rydwany boga Dionizosa – carrus navalis. Początki świętowania karnawału z wielkim przepychem sięgają już średniowiecza i obchodzone były niemalże w całej Europie: Hiszpanii, Portugalii, Francji i na Bałkanach. Jedne z pierwszych wzmianek o polskich zapustach pochodzą z XVII w. Tradycyjnie czas ten upływał na redutach – balach maskowych, z organizacji których słynęły dwory królewskie i szlacheckie. Do popularnych i ulubionych rozrywek karnawałowych należały również kuligi wiodące od dworu do dworu, gdzie uczestników podejmowano poczęstunkiem i muzyką. Nieuchronność zbliżającego się końca karnawału skłaniała do hucznego świętowania ostatnich dni poprzedzających Wielki Post. Do dziś i my, choć mniej okazałe, kultywujemy tę tradycję.

Jak zapusty, to zapusty – roześmiał się czwartek tłusty

Nieodłącznym elementem każdej karnawałowej uczty była jej obfitość. Perspektywa czterdziestodniowego postu skłaniała do „popuszczenia pasa” i wykorzystania ostatnich chwil na delektowanie się sutym jadłem i mocnym napojem. Takie też korzenie ma dobrze nam znany tłusty czwartek, zwany również „combrowym”. W tym dniu królowało kraszone jadło: kapusta z mięsem i słoniną, boczek czy kasza ze skwarkami. Choć przysmaki te nie przetrwały próby czasu, to tradycyjnie na naszych stołach w ostatni czwartek karnawału  nie może zabraknąć słodkich wyrobów: chrustu, zwanego także faworkami, oraz pączków, z których w XVII w. słynęły zwłaszcza warszawskie cukiernie. W przeszłości tłusty czwartek był nie tylko świętem typowego polskiego słodkiego specjału. Był to również dzień zabaw i spotkań zwany „combrem”, jak już wspomniano powyżej, lub „babskim combrem”. W XVIII w. urządzały je głównie krakowskie przekupki, świętując śmierć niezwykle surowego krakowskiego wójta Combra, która, jak głosi tradycja, przypadła właśnie w tłusty czwartek. Powtarzając rokrocznie ową zabawę, wybierały spośród swojego grona marszałkową, przyrządzały przysmaki i organizowały zabawy taneczne na Starym Rynku.

Diabelskie dni i Podkoziołek

Tłusty czwartek stanowił zaledwie preludium do prawdziwie hucznych szaleństw, na których spędzano ostatnie trzy dni karnawału, zwane „zapustami” lub „dniami kusymi”, a więc „diabelskimi”. Czas poprzedzający Środę Popielcową upływał na goszczeniu się, ucztowaniu i tańcach. Do najpopularniejszych rozrywek, zwłaszcza w miasteczkach i na wsiach, należały taneczne korowody przebierańców, najczęściej postaci zwierząt: bociana, kozy, niedźwiedzia czy diabłów. Na ziemiach lubelskich i sandomierskich rokrocznie ciągnięto po głównych ulicach wózki lub sanki z bachusem – słomianą kukłą czy wcielającym się w jego rolę chłopcem w przebraniu ze słomy, trzymającym w ręku dzbanek na drobne datki. W Krakowskiem zaś bachusami zwano Księcia Zapusta, przedstawiającego się jako: „mantuański książę, przychodzący z dalekiego kraju, gdzie psi ogonami szczekają, ludzie gadają łokciami, a jedzą uszami”. Odwiedzający domostwa  wraz ze swoją świtą: postaciami przebranymi na opak, np. profesora z oślą głową, pozdrawiał mieszkańców i oczekiwał na drobny podarunek: kawałek słoniny, kołacz czy pieniądze.

Bez wątpienia najważniejszym z ostatnich dni odchodzącego karnawału był wtorek, w różnych częściach Polski zwany śledzikiem czy na terenie Wielkopolski i Kujaw -podkoziołkiem. Jego genezy należy szukać już w przedchrześcijańskiej tradycji Słowian. Łączy on w sobie elementy obrzędu urodzaju i płodności oraz zamiłowanie naszych przodków do przebierania się, zwłaszcza za zwierzęta. Sama nazwa „podkoziołek” nawiązuje do najważniejszego punktu wtorkowej zabawy. Była nim wyrzeźbiona, najczęściej z drewna, figurka kozła ustawiana w pobliżu orkiestry. Tam też chłopcy prosili do tańca dziewczęta i wykonywali pieśń. Odpowiedzią dziewcząt był „okup” w postaci drobnych pieniędzy składany na talerz pod koziołkiem. Po zakończonym obrzędzie kontynuowano zabawę do późnych godzin. Zwyczaj ten był jeszcze powszechny na początku XX w., dziś zachowała się jedynie tradycja organizowania ostatniej karnawałowej zabawy.

Zwyczaje mniej znane

Karnawałowe zwyczaje poprzedzające rozpoczęcie Wielkiego Postu różnią się w zależności od regionu Polski. Do mało znanych, choć niezwykle bogatych i różnorodnych, należą obrzędy charakterystyczne ziemiom kaszubskim. Część z nich ściśle związana była z kalendarzem liturgicznym. Obchodzone 2 lutego święto Ofiarowania pańskiego (Matki Boskiej Gromnicznej) rozpoczynało miesiąc zwany gromnicznikiem, zaś we wspomnienie św. Agaty, przypadające 5 lutego, święcono chleb i sól, która miała chronić domowe zwierzęta przed chorobami i zarazami. W dzień ten tradycyjnie przynoszono z kościołów do domostw wodę święconą. Kolejne dni karnawału spędzano na hucznych zabawach, w których uczestniczyły wielopokoleniowe rodziny. Zimowy czas umilano sobie również organizując zabawy taneczne. Z racji położenia tych ziem, niemały wkład w karnawałowe zwyczaje mieli również rybacy. Kilka dni przed ostatnim wtorkiem poprzedzającym Wielki Post wiązali wielką sieć, umieszczali na pewnej wysokości, np. w gospodzie, a następnie huśtano się na niej podczas zabawy. Podczas czterdziestodniowego postu nie wolno było używać tłuszczu zwierzęcego, stąd podczas ostatnich karnawałowych dni jadło suto okraszano smalcem. Na dowód powstrzymywania się od spożycia potraw mięsnych, na przydomowych płotach wieszano naczynia tradycyjnie służące do przygotowywania mięsiwa. Pośród kaszubskich obrzędów można znaleźć i takie, które współcześnie uznalibyśmy za przejaw równouprawnienia. W ostatnich dniach przed Wielkim Postem kobiety powstrzymywały się od prac domowych, zwłaszcza szycia.  Dziś większość z karnawałowych zwyczajów, z racji pogańskich korzeni, nie wytrzymała próby czasu. To, co napawa nadzieją, to fakt, że przetrwał  jeden z najistotniejszych – zwyczaj wspólnego, w gronie rodziny i znajomych, spędzania ostatniego wieczoru przed rozpoczynającym się Wielkim Postem.

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki