Logo Przewdonik Katolicki

Szansa na lepsze życie

Kamila Tobolska
Fot.

Dziecko dla pełnego i harmonijnego rozwoju swojej osobowości powinno wychowywać się w środowisku rodzinnym, w atmosferze szczęścia, miłości i zrozumienia.

 


 

Kampania społeczna „Rodzina Wielodzietna – Dobry Wybór!”, którą od końca maja prowadzi Fundacja „Głos dla Życia”, ma na celu promowanie pozytywnego wizerunku rodzin wielodzietnych oraz podkreślenie ich wartości społecznej. Rodziny, które wychowują większą liczbę dzieci, zmagają się z wieloma różnorodnymi trudnościami. Często więc ich dobre funkcjonowanie w godziwych warunkach wymaga szczególnej troski ze strony całego społeczeństwa.

 

Złożony stan rzeczy

W życiu zdarzają się różne sytuacje. Nie zawsze dzieci mogą wychowywać się we własnej, biologicznej rodzinie, czasami ich rodzice mają trudności w realizacji powołania do rodzicielstwa. Powody takiego stanu rzeczy są złożone i rzadko się zdarza, aby była to jedna przyczyna. − Najczęściej na problemy w byciu rodzicem składają się trudne doświadczenia z własnego dzieciństwa – wyjaśnia Romana Chruszcz, dyrektor Chrześcijańskiego Ośrodka Adopcyjno-Mediacyjnego „Pro Familia” w Poznaniu. – Wpływają na nie także uzależnienia rodziców czy trudności z podjęciem pracy. Zdarza się również, że z różnych powodów matka zostaje sama z dziećmi i to samotne macierzyństwo może ją przerastać – dodaje dyrektor „Pro Familii”. Taka właśnie historia przydarzyła się pewnej młodej kobiecie, Sylwii. – Gdy w jej małżeństwie narastały trudności, niczego nie zauważyliśmy. Córka mieszkała kilkaset kilometrów od nas i dlatego mogła przed nami udawać – mówi jej ojciec, Piotr. − W końcu „balonik pękł” i troje dzieci Sylwii trafiło do pogotowia opiekuńczego, a dwoje do pogotowia rodzinnego. Dla nas zaczęła się wtedy walka o to, aby dzieci trafiły do naszego domu – wspomina Piotr.

 

Piękne wyzwanie

Gdy dzieci wskutek poważnego kryzysu w rodzinie zostają pozbawione domu, zawsze jest nadzieja, że to tylko chwilowa sytuacja. Udzielanie im pomocy powinno więc polegać na stwarzaniu szansy odzyskania biologicznej rodziny, stąd adopcja nie jest dla nich dobrym rozwiązaniem. Poszukuje się więc innych możliwości, dzięki którym będą one dorastały w rodzinnej atmosferze i wychowywały się wspólnie z rodzeństwem. Taką szansą dla dzieci są rodziny zastępcze. Mogą je tworzyć osoby z kręgu rodziny naturalnej dziecka, a także osoby niespokrewnione z nim, małżonkowie lub osoba samotna. Wśród kryteriów, jakie muszą spełniać kandydaci na rodziców zastępczych, wymienia się m.in. odpowiednie warunki mieszkaniowe i stałe źródło utrzymania, a także stan zdrowia, który umożliwia właściwą opiekę nad dzieckiem. Pierwsze działania z osobami pragnącymi pełnić funkcję rodziny zastępczej podejmują Miejskie lub Powiatowe Ośrodki Pomocy Rodzinie, które przeprowadzają z nimi odpowiednie rozmowy, a następnie kierują je na szkolenie do ośrodka adopcyjnego. − To piękne i potrzebne wyzwanie, pamiętać jednak trzeba, że jest ono również trudne, ponieważ w pewien sposób przyjmuje się dziecko z jego biologiczną rodziną – podkreśla Romana Chruszcz, dodając, że rodzina zastępcza ze swej istoty, otwiera się na współpracę z naturalną rodziną dziecka.

 

Wielkie serca

Oprócz formalnych warunków stawianych kandydatom na rodziców zastępczych bardzo ważne są także ich motywacje i predyspozycje osobowościowe. − Trzeba mieć zdolność do bycia dobrym opiekunem dziecka i odpowiednie nastawienie. Potrzebna jest gotowość dawania dziecku tego, czego potrzebuje ze świadomością, że może ono wrócić do rodziny biologicznej – tłumaczy Romana Chruszcz. Dla rodziców zastępczych trudnością bowiem bywa status dziecka, który z założenia jest czasowy, do momentu rozwiązania problemu w naturalnej rodzinie. − Kiedy obserwuję inne rodziny zastępcze, widzę, że niektórym trudno pogodzić się z myślą o rozstaniu z dzieckiem. Myślę, że nam jest łatwiej, bo mamy własne dzieci – mówi Magda. Razem z Rafałem są szczęśliwym małżeństwem i rodzicami 16-letniej Asi oraz 10-letniego Tomka. Od dawna myśleli o tym, by otoczyć miłością i opieką dzieci szczególnie doświadczone przez los. Oboje pracują w służbie zdrowia. Oprócz „wielkich serc” są jeszcze gotowi do bycia z drugim człowiekiem potrzebującym pomocy. Prawie trzy lata temu zostali rodziną zastępczą dla 10-letniej wówczas Karoliny. Od roku ich rodzina stała się jeszcze liczniejsza, gdyż dołączyli do nich bracia: 11-letni Paweł i 6-letni Krzyś. − Jesteśmy z tymi dziećmi związani, a one z nami. Wiedzą, że u nas jest bezpiecznie. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby dobrze się rozwijały i daje nam to wielką satysfakcję. Ale nie „przywłaszczamy” ich sobie, mamy bowiem świadomość, że one kiedyś od nas odejdą – dzieli się Magda.

 

Zawód – rodzic

Rodziny zastępcze niespokrewnione z dzieckiem mogą mieć charakter rodziny zawodowej. Jeśli w tym samym czasie umieszcza się w niej nie mniej niż troje i nie więcej niż sześcioro dzieci (w przypadku konieczności umieszczenia w rodzinie licznego rodzeństwa liczba dzieci może się zwiększyć), mamy do czynienia z rodziną zastępczą zawodową wielodzietną. Rodzina funkcjonująca w ten sposób staje się dla jednego z rodziców pracą zawodową. Podpisywana jest z nim odpowiednia umowa, która określa zasady pracy z tą rodziną i ustala wynagrodzenie. − Rodzina zastępcza wielodzietna to szansa dla wieloosobowych rodzeństw. Wspaniale, że taka forma istnieje i że są ludzie podejmujący się tego zadania – mówi Romana Chruszcz. – Trzeba pamiętać, że to wielkie wyzwanie dla rodziców. Gdy do rodziny przychodzi kilkoro dzieci równocześnie, mają prawo piętrzyć się różnego rodzaju trudności. Każde dziecko jest przecież inne, każde inaczej przeżywa rozstanie z biologicznym rodzicem i każde ma swój kawałek trudnej historii życia. – wyjaśnia dyrektor „Pro Familii”.

Zdarzają się niestety przypadki osób, dla których głównym powodem założenia rodziny zastępczej są względy finansowe. − Jeśli ktoś bierze dzieci z pobudek finansowych, bardzo szybko się „wypala” i oddaje dzieci, robiąc im tym wielką krzywdę – kwituje Magda.

 

Nie jesteśmy sami

Dla rodzin zastępczych szczególnie ważne jest wsparcie najbliższego środowiska oraz to, którego sobie wzajemnie udzielają. Możliwość spotkań oraz wszechstronną pomoc proponuje im Stowarzyszenie Zastępczego Rodzicielstwa, które ma siedzibę w Sierczynku koło Trzciela w województwie lubuskim. Wśród oddziałów stowarzyszenia w całym kraju jednym z prężniej działających jest oddział wielkopolski. − Organizujemy spotkania dla rodzin zastępczych przynajmniej raz w miesiącu. Często są to wyjazdy na cały weekend, do wybranego ośrodka na terenie Wielkopolski − informuje Ewa Karczewska, wiceprezes wielkopolskiego oddziału stowarzyszenia. − W Wielkopolsce jest nas zrzeszonych około 200 osób i mamy nadzieję, że będzie nas coraz więcej – dodaje. Na organizowane przez stowarzyszenie szkolenia zapraszani są specjaliści, którzy przekazują rodzicom wiedzę dotyczącą np. wychowania czy dysfunkcji, z którymi dzieci przychodzą do ich rodzin.

 

Własny serial

Dzieci Sylwii przebywając w pogotowiu opiekuńczym oraz pogotowiu rodzinnym były rozdzielone przez osiem miesięcy. − To był dla nich wyjątkowo trudny okres. Gdy wtedy do nich przyjechaliśmy, pierwszymi słowami, jakie usłyszałam od wnuczka, było: „Babciu pomocy, ratunku! Zabrali moje siostry!” – opowiada Anna, mama Sylwii. Starania dziadków przyniosły zamierzony efekt: od dwóch lat są rodziną zastępczą dla swoich pięciorga wnucząt. To tylko jedna z wielu niełatwych rodzinnych historii. − Pewna stacja telewizyjna emituje serial ukazujący życie w rodzinie zastępczej. To wyidealizowany obraz. O żadnych poważnych problemach nie ma tam mowy − mówi Rafał. − Chętnie go oglądam, ale nie dorównuje on naszemu „domowemu serialowi”, znacznie ciekawszemu i... prawdziwemu – puentuje.

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki