Logo Przewdonik Katolicki

Inwazja raka

Renata Krzyszkowska
Fot.

Przegrywamy walkę z nowotworami. Według prognoz, do 2020 roku liczba nowych zachorowań wzrośnie w Europie o 25 proc. i wyniesie 3,4 miliona. Obchodzony 4 lutego Światowy Dzień Walki z Rakiem, to okazja do cytowania takich smutnych statystyk. Niestety, dla Polski są one najbardziej niepomyślne. Polacy spośród wszystkich Europejczyków mają najtrudniejszy dostęp do nowoczesnych leków...

Przegrywamy walkę z nowotworami. Według prognoz, do 2020 roku liczba nowych zachorowań wzrośnie w Europie o 25 proc. i wyniesie 3,4 miliona. Obchodzony 4 lutego Światowy Dzień Walki z Rakiem, to okazja do cytowania takich smutnych statystyk. Niestety, dla Polski są one najbardziej niepomyślne. Polacy spośród wszystkich Europejczyków mają najtrudniejszy dostęp do nowoczesnych leków onkologicznych.

Na nowotwory zapada u nas rocznie 130 tys. osób. Z powodu raka umiera co roku 85 tys. Polaków. Całkowicie wyleczonych zostaje średnio 30 proc. dorosłych (w USA ponad 60 proc., w Europie Zachodniej prawie połowa). Dla mieszkańca Europy Zachodniej zachorowanie na raka oznacza jedynie poważny problem. Często jest on dość wcześnie wykryty, a skuteczne, nowoczesne leki są tam dostępne. Polacy zwykle zgłaszają się do lekarza, gdy choroba jest bardzo zaawansowana, sytuację pogarsza fakt, że na leczenie czeka się wiele tygodni, a na nowoczesne leki naszego państwa po prostu nie stać. Dla mieszkańca naszego kraju zachorować na raka, to nie tylko poważny problem, ale wręcz nieszczęście. Prawdziwym dramatem zaś jest zachorować w Polsce na rozsianego raka nerki, bo takiego nowotworu się u nas teoretycznie w ogóle nie leczy. – Nie figuruje on w katalogu Narodowego Funduszu Zdrowia, choć cierpi na niego kilkanaście tysięcy Polaków. Taka sytuacja utrzymuje się już od kilku lat. Na Zachodzie w tym wypadku standardem jest podanie nowoczesnej farmakoterapii. W Polsce NFZ przewiduje jedynie, mało skuteczne w tej chorobie, leczenie operacyjne – mówi prof. Cezary Szczylik, kierownik Kliniki Onkologii Centralnego Szpitala Klinicznego Wojskowej Akademii Medycznej w Warszawie.

Za krótka kołdra
Już dwa lata temu naukowcy z Karolinska Institutet i Wyższej Szkoły Ekonomii w Sztokholmie opublikowali raport, z którego wynika, że Polska w przeliczeniu na jednego mieszkańca wydaje na onkologię najmniej w Europie, bo tylko 34 euro rocznie. Dla porównania: Węgry – 56, Włochy – 114, Szwajcaria – 189. Zdaniem prof. Cezarego Szczylika, do dziś nic się nie zmieniło. – Od kilku lat w Polsce nie objęto refundacją ani jednego nowego leku onkologicznego. Opinię publiczną bulwersuje to, że gdzieś karetka nie dojechała na czas albo operujący chirurg był pijany, a mniej mówi się o tysiącach chorych, którzy muszą umrzeć, bo nie ma pieniędzy na nowoczesne leczenie.

Nawet te dostępne fundusze są rozdzielane niesprawiedliwie. Wartość wszystkich farmaceutyków stosowanych w leczeniu nowotworów w Polsce, to równowartość refundacji samej tylko insuliny dla cukrzyków – mówi prof. Cezary Szczylik.

Cena życia
– Nowy, powszechnie stosowany na Zachodzie lek herceptyna mógłby skutecznie zabezpieczyć ok. 1200 Polek przed nawrotem jednego z rodzajów raka piersi. Mimo że lek jest zarejestrowany w Polsce, nikt go nie refunduje w pooperacyjnym leczeniu uzupełniającym. Roczna kuracja kosztuje ok. 140 tys. zł. Obecnie prowadzimy pertraktacje z NFZ w sprawie refundacji leku, ale jaki będzie efekt rozmów, nie wiadomo. Bez tego farmaceutyku, u części pacjentów prędzej czy później dojdzie do nawrotu raka i chore po prostu umrą – mówi dr Jerzy Załuski, zastępca dyrektora Wielkopolskiego Centrum Onkologii.

Czasami można nawet odnieść wrażenie, że o to właśnie chodzi. Prof. Szczylik nieraz słyszał z ust decydentów kuluarowe opinie, że pacjentów onkologicznych nie opłaca się leczyć, bo dużo kosztują, a i tak większość umrze.

Onkologów jak na lekarstwo
Poprawę sytuacji miało przynieść powstanie w 2000 r. Polskiej Unii Onkologii (PUO). Choć w 2005 r. doprowadziła ona do uchwalenia przez sejm ustawy w sprawie wieloletniej realizacji Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych sytuacja nie uległa znaczącej poprawie. Sukcesem jest przeprowadzany w ramach programu zakup nowego sprzętu medycznego, ale nadal brakuje specjalistów, którzy wiedzieliby co z nim zrobić.

Rak to w naszym kraju główna przyczyna zgonów kobiet i druga przyczyna zgonów mężczyzn. Więcej umiera tylko na serce. Niestety, liczby specjalistów w onkologii i kardiologii są nieproporcjonalne. Kardiologów mamy w naszym kraju około dwóch tysięcy, a profesorów kardiologii około dwustu. Tymczasem onkologów jest tylko ok. 350, z czego z tytułem profesora tylko dwunastu, z których tylko kilku prowadzi szeroką praktykę. Choć dramatycznie brakuje specjalistów, jeszcze do niedawna w akademiach medycznych egzamin z onkologii nie był obowiązkowy.

Rak nie może czekać
Mimo działań PUO nadal brakuje sprzętu do radioterapii. Na Zachodzie jeden aparat przypada średnio na 300 tys. mieszkańców, w Polsce na 500-600 tys. – wylicza dr Załuski. Kolejki na radioterapię są długie nie tylko z powodu braku sprzętu, ale i personelu, który by go obsługiwał. W Centrum Onkologii w Warszawie pracuje obecnie tylko jeden tomograf komputerowy, bo nie ma radiologów, którzy opisywaliby wykonane badania.

Leczenie nowotworów prawie zawsze rozpoczyna się od ich wycięcia. Im szybciej się to zrobi, tym większe szanse wyleczenia.

– W naszym ośrodku na operację czeka się dwa do czterech tygodni, czyli tyle ile przeciętnie w Europie. Ale w niektórych częściach Polski na taki zabieg czeka się dwa, trzy miesiące. W tym czasie choroba nowotworowa może poczynić nienaprawialne szkody – mówi dr Jerzy Załuski.

Pesymizm realistów
Służba zdrowia ulega powolnej, ale systematycznej erozji. Sprzątaczka w siedzibie Narodowego Funduszu Zdrowia zarabia więcej niż lekarz, technik czy pielęgniarka. Kto może, wyjeżdża. Stąd m.in. biorą się długie kolejki w ośrodkach onkologicznych.

W poczekalni zwykle czeka tłum ludzi i każdy chce być jak najszybciej przyjęty, bo jest śmiertelnie chory. Można sobie wyobrazić, jak duże rodzą się tam emocje i napięcia. – Mało liczny personel musi znosić ogromne obciążenia, jest przemęczony i sfrustrowany. Poprawę sytuacji trzeba zacząć od tworzenia kadr dla onkologii, ale pod tym względem jestem pesymistą. Dziś w całym województwie mazowieckim są dla onkologii przewidziane tylko dwie rezydentury, czyli pozwolenia na szkolenie specjalistów z tej dziedziny, a chorych cały czas przybywa – mówi prof. Szczylik.

ZNAKI OSTRZEGAWCZE
Najczęstsze objawy zaawansowanego nowotworu:

1. Guz albo zgrubienie w piersi lub innych miejscach na przykład na skórze, wardze, języku lub jądrach.
2. Zmiana kształtu, wielkości lub koloru brodawek piersiowych.
3. Nietypowe krwawienie albo wydzielina z naturalnych otworów ciała lub brodawek piersiowych.
4. Owrzodzenia lub rany, które nie goją się w krótkim czasie.
5. Chrypka lub kaszel utrzymujące się bez wyraźnej przyczyny.
6. Przedłużające się zaburzenia w oddawaniu stolca lub moczu.
7. Przedłużające się zaburzenia w trawieniu (na przykład wzdęcia, odbijania, uczucie ciężkości w żołądku po spożyciu pokarmów lub trudności w połykaniu).
Źródło: Polski Komitet Zwalczania Raka


Bezpłatna infolinia onkologiczna Od poniedziałku do czwartku, w godzinach od 16 do 22 pod bezpłatnym numerem telefonu 0-800-49-34-94 można porozmawiać z doświadczonym lekarzem onkologiem. Infolinia przeznaczona jest dla pacjentów walczących z rakiem, a także osób podejrzewających u siebie chorobę nowotworową, którzy nie wiedzą, gdzie szukać pomocy lub boją się zgłosić do lekarza. Jak wielkie jest zapotrzebowanie na takie informacje świadczy fakt, że linia jest prawie cały czas zajęta.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki