Logo Przewdonik Katolicki

Rzeź w Marsylii

Adam Suwart
Fot.

Marsylia. Jedno z największych miast Francji. Założona przez Greków z Fokai około roku 600 p.n.e. Malowniczo położona na południowym wybrzeżu Francji, nad Morzem Śródziemnym, przy Zatoce Lwiej. To piękne stare miasto stało się 9 października 1934 r. widownią krwawej masakry. Za jej wykonawcami stali hitlerowscy prowodyrzy z Berlina. Już od późnego lata 1934 roku pomiędzy Francją...

Marsylia. Jedno z największych miast Francji. Założona przez Greków z Fokai około roku 600 p.n.e. Malowniczo położona na południowym wybrzeżu Francji, nad Morzem Śródziemnym, przy Zatoce Lwiej. To piękne stare miasto stało się 9 października 1934 r. widownią krwawej masakry. Za jej wykonawcami stali hitlerowscy prowodyrzy z Berlina.

Już od późnego lata 1934 roku pomiędzy Francją a Królestwem Serbów, Chorwatów i Słoweńców, zwanym od 1929 roku Jugosławią, trwały przygotowania do niezwykłego spotkania. Trzecią Republikę Francuską miał odwiedzić osobliwy monarcha – Aleksander I Karadziordziewić, zwany dla ułatwienia Jugosłowiańskim.

„Małe Locarno”
Ten dostojnie prezentujący się w galowym mundurze admiralskim monarcha chwiejnego, bałkańskiego królestwa, był potomkiem Jerzego Czarnego, serbskiego handlarza świń, który jako przywódca pierwszego antytureckiego powstania serbskiego utorował swoim potomkom drogę do tytułu książęcego i do władzy na Bałkanach. W 1931 roku Aleksander I, aby rozprawić się z terrorystami i nacjonalistami, postanowił wzmocnić swoją pozycję w królestwie, kosztem likwidacji partii politycznych i osłabienia mechanizmów demokratycznych. Jednym z głównych filarów kreowanej przez króla Aleksandra polityki jugosłowiańskiej miał być ścisły sojusz tego państwa z Francją. Tym samym Jugosławia znacznie oddalała się od związków z Niemcami i umacniała plany francuskie, dotyczące stworzenia tzw. Wschodniego Locarno.

Głównym rozgrywającym tego projektu politycznego była Francja. Jej ówczesny minister spraw zagranicznych Louis Barthou usilnie zabiegał o stworzenie systemu bezpieczeństwa międzynarodowego w Europie. Miał on zapobiec wojnie narodowej, jaka mimo upływu dekady od pokoju wersalskiego nadal drzemała w wielu zakątkach kontynentu. Minister Louis Barthou odbył tryumfalną podróż po takich krajach europejskich, jak Czechosłowacja, Rumunia, Austria, Polska i kraje nadbałtyckie. W większości z nich otrzymał wiarygodne deklaracje przystąpienia do sprężystego sojuszu obronnego. Jego ostatecznymi uczestnikami miały być: Polska, Czechosłowacja, Jugosławia, Litwa, Łotwa, Estonia, Rumunia i ZSRR. Gwarantami stabilności tego paktu miały zostać, według zamysłu ministra Barthou: Francja, Wielka Brytania, Włochy i Belgia. Wszystkie te państwa miały się wspierać w razie ataku agresora na którekolwiek z nich.

Choć agresor nie był wówczas wymieniony w planach Louisa Barthou, dziś wiemy, że były nim Niemcy. Jednak w chwili konstruowania paktu nie było to wprost powiedziane. Więcej nawet: Louis Barthou zaproponował Hitlerowi i III Rzeszy przystąpienie do tego aliansu. Agresywna odmowa Niemiec była w istocie pułapką dyplomatyczną, którą inteligentny Francuz zastawił na mniej błyskotliwą dyplomację hitlerowską. Odmawiając, coraz bardziej zbrojące się w tym czasie Niemcy, ukazały nader wyraźnie do czego prowadzi ich polityka. Nie dla wszystkich strategów europejskich było to jednak jasne. – Jestem jednym z niewielu polityków, którzy w całości przeczytali „Mein Kampf” Hitlera, mówił Louis Barthou. Żałuję, że nie zrobili tego moi koledzy z innych państw. Ministra Louisa Barthou ogarnęła swoista mania demaskowania prawdziwych intencji hitleryzmu – mania, która miała wkrótce zgubić paryskiego dyplomatę.


Szef francuskiej dyplomacji Louis Barthou (po lewej) i król jugosłowiański Aleksander (po prawej) byli solą w oku hitlerowskich dyplomatów. To na nich wydano wyrok w Berlinie, który następnie wykoanli chorwaccy terroryści podczas oficjalnej wizyty państwowej jugosłowiańskiego monarchy we Francji

Król płynie na śmierć
9 października 1934 roku rozległe molo i bulwary Starego Portu w Marsylii zapełniły tysiące podekscytowanych Francuzów, którzy z ministrem spraw zagranicznych Republiki Francuskiej na czele mieli przywitać przybywającego z Jugosławii monarchę. Podczas gdy Francuzi tłoczyli się w rejonach portowych, nieco dalej, w restauracji przy trasie przyszłego przejazdu króla Aleksandra, ulokowali się mówiący obcym, egzotycznym językiem ludzie. Zamówili jedzenie i czekali. Podobnie jak francuskie i jugosłowiańskie służby specjalne, także i oni od wielu tygodni przygotowywali się do tej wizyty. Pomagał im w tym gorliwie tajemniczy kapitan z niemieckiej ambasady w Paryżu, którego rozległe, poufne kontakty, także we francuskiej policji, okazały się bardzo pomocne.

Tymczasem wybiła godzina 14. Do portu marsylskiego z dostojną powolnością wpłynął jugosłowiański krążownik „Dubrownik”. Eskortowały go jednostki francuskiej marynarki wojennej: 6 torpedowców, 12 okrętów podwodnych oraz eskadry lotnictwa morskiego. Na brzegu z tysięcy gardeł wyrywał się okrzyk: „Vive le roi!” – „Niech żyje król!”. Po przycumowaniu „Dubrownika” dostojny król wysiadł i powitany został przez ministra Barthou. Nieco później król, minister i inni dostojnicy wsiedli do samochodów i ruszyli ulicami Marsylii. Tłum falował na chodnikach, częściowo wbiegał na jezdnie, czemu nie mogli zapobiec nieliczni policjanci. W Paryżu ustalono bowiem, że monarcha i minister mają być „jak najlepiej widoczni ze względów propagandowych”. Wrzawa nie ustawała, gdy samochód, z pozdrawiającym lud królem, wolno posuwał się ulicami miasta. W pewnym momencie, gdy zrównał się z restauracją, nagle do samochodu podbiegł mężczyzna. Wielu gapiów nawet go nie zauważyło. Mężczyzna o ciemnej karnacji i czarnych włosach, krzycząc: „niech żyje król”, wskoczył na lewy stopień królewskiej limuzyny.

Nisko pochylony, wyciągnął lśniący Mauser kaliber 7, 65 i oddał do oszołomionego monarchy całą serię wystrzałów. Strzelał do króla z odległości kilkunastu centymetrów, raniąc jednocześnie innych pasażerów – m.in. ministra Barthou i generała Georgesa. Aleksander trafiony siedmioma kulami w głowę i klatkę piersiową osunął się na siedzenia auta. Tłum przed chwilą milczący, teraz wpadł w histerię. Terrorysta jednak nadal z zapamiętaniem strzelał nieomal na oślep do króla. Część ludzi rzuciła się, by odciągnąć zamachowca. Ten z kolei rzucił się do ucieczki. Dostał się jednak w ręce zdesperowanego tłumu, który w mgnieniu oka zmasakrował jego ciało. Francuska gwardia narodowa, policja i tajniacy przez cały czas zamachu pozostali bezradni. Dopiero po kilku minutach ożywili się. Król w limuzynie został pospiesznie wywieziony z miejsca zamachu. Zmarł po kwadransie, nie odzyskawszy przytomności.

Gdzie jest minister?
Po około godzinie ktoś zaczął zastanawiać się, co się właściwie stało z ministrem Barthou, który w feralnej drodze towarzyszył jugosłowiańskiemu monarsze. Okazało się, że szef francuskiej dyplomacji został ciężko ranny w lewe ramię. Nie od razu stracił przytomność. Leżał na ulicy, wypchnięty z auta, obok miejsca zamachu. Z trudem wstał i brocząc w kałuży własnej krwi, rozpoczął poszukiwania ambulansu. Udało mu się zatrzymać pomoc dopiero po niespełna godzinie. Ambulans zawiózł ministra do szpitala marsylskiego. Było już jednak o pół godziny za późno. Nie pomogła transfuzja krwi. Minister zmarł na stole operacyjnym, półtorej godziny po zgonie króla. Lekarze nie powiedzieli mu, że król nie żyje, aby nie osłabiać umierającego ministra.

Droga do hegemonii otwarta
Wraz ze śmiercią króla Aleksandra i ministra Barthou poważnie zmieniła się sytuacja polityczna w obu krajach. Kto mógł cieszyć się z efektów tego ponurego zamachu? Komu mogła pomóc śmierć francuskiego dyplomaty, który już w 1934 roku ostrzegał przed Niemcami i próbował zbudować ogólnoeuropejską koalicję antyhitlerowską? Odpowiedź jest dziś aż nadto jasna. Także wtedy nie było wątpliwości. Skrupulatne dochodzenie wykazało, że organizatorami marsylskiego zamachu byli chorwaccy Ustasze, członkowie nacjonalistycznej organizacji, która już od wielu miesięcy groziła Aleksandrowi śmiercią. Bezpośrednim zabójcą króla i innych osób był Chorwat Kalemen. Obserwatorami zajść natomiast – wysłannicy Rosenberga i Goeringa – czołowych polityków hitlerowskich, którzy na polecenie samego Hitlera zorganizowali marsylską akcję pod kryptonimem „Miecz teutoński”. Chorwaccy Ustasze, ze swoim irracjonalnym nacjonalizmem, zostali wykorzystani przez hitlerowców jako zasłona dymna do zabójstwa nie tyle króla Jugosławii, ile ministra Barthou, który jako jeden z pierwszych europejskich polityków ostrzegł świat przez Niemcami Hitlera.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki