Ten fakt stał się inspiracją dla Aleksandara Tišmy. Bohater jego powieści to ofiara, która znalazła swoją ścieżkę ocalenia: mordował na rozkaz, sam dręczony, dręczył innych. Teraz szuka odkupienia.
Literatura obozowa w ostatnich latach kojarzy się przede wszystkim z pop-produkcją romantycznych opowieści, skrajnie upraszczających i zakłamujących rzeczywistość. Od tego typu powieści trzymajmy się jak najdalej. Istnieją jednak jeszcze dzieła wybitne i do takich należy wydane po raz pierwszy po polsku Kapo Aleksandra Tišmy – serbsko-chorwackiego nieżyjącego już pisarza, którego książki wydane zostały w kilkunastu językach i który jest uważany za jednego z najlepszych pisarzy swojego regionu. O jego trzech najważniejszych dziełach mówi się, że to trylogia, choć tym, co je łączy, nie jest żaden bohater, a miejsce – Nowy Sad – no i tematyka – niby obozowa, ale jednak bardziej po-obozowa, bo obóz, który wciąż żyje w bohaterach, nie chce ich opuścić. Niby z niego wyszli, są ocaleńcami, ale dźwigają go ze sobą, dokądkolwiek pójdą. I tu zaskoczenie, bo jako ofiary dźwigają winę. Tišma mówił: „Wszystkie moje powieści są autobiograficzne”, i mimo że sam obozu uniknął, twierdził, że również on go w sobie nosi. Sformułował to w dzienniku w swój specyficzny sposób, porównując się do robaka, który przetrwał działanie środka owadobójczego, a teraz jego rolą jest przekazanie potomkom zabójców, jakich okrucieństw dokonali ich ojcowie i dziadkowie na milionach ofiar. Przechodzą ciarki? Owszem.
Mieszaniec
Był trochę Serbem, trochę Węgrem i oczywiście Żydem. Mieszanka, jak to w okolicach Nowego Sadu przed wojną. Urodził się w Horgošu w 1928 roku, przy granicy Jugosławii z Węgrami. Ojciec był Serbem, pochodzącym z zachodniej Chorwacji, matka – węgierską Żydówką. Kiedy rozpoczęła się wojna, mieszkali już w Nowym Sadzie. W 1941 roku – wtedy Jugosławia została napadnięta – Tišma miał 13lat. Kraj podzielono, region Wojwodiny znalazł się pod kontrolą wojsk węgierskich, niemieckich i ustaszy, chorwackich nacjonalistów.
Żydów spotkał taki los jak wszędzie. Rodzina Tišmów miała szczęście: z masakry w Nowym Sadzie ocaleli dzięki węgierskiemu sąsiadowi, który ich ukrył. Na początku 1942 roku węgierscy żołnierze wyłapywali Serbów i Żydów według sporządzonej listy, masowe rozstrzeliwania miały miejsce na zamarzniętych wodach Dunaju, zginęło wtedy około 4 tys. osób, w tym kobiety i dzieci. Ranni wpychani byli do przerębli, tonęli w lodowatej wodzie. Wśród ofiar znalazłaby się babcia Tišmy, uratowana w ostatniej chwili nad samym brzegiem rzeki. Pozostali przy życiu Żydzi zostali wcieleni do batalionów pracy przymusowej w pobliżu frontu na Ukrainie, reszta w 1944 roku znalazła się w Auschwitz.
Tišma z matką wyjechał wcześniej do Budapesztu, gdzie Aleksandar rozpoczął studia. I zaczął pisać. W dzienniku pod datą 7 grudnia 1943 roku czytamy: „Wahałem się, w jakim języku pisać, co dla mnie znaczy, do którego narodu będę należał, (…) podjąłem decyzję, że będę serbskim pisarzem”. Ale potem, gdy podczas spisu ludności miał zaznaczyć, jakiej jest narodowości, odpowiedział: „niezdecydowany”.
On i jego najbliżsi przeżyli. Obserwował tylko, jak giną w obozach kolejni jego krewni i przyjaciele. W latach 60. pamięć o nich odezwała się szczególnie intensywnie, można powiedzieć, że wypłynęła na wierzch dotąd spychana gdzieś w otchłaniach świadomości. Aleksandar Tišma pojechał do Polski i zwiedził Auschwitz. Tam dotarło do niego, że nosi w sobie historię, od której nie ma ucieczki. W dzienniku zanotował: „Byłem w Polsce, w Wiedniu i Budapeszcie, tylko po to, żeby jeszcze lepiej zrozumieć, jak bardzo jestem samotny i obcy wszystkim”. I dalej: „Czy naprawdę jestem Żydem, mimo udziału ojca nie tylko w moim biologicznym poczęciu, ale i jego starań, żebym naprawdę nim nie był (…)?”. Nazywa siebie mieszańcem. Te fragmenty dziennika, przywołane przez tłumaczkę w posłowiu powieści Kapo, nie są przypadkowe. Wskazują na główną cechę wszystkich jego bohaterów, jaką jest wyobcowanie.
Trylogia żydowska
Najpierw wiersze i tłumaczenia, potem praca dziennikarska, wreszcie opowiadania i powieści, w tym te należące do tzw. trylogii żydowskiej. W 1972 roku ukazała się pierwsza z cyklu Księga Blama, w której wraca do wydarzeń masakry w Nowym Sadzie. Miroslav Blam, introwertyczny pracownik biura podróży, to ocalały z Holokaustu, którego dręczy poczucie winy. Cała jego rodzina zginęła w 1942 roku, a on przeżył, ponieważ poślubił chrześcijankę. Patrzy na miasto duchów. Wojna skończyła się pięć lat temu, a on wciąż obsesyjnie wspomina przeszłość: sąsiadów, krewnych, znajomych. Ten stan, gdy osaczają go wspomnienia, nazywa „obławą”. Jest niewinny: nikogo nie zdradził, na nikogo nie doniósł, nikogo nie zabił, nikt przez niego nie zginął. Jego winą jest to, że w pewnym momencie życia zmienił wiarę, szczerze, nie szukając cynicznie ucieczki. Tak się stało i to go uratowało. A jednak żyje w udręczeniu. Jego winą jest to, że przeżył.
Druga powieść to Użycie człowieka z 1978 roku. Tišma znowu stosuje ten sam zabieg, polegający na przeplataniu się chronologii. Teraz żyje przeszłością. Kilka osób, niewielka społeczność, która zostaje przez doświadczenia wojny zdewastowana. Ci, którzy przeżyją, nie mogą sobie poradzić z własną ciemnością. Mimo że są ofiarami, nie pozostają bez winy: zdradzili lub porzucili tych, których mogli uratować. Ich wybory moralne są tak dwuznaczne, że właściwe staje się pytanie: zbrodniarz czy bohater? Bo i ten, i ten, w jednym człowieku. Jedna z bohaterek, Viera, w obozie zostaje poddana sterylizacji, a potem wysłana do „puffu”, obozowego burdelu, dzięki czemu przeżyła. Po wojnie nie może się nikomu zwierzyć, wstyd ogarnia ją ciemnością. Milczy, a przez milczenie zaprzecza całemu swojemu życiu, unicestwia swoją rodzinę i siebie, wpisując w ankiecie: „Imię ojca: nic. Imię matki: nic. Nazwisko panieńskie: nic. Data urodzenia: nic”.
W powieści Kapo (1987) Tišma wchodzi na kolejny stopień winy. Jej bohaterem jest serbski Żyd, Vilko Lamian, którego rodzice w dzieciństwie ochrzcili, widząc jakie problemy w coraz bardziej nacjonalistycznym kraju może sprawiać żydowska przynależność. Jego wina jest oczywista: przeżył jako kapo w obozie w Auschwitz Birkenau. To ofiara, która znalazła swoją ścieżkę ocalenia: mordował na rozkaz, sam dręczony, dręczył innych dla własnej przyjemności. Cóż złego: chciał żyć. Teraz szuka odkupienia.
Niewinna
Lamian, siedząc samotnie w swoim mieszkaniu w Banja Luce parę dekad po wojnie, w ciągu których niczego nie osiągnął, izolując się od ludzi w ciągłym strachu przed rozpoznaniem, przywołuje przeszłość. Tę studencką, kiedy pierwszy raz wyrzekł się żydowskości, skazując na cierpienie dziewczynę, którą mógłby pokochać. Tymczasem wykorzystuje w tajemnicy jej ciało.
Po wybuchu wojny, jako Żyd, trafia do Jasenovac – obozu koncentracyjnego dla Serbów, serbskich Żydów i Romów, założonego przez faszystowskich ustaszów, którego komendantem był usunięty z zakonu w 1942 roku franciszkanin Miroslav Filipović-Majstrović. Jasenovac było piekłem, ustasze mordowali gołymi rękami, posługując się co najwyżej nożem, żeby nie marnować amunicji. Stamtąd nie wychodziło się żywym.
Lamian wprawdzie ucieka, ale trafia do Auschwitz, gdzie podaje inne nazwisko. Jego pozycja kapo daje mu możliwości. Ustawia się w obozowej hierarchii, przekupuje niemieckich strażników, staje się nadgorliwy w karaniu, kombinuje zawsze na granicy powodzenia. Korzysta ze swojej pozycji, „zapraszając” do siebie coraz to nowe więźniarki i poddając je wyrafinowanemu szantażowi. Całus za kęs chleba z masłem i szynką. Całus za łyk ciepłego mleka. Żadnej przemocy. Oddają mu się, a on wie, że z głodu robi się wszystko.
Po latach, dręczony obozowymi wizjami z przeszłości, dla uspokojenia wylicza tych wszystkich, którzy mogliby go rozpoznać: powinien być jednak spokojny, bo przecież doskonale wie, jak zginęli. Jest tylko jedna kobieta, której nazwisko zapamiętał – Helena Lifka. Ona żyje, bo z jakiegoś powodu postanowił pomóc jej przeżyć. W końcu rzuca pracę i wyjeżdża jej szukać. Ukrywa się za ciemnymi okularami, za zmienioną postawą ciała, chodzi po ulicach Zagrzebia i czatuje pod jej domem. Czego od niej chce? Chce się ujawnić, a ona niech słucha, może nawet go potępić, nieważne. Więc nieważne jest nawet to, że zada jej kolejny cios, przypominając to, o czym chciałaby zapomnieć. Nieważne, bo on musi żyć, a żeby żyć, musi odnaleźć w sobie choć trochę człowieczeństwa. Dokonać wyznania, bo to, co przeżył, to za dużo dla jednej osoby. Przygniata.
Lamian to budzący wstręt bohater, który nienawidzi samego siebie dlatego, że jest Żydem, który szuka egoistycznego odkupienia. Bardzo ponura i wstrząsająca opowieść, chropowata w swej ciemności, ma jednak swój jasny punkt i jest nim Helena Lifka. Ona, jedyna niewinna.
---
Kapo
Aleksandar Tišma
ArtRage 2025
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













