Logo Przewdonik Katolicki

Nie Gdańsk, to Narwik

Adam Suwart
Fot.

Pierwszy piątek miesiąca. Około godz. 6.50, gdy przechodziłem przez salon tronowy, by udać się do kaplicy, usłyszałem straszliwą detonację, po której nastąpiły dalsze. Pobiegłem do okna. Nad miastem na lazurowym niebie ciężkie, lśniące samoloty bombowe, a wokoło nich uwijał się z uderzającą szybkością samolot innych kształtów, o długich skrzydłach, messerschmitt....

„Pierwszy piątek miesiąca. Około godz. 6.50, gdy przechodziłem przez salon tronowy, by udać się do kaplicy, usłyszałem straszliwą detonację, po której nastąpiły dalsze. Pobiegłem do okna. Nad miastem na lazurowym niebie ciężkie, lśniące samoloty bombowe, a wokoło nich uwijał się z uderzającą szybkością samolot innych kształtów, o długich skrzydłach, messerschmitt. Podszedłem do aparatu radiowego w pracowni, słyszę szyfry wojskowe, a potem z Warszawy wiadomość, że wojska niemieckie bez zapowiedzi przekroczyły w różnych punktach granicę polską, a samoloty niemieckie bombardują nasze miasta...”.

Taki zapis zamieścił w swym dzienniku pod datą 1 września 1939 roku prymas Polski kardynał August Hlond. Niemiecki atak na Polskę zmusił kardynała do wyjazdu z Poznania i ewakuacji na wschód, w głąb kraju. Wobec dramatycznej sytuacji przyszłość Polski w ciągu kilku chwil stała się wielką niewiadomą. Podobny los, jak prymasa Polski, dotknął też setek tysięcy, a później milionów Polaków, którzy w pośpiechu opuszczali swe domostwa i uciekali na wschód. Drogi całego kraju wypełniły się spanikowaną ludnością. Jechały wozy drabiniaste, na których przewożono nierzadko dobytek całego życia. Masy ludzi – przeważnie kobiet, starców i dzieci – ścigane były przez niemieckie samoloty, czołgi i bomby. Rozpoczęła się II wojna światowa.

Godzina 4.45
Atak niemiecki nastąpił o godzinie 4.45 bez uprzedniego wypowiedzenia wojny. Na Polskę runęły zmasowane niemieckie siły lądowe, a równocześnie lotnictwo niemieckie przystąpiło do gwałtownych bombardowań polskich miast, węzłów kolejowych, obiektów wojskowych i strategicznych. Siły wroga dysponowały miażdżącą przewagą liczebną i techniczną nad polską armią. Niemcy rzucili na Polskę 3 tys. czołgów i kilkaset wozów pancernych, podczas gdy Polacy dysponowali jedynie setką lekkich czołgów. Po stronie niemieckiej w agresji na Polskę zaangażowane były dwie floty powietrzne, liczące łącznie ponad tysiąc bombowców i 1,5 tys. myśliwców. Lotnictwo polskie posiadało zaledwie 400 samolotów zdatnych do walki. Podobnie słabsza pozycja Polski zaznaczała się na morzu.

Obrona Polski przed niemieckim najeźdźcą, który w ramach hitlerowskiego „Blietzkriegu” zdobywał miasto za miastem, trwała kilkanaście dni. 5 października po zwycięskiej dla Polaków bitwie pod Kockiem poddała się ostatnia większa formacja polskiej armii, grupa operacyjna „Polesie” pod dowództwem gen. Franciszka Kleeberga.

Z dwóch stron
17 września rano, gdy kampania wojenna z Niemcami była już faktycznie przegrana przez Polskę, na broniący się jeszcze heroicznie kraj napadły wojska radzieckie. Stalin, wbijając nóż w plecy zranionej wcześniej od zachodu Polsce, skierował przeciwko naszej ojczyźnie siedem armii, samodzielny korpus piechoty, szybką grupę konno-zmechanizowaną w łącznej liczbie ponad miliona żołnierzy. Ten zdradziecki krok, zgodny z tajnymi postanowieniami paktu Ribbentrop-Mołotow, przypieczętował militarną klęskę II Rzeczypospolitej, na której najeźdźcy z zachodu i wschodu dokonali swoistego „IV rozbioru” .

„Rządzące koła polskie niemało się pyszniły trwałością swego państwa i potęgą swojej armii, a wystarczyło krótkie uderzenie ze strony najpierw armii niemieckiej, a potem Armii Czerwonej, by nie zostało nic z tego pokracznego płodu traktatu wersalskiego” – stwierdził po Wrześniu radziecki minister spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow.

Jeszcze poczekamy
Polska walczyła samotnie, choć oficjalnie miała w Europie możnych i potężnych sojuszników, zobowiązanych do bezzwłocznego udzielenia pomocy – Wielką Brytanię i Francję. Znaczenie potencjalnej pomocy ze strony państw zachodnich trudne jest do przecenienia. Z powodu podpisania przez Polskę i Anglię w dniu 25 sierpnia 1939 roku sojuszu na wypadek wojny, Hitler przesunął nawet najazd na Polskę, który pierwotnie zaplanowany był na ranek 26 sierpnia. Polska i Wielka Brytania deklarowały wzajemnie, że „w razie, gdyby jedna ze stron umawiających się znalazła się w działaniach nieprzyjacielskich z jednym z mocarstw europejskich, w wyniku agresji tego mocarstwa, druga strona umawiająca się niezwłocznie udzieli wszelkiej dla niej możliwej pomocy i poparcia”. Podobne sojusze obronne Rzeczpospolita zawarła wcześniej z Francją i niektórymi państwami sąsiednimi, np. Rumunią.

Francja i Anglia, zobowiązane w myśl międzypaństwowych sojuszy do rozpoczęcia działań wojennych przeciwko Niemcom w obronie Polski, po hitlerowskiej inwazji na Polskę zachowały niemal zupełną obojętność. Zachodni „sojusznicy” Polski odwlekali wypowiedzenie Niemcom wojny aż do 3 września. Gdy wreszcie się na to zdecydowali, ograniczyli się jedynie do pustego aktu dyplomatycznego, nie podejmując znaczniejszych działań militarnych. Na nieistniejącym froncie zachodnim powstał stan „dziwnej wojny”. Liczne dywizje francuskie oczekiwały na działania Niemców, wierząc, że umocnienia Linii Maginota uchronią Francję przed podzieleniem losu Polski. Działania lądowe Francuzów ograniczały się do rzadkich patroli na przedpolu niemieckiej Linii Zygfryda.

„Proszę nie strzelać”
Sytuacja na linii tego „martwego frontu” była niekiedy wręcz groteskowa. Po stronie francuskiej ustawiano np. plakaty o treści: „Prosimy nie strzelać. My nie strzelamy”. W odpowiedzi po stronie niemieckiej pojawiał się napis: „Jeśli wy nie strzelacie, to i my nie będziemy strzelać”. Po obu stronach frontu sadzono marchewki lub obrzucano się ulotkami propagandowymi.

W tym okresie przybyły do Francji siły lądowe Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego. Działania na niewielką skalę prowadziło jedynie lotnictwo alianckie, bombardując przygraniczne fabryki niemieckie oraz dokonując nieskutecznych nalotów na niemiecką flotę. W początkowym okresie jednakże lotnictwo zrzucało głównie naiwnej treści ulotki nad miastami niemieckimi.

Anglia i Francja mimo usilnych nalegań strony polskiej zachowały się biernie, przyglądając się beznamiętnie tragicznemu rozwojowi wydarzeń. Armia francuska liczyła w tym czasie 90 dywizji, 2,5 tysiąca czołgów, 10 tysięcy dział i około 1,5 tys. samolotów. Tymczasem Hitler zdecydował się na niezmiernie ryzykowne posunięcie: większość sił wojskowych skierował na wschód przeciwko Polsce. Na granicy z Francją natomiast pozostawił jedynie kilkadziesiąt niewyszkolonych dywizji rezerwowych i zaledwie osiem pełnowartościowych. Jak potwierdzali później, nie bez złośliwej satysfakcji, niemieccy sztabowcy – nie było wówczas na granicy z Francją ani jednego czołgu! Amunicji posiadano jedynie na trzy dni walki, a w lotnictwie pozostawiono zaledwie kilka przestarzałych maszyn. Dowództwo francuskie zupełnie nie wykorzystało tej sytuacji, nie chcąc „umierać za Gdańsk”.

Niechciana córa Europy
Z podobną konsekwencją Anglia i Francja ignorowały polskie prośby o wsparcie naszych działań wojennych nalotami bombowymi na III Rzeszę oraz skierowanie na lotniska w Polsce angielskich myśliwców. Francuzi z rozbrajającą szczerością stwierdzili, że naloty na Niemcy z ich strony mogłyby spowodować akcje odwetowe i ofiary cywilne po stronie francuskiej. Brytyjczycy zaś kalkulowali chłodno, że ich lotnictwo tak czy inaczej nie wpłynęłoby decydująco na przebieg kampanii wrześniowej i należy je oszczędzać na wypadek ewentualnego bezpośredniego ataku na Wielką Brytanię.

Tak samotnie i niemal bezbronnie wykrwawiała się Polska. W wyniku wrześniowych działań wojennych zginęło lub zostało rannych ponad 200 tysięcy obywateli polskich, a znaczny udział w tych stratach miała ludność cywilna. Niemcy wzięli do niewoli ok. 300 tys. żołnierzy i oficerów, Rosjanie – ponad 200 tysięcy. Rozpoczęła się ponura noc Auschwitz, Kołymy i Katynia – krwawa hekatomba wielu milionów Polaków mordowanych w obozach koncentracyjnych, łagrach i gułagach, upokarzanych podczas deportacji i nieludzkich robót przymusowych, odrywanych od najbliższych, jakże często na zawsze. Choć II wojna światowa zakończyła się 61 lat temu, to jej ślady widoczne są do dziś. Podczas gdy jedni w 1939 roku bali się umierać za Gdańsk, to już wkrótce inni nie zawahali się oddawać życie w walce o Narwik, Monte Cassino, Tobruk, w przestworzach Anglii, pod Lenino i Arnhem...

28 października 1939 r. Radio Watykańskie nadało przemówienie prymasa Polski kardynała Augusta Hlonda: „Moja Polsko męczennico! Padłaś ofiarą przemocy, broniąc z poświęceniem bez granic świętej sprawy swej niepodległości. Z obowiązku dziejowego wywiązałaś się ze wspaniałą wielkością ducha. Więc stoisz w obliczu narodów w purpurze męczeństwa, z czystym sumieniem, w chwale wielkiej. Choć w strzępach, choć w gruzach, choć przez obcych zajęta, jesteś przedmiotem powszechnej czci, podziwu, współczucia. Swym tragicznym losem budzisz sumienie świata. (...) Na tej papieskiej fali, która z watykańskiego wzgórza płynie poprzez wszechświat jako zwiastunka prawdy, wołam do Ciebie raz jeszcze: nie zginęłaś, Polsko! Nie zginęłaś, bo nie umarł Bóg! Bóg nie umarł i w swym czasie wkroczy w wielką rozprawę ludów i po swojemu przemówi. Z Jego woli, w chwale i potędze zmartwychwstaniesz i szczęśliwa żyć będziesz – najdroższa Polsko – męczennico!”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki