Logo Przewdonik Katolicki

Dnia 1 września roku pamiętnego

Paweł Stachowiak
fot. NAC

Przyjrzyjmy się chwili, gdy nic nie było jeszcze do końca wiadome, choć wielu przeczuwało, że kończy się epoka, że nic już nie będzie takie samo. Postarajmy się wniknąć w atmosferę pierwszego dnia wojny, tego nieszczęsnego wrześniowego piątku.

Starsi na pewno pamiętają, wielu młodszych zapewne też. Sekwencja z pierwszego polskiego powojennego filmu fabularnego Zakazane piosenki i śpiewane na melodię dziadowską, przez młodą Hankę Bielicką, słowa piosenki:
„Dnia pierwszego września roku pamiętnego,
Wróg napadł na Polskę z kraju niemieckiego.
Najgorzej się zawziął na naszą Warszawę,
Warszawo kochana, tyś jest miasto krwawe.
[…]
Lecą bomby z nieba, brak jest ludziom chleba,
Nie tylko od bomby, umrzeć z głodu trzeba.
Lecą bomby, lecą od wieczora do dnia,
Nie ma kropli wody do gaszenia ognia”.
Ta piosenka to anonimowe świadectwo pierwszych dni września 1939 r., czasu, o którym napisać, że był dla Polski tragiczny, to mało. I nie chodzi tu wyłącznie o ofiary, gruzy i śmierć, tragizm miał wymiar głębszy. Upadło państwo z takim entuzjazmem i trudem budowane od dwudziestu lat. Pomimo optymistycznej propagandy głoszącej, iż jesteśmy „silni, zwarci, gotowi”, przyszło przełknąć gorzką pigułkę i dostrzec, że żaden z tych trzech przymiotników nie odpowiadał rzeczywistości.
My po latach widzimy jeszcze jedno: tamten wrzesień na długo przetrącił oś rozwoju polskiego państwa i społeczeństwa. Konsekwencje tego trwają do dziś i trudno powiedzieć, czy kiedykolwiek znikną. Mając w pamięci to dziejowe nieszczęście, które przyszło na nas we wrześniu 1939 r., przyjrzyjmy się chwili, gdy nic nie było jeszcze do końca wiadome, choć wielu przeczuwało, że kończy się epoka, że nic już nie będzie takie samo. Postarajmy się wniknąć w atmosferę pierwszego dnia wojny, tego nieszczęsnego wrześniowego piątku, gdy „wróg napadł na Polskę z kraju niemieckiego”.
 
A więc wojna!
Być może najlepiej zapamiętały tamten poranek dzieci, które urodziły się w 1932 r. i miały rozpocząć naukę w pierwszej klasie szkoły zwanej wówczas powszechną. Z tego rocznika był mój ojciec i pamiętam jego opowieść o dumnym wyruszeniu z domu, z tornistrem na plecach i panicznej ucieczce, gdy po drodze zaczęły wybuchać bomby. Wojna trwała wtedy już od ponad trzech godzin, choć zapewne nie wszyscy byli tego jeszcze świadomi. Dziś wiemy, że zaczęło się o godzinie 4.40 w Wieluniu i pięć minut później na Westerplatte.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 35/2019, na stronie dostępna od 24.09.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki