Kiedy powoli struktury Kościoła katolickiego zaczęły się pojawiać na terenie archidiecezji lwowskiej, od razu też zaczęto budować struktury Caritas na Ukrainie. Na czym skupiała wtedy swoją działalność Caritas Archidiecezji Lwowskiej? Czy w czasie tych kilku lat coś się zmieniło?
- Na początku cała działalność...
Rozmowa z ks. Janem Niklem, dyrektorem Caritas Archidiecezji Lwowskiej
Kiedy powoli struktury Kościoła katolickiego zaczęły się pojawiać na terenie archidiecezji lwowskiej, od razu też zaczęto budować struktury Caritas na Ukrainie. Na czym skupiała wtedy swoją działalność Caritas Archidiecezji Lwowskiej? Czy w czasie tych kilku lat coś się zmieniło?
- Na początku cała działalność Caritas na tych terenach była spontaniczna. Pierwszym dyrektorem Caritas Archidiecezji Lwowskiej był ksiądz proboszcz z Mościsk, który miał jednak pod swoją opieką również czternaście kościołów. Przy takim nawale pracy trudno mówić o jakiejś innej działalności oprócz typowej - duszpasterskiej. Dodatkowo, w tamtym okresie Kościół katolicki na Ukrainie ciągle odzyskiwał posiadane przed wojną obiekty: budynki parafialne, kościoły i salki katechetyczne. Jednocześnie z Polski przysyłano pomoc materialną, głównie dla mieszkających tutaj rodaków. To wszystko właściwie było pomocą żywiołową i bardzo potrzebną. Jednak praca, którą trzeba było w związku z tym wykonać, była ogromna. Mimo że wówczas niczego nie trzeba było dokumentować, w połączeniu z pracą duszpasterza, było to trudne do wykonania dla jednej osoby. Obecnie jestem już trzecim dyrektorem Caritas Archidiecezji Lwowskiej. Pod swoją opieką mam już "tylko" dwa kościoły, więc jest nadzieja, że idzie to wszystko ku normalności i może kiedyś doczekamy się czasów, że dyrektor Caritas będzie pełnił na Ukrainie tylko tę funkcję.
Teraz w swojej działalności próbujemy od pewnego czasu zaistnieć w świadomości mieszkańców Ukrainy jako instytucja charytatywna, w której wiele się dzieje. Instytucja, która koordynuje akcje mające na celu pomoc potrzebującym. Bardzo zależy nam na tym, aby następował przepływ informacji. Na przykład poszczególne parafie mogą dzięki takim informacjom ujednolicić swoje działania i wzajemnie sobie pomagać. Taka wymiana doświadczeń jest bardzo ważna, gdyż może to uchronić przed popełnianiem błędów. Zależy nam także, jako instytucji, na stworzeniu różnych ośrodków wyspecjalizowanych w konkretnej działalności. Bardzo ważna też jest praca z dziećmi. Uważamy, że powinna być podstawą wszystkich naszych dalszych działań. Aby nasze parafie "żyły" również w przyszłości, trzeba zacząć właśnie od wychowania dzieci.
Obecnie Caritas Archidiecezji Lwowskiej wspólnie ze Zgromadzeniem Sióstr św. Józefa buduje przedszkole - jest to szczególny wyraz troski o dzieci.
- Wspólnie na podwórku domu sióstr w Stryju budujemy sierociniec i przedszkole. Na Ukrainie jest bardzo dużo dzieci porzuconych i chociaż niewielką ich liczbę chcemy do tego domu przyjąć. Siostry prowadzą już zresztą ochronkę w Zabłotowie. W zajęciach, które są tam prowadzone, uczestniczą dzieci nie tylko z rodzin katolickich, ale także z prawosławnych, są też dzieci księdza grekokatolickiego.
A jak zorganizowana jest pomoc potrzebującym w parafiach archidiecezji lwowskiej?
- W każdej parafii zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie są ludzie potrzebujący. Jednak tam, za naszą wschodnią granicą potrzeba pomocy jest czasami porażająca. Jest wielu ludzi starych, chorych, samotnych i zapomnianych. W wielu parafiach właśnie z chorymi pracują siostry zakonne. Odwiedzają ich w domach i pomagają na różne sposoby. Czasami trzeba posprzątać, coś ugotować, czasami pomóc w opłaceniu rachunków.
Na razie jest ona organizowana na gruncie poszczególnych parafii. Zdarza się też, że w miarę możliwości czasami wykracza ona poza teren jednej parafii. Chociaż oczywiście zaczynamy od tych osób, które są nam znane i mieszkają na naszym terenie. We Lwowie trzy siostry zajmują się około setką chorych, oprócz tego prowadzą świetlicę dla dzieci, wspólnie prowadzimy stołówki dla ubogich, rozdajemy żywność.
Na Ukrainie są bardzo duże dysproporcje zarobków lub emerytur w stosunku do cen obowiązujących w sklepach. Przeciętny człowiek otrzymuje emeryturę lub zarabia w przeliczeniu około dwanaście-trzynaście dolarów. Natomiast ceny, na przykład nośników energii, są na poziomie światowym. To samo dotyczy cen różnych artykułów użytku codziennego. To budzi frustrację.
Czy problemy finansowe są jedynymi, z którymi się borykacie?
- Oczywiście, że nie. Muszę pani uświadomić, że nasze parafie liczą po pięćdziesiąt-sto osób, a największe - kilka tysięcy. Robimy, co możemy i jest to chyba dużo, choć oczywiście w skali ogólnej może jest to niewidoczne. Borykamy się także z problemem braku księży - nadal istnieją tacy, którzy mają pod swoją opieką po kilka parafii. Powoli zaczynają pracę księża z miejscowego seminarium, więc być może za kilka lat każda parafia będzie posiadała własnego księdza. Potrzeby są ogromne. Naprawdę, jeśli ktoś myśli, że tutaj się "odbije" finansowo, to się grubo myli, jesteśmy w stanie zabezpieczyć tylko naprawdę najbardziej skrajne potrzeby niewielkiej grupy osób.
Jaka pomoc byłaby przez Was najbardziej oczekiwana?
- Przyda się wszystko. Chociaż chyba aktualnie najbardziej potrzebny jest sprzęt dydaktyczny: podręczniki szkolne, ławki, krzesła, tablice szkolne. To wszystko, co służy do nauki. Jeśli chodzi o polskie książki, to wszędzie działają oddziały Towarzystw Kultury Polskiej i one dbają o rozpowszechnianie nauki języka polskiego.
Czy charytatywnej organizacji katolickiej, jaką jest Caritas, łatwo pracuje się na terenie zamieszkałym w większości przez wyznawców prawosławia?
- Nie nazwałbym, szczególnie terenów zachodniej Ukrainy, prawosławnymi. Tutaj głównie zamieszkują grekokatolicy, choć oczywiście nie sprawia to, że jest lżej i łatwiej. Liczymy się z tym, że jesteśmy mniejszością. Natomiast władze podchodzą do nas z rezerwą. Może nie pomagają, ale nam wystarcza, jeśli nie przeszkadzają w działaniu.
Jak wygląda pielęgnowanie tradycji, języka, kultury wśród polskich rodzin?
- Coraz mniej dzieci mówi po polsku, a nawet jeśli mówią, to bardzo trudno je przekonać do przeczytania książki napisanej w ojczystym języku. W zachodniej części Ukrainy nie ma problemu z porozumieniem się. Często w sklepach można usłyszeć: "proszę mówić po polsku, my rozumiemy". Są całe przygraniczne wsie, gdzie mówi się tylko po polsku. We Lwowie polskość jest pielęgnowana, jednak na terenach wschodnich trudno jest spotkać osoby, które mówią po polsku, choć mają polskie korzenie. W rodzinach mieszanych, a takich jest większość, nie rozmawia się po polsku. Najczęściej dopiero w wieku kilkunastu lat młodzi ludzie dowiadują się, że dziadkowie byli Polakami i dopiero wówczas zaczynają odkrywać swe korzenie. Zaczynają przyznawać się do swojej narodowości, poznawać język, kulturę i historię. I czasami, ku zdumieniu rodziny, polskość zaczyna ich pociągać. Jeżdżą do Polski, liczą na możliwość studiowania w Polsce, ale znamienne jest to, że ich ojczyzną jest Ukraina. To jest kraj, w którym się wychowali i wyrośli. Boli ich, jeśli słyszą negatywne opinie o Ukrainie. Nie zamierzają emigrować do Polski, bo historycznie rzecz biorąc oni nigdy z Polski nie wyjeżdżali. To granice się przesunęły. Tam jest ich ojcowizna. Choć oczywiście nie mają łatwego życia ani tam, ani w Polsce. Na Ukrainie wytykają im "jesteście Polakami", w Polsce - "jesteście ze Wschodu". Choć zaczyna się ogólny trend do nauki języka polskiego. Często do przedszkola przychodzą dzieci, których rodzicom zależy na tym, aby uczestniczyły one w zajęciach, uczyły się religii i języka polskiego.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













