Logo Przewdonik Katolicki

Wierzący Tolkien

Natalia Budzyńska
Fot.

Naturalnym odruchem każdego czytelnika jest dowiedzieć się i odkryć, "co autor miał na myśli". Genezą dzieła literackiego zajmują się wybitni krytycy literaccy z różnym skutkiem. Czasem wystarczy jednak poddać się głosowi własnego serca i posłuchać, co mówi sam autor. Tolkien zaczął pisać "Władcę Pierścieni" jeszcze przed wojną. Dzieło sprzedane do dzisiaj w ponad 50 milionach...

Naturalnym odruchem każdego czytelnika jest dowiedzieć się i odkryć, "co autor miał na myśli". Genezą dzieła literackiego zajmują się wybitni krytycy literaccy z różnym skutkiem. Czasem wystarczy jednak poddać się głosowi własnego serca i posłuchać, co mówi sam autor.


Tolkien zaczął pisać "Władcę Pierścieni" jeszcze przed wojną. Dzieło sprzedane do dzisiaj w ponad 50 milionach egzemplarzy stało się najpopularniejszą książką XX wieku. Czytelnicy natychmiast zaczęli zastanawiać się, co też Tolkien miał na myśli. Tak, jakby nie można było napisać historii po prostu bez żadnych podtekstów i alegorii oraz symbolów. Tolkien nie znosił, gdy ktoś mu imputował stworzenie jakiejś alegorii, a czytelnicy podejrzewali go, że "Władca Pierścieni" to ukryty świat współczesny z podziałem na komunistyczny (czyli diabelski) Wschód i rajski Zachód. To prymitywne odczytanie powieści powtarzała też na początku kręcenia zdjęć do filmu aktorka Liv Tyler. Ciekawe, czy później zmieniła zdanie pod wpływem zadanych przez reżysera obowiązkowych lektur.
Jednak niechęć Tolkiena do alegorii nie znaczy, że "Władca Pierścieni" jest zwykłą powieścią. Ma ona bowiem w sobie coś, co łatwo odkryje średnio wrażliwy czytelnik - to światło, które daje nadzieję. Jeśli ktoś chciałby je nazwać - określić, to pomoże mu w tym na pewno książka wydana przez WAM pt. "Znaleźć Boga we Władcy Pierścieni". Ambitniejszego czytelnika zachęcam do wyszukania na księgarskich półkach książki sprzed trzech lat "Listów" J.R.R. Tolkiena. Tam znajdziemy odpowiedzi na wiele pytań.

Mit prawdziwy


Przede wszystkim Tolkien nie był zwykłym powieściopisarzem. Był naukowcem, profesorem filologii angielskiej na uniwersytecie oksfordzkim. Stworzył cały świat, w którego wnętrzu wszystko jest "prawdziwe", zgodne z rządzącymi nim prawami. Tak jest właśnie z baśniami - tyle, że potem mówimy: "To tylko opowieść", choć nasze serca myślą inaczej. Prawda jest taka, że gdzieś w głębi siebie pragniemy, żeby opowieść była prawdziwa. Tolkien zajmował się baśnią i mitem naukowo, wiele na ten temat rozmawiał z C.S. Lewisem, który ujął to w ten sposób: "Istotą chrześcijaństwa jest mit, który jest również faktem... Wydarza się - w określonym dniu, w konkretnym miejscu, pociągając za sobą możliwe do określenia historyczne konsekwencje... Stając się faktem, nie przestaje być mitem: na tym polega cud." Teoria baśni Tolkiena mówi wprost: "Ewangelie opowiadają baśń, czy też szerszy rodzaj opowieści, która obejmuje całą istotę baśni... To największa z baśni, a ponadto prawdziwa".
Tolkien, pisząc "Władcę Pierścieni", nie głosił jakiegoś przesłania, opowiedział jedynie historię przesyconą chrześcijańskim światopoglądem. Określał się jako "twórca" (w odróżnieniu od Boga-Stwórcy), a swą sztukę nazywał "sub-kreacyjną" jako naśladującą stwórczą moc Boga, a jednocześnie Mu podporządkowaną.

Prawda we "Władcy Pierścieni"


Tolkien kiedyś otrzymał list od mężczyzny, który określił się jako niedowiarek. Napisał: "Pan tworzy świat, gdzie wiara wydaje się być wszędzie bez widzialnego źródła, niczym światło niewidzialnej lampy". Oto odpowiedź pisarza: "Jeśli w dziele zamieszkuje świętość lub też rozświetla je ona jako przenikające przezeń światło, to nie pochodzi ona od autora, lecz poprzez niego. I żadne z Was nie postrzegałoby jej w tych kategoriach, gdyby nie towarzyszyła również Wam".
Obecność światła jest niezaprzeczalna, być może dlatego, że Tolkien wzorował się na "najwspanialszej Baśni, jaką jest Ewangelia". W eseju "O baśni" pisze o uczuciu jedynym na świecie: "Chrześcijańska radość wywołująca łzy, ponieważ jest ona w swej istocie tak podobna do smutku, jako że pochodzi z miejsc, gdzie Radość i Smutek stanowią jedno". To uczucie rodzi się na skutek "eukatastrofy" - nagłego szczęśliwego zwrotu w opowieści, który przeszywa radością sprowadzającą łzy. Najwspanialszą ze wszystkich "eukatastrof" było Zmartwychwstanie. I właśnie ta Prawda i to uczucie przenika "Władcę Pierścieni".

Chrześcijańska wizja


Tolkien nie był zwolennikiem wyjaśniania sensu dzieła poprzez szczegóły z życia twórcy. Jednak przy okazji prób interpretacji "Władcy Pierścieni" podkreślał: "Co może ważniejsze, jestem chrześcijaninem (można to wydedukować z moich opowieści), a w istocie rzymskim katolikiem. Tego ostatniego "faktu" być może nie da się wydedukować; chociaż jeden z krytyków (listownych) zapewniał, że inwokacje do Elbereth i postać Galadrieli są wyraźnie związane z katolicką czcią oddawaną Maryi. Inny w chlebie wędrowca (lembas) widział wiatyk, a także podkreślał wzmiankę, że wzmacnia on wolę i ma większą moc podczas postu, pochodną Eucharystii".
Kurt Bruner i Jim Ware, zafascynowani światem "Władcy Pierścieni" spróbowali podzielić się z czytelnikami Dobrą Nowiną, jaką tu odnaleźli. "Listy" zbliżą do Tolkiena jeszcze bardziej, ukazując człowieka głęboko wierzącego, który tak pisze do swego syna: "Z mroku mojego życia, tak bardzo zawiłego, stawiam przed Tobą jedną wielką rzecz, którą trzeba kochać na ziemi: Najświętszy Sakrament".

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki