Logo Przewdonik Katolicki

Wśród "drewnych" Polaków...

Lucyna Muniak
Fot.

Z Teresą Lewandowską, która jako świecki misjonarz pracuje od roku w Kazachstanie w diecezji Astana, rozmawia Lucyna Muniak Co powoduje, że młoda dziewczyna decyduje się na pracę tak daleko od rodzinnego kraju? - Zawsze chciałam pracować jako misjonarz. Odkąd tylko pamiętam byłam zafascynowana pracą Matki Teresy z Kalkuty. Wszystko zaczęło się w Gnieźnie. Pracowałam w różnych...

Z Teresą Lewandowską, która jako świecki misjonarz pracuje od roku w Kazachstanie w diecezji Astana, rozmawia Lucyna Muniak
Co powoduje, że młoda dziewczyna decyduje się na pracę tak daleko od rodzinnego kraju? - Zawsze chciałam pracować jako misjonarz. Odkąd tylko pamiętam byłam zafascynowana pracą Matki Teresy z Kalkuty. Wszystko zaczęło się w Gnieźnie. Pracowałam w różnych grupach jako wolontariusz, uczestniczyłam w spotkaniach Oazy i Odnowy w Duchu Świętym. Spotykałam ludzi, którzy poświęcali swoje życie, pracując dla Kościoła i zawsze mnie to fascynowało. Spotykałam księży misjonarzy i siostry zakonne, którzy pracowali gdzieś daleko w świecie. Marzyłam o takiej pracy, choć wszyscy znajomi troszkę sobie ze mnie pokpiwali i twierdzili, że jako osoba świecka nie mogę wyjechać na misję. A jednak się udało? - Tak, pewnego dnia odwiedził nas na kolędzie ksiądz Adam Dyderski, który skontaktował mnie z księdzem Franciszkiem Jabłońskim, diecezjalnym duszpasterzem misjonarzy. I tak, pomagając księdzu Franciszkowi w biurze, poznawałam z daleka specyfikę pracy misjonarzy. W końcu wysłałam list, swój życiorys i dokumenty przedstawiające moją dotychczasową działalność do księdza biskupa Tomasza Pety, i dostałam zaproszenie do pracy w diecezji Astana. Jak rozpoczęła Pani pracę misjonarza w Kazachstanie? - Na początku swojego pobytu przebywałam we Wspólnocie Błogosławieństw, w której powoli "przyzwyczajałam się" do życia i pracy w Kazachstanie i uczyłam się języka. Na czym polega Pani praca? - Pracuję głównie z dziećmi. Przed południem dzieci są w szkole, później jestem do ich dyspozycji. Spotykamy się jako swego rodzaju kółko czy też świetlica. Tam spędzamy wspólnie czas, na przykład chodzimy na ryby, gramy w szachy, gry planszowe. Dzięki wymyślonej przeze mnie grze polegającej na odkrywaniu dwóch takich samych kart dzieci w ciągu dwóch tygodni nauczyły się wszystkich tajemnic różańcowych. Są też oczywiście lekcje religii. Osobno przygotowuję dzieci do Sakramentu Chrztu i Pierwszej Komunii Świętej. Co jest specyfiką pracy z najmłodszymi? - W dzieciach można zapalić na nowo te "ogniki wiary", których praktycznie u rodziców nie ma, a są one jeszcze pielęgnowane u dziadków. W kościele na Mszy świętej najwięcej jest starych ludzi i dzieci. Rodzice nie zachęcają dzieci do uczestniczenia w życiu Kościoła, ale też im w tym nie przeszkadzają. Taka jest specyfika pracy w Kazachstanie i chyba we wszystkich krajach, które powstały z dawnych republik Związku Radzieckiego. Każdy przejaw wiary był tam niszczony przez władzę, a teraz na tych ziemiach Kościół na nowo się odradza. Jak wygląda parafia Kamyszenka w diecezji Astana? - Składa się na nią pięć wsi. Są one oddalone od siebie około 50 km i ksiądz proboszcz jeździ tam co tydzień. Funkcje kaplic pełnią domy - w niektórych jest nawet Najświętszy Sakrament. W innych parafiach nie ma takiego komfortu, na księdza trzeba czekać czasami miesiąc i dłużej. W takich sytuacjach cenna jest współpraca z nami, osobami świeckimi. Co Panią najbardziej zaskoczyło na początku pracy daleko na Wschodzie? - Największym zaskoczeniem była dla mnie otwartość ludzi. Praktycznie od samego początku przyjęto mnie do tamtejszej wspólnoty bardzo przyjaźnie. Wieś, w której pracuję, jest polska, jednak mieszkańcy, którzy tam żyją i jeszcze nie wyjechali, raczej rozmawiają po rosyjsku i niespodzianką dla mnie było to, że modlą się tylko po polsku. Inaczej nie potrafią. Nie "czują" modlitwy po rosyjsku, chociaż w tym języku odprawiana jest Msza święta, ale na przykład modlitwa różańcowa jest polska. Oprócz tego zaskoczyły mnie warunki życia- nie ma wanny, jest miska; nie ma toalety - jest wygódka na zewnątrz. Latem jest gorąco, nie ma praktycznie cienia, bo to jest step. Zimą jest porażająco zimno, natomiast wiosną roztopy mogą wioskę odciąć od świata. Jak można określić mieszkańców wioski? Czy czują się Polakami? - Mówią o sobie "Jesteśmy drewnymi Polakami", czyli starymi, przesiedlonymi Polakami. Żyją nadzieją, że kiedyś wrócą do Polski, chociaż mają świadomość, że życie tutaj nie będzie łatwe. Wierzą w lepszą przyszłość dla swoich dzieci.
Dziękuję za rozmowę.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki