Logo Przewdonik Katolicki

Mała parafia w wielkim mieście

Monika Białkowska
Fot.

Do drogi do Kazachstanu trzeba się dobrze przygotować. Cztery dni w pociągu oznaczają po pierwsze nudę, po drugie konieczność zabrania odpowiedniej ilości prowiantu. Na perony mijanych miejscowości wychodzą wprawdzie kobiety obładowane tobołkami z czymś do jedzenia, ale trudno czasem uwierzyć w świeżość sprzedawanego towaru. Astana Pierwsze spojrzenie na Astanę burzy wszelkie...

Do drogi do Kazachstanu trzeba się dobrze przygotować. Cztery dni w pociągu oznaczają po pierwsze nudę, po drugie – konieczność zabrania odpowiedniej ilości prowiantu. Na perony mijanych miejscowości wychodzą wprawdzie kobiety obładowane tobołkami z czymś do jedzenia, ale trudno czasem uwierzyć w świeżość sprzedawanego towaru.

Astana

Pierwsze spojrzenie na Astanę burzy wszelkie wcześniejsze wyobrażenia o Kazachstanie. Astana jest bowiem nowoczesnym miastem, przypominającym rozwijającego się azjatyckiego tygrysa. Wysokie budynki ze stali i szkła, błyszczące w jesiennym słońcu, mocno kontrastują z ubóstwem prowincji. – Byłem zaskoczony właściwie wszystkim – mówi ks. Wojciech Owczarz z wrzesińskiej fary, który przez rok pracował jako diakon w stolicy Kazachstanu. – Zaczynając od pogody, a kończąc na arcybiskupie Tomaszu Pecie, który osobiście odbierał mnie z dworca i dźwigał do samochodu moje bagaże.

Kraj
Większość mieszkańców 15-milionowego kraju stanowią muzułmanie, katolicy to tylko 1proc. wierzących. Wiarę katolicką przywieźli tu zesłańcy, którzy nie mogli nawet marzyć o obecności księży i praktykach religijnych. Potajemnie zbierali się w domach na modlitwie, przepisywali modlitwy, babcie chrzciły swoje wnuki. Księża Władysław Bukowiński i Serafin Kaszuba, którzy wówczas odważyli się jeździć i udzielać sakramentów, przypłacali to pobytami w więzieniu i łagrach, a dziś są kandydatami na ołtarze. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych misjonarze przyjeżdżający do Kazachstanu musieli jeździć od wsi do wsi i szukać w nich katolików. Zdarzało się, że pytani nie wiedzieli nawet, co to znaczy „katolik”.

Parafia
Astana jest miastem wielkości Wrocławia, a jedyna w niej parafia rzymskokatolicka liczy ok. 300 osób. Na Msze św. w dzień powszedni przychodzi ok. 30-40 osób, czyli ponad 10 proc. wszystkich parafian. – Silny akcent położyliśmy tu na adorację Najświętszego Sakramentu – mówi abp Tomasz Peta. – Całodobowa adoracja Najświętszego Sakramentu w Astanie trwa od 14 kwietnia 2002 roku. Trzystu parafian zapisuje się na swoje „modlitewne dyżury”, w podtrzymywaniu adoracji nocnej pomagają zgromadzenia zakonne i sąsiednie dekanaty.

Księża
Dawniej księża jeździli po olbrzymim terenie Kazachstanu, żeby podtrzymać życie sakramentalne wierzących. Dziś, kiedy są już na miejscu, nadal nie wszyscy o tym wiedzą. – W Astanie według oficjalnych danych jest ok. trzech tysięcy Polaków, którzy z pochodzenia zapewne są katolikami – mówi ks. Wojciech Owczarz. – Nie ma ich w parafii, ale kiedy umierają, rodzina znajduje księdza i prosi o pogrzeb. Trzeba wtedy sprawdzić, czy zmarły rzeczywiście był ochrzczony. Okazuje się czasem, że zmarły chciał kontaktu z księdzem, ale nie wiedział, że jest to możliwe, i nadal modlił się na różańcu.

W Kazachstanie przetrwał zwyczaj pełnego czci całowania księży po rękach.

Młodzież
Katechizacja w Kazachstanie odbywa się wyłącznie w parafiach. – Ministranci mówili mi czasem: w mojej klasie jestem jedynym katolikiem – opowiada ks. Wojciech. – Jako katolicy pytani byli przez kolegów o to, co znaczy być katolikiem, na czym to polega. To umacniało ich i pozwalało dojrzewać w wierze.

Przy parafii w Astanie działa studencka bursa dla kilkunastu dziewcząt. Mieszkają razem, w wynajętym przez parafię mieszkaniu, pomagają w pracy parafii i podobnie jak ministranci codziennie przychodzą na Eucharystię. Większość z nich nie otrzymała żadnego wychowania religijnego – o wszystko pytają, wszystkiego są ciekawi, chłoną wiedzę jak gąbki, bardzo poważnie traktują modlitwę i życie duchowe. To oni są przyszłością Kościoła.

Dialog
Kazachstan jest krajem muzułmańskim, ale dość liberalnym. Kościół katolicki nie doznaje tu żadnej krzywdy, utrzymywane są bardzo dobre wzajemne relacje. Być może wynika to z faktu, że jeszcze niedawno wszystkie religie były tu tak samo prześladowane i wszystkie uczą się nowego funkcjonowania. Z inicjatywy prezydenta kraju przedstawiciele religii spotykają się ze sobą. Muzułmanie bardzo ciepło wspominają wizytę Jana Pawła II w Kazachstanie i wiedzą, że był Polakiem. W centrum Astany stanęła zaprojektowana przez Japończyka szklana piramida: Centrum Pokoju i Pojednania.

Trudności
Kościół w Kazachstanie musi jednak działać rozważnie. Duża część pracujących tam księży to Polacy – troszczyć się trzeba o to, by nie przenosić Polski do Kazachstanu. Choć oficjalnym językiem urzędowym jest kazachski, zna go tylko ok. 40 proc. społeczeństwa, pozostali posługują się rosyjskim. W liturgii obowiązuje więc język rosyjski, choć starsi ludzie spowiadają się i modlą nadal po polsku. Kultura kazachska zostawia niewielki ślad na pobożności – tylko tabernakulum w Astanie nawiązuje swoim kształtem do jurty, tradycyjnego kazachskiego namiotu. Bóg zamieszkał wśród Kazachów.

Pomoc
Działalność charytatywna zawsze jest ważna w Kościele – mówi ks. Wojciech. – Kiedy po pomoc przychodzili ubodzy, pracujące w parafii siostry nie pytały, jakiego są wyznania, ale dawały im jeść. To jest nasz obowiązek i ludzie to doceniają: że chcemy ich dobra, nie żądając niczego w zamian.

W Astanie, dużym i prężnie rozwijającym się mieście, nie brakuje pracy. Ale Kazachowie, jak wszystkie narody byłego ZSRR, jeśli tracą pracę i rodzinę, tracą je przez alkohol. To nadal jest olbrzymi problem i wyzwanie również dla duszpasterstwa.

Innej pomocy potrzebują małe miejscowości. Małe wsie z ubogimi domami i wychodkami na zewnątrz, z biednie ubranymi dziećmi czekają na zwyczajną materialną pomoc. I na odrobinę radości. – Kiedy jeździliśmy w niedzielę do filialnej kaplicy na wsi, oprócz Eucharystii i katechezy graliśmy z dziećmi w piłkę – wspomina ks. Wojciech. – To był bardzo miły czas i dla tych dzieci, i dla nas.

Kazachstan uczy
– Kiedy wyjeżdżałem do Kazachstanu, chciałem przeżyć rok odosobnienia – mówi ks. Wojciech Owczarz. – Spotkało mnie zupełnie co innego. Mieszkałem w domu, w którym mieszkał proboszcz i biskup, w którym w jednym pokoju mieściła się cała Kuria. Wszyscy razem spotykaliśmy się na modlitwie brewiarzowej, razem jedliśmy posiłki. Doświadczyłem rodzinnej atmosfery w kapłańskiej wspólnocie. Bardzo mnie to umocniło.

Kazachstan uczy pokory wobec własnych planów. Uczy wiary w to, że Chrystus rzeczywiście działa, nawet w miejscach, które wydają się bardzo odległe od chrześcijaństwa. Że żyje Jego Kościół, który wiarę przeżywa bardzo świadomie.

Modlitwa
– W całym Kazachstanie pracuje ponad 80 kapłanów i ponad 100 sióstr zakonnych z osiemnastu krajów, w tym największa grupa z Polski – mówi abp Tomasz Peta. – Jedyne seminarium duchowne znajduje się w Karagandzie, w ubiegłym roku było w nim 15 alumnów. Modlitwa o powołania i personalna pomoc z zagranicy będą więc nam potrzebne jeszcze bardzo długo.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki