Lęk przed bliskością

Zamykanie się przed światem zewnętrznym i unikanie tworzenia związków romantycznych czy budowania przyjaźni jest jednym z możliwych sposobów manifestowania się lęku przed bliskością. Ktoś, kto boi się wejść w serdeczne relacje z innymi osobami, zwykle podskórnie obawia się porzucenia, rozczarowania i łez.
Czyta się kilka minut
fot. Jorm Sangsorn/getty images
fot. Jorm Sangsorn/getty images

Człowiek do przetrwania i rozwoju bezwzględnie potrzebuje towarzystwa – a na początku życia także opieki – innych osób. Czasami jednak to, co powinno nas „karmić” – czyli właśnie bliskie relacje – powoduje u nas lęk, który prowadzi do samotności i chorób.

Bliskość – stan naturalny

Dążenie do bliskości jest dla człowieka stanem naturalnym – aby się o tym przekonać, warto obejrzeć film z pierwszych chwil życia dziecka, które położone po porodzie na brzuchu matki pełznie w stronę jej piersi (czyli wykonuje tzw. breast crawl). Maluch dąży wówczas nie tylko do uzyskania pokarmu, ale także do bycia utulonym przez rodzicielkę – do uspokojenia noworodka potrzebne jest nie tylko mleko, ale także objęcie przez matkę, ciepło jej ciała i spokojny głos. Truizmem byłoby stwierdzenie, że ludzkie dziecko potrzebuje kontaktu z opiekunami, aby przeżyć – żaden inny ssak po urodzeniu nie jest tak bezbronny jak ludzkie niemowlę. Ta dziecięca zależność od dorosłego implikuje jednak również to, że dla każdego człowieka bliskość innych ludzkich istot jest czymś bezwzględnie potrzebnym, dającym bezpieczeństwo i ukojenie. Pierwszą karą dla człowieka nie bez powodu było wygnanie (opis wygnania ludzi z rajskiego ogrodu znajdujemy w Księdze Rodzaju) – człowiek odłączony od wspólnoty cierpi, a często także po prostu umiera. Oczywiście, stopień, w jakim potrzebujemy bliskości, i sposoby dążenia do niej będą zależne od temperamentu, wychowania i kultury, w jakiej żyjemy. Jeśli jednak bliskość, która powinna dawać poczucie bezpieczeństwa, powoduje u człowieka lęk, to znaczy, że w jego życiu coś „poszło nie tak”. Masywny, utrudniający życie lęk przed bliskością innych osób zazwyczaj bierze swój początek w najwcześniejszym etapie życia – niemowlęcym i poniemowlęcym. To wtedy kształtuje się tak zwany styl przywiązania, czyli sposób, w jaki człowiek zazwyczaj wchodzi w relacje z innymi. Jeśli małe dziecko jest otoczone opieką, troską i czułością rodziców lub opiekunów, bliskość kojarzy mu się z bezpieczeństwem, a nawet błogością. Mówimy wówczas o bezpiecznym stylu przywiązania. Dziecko, wobec którego stosowany jest tak zwany „zimny chów” albo które doświadcza przemocy, znajduje się w gorszym położeniu. Jego biologiczny imperatyw poszukiwania bliskości zostaje uszkodzony – maluch zaczyna się bliskości obawiać, gdyż albo jej nie zna, albo zaczyna kojarzyć ją z bólem. Ukształtowany we wczesnym dzieciństwie styl budowania relacji „wędruje” z nami w dalsze życie. Osoby, które nienawidzą być przytulane w dorosłości, to często te, które były odpychane, gdy próbowały wtulić się w ramiona mamy; człowiek, który wzdryga się na myśl o dzieleniu się swoimi myślami z przyjacielem, to nierzadko ktoś, kto w dzieciństwie był bity za „nieładne słownictwo”.

Lodowe zamki

Przyczyny problemów z bliskością mogą również tkwić w późniejszych doświadczeniach: w każdym wieku, również dorosłym, można doświadczyć nielojalności, zdrady, przemocy lub nawet urazu głowy, który spowoduje zmiany w układzie nerwowym i „awersję” do bliskości. Jednak – poza poważnymi urazami neurologicznymi – relacyjne niepowodzenia w starszym wieku zazwyczaj kształtują ten aspekt naszego życia w mniejszym stopniu niż ewentualne rany na tworzących się matrycach pierwotnych więzi. Niezależnie od etapu, na którym doszło do „zakłóceń”, lęk przed bliskością może przejawiać się poprzez dystansowanie się od społeczeństwa i dążenie do samotności. Jeden z ciekawszych, moim zdaniem, polskich muzyków młodego pokolenia, Wojtek Szumański, napisał piosenkę Tylko ja, która opowiada o życiu samotnika „z wyboru”. Fragment tego satyrycznego utworu brzmi następująco: „Więc nie straszne mi rozstania/ Płacze i rozczarowania/ Nic się między mną nie skończy/ Nic mnie z sobą nie rozłączy/Sam do siebie zawsze wrócę”. Zamykanie się przed światem zewnętrznym i unikanie tworzenia związków (nie tylko tych romantycznych, ale także przyjaźni) jest jednym z możliwych sposobów manifestowania się lęku przed bliskością. Ktoś, kto boi się wejść w serdeczne relacje z innymi osobami, zwykle podskórnie obawia się porzucenia, rozczarowania i łez, jak trafnie opisuje Szumański – dlatego właśnie niejednokrotnie czyni to, co w filmie Kraina lodu uczyniła Elsa: zamyka się we własnym „lodowym zamku”. Osoba taka może unikać spotkań towarzyskich, dłuższych rozmów (zwłaszcza tych o uczuciach), ale także redukować do minimum nawet powierzchowne interakcje. W swojej pracy spotkałam pacjentów, którzy z powodu lęku przed bliskością (i tym, że ktoś będzie od nich „czegoś chciał”) unikali wizyt u lekarzy, którzy mogliby zapytać o styl życia, dążyli do pracy wyłącznie w trybie zdalnym, aby nie musieć rozmawiać na żywo ze współpracownikami, a wszelkie zakupy załatwiali za pomocą licznych aplikacji. Jeśli osoba, którą bliskość przeraża, jest wystarczająco zamożna, może też dążyć do samotnego zamieszkania – lub jako jedynego towarzysza codzienności wybrać psa czy kota. Zwierzęciu nie trzeba odpowiadać na „niewygodne” pytania, dodatkowo – czworonóg nie porzuci ani nie rozczaruje swojego opiekuna tak, jak mógłby to zrobić inny człowiek.

Wieczne tinderowanie

Z lękiem przed bliskością słusznie kojarzymy często zachowania, które powodują odsuwanie się od innych ludzi i odcinanie kontaktów z nimi. W wyobrażeniu większości z nas ktoś, kto boi się bliskości, to samotny mizantrop, zamknięty w czterech ścianach i niemówiący „dzień dobry” nawet swoim sąsiadom. Jednak lęk przed bliskim kontaktem z innymi ludźmi może przejawiać się w sposób mniej oczywisty – dzieje się tak dlatego, że jako ludzie nierzadko korzystamy z mechanizmu obronnego, który nazywa się reakcją upozorowaną, a konflikty wewnętrzne próbujemy ukryć poprzez tak zwane kompensacje. Innymi słowy, ktoś, kto ma problemy z organizacją czasu, może publicznie mówić o tym, jak ważny jest odpowiedni harmonogram dnia lub kupować dziesiątki notesów, zakreślaczy i kalendarzy, by nadmiernie „porządkować” własne życie. Osoba obawiająca się bliskości może zaś wchodzić w liczne relacje, które będą jednak bardzo powierzchowne i które będą rozpadały się wtedy, gdy na relacyjnym horyzoncie zamajaczy wizja zaangażowania. Zdarza się, że na psychoterapię trafia ktoś, kto zauważa, że jego związki sypią się jak domki z kart – często dzieje się to w momencie, gdy druga strona zaczyna wspominać o pragnieniu wspólnego życia albo zaczyna emocjonalnie otwierać się przed partnerem. Osoba bojąca się bliskości może wówczas podświadomie sabotować taką relację albo – nie rozumiejąc dlaczego – tracić zainteresowanie drugą osobą. Wśród przedstawicieli pokoleń milenialsów i „zetek” lęk przed bliskością przyjmuje często postać kompulsywnego wręcz przeszukiwania aplikacji randkowych i umawiania się na liczne spotkania, a następnie nagłego odcinania kontaktu bez wyjaśnień (taka strategia nosi nazwę ghostingu) lub wiecznego poszukiwania „lepszych opcji”. Część młodych osób dotkniętych lękiem przed bliskością wchodzi w intensywne, ale krótkotrwałe relacje, w których nie ma miejsca na zaangażowanie: są imprezy i wspólne wyjazdy, ale brakuje autentycznej czułości i powolnego odkrywania siebie. Co ciekawe, osoby żyjące z lękiem przed bliskością mogą być wręcz duszami towarzystwa i mieć wielu znajomych – osobie elokwentnej i bystrej może z łatwością przychodzić opowiadanie dowcipów i anegdot podczas towarzyskiego spotkania. Trudem jest dla niej natomiast „wylanie” przed kimś swojego wnętrza, opowiedzenie o własnych pragnieniach i rozterkach. Nie jest także rzadkością sytuacja, w której ktoś, kto obawia się bliskości, doskonale odnajduje się w pracy wymagającej zarządzania zespołem – pozycja autorytetu pozwala utrzymać „bezpieczny” dystans. Niekiedy osoba obawiająca się bliskości wchodzi np. w związek małżeński – robi to, gdyż stara się uczynić zadość oczekiwaniom społecznym albo ulega fascynacji drugą osobą, której zależy na „legalizacji” związku. Wypowiedzenie przysięgi małżeńskiej nie usuwa jednak lęku – może się zdarzyć, że osoba taka będzie traktowała współmałżonka czy dzieci z dystansem, przyczyniając się do tego, że obawa przed byciem blisko przeniesie się na kolejne pokolenia. Podczas psychoterapii osób, dla których bliskość jest szczególnie trudna, często padają słowa, że rodzice żyli jak współlokatorzy, nigdy się nie przytulali albo że jedno z nich kompletnie nie potrafiło mówić o swoich uczuciach.

Epoka samotności

Narzekanie na „okropne czasy” nie stanowi nowości – i nie jest w dobrym guście ani też raczej nie zbliża narzekającego do rozwiązania jakiekolwiek problemu. Jednak – choć może zabrzmi to jak preludium do narzekania właśnie – trzeba wspomnieć o tym, że żyjemy w epoce sprzyjającej samotności i karmiącej lęk przed bliskością. Życie w świeckich „celach”, z których kontaktujemy się ze światem zewnętrznym rzadko i głównie przez internet, staje się udziałem coraz większej liczby osób. Informacyjne bańki z kolei przedstawiają nam osoby myślące inaczej jako zagrożenie, a doktryna kapitalizmu i konsumpcjonizmu każe nam spędzać czas na pracy i samodoskonaleniu zamiast na zwyczajnym (choć w istocie rozwijającym) bywaniu „między ludźmi”. Zgrane wspólnoty sąsiedzkie należą obecnie do rzadkości, a około 8 mln Polaków wiedzie życie samotne. Tego typu lifestyle sprzyja pogłębianiu samotności, a także odbiera szansę na możliwość naturalnego oswojenia lęku przed bliskością podczas spontanicznych interakcji. Oczywiście możliwe jest nawiązywanie kontaktów za pomocą internetu, bez wychodzenia z własnego mieszkania – jest to jednak bliskość jedynie częściowa i kontrolowana. Irytującą lub nieciekawą rozmowę odbywającą się przez komunikator można zakończyć jednym kliknięciem, a forum, które przestaje spełniać nasze oczekiwania, możemy bezproblemowo zmienić na inne. Tego typu udogodnienia sprawiają, że wiele osób zmagających się z lękiem przed bliskością nawet nie zdaje sobie z tego sprawy – pozornie przecież żyją „jak wszyscy” i nawiązują kontakty (niekiedy nawet liczne) za pomocą sieci. W istocie jednak każda osoba, która nie ma przyjaciół „w realu” i której relacje są nietrwałe, może być dotknięta tego typu lękiem. Na szczęście obawy przed budowaniem więzi – nawet te mające korzenie w pierwszych latach życia – można skutecznie przepracować za pomocą psycho- i farmakoterapii. Podczas procesu terapeutycznego ważne będzie zrozumienie przyczyn takiego stanu rzeczy, wypracowanie nowych „schematów” tworzenia relacji, a także… samo utrzymanie relacji z psychoterapeutą. Jest to, rzecz jasna, inny rodzaj więzi niż ta z przyjacielem czy partnerem – jednak regularny i oparty na szczerości kontakt ze specjalistą pozwala doświadczyć bezpiecznej i budującej relacji, dzięki której możliwe jest skorygowanie wcześniejszych relacyjnych niepowodzeń.

Bez bliskości człowiek – przynajmniej ten dorosły – może przetrwać, ale nie jest w stanie rozkwitnąć, czyli wykorzystać w pełni swojego potencjału. Dlatego też o zdolność do budowania bliskości warto jest zawalczyć – lęk zaczyna przegrywać już wtedy, gdy go nazwiemy i zrozumiemy.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 6/2026