Kontrkulturowa katoliczka

Błogosławioną Karolinę Kózkę wszyscy kojarzą, zresztą słusznie, z jej męczeńską śmiercią 18 listopada 1914 roku. Dokonany na niej mord był jednak tylko ostatnim akcentem jej życia naznaczonego buntem.
Czyta się kilka minut
Kościół parafialny w Zabawie zdobi mozaika z przedstawieniem błogosławionej Karoliny Kózkówny, 20 lipca 2019 r. fot. rparys/Getty ImageS
Kościół parafialny w Zabawie zdobi mozaika z przedstawieniem błogosławionej Karoliny Kózkówny, 20 lipca 2019 r. fot. rparys/Getty ImageS

W czasie I wojny światowej nie była jedyną kobietą zabitą z powodu odmowy współżycia podczas próby gwałtu, zresztą jej proces beatyfikacyjny toczył się aż do etapu watykańskiego jako dotyczący heroiczności cnót, nie męczeństwa. To te jej wcześniejszych kilkanaście lat życia sprawiło, że śmierć, którą poniosła, broniąc się przed gwałtem, mogła być rozpatrywana jako oddanie życia za wiarę. Nie za czystość, ta jest w tym przypadku wtórna – za wiarę, bo pragnienie zachowania dziewictwa nie wypływało u niej tylko z instyktownej niezgody na wymuszony seks, ale było zakorzenione o wiele głębiej. I śmiem twierdzić, że było wyrazem jej bycia w kontrze do kultury, w której dorastała.

Paradoks

Był to świat katolicki, wspólnota skupiona wokół parafii i charakteryzująca się pobożnością obecnie nazywaną ludową lub tradycyjną: surowymi postami, długimi modlitwami, stawianiem wysoko udziału w nabożeństwach. Na czym miałaby więc polegać kontra wyrażająca się w życiu Karoliny? Mniej więcej na tym samym, na czym polegał bunt św. Franciszka: na radykalności wyborów i sposobu życia. Odwołanie nie jest zresztą przypadkowe, bo nastolatka z Wał Rudy urodziła się 2 sierpnia, a więc we wspomnienie Matki Bożej Królowej Aniołów, patronki Porcjunkuli – kościółka, od którego wszystko się zaczęło we Franciszkowym życiu. Bliscy Karoliny i ona sama byli ponadto franciszkańskimi tercjarzami, więc duchowość Biedaczyny z Asyżu była intensywnie obecna w jej życiu.

Wieki chrystianizacji nie przemieniły wiejskiej mentalności aż do jej podstaw, zresztą kościół parafialny był daleko (ten w Zabawie zbudowano już za życia przyszłej błogosławionej), co stanowiło świetną wymówkę, jeśli chodzi o opuszczanie mszy świętych. To z kolei przekładało się na sferę moralną i znajomość treści wiary. Różnie było z uczciwością czy zachowywaniem czystości przedmałżeńskiej, szczególnie jeśli dziewczynie zależało na wyjściu za mąż – zawsze mogła po prostu zajść w ciążę z upatrzonym chłopakiem i tak wymusić na nim zawarcie ślubu. Złą sławę miały również wiejskie potańcówki, zresztą tekst piosenki Czerwone korale, chociaż pisany współcześnie, dobrze oddaje to, co się na nich działo, podobnie jak i mentalność, która stała za takim podejściem do sfery seksualnej, sprzecznym z chrześcijańskim.

To jeden nurt, bo na początku XX wieku na galicyjskiej wsi pojawia się też inny. Ubóstwo tych terenów było wręcz przysłowiowe, więc wielu – najczęściej ci najbardziej rzutcy i zdetereminowani – wyjeżdżało za granicę, często do Stanów Zjednoczonych, by zarobić na lepsze życie. Oprócz tego, że przysyłali paczki z ubraniami, materiałami i innymi drobiazgami, to przy okazji powrotu przywozili nowe idee i sposób patrzenia na rzeczywistość, również nowe mody, jeśli chodzi o strój i sposób zachowania. Bywało, że działanie podjęte po to, by przetrwać, stawało się pożywką dla chciwości: najważniejsze stawały się „morgi” i pozycja, którą dzięki nim można było uzyskać w społeczności. Zresztą na emigrację zarobkową za ocean pojechała siostra Karoliny i chciała ją do siebie zabrać. Dziewczynka jednak po chwili wahania i modlitwy odmówiła.

Wpływy jezuickie

A dokładnie chodzi mi o wpływ lektury Żywotów świętych autorstwa Piotra Skargi SJ. Karolina zaczytywała się w nich sama (jej wuj prowadził coś na kształt prywatnej biblioteki dla sąsiadów, więc miała dostęp do wielu książek) i czytała je głośno innym – wtedy jeszcze nie wszyscy byli piśmienni, a ona miała dźwięczny i mocny głos. Z tych hagiografii czerpała inspiracje do życia ascetycznego i religijnego.

Zapewne pod wpływem tych opowieści zrodziło się w niej pragnienie, którym podzieliła się z matką: dziewczynie zamarzyło się, że nie będzie wychodziła za mąż, ale poprosi ojca, żeby zbudował jej osobny, mały domek na działce obok rodzinnego domu. Chciała w nim żyć jako pustelnica. To nie mieściło się w głowie nawet jej matce, mimo że była bardzo pobożna (codziennie chodziła na mszę do kościoła, choć Zabawa jest dobrych kilka kilometrów od Wał Rudy), a co dopiero mówić o bliższych i dalszych sąsiadach! Zostać starą panną i to jeszcze dobrowolnie – taki pomysł na życie brzmiał jak kompletnie szalony, szczególnie że dziewczyna była pracowita, ładna (choć niektórzy śmiali się z jej rudych włosów), zdrowa i silna, więc miała wszystkie zalety cenione w wiejskim środowisku. Nie miałaby więc problemu ze znalezieniem męża i to dobrego, bo do tego wszystkiego pochodziła z szanowanej rodziny.

Ona miała jednak odwagę sięgać głębiej. Jej koleżanka zapamiętała, że przy jednej z rozmów Karolinie wyrwało się: „Żeby się tak do nieba dostać, jakby nam tam dobrze było!”. W tym przypadku podejrzewam, że zadziałało na nią coś więcej niż pobożne lektury. Inna rówieśniczka zapamiętała przemianę, jakiej uległa niegdyś twarz Kózki podczas modlitwy – rozjaśniła się i pojawił się na niej wyraz zachwytu. Kiedy po wyjściu z kościoła zapytała Karolinę, co takiego się stało, ta odparła: „Coraz bardziej kochaj Pana Jezusa i dobrze się módl, to i ty zrozumiesz”. Nie potrafiła powiedzieć nic więcej, ale myślę, że te przeżycia, po pierwsze, dały jej przedsmak nieba, do którego zaczęła tęsknić, po drugie, stały zapewne za tym, jak wielkim zaufaniem darzył ją jej stały spowiednik, czyli po prostu proboszcz. Nie wątpię, że mu o nich mówiła.

Tak na marginesie warto zauważyć, że Karolina nie potrzebowała fajerwerków, by mieć głębsze doświadczenie relacji z Bogiem. W końcu to czasy mszy w starszej formie rytu i standardowych praktyk pobożnych, często jeszcze bardziej rozbudowanych czasowo niż obecnie. Żadnych dodatkowych świateł, muzyki, gry na emocjach. Dobra lekcja tego, że drogi do spotkania Boga są różne, a liturgia i modlitwa ustna stanowią dla wielu pewny i dobry punkt wyjścia.

Hojność i wybór ubóstwa

W życiu Karoliny pojawił się również jasny wybór ubóstwa. Nie była to wyłącznie odmowa wyjazdu do siostry, by tam więcej zarobić. Kózka słynęła z hojności wobec potrzebujących, potrafiła do tego namawiać także swojego ojca. Innym aspektem tego wyboru była jej uczciwość, w której potrafiła się posunąć do tego, że zrezygnowała z części zapłaty za pracę na polu u dziedzica, bo ze względu na pogodę nie przepracowała całej dniówki. Przy ówczesnej sytuacji materialnej każdy grosz się liczył, więc taki wybór wymagał odwagi i moralnej jednoznaczności.

Nieoczywistym wymiarem hojności było to, że dzieliła się wiedzą religijną. Katechizowała młodsze dzieci, ale także pomagała narzeczonym w przygotowaniu się do przedślubnego egzaminu z katechizmu. A kiedy przyszedł czas przygotowania do bierzmowania, nie tylko przygotowywała się sama, ale uczyła też innych kandydatów. Kochała czytanie i wykorzystywała na nie każdą wolną chwilę. W tamtejszym środowisku, w którym na pierwszym planie zawsze była praca, a rozwój umysłowy nie był zbytnio ceniony, była w tym oryginalna i tutaj także szła pod prąd. W końcu w niektórych domach naukę uważano za wręcz szkodliwą, bo odciągała dzieci od pracy.

Pewnego dnia jedna z koleżanek namawiała Karolinę, by uczesała włosy według najnowszej mody. Ta jednak odparła: „Wolę być, jaka jestem”. Myślę, że to zdanie dobrze oddaje świadectwo błogosławionej. Czasem to, co inni odbierają jako bycie w kontrze, jest po prostu zachowaniem wierności wobec Boga i samego siebie.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 46/2025