jakim jest jedność i miłość, a nie wokół wspólnego wroga.
Polscy biskupi są zaniepokojeni. Tak wynika z ogłoszonego 3 lutego br. „Komunikatu Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Społecznych o przeciwdziałaniu podziałom i wrogości”. Napisali, że wzajemna niechęć i wrogość, rozprzestrzenione w sferze medialnej, kulturowej oraz społeczno-politycznej, ranią, dzielą i niszczą nasze wspólnoty: rodzinne, sąsiedzkie, zawodowe, a ostatecznie wspólnotę narodową. Jako pozorne określili rozwiązanie problemu wzrastającej wrogości w drodze proponowanego przez rządzących ograniczania swobody wypowiedzi, w szczególności wypowiadania sądów wartościujących, pod pretekstem walki z tzw. mową nienawiści.
O komunikację bez wrogości tydzień wcześniej zaapelował papież Franciszek w Orędziu na 59. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu. O jej potrzebie pisał również w podobnym orędziu w roku 2023. Wskazywał, że w dramatycznym kontekście globalnego konfliktu, który przeżywamy, pilnie trzeba wzmacniać komunikację pozbawioną wrogości. „Oby Pan Jezus, Słowo, które stało się ciałem, pomógł nam wsłuchiwać się w bicie serc, abyśmy odkryli, że jesteśmy braćmi i siostrami, i rozładowali dzielącą nas wrogość” – prosił w modlitewnym wezwaniu, umieszczonym w orędziu sprzed dwóch lat.
Wrogość jako kryterium zaangażowania
W dostępnym na stronie Business Dialog artykule francuski psycholog Antoine Marie zastanawia się w świetle badań, czy i dlaczego media społecznościowe podsycają wrogość. Rezultaty jego dociekań wcale nie są tak jednoznaczne, jak potoczne przekonanie na ten temat. Badacz odnotował jednak, że według ostatnich analiz sieci społecznościowe pełnią nie tyle rolę lustra, ile zniekształcającego pryzmatu różnorodności opinii w społeczeństwie.
W opublikowanym ponad dziesięć lat temu przez bydgoski Uniwersytet Kazimierza Wielkiego zbiorowym opracowaniu Agresja wśród kibiców piłki nożnej można przeczytać, że o tym, ilu szalikowców pojawia się na stadionie, decyduje przede wszystkim stosunek do kibiców rywala – „na przykład szczególna wrogość”. Dopiero na kolejnych miejscach znalazło się znaczenie meczu dla sytuacji ulubionej drużyny oraz poziom reprezentowany przez zespół przeciwnika.
Na niejednej stronie poradnikowej można przeczytać o wrogości w związku lub w relacjach międzyludzkich.
Emocja, postawa i schorzenie
Jeśli ktoś spróbuje zgłębić znaczenie słowa „wrogość”, dowie się, że określa się nim zarówno pewną emocję, jak i konkretną ludzką postawę oraz… schorzenie. Nie jest to emocja zaliczana do podstawowych. Zdaniem psychologów wrogość jest połączeniem złości i lęku. Jest to emocja, którą okazywać mogą również zwierzęta (np. kot na widok nieznanego psa). Wrogość jako postawa wyraża się w niechęci, nieżyczliwości, nieprzyjaznym traktowaniu, antypatii, animozji, awersji, a w skrajnych przypadkach nawet w nienawiści. Jako schorzenie wrogość to napędzane gniewem, negatywne emocje i zachowania, które mogą być skierowane wobec innych osób, sytuacji lub siebie samego. Gdy jest długotrwała, może powodować problemy z sercem, ciśnieniem krwi, układem pokarmowym lub zaburzenia snu.
Nie byłoby wrogości, gdyby nie było wroga. Okazuje się, że są ludzie, którzy w sensie niemal dosłownym potrzebują wroga, aby móc funkcjonować. W popularnym przed laty amerykańskim serialu animowanym Fineasz i Ferb główny antagonista dwóch tytułowych chłopców, spragniony władzy naukowiec nieudacznik Heinz Dundersztyc w jednym z odcinków śpiewał piosenkę zatytułowaną Lubię mieć wroga. Skarżył się w niej, że siedział sam, zastanawiając się, co robić, gdy nagle poczuł, że ktoś chce zniweczyć jego plan, jakiś tajemniczy wróg, który myśli o nim źle. „Nie jestem sam, nareszcie cię wrogu mam” – cieszył się negatywny bohater kreskówki, dodając: „ja tępię go, on tępi mnie, dzięki temu nam obu żyć się chce”.
Dla zapewnienia sobie przeszkody
Dziesięć lat temu Monika Mazur-Bubak z Uniwersytetu Jagiellońskiego opublikowała artykuł zatytułowany Ustanawianie wroga jako czynnik kształtujący tożsamość zbiorową. Analizując w nim różne koncepcje i konkretne przykłady historyczne (m.in. powstały w Polsce w roku 1980 ruch NSZZ „Solidarność”), stwierdziła, że na podstawie opozycji „my kontra oni” nie można wypracować ani głębokiego zjednoczenia, ani stabilnych postaw funkcjonowania społeczności. „Bowiem w momencie, kiedy znika wróg (czy to ze względu na fizyczne unicestwienie, czy też reorientację antagonizmu), znika również źródło danej tożsamości”.
Zacytowała też Umberto Eco, który w jednym ze swych tekstów przekonywał: „Posiadanie wroga jest ważne nie tylko w procesie określania naszej tożsamości, ale również dla zapewnienia sobie przeszkody, wobec której moglibyśmy utrwalić nasz system wartości i w konfrontacji pokazać, na ile jesteśmy warci”. To spostrzeżenie autora bestsellerowej powieści Imię róży może skłaniać do zastanowienia nad kwestią świadomego odwoływania się do jakiejś formy wrogości w realizowaniu konkretnych celów, nie tylko politycznych. W cytowanym tekście Eco zwracał uwagę, że stosując tę metodę utrwalania systemu wartości, niejednokrotnie na wrogów wybieramy nie tyle tych, którzy bezpośrednio nas atakują, ile raczej tych, których komuś opłaca się ukazać nam jako zagrożenie, nawet gdyby w rzeczywistości byli dla nas całkowicie niegroźni.
Księża w sutannach i Symeon
Andrzej Horubała w opublikowanej niedawno książce Incydenty zamieścił opowiadanie pt. Mozaika. Jednym z jego bohaterów jest ksiądz, uczestniczący w „rekolekcjach” wygłaszanych przez młodego dominikanina. Odbywają się one w centrum miasta, w kościele seminaryjnym. Organizatorzy spotkania polecili duchownym przyjść w sutannach, argumentując: „bądźcie znakiem sprzeciwu”. „Macie być znakiem sprzeciwu” – apeluje do zebranych kaznodzieja. „Raczej obciachu” – komentuje w myślach to polecenie ksiądz z opowiadania Horubały.
W jaki sposób opisana przez polskiego pisarza sytuacja łączy się z kwestią wrogości i wskazywaniem wroga? Bardziej niż może się to na pierwszy rzut oka wydawać. Starzec Symeon, biorąc na ręce małego Jezusa, powiedział, że jest On przeznaczony „na znak, któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2, 34). Jest w tym proroctwie zapowiedź wrogości wobec Chrystusa. Wrogości, która będzie okazywana Jemu. To On zgodnie ze słowami Symeona był traktowany jak wróg.
Natomiast przywołane przez Andrzeja Horubałę – nierzadkie w kościelnych wystąpieniach w naszym kraju – sformułowanie pokazuje sytuację odwrotną. To ten, kto uważa siebie za znak sprzeciwu, sytuuje się w pozycji wroga. Okazuje wrogość wobec konkretnych ludzi, określonych poglądów, istniejących sytuacji i rozwiązań istniejących problemów. Właśnie w kontekście wrogości nie można tych dwóch sformułowań: „znak, któremu się sprzeciwiają” i „znak sprzeciwu”, traktować zamiennie. Mówią o czymś zupełnie innym. O doświadczaniu wrogości i o okazywaniu wrogości.
Jak w piosence Kaczmarskiego
W cytowanym Komunikacie Rady KEP ds. Społecznych biskupi wyrazili obawę, że ograniczenie m.in. wolności słowa, jako środek przezwyciężania wrogości, sprawi, iż „demokratyczne społeczeństwo pozbawione zostanie możliwości spokojnego i racjonalnego przedyskutowania podstawowych problemów etycznych i antropologicznych”. Z innej strony spojrzał na tę kwestię w październiku zeszłego roku w Warszawie ks. Richard Gyhra, przedstawiciel Stolicy Apostolskiej, podczas Warszawskiej Konferencji Wymiaru Ludzkiego OBWE. „Niedopuszczalne jest zasłanianie się wolnością słowa jako usprawiedliwieniem dla negatywnych stereotypów, nietolerancji, dyskryminacji, wrogości lub przemocy wobec religii lub jej członków” – powiedział. Mówił co prawda w odniesieniu do religii i do wierzących, jednak jego słowa można rozszerzyć także na inne sfery ludzkiego życia.
Św. Paweł w Liście do Efezjan nazwał Jezusa Chrystusa pokojem, wyjaśniając, że On obie części [ludzkości – pogan i Żydów)] uczynił jednością, „bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość” (Ef 2, 14). Wrogość wciąż jednak, jak mury w słynnej piosence Jacka Kaczmarskiego, rośnie. I wciąż wymaga uświadamiania jej sobie, burzenia muru, który stanowi, przekraczania, przeciwdziałania. Jest coś zastanawiającego w fakcie, że wrogość bardzo rzadko pojawia się w dostępnych w Polsce rachunkach sumienia. Na pewno wymienił ją jako grzech o. Józef Augustyn sSJ w książce Adamie, gdzie jesteś?
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















