Ma pachnieć owcami – jak mawiał Franciszek, choć jego słowa zostały – niestety także przez księży – przyjęte z ironią i dystansem. W tym obrazie zapachu owiec chodzi oczywiście o życie przesiąknięte codziennością tych, dla których się żyje i pracuje. To wizja księdza, który nie strzeże plebanii niczym niezdobytej twierdzy, aby wieść w niej życie pełne świętego spokoju, ale niepozbawionego wrażliwości i współczucia brata, który dzieli swoje życie z ludźmi, którym przyszedł służyć. Po prostu kocha.
Zacząłem od tej wizji księdza-pasterza, bo uważam, że to jeden z zasadniczych wymiarów tożsamości kapłańskiej. Tak jak Chrystus Pan, o którym jeden z nieszpornych hymnów mówi: „otoczony rzeszą kalek, ślepców, trędowatych, ciał niemocą naznaczonych, dusz błądzących po bezdrożach”; który „miał przyjaciół wśród celników, jawnogrzesznic”, „szukał pogardzanych, zeszpeconych plamą winy”; „z sercem gorejącym i otwartym dla każdego”, tak uczestniczący w Jego służebnym kapłaństwie prezbiter, z sercem na dłoni, jest tym, który może być blisko ludzkich radości i dramatów, chwil wzniosłych i pełnych wstydu, by nieść nadzieję.
Nie mam wielkiego doświadczenia, niespełna dwanaście lat minęło od dnia święceń prezbiteratu, ale to wystarczająco, by zobaczyć, jak istotne są w naszym życiu spotkania, albo raczej to, jak się podczas tych spotkań zachowujemy. Tych w biurze parafialnym i konfesjonale, tych na ulicy, w sklepie, w drodze do pracy, tych przy łóżku chorych członków rodziny, wreszcie tych, gdy żegnamy zmarłych. Człowiek potrzebuje przede wszystkim zrozumienia, przyjęcia, bliskości. To naturalna potrzeba. Wszak jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, wspólnoty osób pozostających we wzajemnej relacji obdarowywania sobą. Wiele razy doświadczyłem, że w spotkaniach z drugim człowiekiem, zwłaszcza w sytuacjach trudnych, nie potrzeba wielkich słów. Potrzeba raczej bycia, współodczuwania, towarzyszenia.
Ostatnio w parafii małżeństwo z kilkunastoletnim stażem zamówiło intencję mszalną z okazji rocznicy ślubu. Ale z powodu choroby nie mogli przyjść do kościoła. Poszedłem więc do nich z Najświętszym Sakramentem. W tym przypadku mogłem zanieść Obecnego w Eucharystii Jezusa, na co dzień jednak każdy z nas może tę samą obecność zanosić poprzez swoje współczucie i uważność, poprzez okazane gesty życzliwości i miłosierdzia. Na wzór Samarytanina z Łukaszowej Ewangelii.
Do tej przypowieści – o miłosiernym Samarytaninie – odwołuje się papież Leon w orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Chorego. Papież zwraca uwagę na społeczny wymiar współczucia. Chciałoby się powiedzieć za amerykańskim trapistą Tomaszem Mertonem – nikt nie jest samotną wyspą. Choroba nigdy nie jest jedynie indywidualną sprawą chorującego. To jak w organizmie – choruje jeden organ, odczuwa to cały organizm. Choroba rzutuje także na tych, którzy się chorym opiekują. Na bliższe i dalsze otoczenie. Weronika Frąckiewicz, nawiązując do papieskiego orędzia, zauważa, że w ostatnich latach coraz częściej podejmowany jest temat społecznej odpowiedzialności biznesu czy potrzeby zaangażowania społecznego w przeciwdziałanie kryzysowi klimatycznemu, jednak „kwestie choroby jako sytuacji do głębi społecznej na arenie debaty publicznej praktycznie nie istnieją”.
„Gorąco pragnę, aby w naszym chrześcijańskim stylu życia nigdy nie zabrakło tego wymiaru braterskiego, «samarytańskiego», inkluzywnego, odważnego, zaangażowanego i solidarnego, który swoje najgłębsze korzenie ma w naszej jedności z Bogiem, w wierze w Jezusa Chrystusa” – pisze Leon XIV w orędziu. Nikt z nas nie jest zwolniony z postawy Samarytanina. Stajemy się nim, ilekroć na naszej drodze życia spotykamy kogoś, kto potrzebuje pomocy. Papież pisze: „Jezus nie uczy, kim jest bliźni, ale jak stać się bliźnim, to znaczy, jak stać się bliskim. W tym kontekście możemy stwierdzić za św. Augustynem, że Pan nie chciał nauczyć, kim był bliźni tego człowieka, ale dla kogo on powinien stać się bliźnim. Rzeczywiście, nikt nie jest bliźnim dla drugiego, dopóki nie zbliży się do niego z własnej woli. Dlatego bliźnim stał się ten, który okazał miłosierdzie”.
Być może papieska zachęta do społecznego wymiaru współczucia, wyrażona u progu Wielkiego Postu, mogłaby się stać dla nas wszystkich punktem do codziennego rachunku sumienia i dobrym postanowieniem do naśladowania Chrystusa w Jego podejściu do człowieka.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














