Najtrudniej było przejść barierę intymności. Bez tego nie da się rozebrać, posadzić na toalecie, umyć. Dziewięćdziesięcioletnie, wymęczone chorobą ciało ojca po raz pierwszy spotkało się ze spojrzeniem córki. – Pierwsza konfrontacja z nagim ciałem taty była trudna. Konieczność mycia jego intymnych części ciała, kontakt z zapachem, krwią i innymi rzeczami, które u większości ludzi wywołują naturalny odruch odrzutu, z dnia na dzień stawała się częścią rutyny. Po miesiącu już tylko krótkie przebłyski refleksji przypominały o dyskomforcie płynącym z kontaktu z obnażonym i schorowanym ciałem taty – opowiada Dorota, która przez trzy miesiące wraz z siostrą zajmowała się umierającym ojcem. – Obok emocjonalnego kosztu, który codziennie ponosiłam, było mi bardzo ciężko fizycznie, gdyż kilka lat temu przeszłam poważną operację kręgosłupa. Często ciężar taty spoczywał na mnie – prowadziłam go do łazienki, podtrzymywałam, żeby nie upadł. Bałam się jednocześnie o niego i o siebie – żeby on się nie przewrócił i żebym ja sama się nie połamała. Nieraz dosłownie zwalał się na mnie całym ciałem. Towarzyszył temu stały lęk i ogromna odpowiedzialność: żeby nie dokładać mu cierpienia, ale też wytrwać do końca, bo gdyby coś stało się mnie, siostra zostałaby z tatą sama – przyznaje kobieta.
Bezradność
Dorota ma troje dorosłych dzieci, które na różnych etapach swojego życia przechodziły różnorodne choroby: od lekkich po takie, które wymagały hospitalizacji. Nieraz pielęgnowała w chorobie swojego męża. Sama również była wielokrotnie chora, przechodząc dwukrotnie zagrażające życiu interwencje chirurgiczne. Dwadzieścia lat temu przyjęła do swego domu chorą ciocię, którą opiekowała się przez miesiąc, aż do jej śmierci. Jednak to towarzyszenie w chorobie ojcu było najtrudniejszym doświadczeniem. Razem z siostrą doświadczały na przemian bezsilności wobec cierpienia taty i bezradności płynącej z braku wsparcia z zewnątrz. – Tata mieszkał w małej wiosce, około 40 km od dużego miasta. Jeśli chodzi o wsparcie systemowe – praktycznie go nie było. Lekarka hospicjum domowego, do którego tata został zgłoszony, nigdy nie przyjechała, więc nie widziała pacjenta. Morfina została przepisana przez telefon, na podstawie rozmowy z pielęgniarką, która była bardzo zaangażowana i życzliwa, ale miała ogromną liczbę pacjentów i ograniczoną mobilność. Wszystko odbywało się „na telefon”. Byłam w szoku, że tak poważne decyzje zapadały bez bezpośredniego kontaktu z pacjentem – opowiada Dorota. – Nie czułyśmy żadnego realnego wsparcia – ani ze strony hospicjum, ani lekarza rodzinnego. Problemy z drenem były bagatelizowane, mimo że to on najprawdopodobniej w pewnym momencie spowodował zakażenie i wysoką gorączkę. Wszystkiego musiałyśmy domyślać się same. Prosiłyśmy o pomoc, bo byłyśmy bezradne, a mimo to odbijałyśmy się od systemu. W opiece nad tatą dostawałyśmy wsparcie emocjonalne od naszych bliskich: dzieci i mężów, ale mimo to bezradność towarzyszyła nam codziennie – dodaje kobieta.
Ludzka bliskość
Chorowanie jest doświadczeniem radykalnie demokratycznym. Zapewne dlatego rozmowy o chorobach powracają przy najróżniejszych okazjach – od imieninowych spotkań, przez sąsiedzkie pogawędki, po – co oczywiste – kolejki w przychodniach lekarskich. Jednocześnie choroba, rozpatrywana pod kątem społecznym, jest jednym z najbardziej złożonych zjawisk. Na jej wielowymiarowość wpływa przede wszystkim siła wywierana na chorego, jak i całe jego środowisko, ale również koszty, z którymi muszą zmierzyć się wszyscy uczestnicy procesu chorowania jednej osoby, gdyż choroba, mimo że na poziomie doznań cielesnych przeżywana indywidualnie, paradoksalnie nigdy nie jest zjawiskiem dotyczącym tylko jednostki. W tym kontekście słowa z pierwszego orędzia papieża Leona XIV z okazji XXXIV Światowego Dnia Chorego zdają się ukazywać pełnię istoty choroby, gdyż papież już na początku przesłania zwraca uwagę na społeczny wymiar chorowania:
„Z tej okazji chciałem ponownie zaproponować obraz miłosiernego Samarytanina, zawsze aktualny i nieodzowny, aby na nowo odkryć piękno miłości i społeczny wymiar współczucia oraz zwrócić uwagę na potrzebujących i na cierpiących, jakimi są chorzy. (…) Samarytanin, widząc rannego, nie „minął go”, ale wejrzał na niego spojrzeniem otwartym i uważnym, spojrzeniem Jezusa, który doprowadził go do ludzkiej bliskości i solidarności”.
Bez kontroli
Zakład Ubezpieczeń Społecznych w połowie 2025 roku opublikował raport za 2024 rok, z którego wynika, że Polki i Polacy przebywali na zwolnieniu lekarskim ponad 290 mln dni, co daje w przeliczeniu na jednego dorosłego, zdolnego do pracy obywatela naszego kraju 14,65 dni chorobowego w ciągu roku. Z L4 skorzystało ponad 7,7 mln osób. Najczęstszymi przyczynami zwolnień lekarskich, uwzględniając łączną liczbę dni absencji, w 2024 roku były choroby układu mięśniowo-szkieletowego oraz tkanki łącznej, stanowiąc 17,4 proc. wszystkich dni niezdolności do pracy. Drugą przyczynę stanowiły choroby układu oddechowego, odpowiadające za 13,7 proc. zwolnień, a kolejną istotną grupę stanowiły urazy, zatrucia oraz inne skutki działania czynników zewnętrznych – 13,5 proc. Zwolnienia związane z ciążą, porodem i połogiem stanowiły 13,3 proc. ogółu, a zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania odpowiadają za 12,6 proc. wszystkich dni absencji z 2024 roku. Jednak nieobecność w pracy z powodu choroby to także „zwykłe” infekcje, które w zależności od sezonu dziesiątkują pracowników w naszym kraju. W ostatnich kilkunastu tygodniach w Polsce obserwuje się wysoką aktywność wirusa grypy. Zachorowalność sięga około 80 przypadków na 100 tys. mieszkańców, co oznacza blisko 30 tys. nowych zachorowań tygodniowo – poinformował pod koniec grudnia 2025 roku Główny Inspektorat Sanitarny. Jednak niezależnie od rodzaju choroby, stopnia zaawansowania czy objawów, jej przeżywanie wyznacza wspólną przestrzeń ludzkiego doświadczenia. Bo każda choroba pociąga mniejsze lub większe konsekwencje społeczne. Zauważa to również Leon XIV w orędziu:
„Co więcej, wzruszający nas ból nie jest bólem obcym, lecz jest cierpieniem części naszego własnego ciała, o które nasza Głowa poleca nam troszczyć się dla dobra wszystkich”.
Do czasu pandemii COVID-19 żyliśmy w ułudzie, że choroby dotykają tych innych. Okres wzmożonych zachorowań i śmierci z powodu koronawirusa uzmysłowił nam dobitnie, że wszyscy w jednakowym stopniu jesteśmy narażeni na działanie chorobotwórcze i nie mamy nad nim żadnej kontroli.
Będzie przybywać
Nieobecność wynikająca z choroby dotyczy także tych zwolnień, które brane są z powodu choroby bliskiej osoby, zarówno dorosłej, jak i dziecka. W przypadku gdy nie skończyło ono 14 lat, rodzicowi przysługuje 60 dni wolnego w ciągu roku, a gdy dziecko jest w wieku od 15 do 18 lat lub chory jest inny członek rodziny (matka, ojciec, małżonek) – 14 dni (lub 30 dni, jeśli jest to dziecko z niepełnosprawnością). Dodatkowo pracownik może skorzystać z pięciu dni bezpłatnego urlopu opiekuńczego w celu zapewnienia opieki najbliższym. W 2024 roku na opiekę nad własnymi dziećmi Polacy przeznaczyli 11,2 mln dni, a nad innymi członkami rodziny – 2,5 mln. ZUS zwraca uwagę, że w zakresie opieki nad innym członkiem rodziny widoczny jest wzrost zarówno liczby dni z tego tytułu (o 4,2 proc.), jak i liczby zaświadczeń (o 8,6 proc.). Wszelkie prognozy społeczne pokazują, że tendencja będzie utrzymywać się w następnych latach, gdyż ze względu m.in. na starzenie się naszego społeczeństwa coraz więcej osób może potrzebować pomocy, zwłaszcza w czasie długotrwałej choroby. Papież w przywoływanym orędziu zwraca uwagę, że opieka nad chorym nigdy nie powinna ograniczać się tylko do relacji chory – opiekun:
„W tej przypowieści współczucie jest cechą wyróżniającą czynnej miłości. Nie jest ona teoretyczna ani sentymentalna, lecz przekłada się na konkretne czyny; Samarytanin podchodzi, opatruje rany, zajmuje się i opiekuje. Ale uwaga – nie czyni tego sam, indywidualnie; „«jak Samarytanin szukał gospodarza, który mógłby zaopiekować się tym człowiekiem, tak i my jesteśmy wezwani do zaproszenia i spotkania się w ‘nas’, które jest silniejsze niż suma małych indywidualności»”.
Wyczerpani
Nie trzeba wielkiego wysiłku, aby zamknąć się w czterech ścianach własnego cierpienia. Często jest to naturalna reakcja psychiki na trud opieki, ponieważ towarzyszenie osobie chorej zawsze wiąże się z kosztem emocjonalnym oraz rezygnacją z części siebie – nawet wtedy, gdy troskę o drugiego człowieka ubieramy w patetyczne hasła, nierzadko słyszane choćby z ambon, takie jak „pochylanie się nad chorym” czy „ulżenie w cierpieniu”. Cena, jaką płaci osoba sprawująca opiekę, w dużej mierze zależy od rodzaju choroby. Warto jednak zauważyć, że już kilkudniowa opieka nad gorączkującym dzieckiem może nie tylko wyczerpać zaangażowanych rodziców, ale i zachwiać cały system rodzinny. W psychologii mówi się o zjawisku wypalenie opiekuna (ang. caregiver burnout), definiowanym jako stan fizycznego, emocjonalnego i psychicznego wyczerpania, wynikający z długotrwałej opieki nad bliskim, objawiający się drażliwością, bezsennością, zmęczeniem oraz izolacją. Bardzo często przemęczeni opiekunowie zaniedbują własne zdrowie i relacje, a także wykazują objawy traumy wynikającej z patrzenia na cierpienie bliskiej osoby. Opiekunowie osób chorych, chcąc skorzystać z systemowego wsparcia w Polsce, muszą o nie aktywnie zabiegać. Takie formy pomocy jak opieka wytchnieniowa, hospicjum domowe czy usługi organizowane przez ośrodki pomocy społecznej nie tylko są w stanie zaspokoić jedynie część potrzeb chorych i ich opiekunów, lecz także wymagają od opiekuna samodzielnego wyszukania, zainicjowania i dopełnienia wszelkich formalności, aby w ogóle mogły zostać uruchomione.
Projekt komunii
Przysłowie afrykańskie głosi, że do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska – i wszelkie badania pokazują, że wsparcie w procesie wychowawczym rzeczywiście jest nieocenione. Przysłowie to przeniesione na grunt choroby również objawia prawdę o rzeczywistych potrzebach społecznych. Wsparcia w okresie choroby potrzebują nie tylko sami chorzy, ale również ci, którzy chorym się opiekują. W ostatnich latach coraz częściej podejmowany jest temat społecznej odpowiedzialności biznesu czy potrzeby zaangażowania społecznego w przeciwdziałanie kryzysowi klimatycznemu. To istotne kwestie, które wymagają zaangażowania i namysłu społecznego na wielu płaszczyznach. Kwestie choroby jako sytuacji do głębi społecznej na arenie debaty publicznej praktycznie nie istnieją. Dotyka się jej kontekstu medycznego, finansowego czy wsparcia systemowego, brakuje przestrzeni, w której zaakcentowana zostałaby potrzeba solidaryzowania się społecznego nie tylko z chorym, ale i opiekunem. Na ten ostatni aspekt zwraca uwagę Leon XIV:
„Gorąco pragnę, aby w naszym chrześcijańskim stylu życia nigdy nie zabrakło tego wymiaru braterskiego, «samarytańskiego», inkluzywnego, odważnego, zaangażowanego i solidarnego, który swoje najgłębsze korzenie ma w naszej jedności z Bogiem, w wierze w Jezusa Chrystusa”.
Leon XIV wezwaniem do braterskiej solidarności z chorymi kontynuuje z precyzyjną dokładnością zamysł papieża Franciszka, który wielokrotnie w różnych sytuacjach podkreślał, że współczucie, czułość i troska o chorych i najsłabszych są najgłębszym wyrazem społecznej dojrzałości i jedynym antidotum na opanowującą nasze społeczeństwa kulturę indywidualizmu i obojętności. „Jesteśmy stworzeni, by przebywać razem, a nie samotnie. I właśnie dlatego, że ów projekt komunii jest tak głęboko wpisany w ludzkie serce, doświadczenie opuszczenia i samotności przeraża nas i okazuje się dla nas bolesne, a nawet nieludzkie. (…) W tym okresie zachodzących zmian, w którym żyjemy, szczególnie my chrześcijanie jesteśmy wezwani do przyjęcia współczującego spojrzenia Jezusa. Troszczmy się o tych, którzy cierpią i są samotni, być może zepchnięci na margines i odrzuceni. Z wzajemną miłością, którą Chrystus Pan daje nam w modlitwie, a zwłaszcza w Eucharystii, uleczmy rany samotności i izolacji. I w ten sposób współpracujmy, aby przeciwdziałać kulturze indywidualizmu, obojętności, odrzucenia oraz rozwijać kulturę czułości i współczucia” – pisał papież w przesłaniu na XXXII Światowy Dzień Chorego w 2024 roku.
Imię bohaterki zostało zmienione.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















