Gościłem już tu wiele osób duchownych, ale żadna nie wpadła na tak szalony pomysł – mówi nieco ironicznie Mike Urbaniak w odcinku serii rozmów „Poznań czyta” pod patronatem Biblioteki Raczyńskich. Koncept programu jest następujący: zaproszony gość proponuje książkę, o której chce rozmawiać i która jest dla niego jakoś ważna, choć rozmowa zaczyna się od sylwetki gościa i dotyczy też tego, czym się zajmuje. W trzecim odcinku trzeciej serii gościem był prowincjał franciszkanów Leonard Bielecki OFM, który jako książkę zaproponował Pismo Święte. Wybór z jednej strony oczywisty, z drugiej zaskakujący – czytamy w opisie rozmowy na YouTube.
Przyznam, sam byłem gościem Mike’a, bodaj w pierwszym sezonie, i też się zastanawiałem nad Biblią, ale stwierdziłem wówczas, że chciałem wyjść poza narzucające się skojarzenie, że jak ksiądz jest gościem, to zaproponuje książkę „branżową” – albo jakąś religijną, albo Pismo Święte. (Nie żebym się teraz tłumaczył, dlaczego jednak tak nie wybrałem!). Cieszę się jednak, że ojciec Leonard zaproponował rozmowę o Biblii. Książce, która – jak zwraca uwagę prowadzący rozmowę – jest z jednej strony bestsellerem, z drugiej najmniej znanym bestsellerem. Zarazem książkę, bez znajomości której nie da się zrozumieć kontekstu społeczno-kulturowego świata, w którym żyjemy.
Chciałem zwrócić uwagę na dwa momenty tej rozmowy. Pierwszy, w którym franciszkanin zwraca uwagę, że trudność w sięgnięciu po Biblię może wynikać z tego, że jest to książka wymagająca, która „domaga się” podjęcia wysiłku zmierzenia się ze sobą. Drugi, to słowa:
„Ja naprawdę wierzę w to, że słowo Boże ma wartość stwórczą, nie tylko przetwarzającą, ale stwarzającą nową rzeczywistość”. W istocie, można Biblię czytać, widząc w niej wartość poznawczą i historyczną, ale z perspektywy wiary lektura Biblii jest czymś znacznie więcej: jest konfrontowaniem siebie ze słowem Bożym po to, by to słowo mogło w człowieku dokonywać zmiany, właściwie ukierunkowywać sposób myślenia i działania, co moglibyśmy ująć krótko słowem metanoia (nawrócenie).
Pamiętam, jak na politologii ktoś mnie zapytał, czy przeczytałem Biblię. Było mi głupio, ale musiałem zgodnie z prawdą odpowiedzieć, że całej nigdy nie przeczytałem. Fragmenty, owszem. Ewangelię – wielokrotnie. Ale całości, nigdy! Usłyszałem wtedy: jak więc możesz wierzyć w Boga, którego nie znasz! Dało mi to do myślenia, a powiedział to ktoś, kto uznawał siebie za osobę niewierzącą. Postanowiłem więc czytać, ale lektura nie była prosta. A nawet momentami mnożąca wątpliwości zamiast utwierdzająca. Zacząłem więc szukać komentarzy, zapisałem się w parafii na krąg biblijny. To było dwadzieścia lat temu. Dziś możliwości poszerzania wiedzy biblijnej są nieporównywalnie większe. W internecie znajdziemy sporo podcastów, wydaje się coraz więcej książkowych publikacji – nowych tłumaczeń z komentarzami i samych komentarzy, w końcu znajdziemy wiele form warsztatowych: studium, kursy, szkoły biblijne. O tym, jak sobie pomóc w czytaniu Pisma Świętego, opowiada Szymonowi Bojdo ks. Wojciech Wasiak, który uzyskał doktorat w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie.
Trzecia niedziela wielkanocna obchodzona jest już po raz osiemnasty w Polsce jako Niedziela Biblijna i otwiera ona Tydzień Biblijny. Po raz dziesiąty w tę niedzielę odbędzie się Narodowe Czytanie Pisma Świętego. Nigdy dość powtarzać słynnego zdania św. Hieronima, tłumacza Biblii z języków oryginalnych na łacinę: „Nie znać Pisma Świętego to nie znać Chrystusa”. Jak pisał papież Franciszek w liście Scripturae Sacrae Affectus z 2020 roku: „Jakże nie słuchać w naszych czasach tego, do czego Hieronim nieustannie namawiał swoich współczesnych: «Pismo Boże często czytaj; a raczej świętej lektury nigdy z rąk swych nie wypuszczaj»”.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.











