Nie tylko w amerykańskich filmach symbolem życiowego sukcesu jest posiadanie domu na przedmieściach. Wielu Polaków również marzy o wyprowadzce „pod miasto”, by napawać się ciszą i cieszyć bliskością zieleni. Jednak czasami podmiejski „raj” wcale nie spełnia ich oczekiwań, co stanowi impuls do powrotu do miasta.
Fantazje o miastach zepsucia
W twórczości Dostojewskiego czy Reymonta miasto – zwłaszcza to duże, rosnące w siłę dzięki kapitalistom – stanowiło często miejsce przytłaczające, w którego zgiełku człowiek łatwo gubił zarówno siebie, jak i kluczowe wartości moralne. Można powiedzieć – choć oczywiście będzie to pewna hiperbola – że „duch” takiego myślenia o wielkich aglomeracjach wciąż jest obecny w umysłach tych z nas, którzy po latach życia w metropoliach decydują się na ich opuszczenie. Mieszkańcy polskich miast, którzy marzą o „ucieczce” na wieś lub miejskie obrzeża, skarżą się na wszechobecną „betonozę” (czyli brak zieleni i zalewanie części wspólnych betonem lub wykładanie ich kostką brukową), wysokie ceny usług, hałas (zwłaszcza ten komunikacyjny, którego źródłem są przemieszczające się z dużymi prędkościami samochody), a także zanieczyszczenie powietrza i brak miejsc do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Ostatni element dotyczy szczególnie rodzin z małymi dziećmi, gdyż współcześnie mało który deweloper na budowanym przez siebie osiedlu umieszcza atrakcyjny dla maluchów plac zabaw, a te przy starszych budynkach bywają wciąż zamieniane na parkingi. Mieszkańcom dużych miast często towarzyszy także myśl, że to właśnie życie w wielkim ludzkim skupisku przyczynia się do ich poczucia osamotnienia i anonimowości. Antidotum na dalekie od ideału warunki życia w miastach wojewódzkich, czy nawet powiatowych, ma być przeprowadzka na przedmieścia, które w zbiorowej wyobraźni są bardziej przyjazne rodzinom, pełne zieleni, a także tętniące życiem sąsiedzkim. Czasami taka przeprowadzka jest elementem starannie realizowanego życiowego planu, który jednak ma również swoje słabe punkty. Świadczy o tym część historii osób, które po przeprowadzce na przedmieścia zdecydowały się z nich wrócić.
Miasta tętniące zmianami
Zasadniczo przyczyny powrotów do dużych miast można podzielić na dwie grupy: w pierwszej z nich mieszczą się zmiany życiowych okoliczności, w drugiej – rozczarowania związane z życiem poza miastem, które okazuje się odległe od wcześniejszych wyobrażeń. Do pierwszej grupy zaliczyć można takie wydarzenia życiowe, jak rozstanie z partnerem, z którym kupiliśmy lub wynajęliśmy nieruchomość, utrata pracy, choroba dziecka, która wymusza na rodzicach np. życie bliżej placówek medycznych o wysokim poziomie referencyjności, czy też utrata zdrowia i sprawności. Jedna z kobiet na internetowym forum dla łodzian wspominała, że wróciła do miasta po prawie dwóch dekadach życia w domu na przedmieściu, co było skutkiem śmierci jej męża oraz jej problemów ze wzrokiem – internautka wspominała, że sama, zwłaszcza zmagając się z problemami zdrowotnymi, nie była w stanie należycie zająć się wolnostojącym domem i ogrodem. Życie na parterze bloku ulokowanego blisko centrum wydawało się jej bardziej bezpieczne i komfortowe, choć – jak przyznaje – ceniła sobie spokój terenu podmiejskiego. Pod jej nieobecność miasto zdążyło się także bardzo zmienić, co sprawia, że kobieta czuje się zagubiona i obca, mimo że – jak opisuje – urodziła się i wychowała w tym mieście.
Druga grupa osób, które wracają do miast, to ludzie, których życie z dala od niego jednak rozczarowało. Zwłaszcza dla osoby, która całe życie spędziła w wielkim mieście, przeniesienie się na obrzeża lub wieś może być po prostu szokiem – przedmieścia z naszych fantazji zazwyczaj różnią się od tych prawdziwych. W „sypialniach” dużych miast nie zawsze jest cicho i spokojnie, sąsiedzi niekoniecznie za sobą przepadają, a dostęp do usług bywa ograniczony. Dzieje się to zwłaszcza na powstających licznie osiedlach łanowych, czyli takich, które z uwagi na mniejsze koszty dla dewelopera powstają w szczerym polu, ale nie ma w ich pobliżu szkoły, przychodni ani placu targowego. Nierzadko brakuje do nich nawet dogodnego dojazdu, gdyż komunikacją twórca osiedla się nie zajmuje. Mieszkańcy zamiast upragnionego błogostanu otrzymują więc frustrację, nadmierną bliskość fizyczną sąsiadów (osiedla łanowe charakteryzuje gęsta zabudowa) i brak dostępu do zieleni, która została wykarczowana w związku z budową osiedla. Polskie miasta również – przynajmniej w większości – nie wyróżniają się na tle Europy pod względem zazielenienia czy dostępu do usług publicznych – jednak decydując się na życie w metropolii, wiemy na ogół, czego możemy się spodziewać (przyjmujemy do wiadomości, że w mieście szybciej obudzi nas huk tramwaju niż pianie kogutów), a odległość od punktów usługowych jest mimo wszystko mniejsza. W mieście o wiele bardziej realne jest wygodne zorganizowanie swojego życia, jeśli nie posiada się prawa jazdy lub samochodu – szwankująca komunikacja publiczna mimo wszystko nadal istnieje i przewozi każdego dnia tysiące pasażerów.
Cisza, której nie było
Bardzo nieprzyjemnym doświadczeniem dla osób żyjących poza miastem bywa zmiana – nagła lub stopniowa – warunków ich wymarzonego, sielskiego życia w okoliczności pełne zgiełku – czyli tego, przed czym ludzie ci „uciekali”, podejmując decyzje o opuszczeniu miasta. Niestety kupując dom lub segment w budynku szeregowym pod miastem, nie otrzymujemy gwarancji niezmienności otoczenia. Przed dokonaniem tak ważnej transakcji warto oczywiście poznać plan zagospodarowania przestrzeni, zorientować się, gdzie mają być wytyczone i zbudowane nowe trasy oraz jak w okolicy rozwijają się różne gałęzie biznesu – niemniej nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć, a niektóre decyzje na poziomie gminy czy powiatu podejmowane są bez wcześniejszych społecznych konsultacji. Jedną z osób rozczarowanych życiem na przedmieściach – między innymi z uwagi na zmianę warunków – jest Elżbieta, którą „namierzyłam” na jednej z grup przeprowadzkowych. Kobieta wraz z mężem i dzieckiem planowała w najbliższym czasie przenieść się do Łodzi z przedmieść i poszukiwała sprawdzonej firmy do przewiezienia co bardziej „delikatnych” sprzętów. Zgodziła się opowiedzieć mi o tym, jak znalazła się na przedmieściu dużego miasta – i dlaczego po stosunkowo niedługim czasie postanowiła wrócić do centrum Łodzi. – Z okazji ślubu dostaliśmy od teściów działkę pod miastem. Moi rodzice wsparli nas finansowo i tak zbudowaliśmy mały domek pod Łodzią, w okolicy lasu – mówi. – Na początku bardzo nam się tam podobało, bo oboje lubimy kontakt z naturą i wycieczki rowerowe. Chcieliśmy też, aby nasze dzieci wychowywały się blisko natury, a nie na betonowym placu zabaw. Ale po sześciu latach wracamy do Łodzi, kupiliśmy mieszkanie blisko centrum. Powody są dwa: po pierwsze, tuż obok naszego domu powstała droga szybkiego ruchu, przy której nie ma ekranów akustycznych ani innych zabezpieczeń. Mieliśmy mieć ciszę, a mamy huk – dobro mieszkańców nikogo nie interesuje. Na wsiach czy w małych miasteczkach ciągle budowane są nowe drogi i to dosłownie ludziom pod oknami. Po drugie – mąż został wręcz taksówkarzem syna, który chodzi na treningi karate – i oczywiście wszędzie musi być wożony samochodem. Mamy jedno auto, więc ja w tym czasie nie mogę się ruszyć choćby po zakupy – wszystko jest daleko. Syn musi też chodzić do logopedy, a sensownego transportu do Łodzi nie ma. Znowu wszystko opiera się na samochodzie. Mamy już dość takiego życia. Zieleń za oknem nie wynagradza problemów związanych z życiem z dala od miasta. Moi rodzice nas rozumieją, teściowie mniej – sami prawie całe życie mieszkali na wsi. Ale kiedyś na wsiach były świetlice i dojeżdżały PKS-y. Dziś na wsi albo przedmieściu można tylko spać, żeby rano dojechać do pracy w mieście. Oczywiście samochodem.
Być może, gdybyśmy na poważnie potraktowali walkę z wykluczeniem transportowym i zaczęli skuteczniej chronić mieszkańców przed hałasem, o wiele większa liczba osób zostawałaby na przedmieściach, przyczyniając się tym samym do ich rozwoju.
Przeprowadzki jako droga
Mimo zmian na rynku pracy i przeobrażeń kulturowych Polacy wciąż przeprowadzają się rzadziej niż na przykład Amerykanie. Większość z nas przywiązuje się do miejsca, w którym aktualnie żyje, a zmiana adresu wiąże się z dość silnymi emocjami. Przeprowadzka „z powrotem” do miasta może być szczególnie trudna, gdyż u niektórych osób wiąże się z poczuciem porażki – osobistej, rodzinnej lub finansowej. Oczywiście taka zmiana ma prawo wiązać się z dyskomfortem, a nieprzyjemne uczucia także muszą „wybrzmieć”. Jednocześnie warto pamiętać, że z perspektywy ewolucyjnej wszyscy jesteśmy nomadami – a zmiany miejsc zamieszkania są wpisane w historię naszego życia. To, jak zmieniają się nasze adresy, opowiada historię życia nas samych i naszych rodzin. Najważniejsze elementy domu (rozumianego jako angielski home, czyli miejsce mające określoną atmosferę, a nie house, czyli podłoga i mury) możemy zaś zabrać ze sobą, dokądkolwiek się udamy. Relacje, wartości i główne zasady panujące w domostwie nie muszą przecież obumierać wtedy, gdy z różnych przyczyn zmieniamy miejsce zamieszkania. Co więcej, poszukiwanie najbardziej optymalnej przestrzeni do życia może być czymś naturalnym i rozwojowym – antropologicznie rzecz ujmując, to właśnie ta motywacja przyczyniła się do ogromnego sukcesu homo sapiens. Nasi przodkowie wędrowali przecież w stronę miejsc, które były bardziej bezpieczne i żyzne – nie ma więc niczego zaskakującego w tym, że to samo robimy my. Sądzę też, że warto oswoić się z myślą, że tak naprawdę nigdy nie mamy pewności, jak długo będziemy mieszkać w danym miejscu, nawet jeśli jesteśmy do niego przywiązani. Niektórych zmian w życiu nie da się przecież powstrzymać, a próby uczynienia tego będą wiązały się ze stratą dużej ilości energii. Warto także – również w dużym mieście, w którym wielu z nas czuje się niewidocznymi – dbać o relacje i szukać swojej mikrowspólnoty. Dzięki temu również w blokach z wielkiej płyty możemy czuć się bardziej „swojsko” i mieć wpływ na lokalną rzeczywistość. Jak bowiem przed laty śpiewał Mattafix w hicie Big city life, opisującym trudy życia w metropolii: „Podzielę się z tobą pewną mądrością/Nigdy nie bądź samotny”. Przynależność chroni przed poczuciem „znikania” w tłumie i utraty własnego głosu w miejskim zgiełku.
---
Nie istnieją idealne miejsca do życia. Zarówno wielkie miasta, jak i ciche wsie mają swoje uroki, ale i ograniczenia. Na szczęście w większości miejsc w Polsce udaje się znaleźć w miarę spokojną przestrzeń do życia dla siebie i swoich bliskich.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















