Samotność na wsi

Osoby, które z „dziada pradziada” zostają na wsiach, czują się coraz bardziej samotne – ich rodzina i znajomi opuszczają rodzinne strony w poszukiwaniu bardziej komfortowego życia w mieście.
Czyta się kilka minut
il. Jan Kałużny
il. Jan Kałużny

Przeprowadzka na wieś jest marzeniem i życiowym celem wielu zmęczonych hałasem i zanieczyszczeniem powietrza mieszczuchów. Jednak części osób, które na terenach wiejskich się wychowały, wieś obecnie kojarzy się z wykluczeniem i coraz większą samotnością.

Wyrwać się ze wsi
Podczas psychoterapii indywidualnych i rodzinnych słucham licznych historii rodzinnych, które swój początek mają na wsi – bo właśnie w małych wioskach rozgrywały się często najwcześniejsze wydarzenia, o jakich pacjentom cokolwiek wiadomo. To tam poznali się ich pradziadkowie, tam rodziły się kolejne ciotki i wujowie, tam rodzice spędzali wakacje… Jednak w którymś momencie historii następuje zwykle zmiana otoczenia prowadzonej narracji: okazuje się bowiem, że przodkowie pacjentów lub oni sami „wyrwali się” ze wsi – i osiedlili się w mieście, które dawało możliwość zdobycia wykształcenia, znalezienia lepiej płatnej pracy i zamieszkania w lokum z dostępem do centralnego ogrzewania i bieżącej wody. Na skutek wszechobecnej narracji o przeprowadzce do miasta jako symbolu społecznego awansu wieś stała się synonimem obciachu, „wieśniactwo” – złego gustu, a zajmowanie się rolnictwem – oznaką braku ambicji. Choć takie klisze nie mają nic wspólnego z prawdą, to jednak w wielu z nas odzywa się głos naszych wewnętrznych Andrzejów Talarów, który każe nam „ewakuować się” ze wsi i postrzegać życie w mieście jako coś lepszego, do czego wręcz wypada aspirować. Mieszkańcy dużych miast wciąż dość często postrzegają ludzi żyjących na wsi jako słabiej wykształconych, mniej oczytanych, bardziej marudnych i mniej zaradnych życiowo. Można więc wysnuć wniosek, że wyobrażenia na temat wsi wiążą się z paradoksem i ambiwalencją: wielu z nas chętnie uciekłoby tam z powodu zmęczenia, które wywołuje życie w mieście, a jednocześnie wieś wywołuje w nas lęk i jawi się jako miejsce, w którym łatwo jest ugrzęznąć. Osoby, które z „dziada pradziada” zostają na wsiach, czują się zaś coraz bardziej samotne – ich rodzina i znajomi opuszczają rodzinne strony w poszukiwaniu bardziej komfortowego życia w mieście.

Pustostany i Judyta
O tym, jak zmienia się struktura społeczna polskiej wsi, bardzo dużo mówi krajobraz, który jest na niej widoczny. Stare domy na planie prostokąta, małe piwniczki wkopane w ziemię i stodoły powoli zmieniają się w pustostany obrośnięte mchem – widok taki można zaobserwować chociażby przy trasie z Łodzi do Warszawy, a przecież nie jest to wcale najszybciej wyludniająca się część Polski! Oczywiście ktoś mógłby podać kontrargument, że przecież niemała część osób mieszkających niegdyś w mieście chętnie kupuje domy lub segmenty w szeregowcach na wsi z uwagi na zmęczenie hałasem i tempem życia w mieście, a poza tym działki budowlane na terenach podmiejskich są tańsze niż te w granicach miast, co czasami przesądza o wyborze miejsca zamieszkania. Jednak pamiętajmy, że samo zameldowanie za miastem nie oznacza wcale zaangażowania w wiejskie życie – małe wsie na obrzeżach Łodzi, Krakowa czy Poznania są bardzo często traktowane jako „sypialnie” tych miast, a życie osób teoretycznie je zamieszkujących i tak toczy się głównie w aglomeracjach. Osoby jedynie sypiające na wsiach niekoniecznie są zainteresowane budowaniem więzi społecznych z sąsiadami ani zaangażowaniem w życie lokalnej społeczności – grono najbliższych im osób i tak stanowią znajomi z pracy, studiów lub wcześniejszego miejsca zamieszkania. „Sypialnizacja” wsi nie jest zatem realnym rozwiązaniem problemu tak powszechnie obecnej na niej samotności. Mało kto decyduje się dziś porzucić korporację dla uprawy pomidorów – większość „przenosin” na wieś to raczej schemat, który w swoim życiu zrealizowała Judyta z Nigdy w życiu! Bohaterka ta, choć wybudowała na malowniczej wsi uroczy dom i nawet stworzyła całkiem pokaźny ogród, to jednak wciąż pracowała dla miejskiej redakcji i obracała się w poprzednim środowisku. Mieszkańcom wsi, którzy żyją na nich od wielu lat, niekoniecznie przybywa zatem towarzyszy – można powiedzieć, że wiele wsi staje się wręcz relacyjnymi pustyniami.

Seniorzy wobec pustki
Samotność na wsi nie jest demokratyczna. Na wsiach, które wyludniają się najszybciej (a do takich należą zwłaszcza te na ścianie wschodniej, m.in. w okolicy Suwałk, Olsztyna czy w niektórych miejscach na Podlasiu), zostają głównie seniorzy. Ich dzieci i wnuki wybierają życie w mieście (czasami usytuowanym poza granicami kraju), a osób w ich wieku po prostu ubywa. Starzenie się nieuchronnie wiąże się ze stratami bliskich i dalszych znajomych – na wyludniających się wsiach bywa to szczególnie dojmujące, gdyż nie ma się u boku wspierającej rodziny. Rzecz jasna część seniorów – zwłaszcza tych mających problemy zdrowotne – również opuszcza rodzinne wsie, zabierana pod opiekę przez członków swojej rodziny. Z uwagi na sprawy zawodowe młodzi ludzie nieczęsto decydują się na przeprowadzkę do domów rodzinnych, więc konieczność zmiany adresu dotyka osób starzejących się. Jest to oczywiście pewien rodzaj przeciwdziałania samotności, jednak dla wielu seniorów oznacza to, że muszą (a nie: mogą) zostawić za sobą miejsce, które tworzyli przez całe życie, a które po ich śmierci być może popadnie w ruinę.
Pani Irena, mieszkająca obecnie w Łowiczu, opowiada, że jej mama nie chce wyprowadzić się z podłowickiej wsi, choć byłoby to najbardziej dogodne rozwiązanie. – Mieszkałam przez lata w Łodzi, później z mężem zbudowaliśmy dom w Łowiczu – mówi. – Chcieliśmy – bardziej ja – być bliżej mamy, która nie chce słyszeć o wyprowadzce ze wsi. Jest tam kompletnie sama: mieszka w małym domu, w którym się urodziła i wychowała i w którym mieszkałam w dzieciństwie ja i moje rodzeństwo. Boję się, że kiedyś znajdę ją nieżywą albo po udarze i będzie za późno na skuteczną pomoc. Ala mama kocha wieś i uważa, że spotkała ją krzywda, że nie chcieliśmy zostać w domu rodzinnym. Nie chcieliśmy, bo z małymi dziećmi, a później z dziećmi w liceum i technikum byłoby to bardzo trudne. Proponuję mamie, by przeniosła się do nas – Łowicz nie jest przecież wielkim miastem, to nie jest Łódź, w której żyłam przez lata. Ale dla mamy ojcowizna to najważniejsze miejsce na świecie. Smutne jest to, że otacza ją pustka. Nie ma tam już żadnej rodziny ani bliskiej przyjaciółki – polskie wsie wymierają – podsumowuje zmartwiona pani Irena.

Mężczyźni sfrustrowani samotnością
Na samotność na polskich wsiach narażeni są nie tylko seniorzy, którzy „tracą” potomków na rzecz miasta – problem braku bliskich relacji jest także związany z płcią. W chwili obecnej to mężczyźni – również młodzi i w średnim wieku – czują się na wsi „zamknięci”, podczas gdy ich rówieśnice przenoszą się do dużych miast. Według danych przeanalizowanych przez Polski Instytut Ekonomiczny w 2024 r. w gminach wiejskich średnia przewaga liczebna młodych mężczyzn nad kobietami wynosi aż 12,4 proc. W gminach miejsko-wiejskich jest to 10,4 proc., a w gminach miejskich – 6,6 proc. Odwrotną tendencję można zaobserwować w dużych miastach. Tam to młode kobiety mają liczebną przewagę nad mężczyznami. Ma to oczywiście konsekwencje dla demografii – jeśli mężczyźni i kobiety nie żyją blisko siebie, trudniej jest budować związki i zakładać rodziny. Samotność dotykająca mężczyzn jest zatem nie tyle problemem marginalnym, ile realnym pęknięciem pomiędzy światem, w którym żyją przedstawiciele obu płci.
Osamotnienie mężczyzn na wsi ma także konsekwencje psychologiczne. Ci, którzy zostają na wsi, nierzadko czują się sfrustrowani i skrzywdzeni. Ich siostry oraz koleżanki ze szkoły wyjechały do miasta, a oni, którzy mieli być nadzieją rodu i „przejąć gospodarkę”, tkwią w miejscu, w którym nie widzą dla siebie perspektyw ani na dobrze płatną pracę, ani na satysfakcjonujący związek. To, co miało stanowić atut (i stanowiło go jeszcze trzydzieści lat temu), czyli ziemia, własne gospodarstwo i wybudowany dom, stało się synonimem zamknięcia, uwięzienia i osamotnienia. Nie jest zatem niczym zaskakującym, że wśród internetowej „subkultury” inceli tak wielu jest właśnie samotnych młodych mężczyzn, którzy czują, że ugrzęźli na wsi i nie mają „dostępu” do kobiet, które wyjechały na studia i za karierą do dużych miast. Samotność przyczynia się także, jak można się domyślać, do radykalizacji politycznej (młodzi mężczyźni mają en masse zupełnie inne poglądy niż bardziej progresywne i otwarte rówieśnice) oraz do narastania problemu depresji i innych zaburzeń psychicznych.

Nie trzeba wyjeżdżać
Aby rozwiązać problem samotności na wsi, nie trzeba wcale – i nie powinno się – zachęcać wszystkich jej mieszkańców do wyjazdu do wielkich aglomeracji. Wieś, choć zabrzmi to banalnie, jest naprawdę potrzebna Polsce – zarówno pod względem produkcji żywności i innych dóbr, jak i turystycznym, czy po prostu w imię różnorodności, która służy rozwojowi społeczeństwa. Potrzebne jest jednak zmniejszenie wykluczenia komunikacyjnego polskich wsi, inwestycje w wiejskie społeczności (np. w budowę lub renowację gminnych świetlic), doinwestowanie mieszczących się na wsiach placówek ochrony zdrowia. Ważne jest także to, aby samorządy wspierały integrację mieszkańców – np. poprzez organizację wspólnych działań sąsiedzkich, imprez, wydarzeń sportowych. Kiedyś rolę tę na wsiach pełniły odpusty i jarmarki (niekoniecznie te kolorowe), dziś potrzebujemy nowych, atrakcyjnych form eventów, które zachęcą mieszkańców do wyjścia poza własne podwórka. Polska wieś musi stać się miejscem przyjaznym rodzinom z dziećmi, jeśli ludzie w wieku poststudenckim mają brać pod uwagę możliwość osiedlenia się na niej. Nie każdy przecież marzy o życiu w wielkim mieście – ale decydującym o tym czynnikiem bywa dostęp do przychodni, przedszkola i szybki dojazd do sklepu. Jeśli takich dóbr na wsi będzie brakowało, czeka ją dalsze wyludnianie się.
Zamiast pielęgnować w wyobraźni zbiorowej sentyment do wsi, powinniśmy – na ile mamy możliwość – postarać się, aby rodzima wieś stała się wygodnym miejscem do życia. Jeśli wiejskie tereny przestaną być wyłącznie sypialniami dużych miast, poziom samotności jej mieszkańców zapewne spadnie – zaś mniej samotności oznacza po prostu więcej zdrowia.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 27/2025