Prosta, bliska, ubrana jak twoja sąsiadka

Różnorodność wizerunków Maryi odsłania zarówno uniwersalne tęsknoty ludzkiego ducha, jak i konkretne potrzeby wspólnot. Siostra dr Tereza Huspeková CHR, religioznawczyni i wykładowczyni mariologii, pokazuje, co mówi o nas maryjna pobożność i jak otwiera ona przestrzeń dialogu
Czyta się kilka minut
Mprning Icon, Borys Fiodorowicz | fot. Archiwum prywatne
Mprning Icon, Borys Fiodorowicz | fot. Archiwum prywatne

Skąd Siostry zainteresowanie obrazami Maryi w różnych kulturach i religiach oraz nawiązaniami do innych tradycji? Co nam mówią te obrazy o duchowości, o społeczeństwie, o inkulturacji? Czego nas uczą?
– Zainteresowanie wzięło się z moich studiów religioznawczych. Prowadzę też wykłady z mariologii u salezjanów. Ale kluczowe dla mnie jest to, że pobożność maryjna, choć powszechnie kojarzona z katolicyzmem, w rozmaitych kulturach przyjmuje lokalne rysy. Fascynuje mnie, jak historyczna postać Maryi adaptuje się do odmiennych kontekstów – przejmuje elementy sacrum obecne w danej tradycji i jednocześnie pomaga nam dostrzec, które aspekty naszej własnej pobożności są tylko kontekstualne, a nie odziedziczone w ramach uniwersalnej tradycji Kościoła.

Utkwiło mi w pamięci, że przeglądając lata temu jakieś protestanckie ulotki, widziałem w nich zestawienia katolickich wyobrażeń Maryi z pogańskimi figurkami – np. Artemidą efeską – i sugestie, że mamy do czynienia z odrodzonym kultem pogańskim… Jak wyglądało to spotkanie chrześcijaństwa z pogaństwem?
– Dla mnie to ważny i ciekawy motyw, zwykle posługuję się właśnie tym przykładem kultu Artemidy w Efezie. W tym środowisku pobożność maryjna w naturalny sposób nawiązywała do pewnych elementów kultu Artemidy, co doskonale ilustruje teza teologii wypełnienia – reprezentowanej przez takich myślicieli jak o. Jean Daniélou czy Henry de Lubac – przyjmuje się, że religie przedchrześcijańskie stanowiły przygotowanie do Ewangelii, a Kościół nie niszczy wartościowych motywów, lecz je oczyszcza i przemienia. Z punktu widzenia religioznawcy fascynujące jest to, że obraz Maryi jakby przyjął obecną w kulturach naturalną ludzką intuicję pewnego żeńskiego aspektu boskości, elementy dawnych żeńskich bóstw, żeński aspekt sacrum – przyjmuje rysy dawnych bóstw żeńskich, nadając im nowe, chrystocentryczne znaczenie, a jednocześnie oczywiście zachowując autentyczny wymiar chrześcijańskiej wiary – czyli nie jest traktowana jako bogini. To dobry przykład dla inkulturacji.

Jungowi brakowało żeńskiego pierwiastka w Trójcy… Czy kult maryjny nie brzmi w takim razie jak powrót pogańskiego kultu bogini?
– Jung to przede wszystkim teoria psychologiczna, a nie teologiczna – z tej psychologicznej perspektywy zrozumiałe jest pragnienie żeńskiego aspektu sacrum, niezgoda na zdominowanie narracji przez męskie obrazy. Myślę, że to jest naturalne w człowieku, który potrzebuje tego żeńskiego pierwiastka. Jednak w teologii katolickiej Maryja nie jest żadną osobą Trójcy, tylko doskonałą uczennicą Chrystusa, matką i opiekunką. Jej pośrednictwo zawsze odsyła do Chrystusa i nigdy nie stanowi konkurencji dla Trójjedynego. Choć zaspokaja ludzką, psychologiczną potrzebę macierzyństwa i wrażliwości kobiecej, one mają w niej odbicie, nie mamy tu do czynienia z jakimś bałwochwalczym wymiarem. Chociaż trzeba oczywiście być ostrożnym i swoją pobożność oczyszczać, bo pewnie znamy takie przykłady, kiedy kult maryjny przypomina bardziej kult bogini.

Proszę doradzić duszpasterzom – jak prowadzić wiernych do pobożności maryjnej, żeby nie popaść w bałwochwalstwo ani „magiczne” traktowanie wizerunków?
– Najbardziej oczywistą odpowiedzią wydaje się odniesienie do Pisma Świętego i nauczania Soboru Watykańskiego II, zwłaszcza rozdziału Lumen gentium poświęconego Matce Bożej. Sobór podkreśla, że Maryja w Kościele zajmuje „najwyższe miejsce po Chrystusie, a zarazem nam najbliższe”. Że pośrednictwo Maryi zawsze zależy od pośrednictwa Chrystusa, jest od niego zależne. A obrazy maryjne należy zakorzeniać w biblijnych motywach: Magnificat, Nawiedzenie czy Kana Galilejska. Maryja przynosi Chrystusa tam, gdzie Go jeszcze nie ma – ubogim, marginalizowanym, jest wzorem służby, wierności i posłuszeństwa. Duchowość Magnificat zresztą stanowi podstawę np. takich nurtów, jak latynoamerykańska teologia wyzwolenia w twórczości Gustavo Gutiérreza.

W wielu miejscach na świecie są różne formy kultu maryjnego, pobożności, różne obrazy, mówi się o objawieniach. Czy kult Maryi i forma jej wizerunku wpływają na przepracowanie w tych regionach różnych kwestii społecznych, zwłaszcza związanych z prawami kobiet i ich miejscem lub grup marginalizowanych?
– Tak, to kluczowy, bardzo ważny wątek. W różnych objawieniach czy kultach – jak La Negrita w Kostaryce, w Guadalupe czy kultach afrykańskich – Maryja objawia się osobom z marginesu społecznego. Wykluczonym przez system, marginalizowanym ze względu na rasę czy status. Później następuje swoista inkorporacja ich środowisk lub elementów ich kultury do tradycji chrześcijańskiej. W Kostaryce Matka Boża symbolizuje jedność ras, w Meksyku – Guadalupe – włącza rdzenną kulturę do chrześcijaństwa, a w Rwandzie tuż przed strasznym ludobójstwem objawienia niosły jego zapowiedź i pocieszenie. Maryja stawała się symbolem jedności i nadziei. Pokazuje, że rozumie lokalną sytuację, współodczuwa, jest to dla niej ważne. Rozumie ludzkie potrzeby i przychodzi z pomocą, jak w Kanie Galilejskiej.

Analizowała Siostra w swojej pracy różne wizerunki Maryi – co, jako religioznawczyni, widzi w nich Siostra cennego czy inspirującego?
– Wskażę trzy przykładowe wizerunki. Najpierw objawienia w Kibeho, gdzie Matka Boża afrykańska ukazała się trzem czarnoskórym dziewczynom, mówiąc w ich rodzimym języku. Symbole, jakie temu towarzyszą, są związane z lokalną kulturą i wierzeniami. Kwiaty na przykład były odczytywane jako symbol tłumów ludzi przyjmujących chrześcijaństwo. Te objawienia miały miejsce tuż przed tragicznymi wydarzeniami, ludobójstwem w Rwandzie, obrazami morza krwi, jakby zapowiadały tę tragedię, jednocześnie niosąc pocieszenie i wsparcie obrazem Maryi bliskiej, dającej nadzieję pokoju.
Jeden z moich ulubionych wizerunków jest z Guadalupe. Jest fascynujący. Na płaszczu z włókna kaktusa możemy dostrzec symbole i elementy znane wcześniej tam w lokalnych wierzeniach, w tradycyjnej kulturze. Chociażby symbolika kwiatów na płaszczu Maryi – kwiat o czterech płatkach wskazuje cztery kierunki świata i jego centrum. On jest na łonie brzemiennej Maryi, konkretnie wskazuje na Jezusa. Jest też wstążka mówiąca o tym, że Maryja jest w ciąży. Słońce, znajdujące się w tle, w kulturze azteckiej związane było z kultem boga wojny. Ukazuje zwycięstwo światła nad mrokiem, a wąż pod stopami zapowiada zwycięstwo nad dawnymi bóstwami, krwawymi formami kultów i początki nowej cywilizacji miłości i pokoju. Punktem odniesienia jest kobieta. To było niezwykle ważne, pamiętajmy, że były czasy, kiedy nie dla wszystkich oczywiste było, że rdzenni Amerykanie są w ogóle równoprawnymi ludźmi, że mają prawo mieć swoją kulturę, tradycję. I te objawienia ich kulturę obejmują.
Trzecim, też dla mnie bardzo ważnym wizerunkiem, jest Maria Kannon w Japonii. To bardzo ciekawa historia. Odnosi się do czasu, kiedy chrześcijaństwo było tam surowo zakazane. Klimat tego okresu historycznego według mnie dobrze oddaje film Milczenie w reżyserii Martina Scorsese. Chrześcijanie musieli być w ukryciu. Dlatego zamiast wizerunków Maryi mieli posążki bodhisattwy Kannon i twierdzili, że są buddystami czczącymi Kannon właśnie w tej formie. Jej przedstawienie jako kobiety z dzieckiem jest bardzo podobne do wizerunków Matki Bożej i jej głównymi cechami są współczucie i miłosierdzie. Chrześcijanie w ten sposób potrafili ukryć kult maryjny i zachować swoją wiarę przez ponad 200 lat pomimo prześladowań.

Czy ten japoński przykład może inspirować dialog chrześcijańsko-buddyjski?
– Owszem, to się dzieje. Jest na przykład ruch Maria Kannon Zen, łączy praktykę medytacji zen z chrześcijańską duchowością, nie wymagając porzucenia żadnej tożsamości. Istnieją centra związane z tym nurtem, gdzie mistrzowie zen i chrześcijanie spotykają się, by wspólnie praktykować medytację.

A jak Siostra, nie tylko jako religioznawczyni, ale i osoba spoza Polski, patrzy na polski kult maryjny, głęboko wpisany w tożsamość narodową? Czy dostrzega Siostra w nim coś niepokojącego?
– Polska pobożność maryjna wydaje mi się analogiczna do tej z innych kultur: Maryja jest jakby zwornikiem tożsamości narodowej, jednoczy naród, odpowiada na łzy uciskanych, na traumy historyczne, migracje i cierpienie. Zagrożeniem jest zawsze instrumentalizacja kultu w celach politycznych oraz podejście magiczne, zabobonne. Zamiast traktować sanktuaria jako drogę do Chrystusa, zaczyna się porównywanie, która Matka Boża „działa” skuteczniej, gdzie woda jest cudowniejsza. To wymaga ciągłego oczyszczenia i odwołania do Pisma.

Byłem latem w Montserrat w Hiszpanii, gdzie pielgrzymkowy wymiar mocno przenika się z turystycznym – nawet niewierzący traktują sanktuarium jako ciekawostkę kulturową, bardzo wartościową. I zachowują się tam z szacunkiem. Oprócz tego jest dość inkluzywnie – spotkałem na przykład parę gejów z Francji, którzy wyczytali, że szczególne łaski tam są dla par. I grzecznie zapytali lokalnego duszpasterza, czy oni też mogą, a on ich zachęcił i pozytywnie z nimi rozmawiał. Mimo że nie byli katolikami, byli tym bardzo poruszeni…
–  Tak, to potwierdza moje obserwacje, że pobożność maryjna z większą łatwością wychodzi do osób nawet spoza struktur Kościoła, otwiera przestrzeń dialogu i spotkania z osobami niewierzącymi czy na różnych peryferiach, niepasujących do klasycznych struktur. I nawet jeśli to jeszcze nie przestrzeń bezpośrednio do ewangelizacji, to z pewnością do dialogu. Przypomina mi się postać Siergieja Bułgakowa, ważnego prawosławnego teologa, który jako jeden z ważnych momentów swojego nawrócenia wspomina zobaczenie w muzeum w Dreźnie obrazu Madonny. To estetyczne, kulturowe spotkanie stało się częścią jego drogi powrotu do Boga. Rola sztuki, kultury, w dialogu ze światem odgrywa ogromną rolę.

Czy we współczesnej sztuce poruszającej religijne tematy, może właśnie maryjne, widzi Siostra coś ciekawego, inspirującego?
–  Przyznam, że mnie zupełnie nie rażą przedstawienia wykraczające poza pewne utarte kanony, czy nawet prowokujące. Bardzo cenię na przykład twórczość Borysa Fiodorowicza, który maluje „współczesne ikony”, obrazy nawiązujące do tradycyjnych ikon. Widzimy Jezusa w dresach, Maryję z Dzieciątkiem w bardzo codziennych, naturalnych okolicznościach, bawiących się, ale też wpisanych w aktualne problemy społeczne. Fiodorowicz pokazuje, że sacrum jest obecne w naszej codzienności. To samo przecież mieliśmy w średniowieczu –  Maryja w pałacu w ówczesnej sukni i koronie, a tu po prostu w dżinsach na osiedlu. Prosta, bliska, ubrana jak twoja sąsiadka, którą możesz spotkać, która zna twoje problemy i uwrażliwia cię na problemy i potrzeby innych.

---

s. dr Tereza Huspeková CHR
Jadwiżanka wawelska, religioznawczyni, teolożka. Przyjęła chrzest jako dorosła, w Czechach przygotowuje katechumenów do sakramentów wtajemniczenia chrześcijańskiego

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 19/2025