W lipcu 2024 roku Rumuński Kościół Prawosławny zdecydował o kanonizacji grupy księży, m.in. ks. Ilie Lăcătușu, pomimo protestów Instytutu Elie Wiesela. Czy mógłbyś wyjaśnić istotę tej kontrowersji?
– Dziękuję bardzo za możliwość rozmowy i zaproszenie. Decyzja Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego z 11 lipca 2024 roku o kanonizacji szesnastu duchownych (księży i hieromnichów) jako świętych wyznawców z okresu komunizmu pozostaje kontrowersyjna w rumuńskim społeczeństwie z kilku powodów.
Po pierwsze, jak wspomniałeś, Instytut Elie Wiesela zaprotestował przeciwko faszystowskiej i jawnie antysemickiej przeszłości ośmiu z szesnastu kandydatów. Wbrew temu, co twierdziło wielu prawosławnych teologów i duchownych, bycie faszystą w okresie międzywojennym i podczas II wojny światowej nie oznaczało po prostu formalnej rejestracji jako członek lub sympatyk Żelaznej Gwardii czy Narodowej Partii Chrześcijańskiej. Oznaczało to również popieranie idei i wartości rezonujących z ideologią faszystowską, w tym ultranacjonalizmu, antysemityzmu, antyekumenizmu, antyzachodniości i antykomunizmu.
Kolejnym ważnym źródłem kontrowersji były antyekumeniczne postawy niektórych kanonizowanych. Na przykład ks. Dumitru Stăniloae (1903–1993), zagorzały ultranacjonalista i prawdopodobnie najważniejszy rumuński teolog prawosławny XX wieku, praktykował formę podwójnego dyskursu ekumenicznego: zabiegał o względy głównych kościołów protestanckich, publikując jednocześnie głośne prace antykatolickie. Obejmowały one jego historyczną filipikę z 1973 roku przeciwko Kościołowi greckokatolickiemu, a także artykuły w gazetach kontrolowanych przez partię komunistyczną i tajną policję.
Co więcej, z kilkoma znaczącymi wyjątkami, takimi jak Ilie Cleopa, Arsenie Boca i Ilie Lăcătușu, ci nowi święci cieszą się niewielkim lub żadnym lokalnym kultem. Nawet księża i mnisi często mają trudności z wyjaśnieniem, kim byli ci święci i co osiągnęli. Niemniej jednak przypadki faszystowskich świętych z popularnymi kultami i zewnętrznymi oznakami świętości (relikwie, cuda) stanowią dylemat moralny i teologiczny.
W przypadku ks. Ilie Lăcătușu jego nienaruszone ciało, ekshumowane po śmierci, oraz rzekome cuda (zwłaszcza uzdrowienia) rodzą palące pytanie, które biskupi i teolodzy powinni byli dogłębnie rozważyć przed kanonizacją: czy były faszysta i bierny świadek lub sprawca Holokaustu może mieć nienaruszone relikwie?
Dlaczego ta kanonizacja nastąpiła właśnie w tym czasie? To wynik oddolnej presji (na przykład kult jego nienaruszonego ciała), czy raczej celowa polityka historyczna hierarchii prawosławnej, próbującej zrehabilitować kontrowersyjne działania ludzi Kościoła?
– Moment tych kanonizacji nie był przypadkowy. Ogłoszone na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi w Rumunii, zasygnalizowały
zmianę w oficjalnej retoryce Patriarchatu Rumuńskiego – od deklarowanego przywiązania do zachodniej demokracji w stronę bardziej autorytarnej i nacjonalistycznej orientacji. Interpretując sondaże wyborcze, które dawały neofaszystowskiemu, populistycznemu Sojuszowi na rzecz Jedności Rumunów (AUR) blisko 30 proc. poparcia, Kościół wydaje się stawiać na polityczny wzrost tego ruchu. Poprzez kanonizację ośmiu byłych członków i sympatyków Żelaznej Gwardii hierarchia kościelna próbowała również rozładować napięcia między biskupami niechętnymi tym procesom a szerokimi kręgami niższego duchowieństwa i grup fundamentalistycznych, które już czciły tych „męczenników”.
Jak można zauważyć, inicjatywa Patriarchatu, by kanonizować Lăcătușu, opierając się na jego pobycie w komunistycznych więzieniach i cudach, przyniosła odwrotny skutek, gdy 22 lipca 2025 roku, podczas pierwszych uroczystości ku jego czci, wokół jego grobu pojawiły się faszystowskie flagi.
Kluczowym elementem świętości w chrześcijaństwie jest metanoia – nawrócenie. Czy w dostępnych archiwach lub pismach Ilie Lăcătușu są jakiekolwiek dowody na to, że kiedykolwiek żałował swojej działalności w Żelaznej Gwardii lub swoich czynów w Naddniestrzu? Czy kiedykolwiek wyrzekł się ideologii faszystowskiej, czy też do końca postrzegał swoje cierpienie w komunistycznych więzieniach jako ofiarę polityczną, a nie pokutę?
– To interesujące, że poruszasz kwestię metanoi, ponieważ Patriarchat Rumuński, konfrontowany z krytyką ze strony społeczeństwa obywatelskiego i Instytutu Elie Wiesela, opierał się na tym samym uzasadnieniu: nikt nie może wiedzieć, w jakim stopniu ci nowi „święci” odpokutowali za swoje polityczne grzechy. Teoretycznie taki argument ma sens, ale trudno zmierzyć intensywność wiary czy skruchy.
W latach 70., po zwolnieniu z więzienia politycznego w 1964 roku, Lăcătușu wyrażał w niektórych przypadkach żal z powodu wstąpienia do Żelaznej Gwardii, przynajmniej według raportów informatorów Securitate (służby specjalnej komunistycznej Rumunii – red.). Jednak bez dodatkowych źródeł, takich jak pamiętniki, pozostaje wysoce niepewne, czy był on szczerze skruszony, czy po prostu bał się ponownego uwięzienia.
Ponadto nie jest jasne, czy interpretował swoje lata w komunistycznym więzieniu w tradycyjnych kategoriach martyrologicznych, czyli jako cierpienie znoszone jako faszystowski męczennik za sprawę legionu (czyli Żelaznej Gwardii – red.) i narodu. To, co wiemy o jego czasie w więzieniu, zostało później przeformułowane przez jego legionowych współpracowników przy użyciu hagiograficznych tropów: hezychazmu, ascezy i ofiary za naród. Można jednak zasadnie zapytać, jak taki hagiograficzny obraz można pogodzić z jego decyzją o podpisaniu umowy o współpracy z komunistyczną tajną policją. Czy można wiarygodnie prezentować się jako prawosławny asceta, jednocześnie składając donosy na braci, wiedząc, że mogą one prowadzić do ich uwięzienia lub śmierci? Nie sądzę.
Ksiądz Lăcătușu działał m.in. w Odessie. Jaka była jego konkretna rola w tym regionie? Czy możemy mówić o jego bezpośrednim zaangażowaniu w aparat terroru?
– Podobnie jak inni faszystowscy duchowni prawosławni, po nieudanej rebelii legionowej i w trakcie II wojny światowej, ks. Lăcătușu został wysłany w 1942 roku do Naddniestrza, aby służyć jako ksiądz misjonarz w wiosce Suslenița. Zgodnie z umową między marszałkiem Ionem Antonescu a Patriarchatem księża legioniści mogli się „zrehabilitować” za drobne wykroczenia polityczne, odbywając ośmiomiesięczną misję.
Ci księża byli ukształtowani przez uprzedzenia etniczne i ideologiczne. Postrzegali cały region przez pryzmat „żydokomuny”, uznając mieszkańców za bezbożnych i wymagających surowej „reewangelizacji”. Ich praktyki misyjne obejmowały agresywną rumunizację, przymusowe chrzty i udział w „kolonialnej” mentalności administracji. Mentalność ta normalizowała wykorzystywanie przymusowej pracy Słowian i Żydów dla osobistych korzyści misjonarzy.
Dodatkowo, powszechna rozwiązłość, przemocowe branie lokalnych słowiańskich lub żydowskich konkubin oraz wykorzystywanie żydowskich kochanek w zamian za ochronę przed deportacją stały się powszechnymi cechami ich życia misyjnego. Jako funkcjonariusze w systemie terroru, prawosławni księża w Naddniestrzu mieli ściśle monitorować swoich ukraińskich parafian i zgłaszać wszelkie akty solidarności między Słowianami a Żydami.
Ksiądz Lăcătușu co do joty wykonywał dyrektywy państwa i Kościoła, postępując bezwzględnie wobec swoich parafian. Jego gorliwość była tak duża, że po ośmiu miesiącach państwo nagrodziło go powrotem do Rumunii. Źródła archiwalne przedstawiają jego działalność jako wierną ludobójczej polityce państwa rumuńskiego w regionie. W rzeczywistości w archiwach dotyczących Naddniestrza wyróżniano się tylko wtedy, gdy pomagało się Żydom lub Ukraińcom, a nie gdy działało się jako konformistyczny bierny świadek lub wspólnik.
Czy dostrzegasz związek między rehabilitacją faszystów w Rumunii a ideologią „ruskiego miru” promowaną przez patriarchę Cyryla? Mechanizm wydaje się ten sam – uświęcanie przemocy, jeśli służy ona celom narodowym lub „obronie tradycyjnych wartości”.
– Ideologia „ruskiego miru” nie zyskała szerokiego poparcia społecznego w Rumunii ani nie przyciągnęła całej hierarchii prawosławnej. Ze względu na historycznie zakorzenioną rusofobię rozpowszechnianie ideologii Kremla w Rumunii pozostaje ograniczone. Niemniej jednak pewne jej elementy przemawiają do części mnichów i księży, wzmacniając ich antyzachodnie nastawienie.
Jedyne znaczące punkty zbieżności między „ruskim mirem” a rumuńskimi neofaszystami popierającymi kanonizację „więziennych świętych” to wspólna antyzachodniość i „obrona tradycyjnych wartości”. Neofaszyści angażowali się w kampanie przeciwko obowiązkowym szczepieniom, elektronicznym dowodom osobistym oraz na rzecz rewizji konstytucji, by zdefiniować małżeństwo wyłącznie jako związek mężczyzny i kobiety. Kampania na rzecz zmiany definicji małżeństwa, wspierana przez „Koalicję na rzecz Rodziny” (finansowaną m.in. przez źródła rosyjskie i amerykańskich chrześcijan ewangelikalnych), zmobilizowała około 80 tys. wolontariuszy.
To nieudane referendum (z powodu niskiej frekwencji) oraz polaryzacja w czasie pandemii COVID-19 przyczyniły się do powstania neofaszystowskiej partii AUR. Istniejące powiązania z Kremlem zostały utrzymane, a po agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku liderzy tej partii otwarcie wspierali Rosję. Kampania prezydencka w 2024 roku, w której pierwszą turę wygrał prorosyjski kandydat Călin Georgescu, była szeroko interpretowana jako dowód rosyjskiej ingerencji.
Rumuński Kościół Prawosławny oficjalnie potępił rosyjską inwazję na Ukrainę. Jednak czy kanonizując postacie o skrajnie nacjonalistycznych, antyzachodnich poglądach, nie buduje on pewnego „duchowego mostu” z Moskwą? Czy w rumuńskim Kościele istnieje frakcja, która po cichu sympatyzuje z wizją Cyryla, widząc w niej ratunek przed „zepsutym Zachodem”?
– Rumuński Kościół Prawosławny oficjalnie potępił agresję, ale patriarcha Daniel nie odniósł się do moralnej odpowiedzialności Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego i patriarchy Cyryla. Święty Synod w Bukareszcie zwlekał z uznaniem autokefalii Kościoła Prawosławnego Ukrainy.
Ważnym źródłem inspiracji dla kanonizacji byłych faszystów w 2024 roku były kanonizacje przeprowadzone przez Rosyjski Kościół Prawosławny w latach 90. i 2000., dotyczące męczenników reżimu sowieckiego. Niedawne kanonizacje faszystowskich postaci, z których większość żywiła silne antyrosyjskie uczucia, nie służyły dialogowi z Moskwą w sensie hagiograficznym, ale inspirowały dyskusje wokół agendy antynowoczesnej i antyzachodniej.
Wbrew powszechnym przypuszczeniom to Władimir Putin jako „obrońca powszechnego prawosławia” budzi większy podziw w rumuńskich kręgach prawosławnych niż patriarcha Cyryl. Aleksandr Dugin odwiedzał rumuńskie klasztory w 2014 roku. Niektórzy duchowni, jak arcybiskup Teodosie Petrescu, otwarcie chwalą autorytarne postacie, takie jak Putin czy Orbán, zdolne przeciwstawić się zachodniemu sekularyzmowi. Dla konserwatystów i zwolenników ekstremistycznej agendy Rosja symbolizuje antyekumenizm i obronę tradycyjnych wartości.
Jak to możliwe, że w XXI wieku, w kraju należącym do UE i NATO, narracja o „Świętych Więziennych” całkowicie wymazuje ich kryminalną przeszłość? Czy wierni w Rumunii są w ogóle świadomi, że czczą ludzi, którzy mogli sporządzać listy śmierci? Zauważyłem na przykład, że rumuńska Wikipedia całkowicie pomija te kontrowersje.
– Narracje te powstały przed upadkiem komunizmu, a więc przed przystąpieniem Rumunii do UE i NATO. Faszystowska teologia martyrologiczna rozwijała się dwutorowo. Z jednej strony w USA ks. Gheorghe Calciu-Dumitreasa pisał o samoofierze legionowych męczenników. W samej Rumunii byli faszyści, którzy stali się wpływowymi duchownymi (jak archimandryta Iustin Pârvu czy Arsenie Papacioc), energicznie wspierali te kanonizacje.
Wykorzystali oni powszechną amnezję dotyczącą destrukcyjnego charakteru rumuńskiego faszyzmu oraz wszechobecny antykomunizm. Tworzyli hagiografie, zakładali klasztory i wspierali publikacje, które przedstawiały legionową ofiarę w kategoriach świętości. W tej przepisanej historii termin „faszyzm” zastąpiono „antykomunizmem”, a „antysemityzm” stał się „antybolszewizmem”. Legion Michała Archanioła przestał być organizacją faszystowską, stając się duchowym ruchem odnowy prawosławnej.
U swych podstaw ci duchowni i ich uczniowie są głęboko antyzachodni, antynowocześni i antyekumeniczni. Iustin Pârvu argumentował, że wstąpienie Rumunii do UE doprowadzi do utraty tożsamości narodowej.
Polska i Rumunia są sąsiadami Ukrainy i dzielą trudną historię komunizmu. Czego polscy chrześcijanie – zarówno katolicy, jak i prawosławni – powinni nauczyć się z tej rumuńskiej lekcji o niebezpieczeństwach łączenia nacjonalizmu z wiarą?
– Pierwszą rzeczą jest kwestia świętych, których czczą. Nie każdy, kto cierpiał w więzieniu w okresie komunizmu, nadaje się na ołtarze. Nie każda biografia powinna być zamieniana w hagiografię, a kontrowersyjne szczegóły (aktywizm polityczny, antysemityzm) nie powinny być przemilczane. Hagiografia nie może stać się polem bitwy ideologii politycznych i nienawiści.
Kolejną ważną lekcją jest to, że nacjonalizm w swoich skrajnych formach, nawet w szatach religijnych, nie przyniósł w historii nic dobrego. Zamykanie się w izolacji tożsamości narodowej prowadzi do przemocy i niezdolności do miłości bliźniego. Ucieczka w tożsamość narodową sprzyja okrojonej formie chrześcijaństwa, w której poczucie powszechności zostaje amputowane. Bez względu na to, jak pociągający może wydawać się nacjonalizm, powinniśmy zawsze pamiętać o przypowieści o Dobrym Samarytaninie i słowach św. Sylwana z Atosu: „Nasz brat jest naszym życiem!”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















