jeszcze trudniejsze, gdy nasze własne dzieciństwo było naznaczone przemocą, a my chcemy zaoferować naszym pociechom zupełnie inne doświadczenia.
Jeszcze trzydzieści – a w niektórych miejscach nawet dwadzieścia – lat temu fizyczna przemoc wobec dzieci była czymś tak naturalnym, że stawała się wręcz niewidzialna. Wymierzanie kar za pomocą paska od spodni, kija od szczotki lub gołej ręki uchodziło nie tylko za zachowanie nieszkodliwe, ale wręcz za pożądane – było to rozumiane jako przejaw „troski” o odpowiednią socjalizację młodego człowieka.
Uwaga, jedynka, bicie
Im bardziej niestabilny emocjonalnie był rodzic, tym brutalniejsze były również wymierzane przez niego kary – zdarzali się również tacy ojcowie i takie matki, którzy nigdy lub prawie nigdy nie podnosili ręki na swoje dzieci. Niemniej, sytuacja, w której ktoś z podwórka lub szkoły dostał „lanie” za złe oceny lub nieposłuszeństwo, jeszcze w latach 90. niemal na nikim nie robiła wrażenia. Ot, w szkole czasami dostawało się uwagę lub jedynkę – a w domu ciosy od niezadowolonego ojca lub sfrustrowanej matki. Pokolenie milenialsów jest jednak ostatnią generacją bitą przez rodziców – owszem, niestety wciąż spotkać można rodziny, w których ma miejsce przemoc wobec dzieci, jednak świadomość społeczna dotycząca szkodliwości takich poczynań jest dziś dużo wyższa. Nie bez znaczenia jest też to, że od kilkunastu lat w Polsce obowiązuje zakaz stosowania jakichkolwiek kar cielesnych wobec dzieci. Tak, tak – gdzieniegdzie wciąż można usłyszeć głosy krytykujące to rozwiązanie (i wychwalające rzekome korzyści, jakie miały płynąć z zadawania dzieciom bólu). Sytuacje, w których żaden pracownik szkoły czy przychodni nie reaguje na widok siniaków na ciele dziecka i lekceważy jego opowieści o domowym piekle, stają się jednak rzadkością. Coraz więcej młodych rodziców nie tylko musi (z uwagi na obowiązujące prawo), ale też chce wychować dzieci w duchu szacunku i bezpieczeństwa. Konsekwencją doświadczonej przez nich przed laty przemocy bywa jednak to, że to zadanie wydaje im się szczególnie trudne.
Rodzic wobec testów
W sytuacjach silnego stresu u większości z nas aktywują się dobrze znane mechanizmy i impulsy. Nikogo, kto ma styczność z dziećmi, nie trzeba z kolei przekonywać, że pewne zachowania małych ludzi potrafią doprowadzić opiekuna do wściekłości – np. dwulatek w okresie separacji (nazywanym czasami „buntem dwulatka”) rzucający się w przypływie gwałtownych uczuć na sklepową podłogę intensywnie „testuje” wytrzymałość rodzica na bezradność i frustrację. Osobom, które w dzieciństwie doświadczyły przemocy, może być o wiele trudniej w tego typu sytuacjach znaleźć konstruktywne rozwiązanie problemu i wejście w empatyczną komunikację z dzieckiem. Pierwszym odruchem bitego człowieka na niezgodność rzeczywistości z oczekiwaniami bardzo często jest impuls do bicia – albo „chociaż” do krzyku, szantażu lub grożenia dziecku. Rodzic, który w dzieciństwie był bity i poniżany, często musi wykonać cięższą pracę nad własnym sposobem regulowania emocji i swoimi działaniami automatycznymi, by nie przenosić do własnego rodzicielstwa destrukcyjnych elementów z przeszłości. Utrudnieniem dla nieprzemocowego wychowania bywają także przekazy wyniesione z domu rodzinnego. Każdy rodzic, który stosuje przemoc wobec swoich dzieci, racjonalizuje swoje zachowanie i usprawiedliwia własne postępowanie: „inaczej się z tobą nie dało”, „bez lania nie skończyłbyś szkoły”, „dyscyplina uchroniła cię przed rynsztokiem albo więzieniem”. W pierwszej kolejności takie przekazy są obciążające dla osób, których dotyczą: wpływają na obniżenie poczucia własnej wartości i przyczyniają się do długotrwałego myślenia o samym sobie w kategoriach „problemu”, z którym starsi musieli sobie jakoś poradzić. Rodzinne przekazy – zarówno te budujące, jak i te sprzyjające patologii – cechuje znaczna trwałość. Osoba, którą „karmiono” postrzeganiem dziecka jako dzikiej istoty, którą trzeba okiełznać siłą, może w podobny sposób postrzegać własne potomstwo, nawet jeśli nie jest to do końca świadome. Słowa rodziców i dziadków często odbijają się w naszej
głowie echem na długo po tym, jak wyprowadzimy się z domu rodzinnego i zaczniemy życie na własny rachunek. Nie można też zapomnieć o tym, że rodzice, którzy stosowali przemoc wobec własnych dzieci, zostają dziadkami ich latorośli. Rola babci czy dziadka z kolei nie leczy w cudowny sposób z tendencji agresywnych i nie zmienia o sto osiemdziesiąt stopni sposobu myślenia o wychowaniu. Oczywiście zdarza się, że wraz z wiekiem, życiowym doświadczeniem i mniejszą odpowiedzialnością za najmłodsze pokolenie dziadkowie stają się łagodniejsi i bardziej wyrozumiali. Nie należy jednak przyjmować, że samo wejście w rolę dziadka zmieni człowieka w zadeklarowanego i konsekwentnego przeciwnika przemocy wobec dzieci.
Moja córka przerażała rodziców
Aneta ma 31 lat i pochodzi z przemocowego domu. Jej rodzice stosowali wobec niej przemoc fizyczną i psychiczną – podobnie zresztą traktowali jej brata. Kobieta podjęła decyzję, by nigdy nie podnieść ręki na swoje dzieci – choć jej tata uważał, że bez bicia właściwie nie da się wychować „porządnego człowieka”. – Mam dzisiaj dwoje dzieci – ośmioletnią córkę i dwuletniego syna – opowiada. – Kiedy zaszłam w pierwszą ciążę, nie wiedziałam zbyt wiele o rodzicielstwie, ale czułam, że nie chcę, żeby moje dziecko doświadczyło tego, przez co ja przechodziłam przez całe dzieciństwo. Ojciec bił mnie pasem i zeszytami po głowie, gdy dostałam w szkole złą ocenę. Matka mówiła, że żałuje, że mnie urodziła, i podżegała ojca do bicia. Mój brat dostawał jeszcze bardziej: kiedyś był zbity kablem do krwi, bo zabrał matce pieniądze z portfela. Nie czułam się w domu bezpiecznie. Marzyłam o tym, żeby żyć gdzieś indziej – mówi o swoim dzieciństwie Aneta. – Pierwsza ciąża przydarzyła się nam podczas przygotowań do ślubu. Byłam już wtedy w terapii, a mój narzeczony, dziś mąż, dawał mi nadzieję, że wychowamy dziecko tak, jak sami chcielibyśmy być wychowywani. On też pochodził z przemocowej rodziny, miał nawet jeszcze gorzej niż ja. Po porodzie było mi bardzo trudno. Paweł szedł do pracy, a ja spędzałam prawie 10 godzin sama z dzieckiem. Kiedy mała płakała kolejny raz w ciągu dnia, miałam ochotę potrząsnąć nią albo nakrzyczeć, żeby się uspokoiła. Wiele razy miałam myśl, że gdybym postępowała jak moi rodzice i nie reagowała na kaprysy dziecka, byłoby łatwiej. Były momenty, że podważałam wszystko, co przeczytałam w książkach o świadomym rodzicielstwie… jednak przetrwaliśmy najtrudniejszy okres, a kiedy córka zaczęła przesypiać noce, wszystko stało się łatwiejsze. Jednak jest bardzo żywiołowym dzieckiem. Już jako trzylatka przerażała moich rodziców. Potrafiła tupać, gdy się złościła, rzucać jedzeniem albo krzyczeć „nie lubię cię”, gdy coś jej się nie spodobało. To normalne zachowania w tym wieku, ale mój ojciec uważał, że ją rozpuściłam i że parę klapsów by załatwiło sprawę. Powiedziałam mu, że jego metody „załatwiły” mi problemy na wiele lat, ale on to zlekceważył – uważa, że dzisiaj wszyscy wymyślają sobie traumy. Mama myśli inaczej – kiedyś przyznała, że gdyby dzisiaj miała dzieci, starałaby się więcej rozmawiać, mniej krzyczeć. Nigdy mnie nie przeprosiła za to, co robiła przed laty, ale widzę, że ma jakieś swoje krytyczne przemyślenia na ten temat. Nadal jednak mówi, że jestem dla małej zbyt łagodna i ona nie wie, jak miałaby poradzić sobie z wnuczką dłużej niż przez parę godzin (syn jest bardzo spokojny). Chciałabym, żeby wspierali moje podejście do dzieci, ale chyba się tego nie doczekam. Dla nich to, że mi trudno, to wynik moich działań – sama jestem sobie winna. Wiem jednak, że warto iść w rodzicielstwie tą drogą – moje dzieci mają czuć się przy mnie bezpiecznie.
Otulić dziecko, ogrzać rodzica
Wioska jest potrzebna nie tylko do wychowania dziecka, ale także do wsparcia jego głównych opiekunów – przeważnie rodziców. Kontakt z innymi osobami mierzącymi się z zadaniem wychowania dzieci pozwala wyrazić trudne emocje związane z rodzicielstwem, omówić bieżące problemy oraz znaleźć rozwiązania dla niektórych wyzwań. Obecnie wspólnoty sąsiedzkie są dość słabo zintegrowane, a rodziny często żyją w znacznym oddaleniu od siebie – na szczęście jednak w wielu miejscach tworzone są grupy wsparcia dla rodziców, spotkania typu „Kawa dla Mam” czy duszpasterstwa dla rodziców małych dzieci (np. w Łodzi prężnie działa grupa „Macierzanki”, która skupia wierzące młode matki). Wielkim atutem naszej rzeczywistości jest również to, że wiele grup tego rodzaju działa w internecie – na uwagę zasługuje np. grupa High Need Baby Polska, przeznaczona dla rodziców małych dzieci o szczególnie dużych potrzebach w zakresie kontaktu i stymulacji. Z perspektywy psychoterapeutki uważam także, że każda osoba, która w dzieciństwie doświadczyła przemocy fizycznej lub seksualnej (a także przewlekłej przemocy psychicznej), powinna podjąć konsultację z psychologiem lub terapeutą i rozważyć podjęcie własnej psychoterapii. O wiele łatwiej jest wychowywać dzieci w atmosferze szacunku tym osobom, które same – choćby właśnie w procesie pracy psychologicznej – nauczyły się szanować siebie. Rodzice powinni także pamiętać o tym, że to ich zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa dziecku. Jeśli dziadkowie stosują przemoc albo grożą nią dziecku, a także nieustająco i w nieadekwatny sposób komentują nasze metody wychowawcze, mamy prawo ograniczyć (a w skrajnych sytuacjach: odciąć) kontakt z dziadkami. Niektórzy przedstawiciele starszego pokolenia po prostu nie chcą przyjąć do wiadomości, że czas wychowania dzieci w strachu bezpowrotnie minął – i jeśli mamy wrażenie, że ten sam model „wychowania” zaczyna być stosowany na naszych dzieciach, to należy je przed tym chronić. Słowa wypowiedziane do przemocowego przed laty rodzica: „nie chcę, byś odnosił się tak do mojego syna, nie godzę się na krzywdzenie go” mogą również pomóc nam samym dokonać pewnego rozliczenia z przeszłością.
Jest to także sygnał dla naszego potomka, że zawsze, niezależnie od tego, co się wydarzy, będzie miało w nas obrońców. Rodzic, który potrafi bronić dziecka jak lew, to rodzic, przy którym można czuć się bezpiecznie i naprawdę cieszyć dzieciństwem.
---
W Polsce zakaz bicia dzieci regulowany jest Ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie i Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym. Od 2010 r. zapisany jest w nich zakaz stosowania jakichkolwiek kar cielesnych wobec dzieci przez osoby wykonujące władzę rodzicielską oraz sprawujące opiekę lub pieczę nad małoletnim.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















