Jeszcze dwadzieścia lat temu młoda osoba chcąca nauczyć się robić na drutach lub szydełkować wiedzę na temat robótek ręcznych mogła czerpać głównie (lub wyłącznie) od własnej babci lub starszej ciotki. Ostatnie lata przyniosły pod tym względem zmianę: cuda z przędzy tworzą celebrytki, influencerki i studentki, które chętnie dzielą się swoją wiedzą i umiejętnościami w mediach społecznościowych. Co sprawiło, w że czasach cyfryzacji i pogoni za dopaminą młodzi ludzie wybierają hobby w stylu retro?
Włóczka dla każdego
Mistrzostwo w każdej dyscyplinie wymaga połączenia (w różnych proporcjach) talentu i regularnego treningu. Istnieją jednak dyscypliny, których uprawianie już na amatorskim poziomie wymaga dużej dyscypliny lub szczególnych predyspozycji. Można przyjąć, że praca z włóczkami do nich nie należy – opanowanie paru podstawowych splotów nie wymaga ani zbyt wiele czasu, ani nie jest zarezerwowane dla osób obdarzonych artystycznym geniuszem. W porównaniu do malowania akwarelami lub wspinaczki szydełkowanie na poziomie podstawowym nie jest szczególnie trudne, co sprawia, że aktywność ta jest postrzegana jako egalitarna (przy czym pamiętajmy, że opanowanie tej sztuki na wysokim poziomie wymaga już zarówno wprawnego oka, jak i nieprzeciętnie zręcznych dłoni). Znaczenie ma też zapewne stosunkowo niski koszt przyborów potrzebnych do rozpoczęcia przygody z szydełkiem czy drutami. Owszem, osoba zafascynowana dzierganiem często jest skłonna przeznaczyć na swoją pasję (i np. sprowadzanie przędzy jakości premium z różnych stron świata) krocie – jednak „pula wejścia” jest o wiele niższa niż w przypadku np. lekcji gry na pianinie bądź zakupu nowej konsoli. Robótki ręczne są także – nomen omen – poręczne. Zestaw potrzebny do stworzenia szalika bądź czapki można zabrać ze sobą nie tylko do pojazdów komunikacji miejskiej, ale także na zebranie w szkole dziecka lub do pracy w korporacji – w przerwie między odbieraniem połączeń od klientów udaje się zwykle stworzyć kilka „oczek”. Szydełkowanie i inne formy pracy z przędzą są także po prostu bezpieczną formą rozrywki – podczas jej wykonywania nie narażamy się na kontuzje, co sprawia, że pasji tej mogą oddawać się kobiety w zaawansowanej ciąży i tuż po porodzie, osoby świeżo po zabiegach medycznych lub z innych powodów mające przeciwwskazania (albo nieczujące się na siłach) do podejmowania wysiłku fizycznego. Rękodzieło nie pyta o wiek, miejsce zamieszkania czy status ekonomiczny, ani też – przynajmniej na początku – o nasze szczególne predyspozycje. Do rozpoczęcia tego typu przygody naprawdę wystarczy odrobina chęci.
Użyteczność i niepowtarzalność
Z poziomu psychologicznego zajmowanie się rękodziełem również posiada liczne – i bardzo cenne – walory. Spędzanie czasu z drutami w ręku stanowi prostą formę treningu uważności (mindfulness), czyli skupiania się na tym, co dzieje się tu i teraz. O zaletach uważności napisano już wiele, także na łamach tego tygodnika – przypomnę zatem tylko, że pomaga ona odzyskać psychiczną równowagę, doceniać jakość własnego życia, a nawet może łagodzić objawy zaburzeń lękowych czy depresyjnych (choć nie zastępuje psychoterapii i farmakoterapii!). Co więcej, rękodzieło sprawia, że rzadziej sięgamy po swoje smartfony – skoro mamy zajęte ręce, to nie mamy odruchu, by po raz kolejny w ciągu godzinny sprawdzić powiadomienia, a kolejne udane „oczko” w splocie może dostarczać dopaminy, której wielu z nas poszukuje, scrollując media społecznościowe lub strony z memami. Między innymi z tych powodów robienie na drutach czy szydełku jest czasami polecane przez specjalistów jako element pracy z osobami z ADHD – robótki ręczne stanowią trening koncentracji uwagi, a także pomagają skupić się np. studentom podczas wykładów: prace manualne odsuwają pokusę sięgania po telefon czy tablet i ograniczają „gonitwę myśli”, która utrudnia osobom z nadpobudliwością skupienie się na słowach innych osób. Tworzenie własnych dzieł potrafi także być niezwykle satysfakcjonujące i dawać poczucie sprawczości – widoczność efektów „dziergania” może łagodzić frustrację wynikającą z różnych życiowych napięć. Jako że mniej więcej połowa Polaków nie widzi sensu swojej pracy zawodowej, chwile z szydełkiem mogą nieść ukojenie i przywracać wiarę we własne możliwości. Wreszcie, szydełkowanie czy tworzenie makram pozwala cieszyć się posiadaniem czegoś wyjątkowego, co nie pochodzi z sieciówki – w świecie fast fashion potrzeba wyróżnienia się nie zanika, lecz trudniej ją zrealizować. Własnoręcznie wykonany szalik lub sweter pomaga poczuć się zarówno wyjątkowo, jak i dumnie – w końcu to nasze własne ręce przyczyniły się do powstania tego, co mamy na sobie. Samodzielne tworzenie części garderoby lub wystroju domu może być również bardziej przyjazną dla środowiska opcją niż zaopatrywanie się w sklepach, które odzież i dodatki sprowadzają z Bangladeszu, generując przy tym znaczny ślad węglowy, a często także – w celach „optymalizacji” zarobków – łamią podstawowe prawa pracownicze.
Coś dobrego dla dziecka
Liczną grupą wśród miłośników rękodzieła są młode matki – druty można zabrać ze sobą także na plac zabaw czy spacer z dzieckiem. Dla niektórych kobiet praca z włóczką stała się także sposobem na zadbanie o zdrowie i komfort swojego potomka. 28-letnia Aneta mówi, że w ciągu paru miesięcy nauczyła się tworzyć ubrania dla córki, które zaspokajają wyjątkowe potrzeby małej dziewczynki. – Do robienia na drutach zainspirowała mnie córka – opowiada. – Urodziła się jako wcześniak, później okazało się, że ma liczne alergie i atopowe zapalenie skóry. Wiele ubrań podrażniało jej skórę, powodowało otarcia i swędzenie, a czapki i bluzy z wysokiej jakości miękkiej wełny, w których czułaby się dobrze, kosztują krocie. Postanowiłam dosłownie wziąć sprawy w swoje ręce – kiedy mała miała drzemkę w ciągu dnia, ja wchodziłam na Instagrama i uczyłam się od dziewczyn podstawowych splotów. Nigdy nie byłam uzdolniona plastycznie, mam raczej techniczny umysł, ale okazało się, że aby robić na drutach, naprawdę nie trzeba być geniuszem – choć na pewno ktoś, kto jest artystyczną duszą, szybciej opanuje pewne rzeczy i stworzy ciekawsze projekty. Na początku moje „dzieła” nadawały się tylko dla pluszaków, ale po dwóch miesiącach zrobiłam dla córki pierwszy miękki, otulający komin. Kupuję włóczki przez internet, zwracam uwagę na parametry i certyfikaty bezpieczeństwa – stosunkowo niewielkim kosztem moja córka jest zaopatrzona w rzeczy na jesień i zimę. Nie jestem mistrzynią i na pewno moje prace są dalekie od doskonałości, ale jestem w stanie sama zrobić również czapkę, sweter i rękawiczki dla córki. Kiedy zajmuję się drutami, czuję, że robię coś dobrego dla mojego dziecka, a poza tym – to po prostu opłaca się nam ekonomicznie. Jak na razie nie planuję robić niczego dla siebie, chociaż moja koleżanka już „zamówiła” u mnie czapkę jako prezent na jej trzydziestkę.
Z kolei 32-letnia Zofia, choć również zaczęła przygodę z rękodziełem krótko po narodzinach córki, tworzy przede wszystkim dla siebie. – Rękodzieło od zawsze dawało mi wiele radości, ale szczególne znaczenie zyskało w okresie, gdy zaczęłam się nim zajmować na poważnie – opowiada. – Było to podczas mojego urlopu macierzyńskiego po narodzinach pierwszego dziecka, córki Hani. Szukałam wtedy czegoś, co pozwoli mi odpocząć, oderwać się od codziennej rutyny. Dodatkowo był to czas pandemii, co znacznie ograniczało możliwości spacerów i innych aktywności na świeżym powietrzu. Tak właśnie narodził się pomysł na rękodzieło. Od zawsze lubiłam tworzyć, wykonywać precyzyjne i czasochłonne prace, które działały na mnie uspokajająco. Sam proces, gdy z pozornie nieokiełznanych materiałów powstaje coś pięknego, jest dla mnie niezwykle satysfakcjonujący. Skupiłam się głównie na makramach i szydełkowaniu, tworząc przede wszystkim chusty i zabawki.
Po jakimś czasie zajmowanie się rękodziełem dało Zofii możliwość zasilenia domowego budżetu. – Z czasem pojawił się dodatkowy atut: możliwość sprzedaży wyrobów, co przyniosło mi nie tylko satysfakcję, ale i pewne korzyści finansowe – mówi Zofia. – Nieoczekiwaną, ale bardzo cenną wartością okazało się także nawiązanie kontaktów z innymi twórcami. W społeczności rękodzielniczej – na grupach, forach i w mediach społecznościowych – spotkałam wielu inspirujących, życzliwych ludzi. Mogliśmy dzielić się swoimi pracami, pomysłami i wzajemnie się inspirować, co stało się dla mnie kolejnym źródłem motywacji – puentuje.
Rękodzielnicza pasja może zatem nie tylko rozwijać nas indywidualnie, ale także pomagać budować społeczności, które – w dobie epidemii poczucia wyobcowania – są czymś bardzo pożądanym.
Szydełko i sztangi
Tworzenie swetrów i ozdób do domu może być przyjemne, pożyteczne i jednocześnie umożliwiające „podróż w czasie” do lat szkoły podstawowej, gdy swoje manualne zdolności „programowo” rozwijaliśmy na zajęciach z plastyki i techniki. Dzierganie może także być – i w niektórych rodzinach jest! – hobby wzmacniającym więzi wnuczek z babciami. Pewna starsza pacjentka wspomniała mi kiedyś, że poczuła się bardzo doceniona, gdy jej nastoletnia wnuczka poprosiła ją o „lekcje” szydełkowania – później zaś wspólne tworzenie stało się pasją, którą kobiety z jednego rodu pielęgnowały podczas wspólnych spotkań. Uznanie dla powrotu do rękodzieła i wspieranie oddających się mu osób w ich pasji nie powinno jednak przyćmić pewnego „problematycznego” aspektu tego hobby. Otóż nie można zapomnieć, że choć robótki ręczne są doskonałym „treningiem” dla neuronów, to jednak zajmowanie się nim nie wymaga aktywności fizycznej – a ta jest człowiekowi niezbędna dla zachowania zdrowia. Fascynatom rękodzieła można pogratulować wytrwałości i zręczności, ale jednocześnie – jeśli są to osoby nam bliskie – warto zachęcać ich do tego, by dzierganie nie było ich jedynym sposobem na spędzanie czasu po pracy czy szkole. Siedzący tryb życia zawodowego plus „siedzące” hobby nie są optymalnym rozwiązaniem. Korzystne byłoby zatem uzupełnienie dziergania regularnymi spacerami, a czasami także zmiana szydełka na kije do nordic walking, matę do rozciągania lub sztangę na siłowni. Spędzanie zbyt dużej ilości czasu w pozycji siedzącej nie działa korzystnie ani na nasze kręgosłupy, ani na stan emocjonalny.
Dotleniony i „naładowany” aktywnością mózg z pewnością odwdzięczy się nam także wyższym poziomem kreatywności, co podniesie jakość tworzonego rękodzieła.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















