Pewnie trudno nam to sobie do końca wyobrazić, zatem zapytam wprost: z czym psychicznie mierzą się teraz ofiary powodzi?
– Z pewnością mierzą się z doświadczeniem poważnej straty w życiu – nawet jeśli sobie tego nie uświadamiają jeszcze, będąc w trybie przetrwania. Mierzą się również z przerażeniem. Przecież to, że cały budynek, ich dom może znaleźć się pod wodą, to sytuacja, która praktycznie przerasta nasze zdolności percepcyjne. Tego typu katastrofy naturalne stawiają w pewnym sensie nasz mózg w poprzek – trudno pomieścić w głowie, że to, co widzimy na własne oczy, naprawdę się dzieje. Pojawia się szok i przerażenie, że woda bezwzględnie zabiera ze sobą dobytek naszego życia, pojawia się lęk o życie, gdy się na to patrzy. Jednak gdy te pierwsze uczucia ustaną, pojawia się poczucie straty i lęk o przyszłość. Ważne, żeby nie być wówczas samemu, by przeżywać to z kimś, ponieważ jest to absolutnie doświadczenie graniczne.
Pewnie porównywalne ze śmiercią osób bliskich?
– Ze śmiercią bliskich, ale też porównywalne do wojny, trzęsienia ziemi czy innych kataklizmów. W takim sensie jest to sytuacja graniczna, że nie mamy na nią wpływu i wszystkie wcześniejsze zasoby okazują się chwilowo niewystarczające. Mobilizuje nas ona do nowego sposobu działania, do uruchomienia naszej prężności psychicznej, by stawić temu czoła.
Jeśli trafiłaby do Pani teraz osoba, która straciła w powodzi dom czy własny biznes – co najpierw by jej Pani radziła? O co powinno się wówczas najpierw zadbać?
– Powiedziałabym prosto: o fizjologię. Czyli najpierw o zapewnienie sobie bezpieczeństwa przez spakowanie i ewakuację, a potem o to, by zadbać o te podstawowe potrzeby. Żeby się wyspać, albo chociaż próbować odpoczywać, gdy spać nie można. Żeby jeść. Żeby pić wodę. Żeby się umyć, choćby twarz, jeśli większe mycie nie jest możliwe. To oczywiście może być prędzej zadaniem tych, którzy wspierają powodzian, np. ich przyjaciół i rodzin, u których się schronili. Sprawdzać, czy śpią, czy jedzą, czy piją, czy się przebrali w świeże ubranie. Umycie się i przebranie pomoże także poradzić sobie z uczuciem obrzydzenia i lęku o zdrowie, jakie może wzbudzać niosąca ze sobą nieczystości woda. To bardzo proste rzeczy, ale one też bardzo wpływają na to, jak się czujemy. Konieczna jest taka śluza. W sytuacji ekstremalnej te podstawowe potrzeby schodzą bowiem często na dalszy plan, kiedy trzeba działać.
Picie wody, umycie się – to dla powodzian może faktycznie brzmieć jak porada nieco banalna i łatwa do wyśmiania…
– Ale te proste rzeczy naprawdę mają znaczenie. Na przykład w sytuacji odwodnienia nasz system nerwowy przeciąża się momentalnie. Gdy przemywamy twarz chłodną wodą, działamy na płaty czołowe naszego mózgu, które odpowiadają m.in. za planowanie, myślenie strategiczne. Ma to też znaczenie w opanowaniu trudnej emocji, jaką jest obrzydzenie do tego, co widzimy w naszym zalanym mieszkaniu. Umycie się czy przebranie trochę symbolicznie pomaga się odciąć od tego, zmyć to z siebie. To są podstawy, o które trzeba zadbać, by móc wykonywać zadania poważniejsze. To jeszcze nie jest moment na przykład na rozmowy – najpierw trzeba się otrząsnąć z tego szoku. Strata jest takim momentem, gdy człowiek czuje się najbardziej doświadczony na świecie, najbardziej samotny i smutny, rozgoryczony jednocześnie. Trudno w niej od razu powrócić do funkcjonowania społecznego. Zresztą układ nerwowy nam wtedy też na to nie pozwala – jest w trybie przetrwania.
Domyślamy się, że osoby, których domy zalała powódź, pewnie najbliższe tygodnie czy nawet miesiące spędzą, mieszkając kątem u kogoś. Na ile w tych warunkach tymczasowych można o siebie zadbać?
– Kiedy nie wiemy, ile to wszystko potrwa i co będzie możliwe, jak woda opadnie, najlepsze, co można zrobić, to przenieść swoją uwagę na tu i teraz. Czego potrzebuję w tym nowym miejscu? Kto mi to może dostarczyć? Jak teraz będzie wyglądał rytm dnia czy rytm tygodnia? Jak mi się tam śpi? Może to brzmi banalnie, ale z drugiej strony – to jest taki potężny życiowy „remont”: utrata domu, być może miejsca pracy i odbudowywanie się na nowo. Być tu i teraz w nowej sytuacji to więc np. zorientować się w dostępnej pomocy, a wiemy, że możliwości jej uzyskania są już spore. Zorientowanie się także, gdzie się będą nasze dzieci bawić, co będę robić rano, co po południu, co wieczorem. Należy nadać dniom prosty rytm, bo dorośli, tak jak dzieci, tego potrzebują, by czuć się bezpieczni. My bez rytmu się gubimy. Kiedy skupimy się na takiej prostej organizacji życia, czas będzie biegł, to pomału będziemy odzyskiwać zasoby choćby na to, by skonfrontować się z rozmiarami zniszczeń.
Sama pochodzę z Sandomierza, który też był parę razy zalewany. I pamiętam z relacji poszkodowanych powodzią, że najgorsze wcale nie było opuszczenie domu i ewakuacja, ale powrót. To wymagało wielkiej wewnętrznej siły. Więc w tym pierwszym szoku nie warto się do tego popędzać. Trzeba być w dobrej formie, żeby to przetrwać, żeby zapłakać, ale się podnieść.
A jak rozpoznać, że jednak sobie nie radzimy, że potrzebujemy pomocy z zewnątrz, aby to psychicznie unieść? Kiedy warto np. zadzwonić na infolinię z pomocą psychologiczną?
– Przede wszystkim trzeba patrzeć na czas, ile go upłynęło od tych dramatycznych wydarzeń. Pierwsze dwa tygodnie to normalny czas na różne dziwne stany psychiczne, w jakich możemy się znaleźć. Ostry stres to normalna reakcja, która minie. Czujemy się nieswojo, jesteśmy płaczliwi, lękliwi, pobudliwi, rozproszeni, poirytowani, wybuchowi lub nawet agresywni albo odwrotnie: bardzo apatyczni, odłączeni, obojętni, depresyjni. Bywa, że boli nas głowa, boli brzuch albo chce się wymiotować, że mamy trudności z zasypianiem albo nocne koszmary – to wszystko na samym początku jest normalną reakcją w tej nienormalnej sytuacji. Pozwala psychice się regulować. Jeśli to się będzie utrzymywać powyżej miesiąca, warto sięgnąć po wsparcie specjalisty.
Dobrze, że Pani o tym mówi, bo wydaje mi się, że osoby pomagające powodzianom mogą z takimi zachowaniami się zetknąć.
– Owszem! Przypomnę, że osoby w tego rodzaju stresie, z którym mierzą się teraz ludzie na zalanych terenach, w tych pierwszych chwilach czują się wyjątkowo pokrzywdzone, skupiają się na sobie, żeby przetrwać. Trudno więc od nich oczekiwać, że będą się na przykład wzajemnie wspierali, bo jadą na tym samym wózku. Może być zupełnie inaczej. Nawet jako niosący im pomoc możemy odnieść wrażenie, że są jakby roszczeniowi – nie lubię tego słowa, ale ono tu pasuje. W złości, goryczy czy rozpaczy mogą nas nawet obrazić. Warto jednak nie brać tego osobiście, bo to adekwatny sposób radzenia sobie z sytuacją, w której się znaleźli. Aby złość nie przerodziła się w depresję, musi być do kogoś wyrażona, musi być w relacji. „Los” przecież, choć byłby tu pewnie najwłaściwszym jej adresatem, jest nieuchwytny, więc złościmy się na rządzących, na służby, na sąsiada… Nie wolno nam z tego powodu oceniać tych ludzi. Trzeba przy nich być z cierpliwością i poszanowaniem ich godności. Trzeba ich brać na poważnie. Nie wiemy, jak my sami byśmy się zachowali na ich miejscu.
Ale wracając do nich samych: gdzie jest ta granica owego dziwnego zachowania? Kiedy oni sami już powinni pomyśleć o wsparciu psychicznym dla siebie?
– Kluczowy jest, jak powiedziałam, czas. Jeśli takie nasze dziwne zachowanie utrzymuje się ponad miesiąc albo dłużej, już trzeba zacząć myśleć o wsparciu. Gdy ponad miesiąc mamy koszmary, gdy jesteśmy agresywni lub przeciwnie – przesadnie lękliwi, jakby oderwani od samych siebie i od innych. Gdy to wszystko utrzymuje się ponad miesiąc, to trzeba już pomyśleć o rozmowie z kimś albo nawet o lekach.
Czyli wizyta u psychiatry?
– Tak. Nie ma się co leków obawiać, ponieważ sytuacja, w której są ci ludzie, wymaga tego, żeby szybko wrócić do formy. Leki pomogą w tym, żeby poradzić sobie z koszmarami sennymi, z nadmierną pobudliwością, drażliwością – krótko mówiąc, pomogą nam się ustabilizować i odzyskać energię, byśmy wrócili dalej do życia, które nie poczeka. Dobrym kierunkiem są też grupy wsparcia i na dalszym etapie psychoterapia. No i oczywiście przyjaźń i życzliwość innych ludzi, która również działa lecząco.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













