Była sobota 15 listopada wieczorem, gdy mieszkańcy okolic stacji kolejowej Mika w gminie Życzyn w województwie mazowieckim zgłosili na policję dziwny huk w okolicy torów. Zgłoszenie policjanci potraktowali poważnie, ale pomimo rozległych poszukiwań nie znaleźli niczego niepokojącego. Prawdopodobnie nie pomyśleli nawet, aby sprawdzać tory kolejowe pod kątem wyrwy długości około metra. Wszak ostatnie podobne akcje sabotażowe na kolei miały miejsce w trakcie II wojny światowej.
Pierwszy atak na kolej od czasu wojny
A jednak wszystko stało się jasne już o 7.39 w niedzielę, gdy maszynista kierujący składem pociągu Kolei Mazowieckich wypatrzył w torach dziwną wyrwę i zatrzymał skład. Na miejsce wysłano nie tylko pracowników Polskich Linii Kolejowych, ale również służby specjalne: ABW, CBŚP i prokuratorów, którzy wszczęli dochodzenie w sprawie aktu dywersji o charakterze terrorystycznym. Jak podkreśla PKP PLK, procedury bezpieczeństwa działały prawidłowo i dzięki nim nie doszło do tragedii.
Szybko okazało się, że huk, który słyszeli mieszkańcy Miki, powstał w wyniku detonacji wojskowego ładunku wybuchowego typu C4, podłożonego tuż przy torach i odpalonego przewodem elektrycznym o długości 300 metrów. I choć w chwili eksplozji jechał tędy pociąg towarowy, któremu ładunek uszkodził podłogę wagonu, do wykolejenia nie doszło. Co więcej, do chwili przejazdu spostrzegawczego maszynisty Kolei Mazowieckich, torami z metrową wyrwą przejechało bezwypadkowo dziewięć innych pociągów.
Już następnego dnia doszło do podobnego incydentu na tej samej linii kolejowej, tym razem w okolicach Puław. Pociąg osobowy relacji Świnoujście-Rzeszów, przewożący 475 pasażerów, nagle zatrzymał się z powodu naruszeń torowiska. Początkowo informowano o awarii linii trakcyjnej, jednak późniejsze ustalenia służb technicznych PKP PLK wykazały obecność elementu stalowego przy torach, co szybko pozwoliło skojarzyć sytuację z wybuchem w Mice.
W ciągu kilkudziesięciu godzin śledczy ustalili personalia sprawców obu zdarzeń. Okazali się nimi dwaj obywatele Ukrainy, którzy już byli ścigani na terenie tego kraju za akty dywersji na rzecz Rosji. Prosto z Miki, gdzie wysadzili tory, uciekli samochodem na Białoruś, korzystając z przejścia granicznego w Terespolu. W okolicy Puław prawdopodobnie działali wcześniej.
Dodatkowe działania obronne
Wtedy dla wszystkich stało się jasne, że mamy do czynienia nie z głupią zabawą chuliganów dewastujących tory, ale z – jak ujął to wprost minister spraw zagranicznych – aktem terroru państwowego. Na części linii kolejowych w Polsce wprowadzono już następnego dnia trzeci stopień alarmowy CharlieCRP, a od piątku 21 listopada w całej Polsce trwa operacja „Horyzont”, która ma zwiększyć bezpieczeństwo linii kolejowych i węzłów komunikacyjnych oraz odstraszyć ewentualnych terrorystów.
Kolej, lotniska oraz infrastrukturę drogową monitoruje od tego dnia ciągle nawet do 10 tys. żołnierzy, wyposażonych na przykład w drony rozpoznawcze. Ważnym elementem tej akcji ma być zaproszenie do współpracy ze służbami wszystkich polskich obywateli: od połowy grudnia działać ma specjalna aplikacja na smartfony, za pomocą której będzie można zgłaszać niepokojące zdarzenia lub obserwacje dotyczące wszelkich aktów dywersji uderzających w bezpieczeństwo mieszkańców Polski.
Odpowiedź dyplomatyczna Polski również była stanowcza: nie tylko wystawiono za sprawcami wydarzeń europejskie nakazy aresztowania, ale również odebrano Rosji zgodę na działanie ostatniego w Polsce rosyjskiego konsulatu, tego w Gdańsku.
Ostatnie wydarzenia nie zostawiają miejsca na jakiekolwiek złudzenia: Rosja realizuje kolejny etap wojny hybrydowej, którego celem jest destabilizacja naszego państwa. Akcje dywersyjne od wielu miesięcy inspirowane i wprost organizowane przez służby Kremla przekroczyły ostatnio pewną krytyczną granicę i można już mówić wręcz o państwowym terroryzmie – mówił 21 listopada w Sejmie premier Donald Tusk. Jego zdaniem „Rosja za wszelką cenę chce nas osłabić, bo dziś Polska jest zbyt silna, by ją zaatakować wprost”. Dla polskich władz „strategia Moskwy jest czytelna: Mamy być skłóceni z Europą, z Ukrainą i najważniejsze, skłóceni wewnętrznie”.
Kolejna odsłona wojny hybrydowej
Większość komentujących zdarzenia ekspertów nie ma wątpliwości: Rosja prowadzi nie tylko w Polsce, ale też w całej Europie wojnę hybrydową. To konflikt, który jest celowo utrzymywany na niskim poziomie intensywności. Dzięki temu ani atakowany w ten sposób kraj, ani społeczność międzynarodowa nie ma możliwości pełnego zaangażowania w reagowanie, jak to ma miejsce w konflikcie konwencjonalnym. „Hybrydowość” zaś takiej wojny polega na stosowaniu przez agresora różnych metod, zmierzających do zastraszenia społeczeństwa, konfliktowania go między sobą i na zewnątrz, wprowadzenia chaosu, podważenia wiary w sprawczość administracji państwowej, służb i wojska. „Sztuka wojny hybrydowej polega na tym, że toczy się ona w sferze konfrontacji militarnej i pozamilitarnej jednocześnie. Różne środki wykorzystuje się po to, żeby równolegle osiągać różne cele” – wyjaśniła w mediach dr Paulina Piasecka z Collegium Civitas, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego.
Co to oznacza w praktyce? Cały szereg działań, realizowanych od początku wojny na Ukrainie z dużą intensywnością przez rosyjskie GRU – to rosyjska wojskowa agencja wywiadowcza, odpowiedzialna za gromadzenie informacji wywiadowczych, operacje sabotażowe i działania specjalne poza granicami Rosji. Według ustaleń nie tylko polskich, ale i ogólnoświatowych służb, to GRU stoi za całym wachlarzem działań o charakterze sabotażowym i dezinformacyjnym w Europie, od podpaleń i ataków na infrastrukturę kolejową, energetyczną i telekomunikacyjną, po zakłócenia systemów GPS i cyberataki. To zupełnie nowa strategia działań, zaprojektowana pod inne warunki niż w czasach zimnej wojny.
GRU pracuje, opierając się na lokalnie zrekrutowanych osobach – np. imigrantach, drobnych przestępcach czy osobach o umiejętnościach w cyberprzestępczości – nieświadomych, że działają na rzecz rosyjskiego wywiadu, i wynagradzanych kryptowalutami. Do najbardziej spektakularnych incydentów w ostatnich latach należały podpalenia centrów handlowych w Warszawie i Wilnie, ataki na linie kolejowe w Polsce i Niemczech, ataki z użyciem wybuchowych paczek na pokładach samolotów, przeloty dronów w pobliżu lotnisk, a także uszkodzenia podmorskich kabli i gazociągów w basenie Morza Bałtyckiego.
Globsec – think tank z siedzibą w Pradze – obliczył, że w Europie tylko między styczniem a lipcem 2025 roku doszło do ponad 110 aktów sabotażu i prób ataków, głównie w Polsce i Francji, dokonanych przez osoby powiązane z Rosją. Choć działania te były umiarkowane pod względem bezpośrednich zniszczeń i ofiar, miały wyraźny wymiar psychologiczny: szerzyły poczucie zagrożenia, testowały odporność infrastruktury i destabilizowały wewnętrznie państwa wspierające Ukrainę, przy jednoczesnym zachowaniu możliwości Kremla do wiarygodnego zaprzeczenia odpowiedzialności. Mówiła o tym w swoim komentarzu Kaja Kallas, szefowa dyplomacji UE: „Rosja próbuje zrobić dwie rzeczy: z jednej strony nas przetestować, zobaczyć, jak daleko może się posunąć. A z drugiej strony próbuje zasiać strach w naszym społeczeństwie”.
Jak powinna reagować Europa?
Dotychczas państwa europejskie i NATO, w tym Polska, reagowały przede wszystkim zwiększonym nadzorem, aresztowaniami, wzmocnieniem ochrony kluczowych instalacji oraz działaniami dyplomatycznymi. Jednak doświadczenia ostatnich lat pokazują, że tego typu wojna hybrydowa jest trudna do całkowitego powstrzymania, a jej szeroki zakres operacyjny pozwala agresorowi osiągać cele polityczne i strategiczne bez otwartej konfrontacji militarnej.
Zdaniem dr. Piotra Araka, byłego szefa Polskiego Instytutu Ekonomicznego, a obecnie eksperta The Atlantic Council, „dotychczasowe reakcje Zachodu nie stworzyły dla Rosji realnego odstraszania”. „Noty dyplomatyczne, śledztwa i sankcje sygnalizują troskę, ale nie mają poważnych konsekwencji dla Rosji. Dla reżimu, który rutynowo bada granice, wygląda to mniej jak ostrzeżenie, a bardziej jak przyzwolenie na kontynuację” – pisze ekspert.
Dlatego, jego zdaniem, jeśli to sabotaż jest teraz stałym elementem konfrontacji Rosji z Zachodem, odpowiedź musi odzwierciedlać tę rzeczywistość. „Oznacza to uzgodnienie wspólnych ram odstraszania hybrydowego, przyspieszenie wspólnych śledztw w celu szybkiego ustalania sprawców i wzmocnienie odporności społeczeństw na dezinformację i panikę. W praktyce oznaczałoby to wspólne procedury alarmowe, komórki analiz zagrożeń i szybszą wymianę informacji wywiadowczych, by wywołać automatyczne, skoordynowane reakcje wszystkich państw UE. Polska ma tu większą rolę do odegrania, bo ma większy interes w grze (granice z Rosją na północy i Białorusią na wschodzie) i rosnący potencjał wojskowy i wywiadowczy, którego brakuje innym państwom UE”. „Jesteśmy atakowani, a bomby hybrydowe wciąż spadają: czas działać” – mówi wprost włoski minister obrony Guido Crosetto.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












