Coś gęstnieje nad Bałtykiem?

Rosyjska rządowa komisja ustawodawcza zatwierdziła projekt nowego prawa znacząco rozszerzającego kompetencje Władimira Putina. Będzie on mógł wysyłać za granicę wojsko w celu ochrony obywateli Rosji w wypadku ich zatrzymania, prześladowania czy postawienia przed nieuznawanymi przez Moskwę sądami.
Czyta się kilka minut
Mieszkańcy Narwy spoglądają na twierdzę w Iwanogrodzie, która znajduje się na drugim brzegu rzeki oddzielającej Estonię od Rosji, 24 lipca 2024 roku fot. Jaap Arriens/NurPhoto/Getty Images
Mieszkańcy Narwy spoglądają na twierdzę w Iwanogrodzie, która znajduje się na drugim brzegu rzeki oddzielającej Estonię od Rosji, 24 lipca 2024 roku fot. Jaap Arriens/NurPhoto/Getty Images

Moskwa tłumaczy wprowadzenie nowego prawa koniecznością reagowania na zagraniczne wyroki. Kolejnym powodem ma być inicjatywa Unii Europejskiej dotycząca powołania trybunału, który miałby osądzić rosyjskie zbrodnie na Ukrainie. Tyle oficjalne tłumaczenie, analitycy ostrzegają jednak, że nowe prawo może zostać wykorzystane także do obrony tzw. rosyjskojęzycznej ludności zamieszkującej państwa bałtyckie: Litwę, Łotwę i Estonię.

Scenariusz jak z Doniecka i Ługańska?

Od początku marca w rosyjskiej przestrzeni internetowej pojawiają się memy promujące „Narewską Republikę Ludową” – autonomiczny twór, który miałoby tworzyć graniczące z Rosją estońskie miasto Narwa wraz z prowincją Virumaa Wschodnia. Wpisy nawołujące do sabotażu i zbrojnego oporu ozdabiane są flagami oraz mapami przyszłej „autonomii”. W zasadzie całą sprawę można by potraktować jak niesmaczny żart, gdyby nie fakt, że to właśnie od powołania Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych zaczęła się w 2014 roku wojna na Ukrainie. Oczywiście Estonia jest członkiem NATO, jednak jej wywiad nie wyklucza możliwości przygotowywania przez Moskwę operacji na wzór tej ukraińskiej sprzed 12 lat. Zwłaszcza że niemal 71 proc. ludności przygranicznej prowincji to Rosjanie (Estończycy to niespełna 20 proc.). W samej Narwie obywatelstwo estońskie ma 47 proc. mieszkańców, 36 proc. – rosyjskie, a około 15 proc. to bezpaństwowcy.

Niestety Estonia w swoich problemach nie jest odosobniona. Na liczącej niecałe 2 mln obywateli Łotwie Rosjanie stanowią ponad 25 proc. społeczeństwa, a co trzeci mieszkaniec tego kraju posługuje się językiem rosyjskim jako głównym. Opublikowany w styczniu tego roku raport odpowiedzialnego za kontrwywiad Biura Ochrony Konstytucji (SAB) zwraca uwagę na rosyjską propagandę przedstawiającą Łotwę jako kraj rusofobiczny, uciskający rosyjską mniejszość. „Rosja również przedstawia Łotwę jako (…) marionetkę Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, a także państwo upadłe. Przed wojną Moskwa rozpowszechniała podobne narracje dotyczące Ukrainy. Teraz w podobny sposób przedstawia wszystkie trzy kraje bałtyckie” – napisano w raporcie. Dalej SAB przestrzega przed nasilającym się moskiewskim przekazem, według którego Europa – w tym Łotwa – są przedstawiane jako poważne zagrożenie dla Rosji.

Czy NATO zda egzamin?

Litwa wśród państw bałtyckich wydaje się w najlepszej sytuacji. Mniejszość rosyjska wynosi tutaj tylko 5 proc., argument obrony jej praw byłby więc trudniejszy do wykorzystania. Jednak w opublikowanym w marcu raporcie litewskie służby uznały Rosję i Białoruś za największe zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Litewski wywiad ocenia, że w przypadku nawet tymczasowego zawieszenia broni na Ukrainie, Moskwa, w ciągu trzech do pięciu lat, może być gotowa do wywołania ograniczonego konfliktu w rejonie Morza Bałtyckiego. Gdyby ukraińska wojna trwała nadal, termin ten wydłużyłby się do 6–10 lat, natomiast w razie podpisania porozumienia pokojowego i zniesienia zachodnich sankcji Rosjanie mogliby zaryzykować ograniczone działania zbrojne nawet w ciągu najbliższych dwóch lat. Jak podkreślają litewskie służby, chociaż Kreml w tej chwili większość swoich zasobów koncentruje na froncie ukraińskim, to jednocześnie przeprowadza reformę armii, zwiększa siły woskowe przy wschodniej granicy NATO i rozwija potencjał w obwodzie królewieckim. „Rosja prawdopodobnie stworzyłaby nie tylko armię większą o 30–50 procent niż przed wojną, ale także stosunkowo nowoczesną. Strategiczne rezerwy broni i amunicji zostałyby w pełni odbudowane. Rosja byłaby gotowa na konwencjonalny konflikt zbrojny z NATO” – czytamy w raporcie. W dodatku, zdaniem Wilna, Putin może uznać, że Sojusz na ewentualny atak na kraje bałtyckie nie zareaguje wystarczająco zdecydowanie i że lokalny konflikt da się szybko zakończyć na korzystnych dla Moskwy warunkach.

Co przyniesie konflikt z Iranem?

„Coś gęstnieje nad Bałtykiem” – napisał w swoim cyklicznym komentarzu na platformie X polski ekspert ds. bezpieczeństwa ppłk Maciej Korowaj. Według analityka chociaż wojna z Ukrainą „wysysa” z Moskwy krew oraz uzbrojenie, to jednocześnie hartuje rosyjski system mobilizacyjny, przemysł i aparat represji. „To nie jest już armia z 2014 roku ani (…) z 2022 roku – to organizm wojenny, który nauczył się żyć w stanie permanentnego konfliktu” – pisze Korowaj i zauważa, że po drugiej stronie mamy NATO: de nomine największy sojusz militarny, natomiast de facto jest to olbrzym dopiero budzący się z letargu. Są już nowe plany obronne, przyspieszone zakupy, deklaracje znacznego dozbrojenia. Tyle że między deklaracjami a ich realizacją minie sporo czasu, z czego Putin najprawdopodobniej świetnie zdaje sobie sprawę – konkluduje ppłk Korowaj.

W dodatku w tle mamy konflikt z Iranem, który może dać Moskwie nieoczekiwane fory, nie tylko finansowe. Jeżeli walki w Zatoce Perskiej zakończą się szybkim sukcesem Stanów Zjednoczonych, Rosja straci. Donald Trump bowiem raczej nie zapomni wywiadowczego wsparcia udzielonego Teheranowi dla atakowania amerykańskich obiektów czy leczenia w moskiewskiej klinice ran nowego duchowego przywódcy Iranu. Gorzej, gdyby wojna z Iranem miała się przedłużyć. To może oznaczać nie tylko nieoczekiwany przypływ gotówki w rosyjskim budżecie, spowodowany wysokimi cenami ropy, ale także problemy z dostarczaniem na ukraiński front zaawansowanego zachodniego uzbrojenia.

Jak zakończy się wojna z Rosją?

Tymczasem większość analityków twierdzi zgodnie, że jedynym sposobem zneutralizowania nowego rosyjskiego zagrożenia jest przegrana Moskwy. Występujący niedawno w amerykańskim Senacie dowódca połączonych sił USA i NATO w Europie gen. Alexus Grynkewich ostrzegał przed niebezpieczeństwem, jakie niesie za sobą zakończenie ukraińskiej wojny na drodze porozumienia. „Z czysto militarnego punktu widzenia, gdy 500 tysięcy zaprawionych w bojach żołnierzy rosyjskich zostanie przemieszczonych w inne rejony, będziemy musieli traktować to jako potencjalne zagrożenie militarne i mieć świadomość tego, co może to oznaczać dla NATO” – zaznaczył generał. Jego zdaniem rosyjska aktywność hybrydowa na wschodniej flance Sojuszu dowodzi, że na celowniku Kremla już znalazły się Polska oraz kraje bałtyckie.

Fragmentem tej aktywności jest opisany na początku kazus Narewskiej Republiki Ludowej. Zdaniem estońskiego wywiadu moment rozpoczęcia rosyjskiej separatystycznej propagandy nie był przypadkowy – zbiegł się z amerykańsko-izraelską operacją w Iranie, w tej chwili skutecznie skupiającą na sobie uwagę międzynarodowej społeczności. Czy obecna propagandowa akcja Moskwy rzeczywiście służy jako przygotowanie do wojskowej inwazji na wzór ukraiński? Eksperci nie wykluczają podobnej możliwości. Jednocześnie podkreślają, że dopóki trwa wojna na Ukrainie, podobny atak wydaje się mało prawdopodobny. Pytanie, co potem…


Maria Przełomiec

Specjalizuje się w tematyce związanej z państwami byłego ZSRR; w latach 1990–2006 była korespondentem Sekcji Polskiej BBC, a w latach 2007–2023 prowadziła na antenie TVP Info program Studio Wschód; dziś publicystka „Gościa Niedzielnego”

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 13/2026