W 2022 roku, niemal niezauważalnie dla świata, zakończyła się tzw. whisky war, trwający wiele lat spór pomiędzy Kanadą i Danią o wyspę Hans – niezamieszkałą arktyczną skałę leżącą pomiędzy kanadyjską wyspą Ellesmere’a a Grenlandią. Zaczęło się od tego, że na wyspie Hans wylądowali Kanadyjczycy, wciągnęli na maszt flagę, zostawili butelkę whisky i odeszli. Następnie przybyli Duńczycy, podnieśli własną flagę, zostawili dla Kanadyjczyków butelkę wódki i też odeszli. Amerykański politolog Andrew Latham na portalu The Hill zauważa, że „rytuał był teatralny. Ale roszczenia prawdziwe i oba rządy potraktowały je poważnie. (…) Arktyka jest pełna niejasnych granic i nakładających się roszczeń. Gdyby każdą niepewność traktować z determinacją, region przekształciłby się w teatr nieustannych tarć. W tym przypadku Kanada i Dania postanowiły nie dać się ponieść dumie narodowej – i utrzymać spór w ryzach i procedurach”.
Jak pisze dalej Latham, oba kraje łączyła sieć wspólnych zobowiązań, a przede wszystkim członkostwo w NATO. Powiązania te, co prawda, nie zatarły sporu, ale wpłynęły na sposób jego rozwiązania. Negocjacje doprowadziły do porozumienia, wyspę podzielono niezupełnie pół na pół, ale w sposób satysfakcjonujący obie strony. „Porozumienie przedstawiono jako ostateczne i praktyczne, a także (…) odpowiadające interesom wszystkich zainteresowanych” – konkluduje analityk, dodając, że spory o suwerenność między sojusznikami powinny być traktowane jako problemy do rozwiązania, a nie konflikt do wygrania.
Grenlandia to nie wyspa Hans
Niestety Grenlandia nie jest bezludną wyspą o niewielkim znaczeniu, ale wchodzącym w skład Królestwa Danii autonomicznym państwem z własnym parlamentem i rządem, mającym 56 tysięcy mieszkańców. Amerykański prezydent popełnił więc duży błąd, arogancko zapowiadając zajęcie lub kupno wyspy.
Podobnego, jeżeli nie większego, błędu dopuścili się liderzy europejscy, ogłaszając gotowość wojskowej obrony Grenlandii i wysyłając tam swoich żołnierzy w liczbie nieco przypominającej humorystyczną „whisky war”: 15 Niemców, 15 Francuzów, po kilku Szwedów, Duńczyków, Brytyjczyków, Holendrów i Finów. Przy czym Niemcy po 44 godzinach wrócili – wcześniej niż zapowiadali – do domu. Jak zauważają złośliwi, stało się to zaraz po zapowiedzi Donalda Trumpa o wprowadzeniu od 1 lutego 10 proc. ceł na kraje zaangażowane w tę specyficzną „operację wojskową” (tak na marginesie, ciekawe, dlaczego Berlin zamiast skorzystać z zasobów Bundeswehry, wyczarterował dla swoich 15 wojskowych samolot od prywatnego polskiego przewoźnika?). W odpowiedzi Europa zapowiada możliwość nałożenia ceł na produkty amerykańskie. Jednym słowem: zamiast szukać kompromisu, obie strony podbijają stawkę. Niestety ze szkodą dla naszego bezpieczeństwa.
Dlaczego Grenlandia?
Donald Trump zamiar przejęcia Grenlandii zasygnalizował po raz pierwszy w 2019 roku, podczas swojej poprzedniej kadencji. Już wtedy przekonywał, że od tej wyspy zależy nie tylko bezpieczeństwo USA, ale całego Sojuszu Północnoatlantyckiego. W pobliżu przebiegają bowiem coraz lepiej dostępne dzięki topnieniu lodu trasy żeglugowe stanowiące najkrótsze połączenie pomiędzy Ameryką Północną, Europą i Rosją. Z północnego szlaku regularnie korzystają Chińczycy, dla których w przyszłości mógłby to być fragment polarnego Jedwabnego Szlaku. To nie wszystko, jak zauważył na początku tego roku głównodowodzący sił NATO w Europie, gen. Grynkewich, Rosja i Chiny coraz częściej prowadzą w regionie Arktyki wspólne patrole, także na wodach w pobliżu Alaski i Kanady. Mogło to zaniepokoić Waszyngton, zwłaszcza jeżeli przypomnieć wypowiedź grenlandzkiej minister gospodarki i surowców mineralnych Naaji Nathanielsen, która w lipcu zeszłego roku, krytykując europejskich i amerykańskich inwestorów za zbyt małe zainteresowanie, w wywiadzie dla Financial Times zagroziła, że rząd wyspy „może poszukać inwestorów gdzie indziej, w tym w Chinach” (trzeba pamiętać, że prócz strategicznego położenia Grenlandia ma także bogate zasoby surowców, w tym metale ziem rzadkich).
Jednak nie tylko i nie głównie o Chiny chodzi. W ostatnich latach swoją wojskową obecność w regionie znacznie zwiększyli Rosjanie. Przywrócono stare i wybudowano nowe bazy. Na Półwyspie Kolskim Moskwa rozlokowała strategiczne zasoby – silosy ICBM (międzykontynentalnych rakiet balistycznych, służących do przenoszenia broni jądrowej), bazy okrętów podwodnych, strategiczne bombowce. Trajektorie lotu skierowanych w stronę USA rosyjskich pocisków przebiegałyby właśnie nad Grenlandią. Stąd Trumpowski pomysł „Złotej Kopuły”, mającej chronić od podobnych ataków. Dania i Europa co prawda zapewniają, że są w stanie skutecznie zwiększyć bezpieczeństwo wyspy, jednak dotychczasowe działania nie napawają optymizmem.
Zbyt emocjonalne reakcje
Tymczasem Stany Zjednoczone są na wyspie obecne nieprzerwanie od II wojny światowej. Baza Pituffik Space Base (dawna Thule Air), w której stacjonuje 150 żołnierzy, jest jednym z najważniejszych elementów amerykańskiego systemu wczesnego ostrzegania przed atakami rakietowymi, a także istotnym ośrodkiem monitorowania przestrzeni kosmicznej i aktywności w Arktyce. Znany amerykanista, prof. Zbigniew Lewicki, przestrzega, że „przy braku jakiejś kontroli USA nad Grenlandią Chiny albo Rosja, czy też oba te państwa, będą mogły wykorzystać wyspę albo do ataków rakietowych na amerykańskie terytorium, albo do szantażowania Waszyngtonu groźbą takich ataków”. Ani Dania, ani UE, ani sama Grenlandia nie będą w stanie temu zapobiec. Z drugiej strony arogancka postawa Waszyngtonu zaostrzyła sytuację, skutecznie utrudniając ewentualne negocjacje. Tym bardziej, że w Europie emocje wzięły górę nad rozumem, czego najlepszym dowodem mogą być dywagacje na temat rozpadu NATO czy propozycja usunięcia z naszego kontynentu amerykańskich baz. Tymczasem, jak zauważa amerykański politolog Andrew Michta, „gniew – uzasadniony czy nie – nigdy nie powinien decydować o fundamentalnych decyzjach politycznych. Europejczycy nie mają relacji z tym czy innym prezydentem USA, z tą czy inną partią, mają, kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa, relacje ze Stanami Zjednoczonymi”. Innymi słowy, cytując jednego z polskich komentatorów, „zamiast ekscytować się obroną Grenlandii, Europejczycy lepiej by zrobili, rozmawiając z Donaldem Trumpem na temat włączenia naszego kontynentu do projektu Złotej Kopuły”. Oby! Szanse na to daje tegoroczne Forum Ekonomiczne w Davos i zapowiedź amerykańskiego prezydenta rozmów ze stroną europejską.
A na razie pogłębieniu transatlantyckiego konfliktu z satysfakcją przygląda się Rosja. Przecież, jak zauważają w swojej analizie eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich, taki kryzys od lat stanowi jeden z kluczowych celów strategicznych Moskwy. Teraz Putin liczy na dalsze antagonizowanie się zachodnich sojuszników, co w efekcie może stworzyć dla niego wygodną podstawę do rozmów z Waszyngtonem, w tym w kwestii statusu Ukrainy – przestrzegają eksperci.
Maria Przełomiec
Specjalizuje się w tematyce związanej z państwami byłego ZSRR; w latach 1990–2006 była korespondentem Sekcji Polskiej BBC, a w latach 2007–2023 prowadziła na antenie TVP Info program Studio Wschód; dziś publicystka „Gościa Niedzielnego”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












