Święto Wolności i co dalej?

Z białoruskiej kolonii karnej został wypuszczony Andrzej Poczobut – jeden z najbardziej znanych więźniów Aleksandra Łukaszenki, dziennikarz, działacz zdelegalizowanego Związku Polaków na Białorusi. Pod władzą białoruskiego dyktatora pozostaje jednak co najmniej 300 tys. naszych rodaków.
Czyta się kilka minut
Uwolniony Andrzej Poczobut  3 maja  na Zamku Królewskim otrzymał Order Orła Białego, przyznany mu 11 listopada ubiegłego roku fot. Wojciech Olkuśnik/East News
Uwolniony Andrzej Poczobut  3 maja  na Zamku Królewskim otrzymał Order Orła Białego, przyznany mu 11 listopada ubiegłego roku fot. Wojciech Olkuśnik/East News

Świętem Wolności nazwał zwolnienie Andrzeja Poczobuta, które miało miejsce 28 kwietnia, znany komentator polityczny Jan Rokita. Jednocześnie podkreślił, że to ustępstwo nie powinno złagodzić stosunku Warszawy do białoruskiego reżimu. Przypomnijmy: Poczobut, dziennikarz współpracujący także polskimi mediami, został aresztowany 25 marca 2021 roku pod zarzutem „podżegania do nienawiści na tle narodowościowym, wzywania do działań przeciwko bezpieczeństwu państwa oraz rehabilitacji nazizmu”, przy czym za to ostatnie sąd uznał kultywowanie polskich śladów i pisanie historycznych artykułów. Sąd skazał Andrzeja na osiem lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze, wysyłając go do cieszącego się szczególnie złą sławą tzw. czerwonego łagru, czyli kolonii nr 1 w Nowopołocku.

Trzeba przyznać, iż Warszawa niemal od początku starała się wynegocjować uwolnienie polskiego działacza. Problem w tym, że Mińsk miał stawiać dwa warunki: po pierwsze zwrócenie się aresztowanego z prośbą o łaskę, po drugie opuszczenie przez niego Białorusi. Niektórzy z zatrzymanych po brutalnie spacyfikowanych protestach 2020 roku przystawali na to, byleby tylko wyjść na wolność. Andrzej Poczobut stanowczo odmówił, tłumacząc, że prośba o łaskę byłaby jednoznaczna z przyznaniem się do winy, a opuszczenie kraju zdradą białoruskich Polaków. Ta nieustępliwość musiała mocno dotknąć nieznoszącego sprzeciwu Łukaszenkę. Los Poczobuta wydawał się przesądzony, tymczasem nieoczekiwanie 28 kwietnia przyszła wiadomość, że Andrzej wraz z czterema innymi więźniami reżimu, został wymieniony na pięciu białoruskich i rosyjskich szpiegów.

Pięciu za pięciu

Według oficjalnych białoruskich mediów negocjacje w sprawie wymiany pomiędzy białoruskim KGB a polską Agencją Wywiadu trwały od kilku miesięcy. Rozpoczęły się jakoby na „bezpośrednie polecenie Alaksandra Łukaszenki”, do którego mieli zwrócić się „poszczególni przywódcy krajów nam przyjaznych”. Z dużym prawdopodobieństwem można uznać, że chodziło o Stany Zjednoczone i… Rosję. Udział tych pierwszych potwierdził specjalny wysłannik Donalda Trumpa ds. Białorusi John Coale, który 27 kwietnia spotkał się w Warszawie z prezydentem Karolem Nawrockim oraz szefem polskiej dyplomacji Radosławem Sikorskim, podkreślając, iż amerykański przywódca osobiście obiecał polskiemu koledze zwolnienie Poczobuta.

Co do Rosji, Andrzej został wymieniony na rosyjskiego archeologa Aleksandra Butiagina oskarżonego przez władze w Kijowie o rabowanie dziedzictwa narodowego na okupowanym Krymie. Butiagin, aresztowany w grudniu zeszłego roku w Warszawie, na początku kwietnia miał być decyzją polskiego sądu przekazany Kijowowi, tymczasem 28 kwietnia wymieniono go na Andrzeja Poczobuta. Ponieważ Ukraińcy mieli o to do polskich władz pretensje, niewykluczone, że Moskwa naciskała na podobny układ w ramach psucia stosunków między Ukrainą a Polską.

Wśród pozostałych uwolnionych z Poczobutem osób znaleźli się karmelita Grzegorz Gaweł, zatrzymany w zeszłym roku pod zarzutem szpiegostwa, oraz biznesmen Tomasz Beroza i dwóch Mołdawian – oficerów służb specjalnych.

Polacy na Białorusi: było źle…

Andrzej Poczobut stał się niejako symbolem polskiej mniejszości na Białorusi – mniejszości, o której Łukaszenka oficjalnie mówi „nasi Polacy”, a którą białoruskie władze od lat poddają kolejnym restrykcjom. Przypomnijmy: Związek Polaków na Białorusi (ZPB) oficjalnie powstał w 1990 roku na fali gorbaczowowskiej odwilży. Wspomagany przez powołaną specjalnie dla pomocy rodakom na wschodzie fundację Wspólnota Polska, skupiał polską społeczność, organizując polskie szkolnictwo, wydając polskojęzyczną prasę i stając się jedną z najliczniejszych organizacji pozarządowych.

Problemy zaczęły się po umocnieniu władzy przez Alaksandra Łukaszenkę, który po wygraniu wyborów prezydenckich w 1994 roku, rok później na drodze referendum zmienił konstytucję, wyraźnie zwracając się w stronę Rosji. W 1997 roku oba kraje podpisały umowę o powstaniu Związku Białorusi i Rosji (ZBiR) postulującą bliską integrację polityczną i gospodarczą. Niezależny Związek Polaków do tej układanki wyraźnie nie pasował, dlatego w roku 2000 doszło do próby jego przejęcia. W wyniku sfałszowanych wyborów nowym prezesem został niejaki Tadeusz Kruczkowski – osoba związana z białoruskim służbami specjalnymi. Część działaczy i członków ZPB stanowczo zaprotestowała przeciwko narzuconym odgórnie władzom, w rezultacie w 2003 roku białoruskie ministerstwo sprawiedliwości poinformowało o zamiarze delegalizacji polskiej organizacji. Doszło do niej dwa lata później, gdy na przewodniczącą Związku wybrano Andżelikę Borys. Białoruskie władze wyborów nie uznały, zorganizowały nowy zjazd i kolejne głosowanie, które głosami zastraszonej mniejszości wygrał kandydat Mińska.

Struktura ZPB została rozbita. Popieraną przez Warszawę Andżelikę Borys i wspierających ją działaczy spotkały represje. Niezależnemu Związkowi odebrano zakupione przez polskie władze siedziby, zlikwidowano polską prasę, czyli czasopismo „Magazyn Polski” oraz gazetę „Głos znad Niemna”. Tę ostatnią zastąpiła łukaszenkowska „gadzinówka”. Zdelegalizowany Związek działał półlegalnie, istniały polskie szkoły, odbywały się imprezy kulturalne.

… a potem jeszcze gorzej

Sytuacja uległa radykalnej zmianie po sfałszowanych wyborach prezydenckich i masowych protestach 2020 roku. Aresztowano wówczas czołowych działaczy ZPB, wśród nich Andżelikę Borys i Andrzeja Poczobuta. W grudniu 2021 roku pod zarzutem „ekstremizmu” grodzieński sąd zamknął portal internetowy Związku, zatrzymano, a następnie deportowano do Polski trzy działaczki, w tym dyrektorkę polskiej szkoły w Brześciu. Równolegle reżim podjął działania przeciwko polskim szkołom społecznym za szkodliwą działalność. „Prywatne przedszkola i szkoły półlegalne pod auspicjami indywidualnych przedsiębiorców, stowarzyszeń publicznych lub wyznaniowych były w większości wykorzystywane do celów politycznych, stały się rozsadnikami kolorowej rewolucji. A ich pracownicy i liderzy znaleźli się w destrukcyjnych organizacjach na różnych poziomach” – napisano w uzasadnieniu. W 2022 roku dwie ostatnie legalnie działające polskie szkoły zostały przekształcone w placówki rosyjskojęzyczne. W tym samym czasie Sąd Najwyższy Białorusi zadecydował o rozwiązaniu Polskiej Macierzy Szkolnej. W tej chwili nauka polskiego odbywa się przy parafiach, gdzie prowadzą ją działające legalnie stowarzyszenia. Władze na razie przymykają na to oko, ale pojawiły się informacje, że od lipca tego roku wszelkie zajmujące się pozaszkolną nauką organizacje będą musiały ubiegać się o państwową licencję. Gdyby do tego doszło, język polski będzie musiał zejść do podziemia.

Jest o czym rozmawiać

Wróćmy jednak do Andrzeja Poczobuta. Anna Maria Dyner, ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, uważa decyzję o jego zwolnieniu za jeden z sygnałów świadczących o tym, że białoruskie władze dążą do poprawy stosunków z Zachodem. Oczywiście nie za darmo. Amerykanie w zamian za niedawne wypuszczenie przez Łukaszenkę 500 opozycjonistów złagodzili antybiałoruskie sankcje, m.in. na stanowiącą bardzo istotną część gospodarki produkcję nawozów potasowych. Waszyngton jednocześnie nie ukrywa nadziei, że białoruscy sąsiedzi – Litwa i Polska – złagodzą swój stosunek do Mińska.

Występuje przeciw temu cytowany na początku Jan Rokita. Zdaniem komentatora nie ma co się łudzić, że Łukaszenka odwróci się od Rosji. To prawda. Czy jednak prozachodnich umizgów Mińska nie wykorzystać do targów, np. za pewne ocieplenie i ewentualną zgodę na tranzyt białoruskich nawozów – spokój na granicy i, a może przede wszystkim, złagodzenie antypolskich represji?


Maria Przełomiec
Specjalizuje się w tematyce związanej z państwami byłego ZSRR; w latach 1990–2006 była korespondentem Sekcji Polskiej BBC, a w latach 2007–2023 prowadziła na antenie TVP Info program Studio Wschód; dziś publicystka „Gościa Niedzielnego”

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 19/2026