Logo Przewdonik Katolicki

Dostrzec, usłyszeć, przyjąć

Weronika Frąckiewicz
Na zdjęciu Joanna Woloch z rodziną fot. Archiwum prywatne

Rozmowa z Joanną Woloch o pytaniach bez odpowiedzi, synodalnym głosie dla każdego i towarzyszeniu, które domaga się wcześniejszej wiedzy.

Jest Pani mamą dwójki dzieci z niepełnosprawnością intelektualną. Karina ma 19 lat i urodziła się z zespołem Downa, a 13-letni Tobiasz ma zdiagnozowany autyzm. Pamięta Pani emocje, które towarzyszyły narodzinom córki?
– To było jak totalne zderzenie się ze ścianą. Karina nie była zdiagnozowana podczas mojej ciąży, myślałam, że  urodzę zdrowe dziecko. To, co się wtedy czuje, trudno zamknąć w słowach, to tak jakby świat walił się na głowę. Kiedy kobieta jest w ciąży, największym marzeniem wszystkich dookoła jest to, aby dziecko było zdrowe. Po wstępnej diagnozie miałam poczucie, że obudziłam się w jakimś alternatywnym świecie, którego nie znałam. O osobach z niepełnosprawnością intelektualną nie wiedziałam prawie nic. Ostateczną diagnozę otrzymaliśmy po dziewięciu miesiącach, ponieważ na wyniki badania trzeba było czekać. W tle nieustannie towarzyszyły mi pytania: dlaczego akurat moje dziecko jest chore, przecież tyle się modliłam, tyle prosiłam. Pojawiło się poczucie winy i zastanawianie  się, a może zrobiłam coś nie tak, może zaniedbałam, nie dopatrzyłam. Bałam się mieć drugie dziecko, ale chciałam wierzyć, że Pan Bóg nie zrobi nam tego drugi raz, to nie może się powtórzyć. Dlatego potrzebni są też wrażliwi i mądrzy księża, którzy nie będą zero-jedynkowo wyjaśniać świata, ale będą wspierać w obliczu tak trudnych dylematów. Tobiasz urodził się zdrowy, a gdy miał trzy lata, zdiagnozowano u niego autyzm. To był dla mnie drugi cios, być może jeszcze gorszy niż ten pierwszy. Syn funkcjonuje o wiele niżej niż córka. W ramach tego, czym dysponowaliśmy, „stawaliśmy na rzęsach”, aby pomóc naszym dzieciom. Teraz najważniejsza jest dla mnie przyszłość i pytanie: jak ją zabezpieczyć zarówno im, jak i nam, kiedy nie będziemy mieć już siły, aby na bieżąco walczyć. Pytanie, „co będzie z moimi dziećmi jak nas zabraknie?”, wciąż siedzi w mojej głowie.

PK-48.jpg

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 48/2021, na stronie dostępna od 05.01.2022

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki