Logo Przewdonik Katolicki

Dom, nie śmieci

Monika Białkowska
fot .Stefano Montesi/Corbis Getty Images

Afryka jest prekursorem technicznych nowinek. Uchodźcy odkrywają biznes przyszłości. To ubodzy dają nam szkołę ekologicznego myślenia – i znajdują sposób na wszechobecny plastik.

Dwie szopy zbite ze starych desek i najróżniejszych kawałków blachy, niektóre sprawiają wrażenie, jakby pochodziły z rozciętych beczek. Dach z takich samych łat jak ściany. Okien nie ma żadnych. Daszek nad wejściem z jednej strony podparty nieoheblowaną deską, z drugiej zwyczajnym kijem. Podłoga z klepiska. Przed domem palenisko zrobione z jakiegoś starego sprzętu AGD: ot, cegły ułożone w obudowie starego piekarnika, na nich rozpalony ogień. To dom, w którym mieszka 46-letnia Anna Maria Marañón, chora na raka, i jej 17-letni syn, który w wyniku choroby stracił jedną nogę. Jest XXI wiek, wiek lotów na Marsa, sztucznych narządów, modyfikacji genetycznych i drukarek 3D. Pani Annie, kiedy pada, deszcz leje się na głowę tak, że wszystko w domu po prostu pływa.
 
Wszystko przez bałagan
Ingrid Vaca Diez z La Paz z wykształcenia jest prawnikiem, ale kocha kuchnię – spędza w niej mnóstwo czasu, przygotowując fantastyczne wypieki. Nie to jednak sprawiło, że odzywają się dziś do niej ludzie z całego świata. Wszystko zaczęło się od butelek, które odkładała na podwórku za domem dla kobiety, która żyła z ich zbierania i która odbierała je od Ingrid raz w tygodniu. Pewnego razu jednak kobieta zachorowała i butelek zrobiło się niebezpiecznie dużo – na tyle, żeby wyprowadzić z równowagi męża Ingrid. Mruknął wówczas, że wystarczyłoby tego bałaganu na budowę domu. Mniej więcej w tym samym czasie Ingrid została zaproszona do szkoły, gdzie rozmawiała z dziećmi. Mała Claudia pytana o wymarzony prezent na Boże Narodzenie odpowiedziała, że chciałaby mieszkać w domu, który nie jest z kartonów i w którym deszcz nie pada na głowę. Ingrid połączyła fakty, które z pozoru nie nadawały się do połączenia. Uznała, że wybuduje dziewczynce dom z butelek. Wiedziała, że to jest możliwe, choć nieco szalone. Wcześniej zdarzało jej się z butelek robić krzesła czy fotele, więc uznała, że i dom powinien się udać. Po kilkunastu latach ma już fundację i grupę wolontariuszy, ma doświadczenie i kilkadziesiąt zbudowanych domów na koncie. Na początku lutego zaczęła pracę nad kolejnym: nad domem dla Anny Marii.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 7/2020, na stronie dostępna od 03.03.2020

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki