Logo Przewdonik Katolicki

Kościół w obronie rozumu

Tomasz Królak
fot. Magdalena Bartkiewicz

Chciałbym rozmowy o tym, co nas różni. Bo wiadomo, że obecny stan tymczasowego „przyczajenia” obydwu stron wcześniej czy później eskaluje – w mediach lub na ulicy

Polacy nie potrafią już ze sobą rozmawiać – pisałem tu niedawno, omawiając burzę wokół konwencji stambulskiej. I oto mamy nieuchronną tego konsekwencję: ten nieszczęsny „dialog” pełen jadu, obraźliwych sformułowań i agresywnych oskarżeń, z internetu wylał się na ulicę. A to za sprawą bezrozumnych prowokatorów, wirtuozów mowy o szacunku i tolerancji, którzy atakując figurę Chrystusa na warszawskim Krakowskim Przedmieściu,  z premedytacją zaprzeczyli swoim wzniosłym deklaracjom. „Nigdy więcej błagać o #szacunek i #litość. To miasto jest nas wszystkich. J...e się ignoranci” – napisali miłośnicy tolerancji. Ta prowokacja miała zaboleć. I zabolała. Ale widocznie wrażliwość aktywistów LGBT jest lepsza niż moja. Tak czy inaczej, każdemu, kogo dotknął widok flagi LGBT na pomniku Chrystusa oraz treść ordynarnej agitki, ich autorzy powiedzieli, że ich wrażliwość jest ważniejsza. Hm, twój ból jest lepszy niż mój?
Kolejne, agresywne zachowania aktywistów LGBT i ich sympatyków spotkały się z reakcją policji, co z kolei wzburzyło kibicujące im media. Dla nich natychmiast stali się męczennikami wolności, których dopadła autorytarna władza. Naprawdę, nie trzeba być fanem PiS, by taka wykładnia śmieszyła do łez.
Ale, jakkolwiek jestem przekonany, że zachowania tęczowych bojówek były aktami wandalizmu, ich warszawski manifest – wzorem  nietolerancji, zaś realizacja postulatów LGBT oznaczałaby rozkład cywilizacji, to chciałbym rozmowy o tym, co nas różni. Bo wiadomo, że obecny stan tymczasowego „przyczajenia” obydwu stron wcześniej czy później eskaluje – w mediach lub na ulicy. Ten podział jest porażką nas wszystkich, bo stanowimy jedno społeczeństwo. Chciałbym więc, by możliwa stała się rozmowa, podczas której każda ze stron wypowiedziałaby spokojnie to, co stanowi rdzeń jej przekonań. Zapewne się nie przekonamy, ale na pewno może lepiej poznamy.
Może stworzenie takiej płaszczyzny do rozmowy powinno być dziś zadaniem Kościoła? To jest, przyznaję ryzykowne, ale czy próba wyjścia do bliźniego, bez gniewu i uprzedzenia, w imię miłości bliźniego nie jest ryzykiem o rysach ewangelicznych? W żadnym więc razie nie widziałbym w tym groźby rezygnacji przez Kościół z wartości, lecz przeciwnie: szansę na to, by stały się one dostrzeżone także przez tych, dla których nauczanie Kościoła jest równie racjonalne co czarna magia.
Bardzo często bowiem argumenty, jakimi w odniesieniu do wyzwań współczesności posługuje się Kościół, są z góry dyskwalifikowane przez oponentów jako wywodzące się „tylko” z wiary, a więc pozbawione waloru naukowej weryfikacji. Tymczasem wypowiadając się na temat różnych wyzwań cywilizacyjnych, Kościół ochoczo sięga do nauki, w dodatku – wbrew panującym stereotypom – czyni to częściej aniżeli piewcy postępu i orędownicy przemian społecznej mentalności. Przypominają się słowa papieża Benedykta XVI, który zwracał uwagę, iż w dzisiejszych czasach Kościół pozostaje jednym z nielicznych obrońców myślenia racjonalnego. Myśl, która trąci paradoksem i urzeka prawdą.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki