Jaki to znak?

Dlaczego środowiska katolickich publicystów wspierają banalny i nieprawdziwy przekaz, że Kościół w Polsce piętnuje homoseksualistów?


Czyta się kilka minut

Zdumienie i konsternacja. Szok i niedowierzanie. Nie mam pojęcia, co skłoniło publicystów z „Więzi”, „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego” do uczestnictwa w kampanii „Przekażmy sobie znak pokoju”. Organizatorzy: Kampania Przeciw Homofobii, Wiara i Tęcza, oraz Tolerado tłumaczą, że jest to pierwsza w Polsce kampania społeczna, w którą – na zaproszenie organizacji LGBT – włączyli się przedstawiciele środowisk katolickich. Ideą jest przypomnienie wierzącym, „że z wartości chrześcijańskich wypływa konieczność postawy szacunku, otwarcia i życzliwego dialogu wobec wszystkich ludzi, także homoseksualnych, biseksualnych i transpłciowych”. To wiem, zgadzam się, za przypomnienie dziękuję.
Piszą też organizatorzy, że „ludzie wierzący w coraz większym stopniu dostrzegają problem wykluczenia osób homoseksualnych i widzą potrzebę działania na rzecz zmiany tej sytuacji”. Twierdzą dalej, że „droga do osiągnięcia pełnego uczestnictwa w rzeczywistości społecznej prowadzi przez dialog z ludźmi wierzącymi”. Hm, tu już zaczynają się schody, budzą się niepokoje. O jaką „zmianę sytuacji” chodzi? Jak rozumieć „pełne uczestnictwo”?
O ile jednak deklaracje programowe kampanii budzą tylko niepokój, o tyle zamieszczone na stronie nagrania wideo wywołują zdecydowany sprzeciw. Oto bowiem zarówno zaangażowani w kampanię publicyści, jak i osoby żyjące w związkach homoseksualnych domagają się de facto moralnej i prawnej akceptacji dla takich par.
Wbrew nazwie całej inicjatywy nie chodzi tu więc o „przekazanie znaku pokoju”. W istocie bowiem ta znana formuła liturgiczna użyta została jako forma łagodnej perswazji na rzecz odrzucenia nauczania Kościoła o homoseksualizmie. Kościół naucza, że czyny homoseksualne są nieuporządkowane wewnętrznie i jako takie nie mogą być w żadnym wypadku aprobowane, zaś osoby homoseksualne są powołane do czystości. Jednocześnie w swych dokumentach zwraca uwagę na duszpasterskie potrzeby takich osób i konieczność objęcia ich troską, a także przestrzega przed poddawaniem osób homoseksualnych dyskryminacji.
Kościół potępia czyny homoseksualne, ale nie osoby o takich skłonnościach. Po drugie zaś, jakkolwiek jego nauczanie sprzeciwiające się czynom homoseksualnym wywiedzione jest z Pisma Świętego, to zawiera także szereg argumentów z różnych dziedzin nauki: biologii, psychologii, prawa, antropologii. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat doczekaliśmy się kilku naprawdę ważnych opracowań, w których Kościół poddał kwestię homoseksualizmu wnikliwej i wszechstronnej analizie (by wspomnieć choćby Deklarację Kongregacji Nauki Wiary Persona humana z 1975 r. i „Uwagi dotyczące projektów legalizacji prawnej związków między osobami homoseksualnymi” z 2003, nie mówiąc o ważkich passusach w Katechizmie Kościoła katolickiego z 1992 r.).
Nie mogę pojąć, dlaczego dla katolickich publicystów nauczanie Kościoła zdaje się nie stanowić tu żadnego punktu odniesienia? Dlaczego w imię tak bliskiego im (mnie także!) pojęcia dialogu nie podjęły się raczej trudu przybliżenia pełnej nauki Kościoła o homoseksualizmie środowiskom LGBT? Czyż nie są do tego wręcz zobowiązani? Dlaczego wspierają banalny i nieprawdziwy przekaz mainstreamu, że Kościół w Polsce piętnuje homoseksualistów? Dlaczego podsycają ich iluzje, że Kościół w Polsce zmieni kiedyś swoje „stanowisko” wobec homoseksualizmu (tak, jakby miał jakieś odrębne nauczanie w tej sprawie)? Dlaczego utwierdzają środowiska LGBT w błędnym przekonaniu, że Kościół ich „wyklucza”? Dlaczego zdają się nie dostrzegać, że w całej tej sprawie chodzi o kluczowe kwestie cywilizacyjne? Dlaczego nie widzą, że swoim działaniem de facto utrudniają dotarcie i zrozumienie nauki Kościoła przez środowiska LGBT, co trudno uznać za postawę odpowiedzialną, i to zarówno wobec tych środowisk, jak i wobec Kościoła? Cała sprawa jest więc bardzo smutna, ale i bardzo groźna.

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 38/2016