Spadku liczby księży nie trzeba się obawiać. To szansa dla świeckich

Upodmiotowienie świeckich nie dokonało się w sposób świadomy i dobrowolny w czasach powołaniowej prosperity, więc być może dokona się to teraz, gdy z roku na rok wyświęca się coraz mniej księży. Czas na przemodelowanie funkcjonowania Kościoła w Polsce.
Czyta się kilka minut
Tomasz Królak, dziennikarz KAI | fot. Magdalena Bartkiewicz
Tomasz Królak, dziennikarz KAI | fot. Magdalena Bartkiewicz

W tym roku wyświęcono w Polsce mniej niż 200 księży – podliczyła Katolicka Agencja Informacyjna. Zejście poniżej kolejnej granicy potwierdza widoczną od lat tendencję spadku liczby powołań. Czy to dla Kościoła w Polsce złe wieści? Niekoniecznie. Mniejsza liczba księży może, paradoksalnie, stać się impulsem odnowy Kościoła. Wszystko w naszych rękach.

O tym, dlaczego z roku na rok liczba święceń Polsce się zmniejsza, można by pisać dużo i analizować na różne sposoby. Przyczyn, dla których do seminariów zgłasza się coraz mniej młodych mężczyzn, jest bowiem wiele, a kryzys demograficzny jest tylko jednym z nich i być może wcale nie najważniejszym. Ale kwestia przyczyn to oddzielny temat.

Mówiąc o spadku liczby powołań i święceń kapłańskich w kategoriach szansy mam na myśli klika wątków. Pierwszy jest bardziej życzeniowy aniżeli oparty na realistycznych podstawach, ale o nim wspomnę. Otóż, decyzja o kapłaństwie kosztuje dziś, jak wiadomo, zdecydowanie więcej niż w latach powołaniowego boomu sprzed kilkudziesięciu lat. Ten koszt jest dziś wyższy, bez dwóch zdań – bo inna jest Polska (bardziej światopoglądowo zróżnicowana i mocniej zeświecczona), inny Kościół (mniej masowy, przeżywający spektakularne spadki praktyk religijnych), inny typowy kandydat do seminarium (bardziej kruchy psychicznie, wahający się co do decyzji wiążących na całe życie). Może więc ktoś, kto dziś decyduje się, by poświęcić życie kapłaństwu, będzie bardziej wiarygodnym, radykalnym, oddanym życiu duchowemu świadkiem Pana? 

Drugim wątkiem, dla którego spadek liczby święceń nie budzi we mnie trwogi, jest nadzieja na umiędzynarodowienie kadry duchowieństwa pracującego w Kościele nad Wisłą. Nieprędko to zapewne zobaczymy, ale widok afrykańskich czy azjatyckich kleryków studiujących w polskich seminariach nie jest już tak nadzwyczajny. Owszem, wielu z nich po ukończeniu seminarium w naszym kraju powraca do swojej ojczyzny, niemniej coraz częściej słychać nadzieję (zwłaszcza z ust tych polskich biskupów, którzy kiedyś sami byli misjonarzami), że duchowni z dalekich krajów zostaną u nas na dłużej. Chciałbym, aby tak się stało. Nie tylko dlatego, że mogliby oni wypełnić luki „kadrowe”, ale z tej racji, że z pewnością wnieśliby do naszej religijnej rzeczywistości swoje doświadczenie bycia katolikiem, wzbogacając nas intelektualnie, poznawczo, a przede wszystkim – duchowo.

Ale kiedy mówię o tym, że obecne, spadkowe tendencje, mogą być, paradoksalnie, impulsem odnowy Kościoła, to mam na myśli nadzieję na upodmiotowienie świeckich. I myślę sobie tak: jeśli, niestety, nie dokonało się ono w sposób świadomy i dobrowolny w czasach powołaniowej prosperity, to być może dokona się to teraz, gdy sytuacja robi się nieco bez wyjścia? Księży jest coraz mniej, średnia wieku stale się podnosi. Wymusi to szereg zmian – choćby łączenie mniejszych parafii. 

Od pewnego czasu uroczyście artykułowane przez duchownych nadzieje na przebudzenie się świeckich brzmią niczym rutynowe zaklęcia, głoszone bardziej dlatego, że tak wypada, zwłaszcza po Soborze, aniżeli z przekonaniem, że trzeba robić wszystko, by wykorzystać bogactwo tego potencjału dla życia całej wspólnoty. Dlaczego, na przykład (by odwołać się do tego, co najbardziej widoczne) tylko w czterech spośród 44 polskich diecezji rzecznikami prasowymi są osoby świeckie? Ilu jest świeckich szefów katolickich rozgłośni? A ilu dyrektorów diecezjalnych Caritas? Co mają do powiedzenia świeccy w zwyczajnych polskich parafiach?

Tymczasem każdy w Kościele powinien zajmować się tym, co potrafi najlepiej. Czas na „remanent”. Kościół w Polsce czeka administracyjna i duszpasterska rewolucja. Na tę akurat spoglądam bez trwogi, a nawet z nadzieją.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 24/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Mniej księży? Bez trwogi