Logo Przewdonik Katolicki

Żniwo wielkie i termometr

ks. Artur Stopka
Fot.

Po raz pierwszy od lat liczba alumnów seminariów diecezjalnych w Polsce spadła poniżej czterech tysięcy. Liczba seminarzystów zakonnych jest porównywalna do ubiegłorocznej, natomiast nadal utrzymuje się gwałtowny trend spadkowy i coraz mniej kobiet wstępuje do zakonów.

 

 

„Po raz pierwszy od lat liczba alumnów seminariów diecezjalnych w Polsce spadła poniżej czterech tysięcy. Liczba seminarzystów zakonnych jest porównywalna do ubiegłorocznej, natomiast nadal utrzymuje się gwałtowny trend spadkowy i coraz mniej kobiet wstępuje do zakonów”.

 

 

Tak wyglądają dane z najnowszych statystyk opracowanych przez Krajową Radę Duszpasterstwa Powołań za rok 2009. Nadal za wcześnie, aby bić na alarm czy już można? A właściwie, czy już trzeba?

Od kilku lat polskie media informują, że spada liczba powołań. Pierwszy poważny sygnał pojawił się w roku 2006, kiedy formację w seminariach duchownych rozpoczęło około stu kandydatów mniej niż rok wcześniej. Nikt jednak nie podnosił w Kościele katolickim w Polsce alarmu, ponieważ wszystko wskazywało na to, że po prostu sytuacja wraca do normy po jednorazowym wzroście kojarzonym ze śmiercią Jana Pawła II. Również rok później, gdy liczba kandydatów do seminariów zmalała o kolejne 140 osób, nerwowe reakcje niektórych publicystów tonowane były spokojnymi wypowiedziami, mówiącymi o kilkuprocentowych (6-7 proc.) fluktuacjach i prawach statystyki. W następnych latach malejące liczby młodych Polaków odpowiadających na Boże wezwanie tłumaczono m.in. niżem demograficznym.

 

Niż niżem, ale ponad 50 proc.?

Tego argumentu nie należy lekceważyć. Autorzy alarmistycznych tekstów o kryzysie powołań w naszych seminariach duchownych raczej nie czynili porównań z sytuacją w innych uczelniach. Tymczasem według danych Głównego Urzędu Statystycznego z roku na rok zmniejsza się w Polsce liczba studentów. W 2009 r. z 3,6 mln spadła ona do 3,3 mln. Według prognoz w roku 2015 żaków ma być tylko 2,8 mln. Czyli nie tylko w seminariach duchownych na pierwszy rok zgłasza się w ostatnich latach mniej chętnych.

Czy można wobec tego spokojnie czekać, aż nadejdą czasy nowego wyżu demograficznego i budować nadzieje, iż wrócimy do sytuacji z lat 90. ubiegłego stulecia, w których nastąpił wzrost liczby polskiego duchowieństwa prawie o 20 proc.?

Raczej nie. Ponieważ żyjemy w czasach ogromnych zmian w mentalności polskich katolików. Zmian odbijających się również w gotowości do odpowiadania na głos powołania. Co prawda w seminariach diecezjalnych i zakonnych nie widać gwałtownego spadku (w ubiegłym roku zgromadzenia męskie odnotowały nawet niewielki wzrost liczby kandydatów), ale jedynie tendencję spadkową, to jednak w zakonach żeńskich sytuacja jest zupełnie inna. Tutaj, jak wynika z analizy przedstawionej na początku lutego br. przez Katolicką Agencję Informacyjną, w ciągu dziesięciu lat spadek liczby kandydatek pukających do bram klasztorów i domów zgromadzeń znacząco przekroczył 50 proc. i jest coraz gwałtowniejszy.

 

Atrakcyjny jak ksiądz

Nie ma żadnych gwarancji, że zjawisko obserwowane w ostatniej dekadzie wśród dziewcząt w najbliższych latach nie przeniesie się w podobną siłą na wybierających drogę życiową młodych mężczyzn.

W zeszłym roku bp Wojciech Polak, stojący na czele Krajowej Rady Duszpasterstwa Powołań, wśród przyczyn spadku powołań wymieniał obok niżu demograficznego i mniejszej liczby maturzystów oraz nadal trwających wyjazdów młodzieży za granicę w poszukiwaniu pracy, także nowe zjawiska. Wskazał m.in. na coraz większe trudności ze strony rodziców z przyjęciem decyzji o wstąpieniu do seminarium czy zakonu ich dziecka. W opinii Rady na spadek powołań ma również wpływ niekorzystny medialny wizerunek Kościoła, a zwłaszcza „agresywne, jednostronne przedstawianie i nagłaśnianie wewnętrznych problemów Kościoła”. Od niektórych przełożonych seminaryjnych i samych alumnów można w ostatnich latach usłyszeć o „kulturze lub cywilizacji antypowołaniowej”.

Wydaje się, że warto dodać jeszcze jeden powód, na który zwracają uwagę niektórzy analitycy. Wskazują oni na radykalny spadek „atrakcyjności” wyboru życiowej drogi w kapłaństwie lub zakonie. Wiąże się to z dokonującą się aktualnie zmianą pozycji duchownego (potocznie rozumie się pod tym terminem również siostry zakonne) w polskim społeczeństwie i stopniową ewolucją oczekiwań, jakie pod jego adresem są kierowane. Kiedyś wybór sutanny czy habitu kojarzony był dość powszechnie ze społecznym awansem. Dzisiaj młody człowiek otrzymuje liczne propozycje osiągnięcia życiowego sukcesu znacznie łatwiejszą drogą.

 

Między świadectwem a billboardem

Działająca w ramach zakończonego niespełna dwa lata temu Synodu Archidiecezji Poznańskiej Komisja ds. Powołań do Kapłaństwa i Życia Konsekrowanego, analizując przyczyny niewystarczającej liczby powołań, wskazała na brak świadectwa wiary w codziennym życiu wiernych, kryzys rodziny, niedomagania duszpasterstwa młodzieży, konsumpcyjny styl życia i ograniczone możliwości kształcenia się młodzieży. „To wszystko utrudnia młodzieży podjęcie pozytywnej odpowiedzi na głos Boga wzywający do kapłaństwa i życia konsekrowanego” - stwierdziła Komisja i opierając się na tej diagnozie, wskazała niezbędne środki zaradcze, w których często w odniesieniu do kapłanów, konsekrowanych i wiernych świeckich, powtarza się słowo „odpowiedzialność”. To ważne, ponieważ można odnieść wrażenie, że świadomość odpowiedzialności za to, ilu i jacy będą przyszli księża, zakonnicy i zakonnice, nie jest dzisiaj u polskich katolików zarówno świeckich, jak i duchownych, wysoka.

Kolejne bardzo istotne wskazanie skierowane jest wprost do kapłanów i osób konsekrowanych. „Muszą oni pogłębiać w sobie świadomość, że świadectwo ich życia ma ogromne znaczenie dla działalności powołaniowej”. Dzisiaj młodzi ludzie są bardzo wyczuleni na autentyczność życiowej postawy u ludzi Kościoła. I chociaż z pewnością warto sięgać w działaniach na rzecz budzenia powołań po nowoczesne środki reklamowe, z internetem, billboardami i telebimami włącznie, jak to czynią już w Polsce niektóre zgromadzenia zakonne, to jednak „powołaniowa” efektywność rzetelnego świadectwa życia konkretnego księdza czy konkretnej zakonnicy zapewne nadal będzie o wiele większa (i tańsza).

 

Jakościowy skok

Podobnego zdania jest również bp Polak, który stwierdził, że „obecna sytuacja powołaniowa stanowi poważny sygnał dla duszpasterstwa rodzin i młodzieży”. Według niego potrzeba obecnie „jakościowego skoku” w funkcjonowaniu parafii, zwłaszcza w duszpasterstwie dzieci i młodzieży, a także „bardziej przekonującego i radosnego świadectwa wierności własnemu powołaniu ze strony księży, osób konsekrowanych oraz rodziców – zwłaszcza w obliczu niedawnych odejść znanych księży i zakonników”.

Nowe formy duszpasterstwa dzieci i młodzieży wprowadzane przed laty przez Sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego zaowocowały m.in. wieloma powołaniami kapłańskimi i do życia konsekrowanego. Wydaje się, że dzisiaj, po kilkudziesięciu latach, stoimy w obliczu potrzeby zrobienia w tej dziedzinie kolejnego kroku. Przede wszystkim trzeba znaleźć sposób, aby skutecznie połączyć z duszpasterstwem katechezę szkolną. Nauczenie religii w szkole i życie parafii potrzebują więcej niż dotąd punktów stycznych. Nie mogą pozostawać osobnymi bytami. Niezbędne wydają się również nowe formy duszpasterskie, które angażowałaby media, a zwłaszcza tzw. nowe media.

Bp Polak stwierdził kiedyś, że liczba tych, którzy zgłaszają się do domów formacyjnych, to „termometr” życia religijnego w rodzinie oraz jakości wspólnoty parafialnej i poszczególnych grup formacyjnych. Trudno się z tym nie zgodzić. Akurat w tej dziedzinie przydałoby się nam chyba ocieplenie.

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki