Logo Przewdonik Katolicki

Towarzysząc, można zrozumieć

Weronika Frąckiewicz
ilu. Vadim_FL/Adobe Stock

Z Weroniką i Judytą o braku prostych rozwiązań, homoseksualizmie jako elemencie drogi i Ewangelii, która wypełnia się w spotkaniu

W grudniu 2019 roku, nakładem wydawnictwa 2ryby, ukazała się książka Zaplątani w pożądanie. Pierwszy raz opowiedziałyście w niej historię swoich skłonności homoseksualnych. Jako osoby zaangażowane w życie Kościoła zrobiłyście odważny krok, idąc pod prąd współczesnym trendom.
Weronika: – Książka była owocem naszych wielu modlitw i pragnień. Chciałyśmy podzielić się nadzieją z tymi, którzy są w Kościele, a borykają się z niechcianymi skłonnościami homoseksualnymi. Bóg tak pokierował naszymi drogami, że z głębokiej, spontanicznej rozmowy z jednym z kapłanów zrodził się pomysł na wywiad, który ostatecznie przyjął formę książki. Jest to zapis trzech rozmów: z mężczyznami borykającymi się z problemem uzależnienia od seksu, a także z kobietami i mężczyznami o skłonnościach homoseksualnych. Nam zależało, aby ludzie, których temat homoseksualizmu nie dotyczy, jak i ci, dla których jest codziennością, zwrócili uwagę na zmagania kobiet homoseksualnych, które chcą dochować wierności Bogu. Temat jeśli jest poruszany w Kościele, to głównie w kontekście męskim. A przecież nasza seksualność i emocjonalność jest przeżywana zupełnie inaczej niż męska. Źródła i mechanizmy są podobne, ale ostatecznie dość mocno się od siebie różnimy. Chciałyśmy przez tę książkę dać nadzieję i pokazać, że droga osoby ze skłonnościami homoseksualnymi w Kościele prowadzi do pięknych owoców w życiu. Podczas tej mentalnej i duchowej podróży odkryłyśmy, że walka o wierność Bogu poszerza nasze życie całkowicie, pokazuje nam głęboką prawdę o tym, kim jesteśmy i do czego nas zapragnął Bóg, co w nas złożył, jakie są nasze talenty i…słabości.
Judyta: – Chcemy mówić o drodze, której przebieg i cel znany jest tylko Bogu. Naszym celem nie jest dawanie ludziom zmagającym się ze swoją homoseksualnością prostych rozwiązań, bo takich nie ma. Oczywiście wierzymy w nieograniczoną moc Bożą, ale nasze doświadczenie, nie tylko w kontekście homoseksualizmu, pokazuje, że zdecydowanie częściej Bóg działa poprzez proces, a każda droga jest wyjątkowa.
 
Odnajdujecie się w świadectwach osób ze skłonnościami homoseksualnymi, które można spotkać w internecie i katolickich gazetach?
J.: – Szczerze mówiąc, ja nie znajduję wielu świadectw na temat tej drogi. Czasami toczą się dyskusje o zagrożeniach, jakie niesie LGBT+, ale nie spotykam świadectw osób, które chcą dochować wierności Bogu, jednocześnie doświadczając takiej trudności. Zawsze brakowało mi takich historii, pokazania drogi i procesu.
W.: – Razem z Judytą jesteśmy gdzieś pomiędzy rozwiązaniami proponowanymi przez pewne środowiska kościelne a nurty LGBT+. Z jednej strony słyszymy przekonywania, że w każdym przypadku możliwa jest całkowita zmiana orientacji, a z drugiej strony środowiska LGBT+ twierdzą, że takie się urodziłyśmy i  już, odbierając nam tym samym szansę rozwoju. Dlatego stoimy w obliczu pytania o głęboki sens czystości. Przede wszystkim jednak mamy świadomość, że naszym głównym celem jest zbawienie, a nie tak czy inaczej pojęty sukces, nawet gdyby to miało się wiązać z brakiem podejmowania aktywności seksualnej do końca życia.
 
Czyli nie wpisujecie się w żadne proponowane rozwiązania dla osób doświadczających homoseksualizmu. Jak zatem definiujecie drogę, o której chcecie mówić?
J.: – Widzę, jak bardzo Bóg  uczy mnie bycia wolną od oczekiwań wobec samej siebie i swoich życiowych planów. Dostałam Dekalog i przykazanie miłości i to jest mój GPS, który mnie prowadzi, bym się nie zgubiła. Latami pragnęłam rodziny, to była moja jedna z dwóch motywacji, by walczyć o siebie. Gdy według mnie czas na to minął, odpuściłam i oswajałam się z życiem singielki. I właśnie wtedy Bóg wkroczył i postawił mężczyznę na mojej drodze, z którym uczę się budować relację. Każdy ma jednak swoją indywidualną drogę i własne tempo, dlatego ważne jest, by w podejściu do osoby ze skłonnościami nie stosować uproszczeń.
W.: – W książce Zaplątani w pożądanie mówimy więcej o tym, czym jest dla nas zdrowie, którym możemy cieszyć się już dziś. Z perspektywy ponad dziesięcioletniego przedzierania się w głąb, do źródeł skłonności homoseksualnych, mogę powiedzieć, że dotarłam do głębi mojej kobiecej tożsamości. A wiara w to, że Bóg będzie wierny swoim obietnicom w stosunku do mojego życia, nie pozwalała mi się zatrzymać. Dziś widzę, że On uzdrawia moje relacje z mężczyznami, ale także prowadzi szeroką drogą do wspólnoty życia osób oddanych Bogu w świecie. Odkrywam, że taki kierunek, w odróżnieniu od życia zakonnego, od dawna był moim pragnieniem. Bezcenny na tej drodze jest dla mnie każdy świadek wiary, który wskazując na Boga, wierzył we mnie i przyjmował mnie w tym punkcie, w którym właśnie byłam. To ważne, by nie dać się zamknąć w ramkach, hasłach, rolach. Moje przynależenie do Boga jako Jego córki daje mi wciąż siłę, żeby iść w głąb, odróżniać się i rozwijać swoją niepowtarzalność.
 
Mam wrażenie, że temat homoseksualizmu, pośród wszystkich tematów drażliwych, jest jednym z najtrudniejszych. Przypuszczam, że stąd te głośne hasła o ideologii LGBT+. Wolimy mówić o pewnym koncepcie niż o osobie, bo jest dalej i bezpośrednio nas nie dotyczy. To, co trudne prościej ubrać w majaczące na horyzoncie zagrożenie niż w historię konkretnego człowieka.
J.: – Nie powiedziałabym, że majaczące. Hasła głoszone przez LGBT+ są naprawdę zagrożeniem. Wystarczy popatrzeć na Zachód. Tu chodzi o rzeczywisty nacisk na zmianę koncepcji rodziny, co w konsekwencji prowadzi do jej zniszczenia. Możemy także zaobserwować ogromne niebezpieczeństwo wprowadzania edukacji seksualnej najmłodszych, która promuje kulturę różnorodności w obszarze seksualnym. Uznawanie niektórych postulatów LGBT+ za słuszne, bez szerokiego spojrzenia na źródła i konsekwencje, uważam za nieprzemyślane i nieodpowiedzialne. Mam historię skłonności homoseksualnych i wydaje mi się, że mam pełne prawo zabrać głos w tej sprawie. Każdej osobie należy się szacunek. I każda osoba, również doświadczająca skłonności, powinna mieć prawo do decydowania o tym, jak będzie je przeżywała i jaki styl życia wybierze. Jestem daleka od zmuszania kogoś do pójścia drogą, którą ja idę. Również wśród moich znajomych są osoby żyjące w związkach homoseksualnych i szanuję to. Ale co innego jest decyzja kogoś o podjęciu takiego stylu życia, a co innego zmuszanie innych, by uznali to za standard. Trzeba wyraźnie oddzielić osoby promujące ideologię od osób, które żyją w związkach  homoseksualnych, ale nie robią tego publicznie, starając się osiągnąć określone cele, bądź stając się, często nieświadomie, narzędziami do ich osiągnięcia. Ja żyłam w związkach, ale wiedziałam, że to nigdy nie będzie tożsame ze zdrową rodziną.
W.: – Żeby zobaczyć człowieka, a nie tylko ideologię, potrzebna jest, także w Kościele, bezpieczna przestrzeń do spotkania, wysłuchania. A tego bardzo brakuje.
J.: – To prawda, a przecież przyjęcie każdego człowieka wiąże się z przyjęciem go w tym momencie życia, w którym jest. Jezus właśnie takich osób się nie bał i do nich przychodził. Przyjął przecież Samarytankę z jej zawiłą historią. Potrzebna jest nam wszystkim postawa otwartości: chcę poznać twoją historię, chcę cię posłuchać, zapytać, gdzie teraz jesteś. Zostałam kiedyś zaproszona na zamknięte warsztaty na jednej z uczelni. Po zakończeniu jedna z sióstr zakonnych przyznała się, że bała się tego spotkania. Wyobrażała sobie, że przyjdzie ktoś prosto z parady równości. Uważała, że temat jest niewłaściwy, a osoby ze skłonnościami rozseksualizowane. Warto pamiętać, że problem homoseksualizmu nie dotyczy w gruncie rzeczy seksu. Tak naprawdę to problem całej dynamiki emocji, relacji, zależności, zranień. Jednocześnie niezwykłe jest to, jak  świadectwo i trochę faktów zmienia postrzeganie tematu. Nagle okazało się, że jestem normalnym człowiekiem, a za moją homoseksualnością stoi masa cierpienia, zranień i konkretnych historii.
 
Katechizm jasno mówi o przyjęciu osób homoseksualnych, Jezus pokazuje, jak przyjmować każdego, a tu i ówdzie w naszych wspólnotach słychać homofobiczne głosy. Czy coś idzie nie tak?
J.: – Moim zdaniem są dwie przyczyny tego problemu: nieprawidłowy obraz Boga i nieznajomość osób homoseksualnych. Kojarzymy je tylko z telewizji, z parad równości. Jeżeli patrzymy na Jezusa, to widzimy, że On przede wszystkim przyjmował z miłością i to właśnie Jego miłość sprawiała, że dana osoba decydowała się na zmianę życia. Zacheusz przyjęty z miłością, rozdaje swój majątek, celnik idzie za Nim, bo zobaczył miłość w Jego oczach. Jeśli zaczniemy od ,,ale Tobie nie wolno tak”, to nigdzie nie dojdziemy, to utracimy człowieka, bo nie przekazujemy mu tego, czym tak naprawdę jest chrześcijaństwo. Kapłani są pierwszymi osobami, które w sakramencie pojednania przyjmują człowieka. I często ich postawa jest kluczowa dla dalszej obecności osoby w Kościele. Jasne, że grzech jest grzechem, i tutaj nie ma dyskusji, ale samo powiedzenie: chcesz, to przyjdź pogadać, tu jest mój numer telefonu, zadzwoń, to już naprawdę wiele. Sama też czasem spotykałam się z taką postawą i wtedy otwierał się przede mną nowy świat.
 
Podziwiam Was za odwagę mówienia o swojej homoseksualności. A z drugiej strony obawiam się, czy Wasz głos nie zginie w dyskusji, która się toczy. Macie jakiś pomysł, jak się przebić?
J.: – Nie chodzi o to, by stanąć po drugiej stronie barykady z treściami anty-LGBT+. Bóg mnie uczy pokory i może tu chodzić naprawdę o jednego człowieka, który przeczyta ten artykuł i dostanie sił, aby dziś powstać. Po ludzku trudno to przyjąć, dla Boga to ma sens …i dla tego człowieka. W wielkiej polityce i we wzajemnych wojenkach gubi się człowieka, który jest pośrodku i nie wie, jak iść. Chcę tylko zaświadczyć, że Bóg może uczynić rzeczy niemożliwe, że ta walka z pokusą ulegania skłonnościom ma ogromny sens, i to już tu na ziemi, nie tylko w życiu wiecznym.
W.: – To prawda, a w tej drodze istnieje ogromna potrzeba towarzyszenia zarówno księży, jak i osób świeckich.  Nie można osobie, która przychodzi, powiedzieć: ,,tak nie możesz żyć”, a potem zostawić ją samą. Cały czas myślimy, co zrobić, aby stworzyć bezpieczną przestrzeń dla człowieka, który właśnie kończy związek albo potrzebuje oddechu. Byłoby genialnie, gdyby taka przestrzeń mogła powstać w końcu w Polsce,  aby takie kobiety i mężczyźni mogli bezpiecznie przyjechać i po prostu pobyć z Jezusem, a także z drugim człowiekiem. Marzeniem naszym jest, aby towarzyszący takim osobom usłyszeli, czym ta droga jest. Nie możemy w Kościele zatrzymać się tylko na tym, że dajemy osobie prawo być homo albo nie. Problem leży o wiele głębiej.
 
Tylko aby wspierać, trzeba wiedzieć, jak to robić.
W.: – Czasem niewiele potrzeba, żeby takiej osobie pomóc. Wystarczy wskazać na literaturę, powiedzieć, że nad tym można pracować. Albo powiedzieć o naszej historii, podać kontakt do naszej grupy wsparcia (do.serca@yahoo.com), który można znaleźć też w książce. Warto również uświadomić młodej kobiecie, że jednorazowe zakochanie w dziewczynie nie oznacza homoseksualizmu do końca życia. Taka osoba, mając także doświadczenie terapeutyczne, jest w stanie udźwignąć to i pójść dobrą drogą. Pojawiła się zwrotnica pozwalająca przestawić się na właściwy kierunek. To nie oznacza, że cały czas się będzie w nim podążać bez upadków, ale pokazanie innej możliwości jest nieocenione.
 
Wielu z moich znajomych zaangażowanych w życie Kościoła ma dzieci w wieku nastoletnim. A to jakieś dziecko przyniesie tęczową flagę do domu na znak sympatii z ruchami LGBT+, a to córka opowiada, jak widziała całujące się dziewczyny ze swojej klasy.
J.: – Wśród młodzieży charakterystyczny jest bunt młodzieńczy, to jest normalny trend. Kiedyś byli hipisi, a teraz jest bycie homo. Niestety ,,zabawa” w homoseksualizm to stąpanie po cienkim lodzie. Dzieci są teraz mocno poranione. Te zranienia są podatnym gruntem na rozwój niewłaściwych zachowań, a w konsekwencji stawanie się osobą o orientacji homoseksualnej. A coraz bardziej widoczna jest presja wśród młodzieży, by wypróbować także seksualnie, jak to jest być homo. Nie można zapominać, że każde takie doświadczenie seksualne pozostawia trwałe ślady. Wewnątrz naszych wspólnot powinny wytworzyć się sieci wsparcia, także dla rodziców i bliskich osób ze skłonnościami.
W.: – Dziękując za rozmowę, chciałybyśmy jeszcze raz zachęcić do sięgnięcia po książkę Zaplątani w pożądanie. Mamy nadzieję, że stanie się ona pomocą zarówno dla osób, których ten temat bezpośrednio dotyczy, jak i dla wszystkich, którzy im towarzyszą.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki