Logo Przewdonik Katolicki

Kościół a osoby ze skłonnościami homoseksualnymi

fot. AMY__LV/Adobe Stock

Trwa dyskusja na temat ideologii LGBT. W „Przewodniku Katolickim” sprzeciwiamy się tej ideologii, pokazując jej zgubne skutki dla człowieka i przyszłości rodzin. Jednocześnie dostrzegamy, że język tego sporu jest niewystarczający i że umyka nam w nim to, co jest być może najważniejsze – doświadczenie i rozterki konkretnego człowieka. Dlatego proponujemy inne spojrzenie na problemy osób o homoseksualnych skłonnościach. Chcemy wsłuchać się w to, co one same chcą nam o sobie powiedzieć.

Zdajemy sobie sprawę, że sprowadzanie osób homoseksualnych (podobnie jak heteroseksualnych!) wyłącznie do ich seksualności jest krzywdzące i niepełne. Tym bardziej na uwagę zasługuje ten zapis rozmów, który pokazuje zmagania w odzyskiwaniu swojej wolności i tożsamości.
Rozmowy stanowią fragmenty książki Zaplątani w pożądanie, która ukaże się wkrótce nakładem wydawnictwa 2Ryby.pl. Wszyscy rozmówcy są anonimowi.
 
Część druga rozmowy opublikowanej w poprzednim wydaniu „Przewodnika”   
 
Z Judytą i Weroniką, przyznającymi się do skłonności homoseksualnych, o emocjonalnych zmaganiach związanych z wiernością Kościołowi i jego nauczaniu
Rozmawia  Jakub
 
Obie jesteście wierzące, praktykujące. Czy czujecie się częścią Kościoła? Jak się w nim układają losy takich ludzi, jak wy?
Judyta: Będąc zwykłą katoliczką, nie uczestnicząc w życiu żadnej wspólnoty, czułam się bardzo osamotniona. Nie czułam wsparcia Kościoła. Natomiast kilka lat temu dołączyłam do wspólnoty działającej przy parafii i zaufałam tam jednej osobie, od której później uzyskałam wsparcie i regularne towarzyszenie. Do tego momentu doświadczałam jednak tylko negatywnych, ogólnych wypowiedzi w stosunku do zachowań homoseksualnych. One niestety często przeradzały się w negację całego człowieka.
 
Czyli hasła: „Przestań być homoseksualistą”…
Judyta: Tak, albo raczej: „Homoseksualistom mówimy nie”. Więc pytałam siebie – co ja robię w tym Kościele? Dlaczego o osobach odczuwających skłonności mówi się w nim tak, jakby były gdzieś daleko, poza Kościołem? Tymczasem ja stałam w środku i czułam się bardzo odrzucona i osamotniona. Bolało mnie to, co słyszałam. A jeszcze bardziej milczenie – czyli brak pomocy osobom w walce z niechcianymi skłonnościami. Była we mnie ogromna tęsknota, aby ktoś wyciągnął do mnie rękę. A z drugiej strony też bardzo mnie raniły słowa osób, które mnie przyjmowały i klepały po ramieniu, mówiąc: dobrze, jesteś taka, przyjmij to. A ja szukałam kogoś, kto będzie mi towarzyszył i powie mi: wierzę w ciebie i przyjmuję cię z tym, że na razie jesteś na tym etapie, na którym jesteś. Ale na tym droga się nie kończy.
Natomiast przy spowiedzi, która była dla mnie zawsze ogromną walką, chyba nigdy nie zostałam potępiona lub odrzucona. Dla mnie kapłan na początku był jedyną osobą, z którą mogłam o tym rozmawiać przy spowiedzi. I wiele zależało od jego podejścia. Na początku stały spowiednik był dla mnie wsparciem, aby wytrwale wyznawać ten sam grzech. Pomagało mi bardzo to, że mnie nie potępiał i zadziwiała mnie jego cierpliwość do mnie. I pomimo ciągłych nawrotów i upadków nie rezygnował z prowadzenia mnie.

Weronika:  Ja miałam szczęście po wielu próbach spotkać kapłana, który towarzyszył mi ponad trzy lata. Nie był jedynie figurą, miał w sobie też postawę ojca i w relacji z nim uczyłam się też ufać. Dla mnie było bardzo ważne to, że nie znika i jest dla mnie, jednocześnie jasno stawiając granice.
Judyta: Bardzo brakuje osób, nie tylko w Kościele, które odważą się nie iść na skróty. Czyli z jednej strony mnie nie odrzucą i nie osądzą, z drugiej nie będą chciały mnie zmuszać do akceptacji czegoś, czego ja nie chcę zaakceptować. Moim marzeniem było usłyszeć podczas rekolekcji czy kazania niedzielnego, że dla takich osób jest nadzieja, miłosierdzie, pomoc. I że te zmagania są pełne bólu. Bardzo trudne jest to osamotnienie w byciu ocenianym. Wydaje mi się, że za mało wiemy o homoseksualizmie. Uczestniczymy tylko w wojnie między stronami. Nie mówi się dojrzale na ten temat. Fakt, że to jest tematyka, którą ciągle się poznaje. Sami wewnątrz Kościoła jesteśmy też mocno podzieleni. A tu bardzo ważne jest oddzielenie ideologii od historii konkretnych osób. Ideologia zawsze niszczy i nie chcę jej popierać. Ale mam obawę, że w tej wojnie na hasła gubi się cierpiącego człowieka. Więcej możemy pomóc, ofiarując swój czas na cierpliwe wysłuchanie takiej osoby niż suchy osąd moralny, który tylko stworzy jeszcze większy dystans.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 35/2019, na stronie dostępna od 24.09.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki