Logo Przewdonik Katolicki

Królowa czy farmerka?

Katarzyna Frużyńska, psycholog
fot. Martina/Adobe Stock

Kobiety czasem dziwią się, dlaczego po ślubie mężczyzna z księcia zmienił się… w żabę. A może mamy w tym swój udział? Może zamiast być królową zamieniamy się w hodowczynię żab?

Alison Armstrong jest autorką książki The Queen`s Code (używam polskiego tytułu Kod Królowej, choć książka nie została jeszcze przetłumaczona na język polski), w której opisuje specyfikę relacji między kobietami i mężczyznami. Skupia się na tym, jak obie płcie mogą sobie nawzajem pomagać i szkodzić w komunikacji. Główną przeszkodą jest założenie, że druga płeć ma podobnie jak my.

Co robią kobiety?
Kobieta czuje się zraniona, jeśli mężczyzna nie robi tego, o co go prosiła. Wnioskuje, że brak działania świadczy o tym, że mężczyzna jej nie kocha lub nie szanuje albo że jest po prostu leniwy. Dlaczego tak się dzieje? Kobieta sądzi często według swoich standardów, bo przecież od dziecka jest uczona, żeby być wspierającą, empatyczną, pomocną, a odmowa pomocy czy niespełnienie jakiejś obietnicy jest odbierana jako egoizm. Dla kobiet ważność danej osoby często idzie w parze z realizowaniem jej prośby w pierwszej kolejności, panowie niekoniecznie mają podobne podejście. Oni bywają w podobnych sytuacjach bardziej niezależni. Owszem, pamiętają o prośbie swojej ukochanej, ale mają również inne sprawy na uwadze. Działają w czymś, co autorka nazywa trybem pojedynczego skupienia (ang. single focus), czyli skupienia na jednym zadaniu. Wiele zachowań mężczyzn bierze się właśnie z tego, że są nastawieni na konkretny rezultat i zakres wpływu, jaki osiągają tym działaniem. W tym sensie „nicnierobienie” to dla mężczyzn też czynność (jak mawia jeden z bohaterów książki „nawet spotykamy się, żeby to robić razem np. na rybach”). Mężczyźni mają coś w rodzaju centrum zarządzania zadaniami, dostęp tutaj mają zadania o największym wpływie i efekcie, dlatego jeśli chcemy, aby nasza prośba została zrealizowana, należy ustalić jej odpowiedni priorytet. Panie dla odmiany stosują coś w rodzaju „rozproszonej uważności” (ang. diffuse awareness): „zaraz pójdę do toalety, jeszcze tylko to dokończę”, robimy czasem kilka rzeczy naraz i poświęcamy swoje potrzeby na rzecz innych (np. odmawiając sobie przyjemności).
Oczywiście obie płcie mogą się uczyć o swoich potrzebach i oczekiwaniach. A gdyby założyć, że za każdą akcją stoi jakaś potrzeba? Że robimy coś lub czegoś nie robimy z określonego powodu? I podzielić się tym, dlaczego dana rzecz jest dla nas taka ważna? Warto dzielić się tym z drugą stroną: „kiedy nie wyrzucasz śmieci, jak prosiłam, mam wrażenie, że moje prośby nie są dla ciebie ważne”. Nie warto oceniać panów jako „trochę innych kobiet”, które po prostu źle się zachowują, ale poznać ich sposób działania, zrozumieć, co widzą jako najważniejsze zadanie teraz.
Bez takiej komunikacji szybko może pojawić się zgorzknienie. Kobieta widzi, że mężczyzna „źle” się zachowuje i zaczyna go „karać”: gniewem, ironią („znowu nie trafiłeś do kosza?”), odcinaniem pomocy i bliskości („jeśli ty się nie starasz, to ja też nie będę”). Agresja panów jest częściej sankcjonowana przez wychowanie („chłopcy muszą się pobić i wyszumieć”), natomiast panie stosują częściej obmowę, drobne przytyki i złośliwości, które są w istocie bierną agresją, a czasem manipulacją.

Uprzedmiotowienie
Obie płcie stosują swoje sposoby, które mniej czy bardziej świadomie mogą prowadzić do uprzedmiotowienia drugiej osoby. Kobiety omawiają zachowania panów z koleżankami, opisują ich czasem jako bezradnych niedołęgów („Wyszłam na dwie godziny, a on nawet dzieciom jedzenia nie podgrzał”), traktują z pobłażaniem ich pasje („no wiecie, z facetami jak z dziećmi, dać zabawkę, to mogą grać w gierki cały dzień”).
Przykład? Wyszłam jakiś czas temu z koleżanką na kawę. Ma małe dziecko, z którym został mąż. Powiedziała, że przed wyjściem przygotowała obiad, strój na przebranie malucha, a nawet starte jabłko na wypadek, gdyby mały był głodny. Mimo to, gdy rozmawiałyśmy, w ciągu półtorej godziny mąż zdążył dwa razy zadzwonić z różnymi pytaniami w stylu „co robić”. Ona przewracała oczami i wzdychała, że z „facetami jak z dziećmi”. A czy sama nie przyzwyczaiła swojego męża do takiej wygody?
Gdy mężczyźni nas zawodzą, kobiety próbują odzyskać swoją siłę i przewagę, sprawiając, że mężczyźni są słabi, kontrolując ich i pozbawiając mocy. Wbijają złośliwe szpile, ironizują. Autorka książki nazywa to psychologicznym kastrowaniem, czyli pozbawianiem męskości. Dzieje się to już z małymi chłopcami, gdy rzucamy uwagi typu „nie możesz siedzieć spokojnie jak siostra?”, przewracamy oczami, komentujemy „daj ja to zrobię, nawet tego nie możesz zrobić dobrze?”. W dorosłym związku wstrzymujemy czułość, seks, porównujemy do innych facetów (co sprawia, że mężczyzna czuje się niewystarczająco dobry), nie pozwalamy sobie pomóc, nie doceniamy, nie interesujemy się pasjami naszych partnerów, narzekamy, krytykujemy ich pomysły, przerywamy, robimy coś za nich, także wtedy, gdy wcześniej daliśmy im to jako zadanie.  Czasem to też drobne czynności, takie jak przekładanie rzeczy na biurku lub wyrzucanie przedmiotów, które uznajemy za śmieci, a których używa druga osoba.
Bywa, że druga płeć nie pozostaje dłużna: męską wersją kastracji jest uprzedmiotawianie kobiet przez podobne zachowania i np. seksistowskie żarty, komentarze, traktowanie kobiet jako głupiutkich i nie rozumiejących niczego laleczek. W ten sposób obie płcie żyją w dwóch wrogich obozach, zamiast dawać sobie zrozumienie.

Król i królowa działają razem
Używając metafory autorki, kobieta woli czasem być królem niż królową, rywalizując o to, kto jest silniejszy i ma rację w związku. Jak reaguje mężczyzna? Dystansuje się, zamiast szukać intymności, a czasem wycofuje się, gdy kobieta udowadnia, że poradzi sobie lepiej bez mężczyzny.
Pierwszym krokiem, żeby przełamać te bariery, jest obserwacja swoich przekonań na temat drugiej płci; dopóki je mamy, one nami rządzą i kierują naszymi działaniami. Porównujemy np. mężczyzn do kobiet: powinni być wrażliwi tak jak my, chcieć rozmawiać, myśleć jak my – a dopóki tak robimy, nie możemy zobaczyć geniuszu mężczyzn i docenić własnego. Drugi krok to decyzja, by pozbyć się tych przekonań, przestać obmawiać żonę/męża ze znajomymi, opuścić miecze i porzucić drobne, wtykane tu i ówdzie szpilki, by spróbować zrozumieć drugą płeć. 
Warto dawać sobie też więcej władzy i uznania. Obie płcie w związku muszą być silne, to najlepsze wyjście. Mężczyzna jest zbudowany obecnością zadowolonej kobiety, nawet mali chłopcy lubią być pomocni dla mamy. Istotne też, by odebrać sobie prawo do kastracji, drobne złośliwości ciągle mogą się przydarzać jako zły nawyk, ale ważne jest, by nie sądzić, że druga strona na to zasługuje. Krytykowanie mężczyzn, tym bardziej w ich obecności nie sprawi, że staną się bardziej efektywni. Proszenie ich o konkretne rzeczy, jasny podział obowiązków w domu i wspólna odpowiedzialność rokuje zdecydowanie lepiej.
Kluczem konstruktywnego podejścia według autorki Kodu Królowej jest zobaczenie bohatera i dawcy w każdym mężczyźnie, co w żaden sposób nie odbiera siły czy pewności kobiety. Królowa i Król oboje muszą być mocni. Równie ważne jest docenianie tego, co robi nasz partner, niebranie tego za pewnik i mówienie, co spełnienie danej prośby nam dało. Rozbawił mnie tekst z tej książki na temat podziwu okazanego przez koleżankę męża. Żona zauważyła żartobliwie: „myślałam, że rude nie są w twoim typie”, na co mąż odpowiedział: „nie są, ale podziw jest w typie każdego mężczyzny”. Kod królowej to właśnie używanie przez kobietę słów, które doceniają pomoc mężczyzny. Nie chodzi o wyuczony język manipulacji, ale postawę przyjmowania i dawania oraz mówienie językiem potrzeb: „co możesz zrobić, żeby nasze życie było lepsze?”. Z jednym wyjątkiem: proszenie o to, czego panowie nie mogą zrobić, jest okrutne. Największym strachem mężczyzny jest to, że zawiedzie rodzinę i nie będzie mógł się o nią zatroszczyć. Można zacząć od odpowiadania spokojnym tonem i małych zmian. Ważne jest też prawdziwe słuchanie, by dowiedzieć się, co się liczy dla tej osoby i lepiej ją poznać, nie tylko by się zgodzić lub nie.

Mamy różne style
Deborah Tannen badająca tzw. style konwersacyjne obu płci, zwraca uwagę w książce Ty mnie nie rozumiesz!, że panowie narzekanie żony na rzeczy, które jej przeszkadzają (ciasne mieszkanie, bałagan, stresująca praca), traktują jako prośbę o działanie, bo myślą zadaniowo i chcieliby coś od razu z tym zrobić, nawet jeśli nie są bezpośrednią przyczyną stresu. Warto o tym pamiętać, gdy chcemy narzekać tylko dlatego, żeby się wygadać, bo stres jednej osoby wpływa na drugą. Panowie uznają często za swoją siłę, fakt, że sami mogą poradzić sobie z problemem, panie chciałyby o nim posłuchać, wygadać się i ponarzekać, panowie szukają rozwiązań („powinnaś…”, „czemu nie powiedziałaś...?”). To prosta droga do kłótni.
Przed warsztatem, który prowadziłam, przeprowadziłam ankietę wśród panów i pań, pytając, co najczęściej przeszkadza i pomaga we wzajemnej komunikacji. Nie jest to oczywiście decydujące badanie ze względu na małą próbę badawczą, ale zawiera ciekawe wnioski. Mężczyźni najczęściej wspominali o kobiecej emocjonalności utrudniającej porozumienie, grach, w których łatwo się pogubić, ośmieszaniu, manipulacji, fochach, oczekiwaniu, że panowie się domyślą. Trochę jak w komiksie Mleczki, gdy żona mówi do męża: „Pewnie myślisz, że przez ostatnie dwie godziny milczałam tak sobie… nie mój drogi, ja milczałam znacząco!”. Panie chcą więcej rozmów, dzielenia się trudnościami, miłych gestów. Panów najczęściej wspierają ciepły uśmiech, patrzenie na siebie, częstsze docenianie niż krytyka, jasny przekaz, spójny wątek rozmowy bez skakania z tematu na temat i nietraktowanie rozmowy podejrzliwie, z drugim i trzecim dnem. Paniom pomaga otwartość, szczerość i jasne sygnały np. czy to dobry czas na rozmowę? Co oznacza w danym momencie milczenie?

Drobiny złota
Mimo różnic chcemy tego samego: bycia wysłuchanym, zauważonym, docenionym, chcemy dzielić się swoimi troskami. Dobre praktyki, o których warto w rozmowie pamiętać, to przede wszystkim sprawdzanie, czy druga osoba może teraz rozmawiać i sygnał, na jaki temat chcę mówić („chcę porozmawiać o zakupach, masz 10  minut teraz?”). Przecież robimy tak w pracy, żeby nie przeszkadzać współpracownikom, którzy są czymś zajęci, czemu zakładamy, że mąż i żona są na każde nasze zawołanie? Druga sprawa, to powiedzenie o swojej intencji: oczekujesz porady? Chcesz się tylko wyżalić? Chcesz powiedzieć, co Cię denerwuje? To ważne dla odpowiedniego nastrojenia się rozmówcy. Trzeci krok to wspierające, a nie zalewające rozmówcę dzielenie się swoimi emocjami i potrzebami: dlaczego to jest dla mnie ważne? Czego konkretnie oczekuję? Jeśli powiem „chciałbym, żebyś mnie szanowała”, to co to znaczy dla mnie? Brak kłótni przy dzieciach? Odłożenie telefonu, gdy rozmawiamy? Albo „chciałabym, żebyśmy częściej wychodzili”. „No przecież wychodzimy na zakupy…” – może odpowiedzieć nasz mąż. Warto też pamiętać, że ostatecznie każdy z nas jest odpowiedzialny za własne emocje i potrzeby. Lepiej porozmawiać, niż się obrażać, i lepiej poprosić, bo masz większą szansę, że twoja prośba zostanie zrealizowana.
Nie zapominajmy też o docenianiu tego, co jest dobre – wyrażanie wdzięczności jest korzystne dla zdrowia (obniża ciśnienie, redukuje stres). Terapeuta Terry Real nazywa takie miłe gesty i komplementy „drobinami złota”, które odtwarzają i podtrzymują więź.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki