Logo Przewdonik Katolicki

Wszyscy jesteśmy raperami

Natalia Budzyńska
W ramach #hot16challenge rapują przedstawiciele różnych środowisk i profesji, m.in. Monika Brodka, Katarzyna Nosowska, Michał Rusinek czy ks. Jakub Bartczak fot. Youtube

Akcja #hot16challenge2 stała się nie tyle zjawiskiem kulturowym, ile społecznym. I to w rozmiarach, które już trudno ogarnąć. Czy ktoś jeszcze pamięta, że chodzi w niej o pomoc medykom?

Kiedy piszę te słowa, w zbiórce na portalu siepomaga.pl udział wzięło niemal 80 tys. osób, wpłacając ponad 2,7 mln złotych! Niesamowitym jest obserwować ten licznik, który na naszych oczach wzrasta o kolejne złotówki. W zalewie kolejnych wykonań „czelendżowych” właśnie tego licznika nie powinniśmy tracić z oczu, bo coraz częściej mam wrażenie, że zabawa w podjęcie hiphopowego wyzwania staje się przede wszystkim świetną okazją do lansu. A poza tym, no zaraz, bawimy się w zbieranie pieniędzy dla medyków, które to środki powinno zapewnić im nasze państwo. A więc cieszyć się, że jesteśmy tacy skorzy do pomocy czy raczej płakać nad tym, że ona jest potrzebna?

Łańcuszek
#hot16challenge2 brzmi zagadkowo. Przyznam, że zwróciłam uwagę na to hasło dopiero po występie Andrzeja Dudy, prezydenta naszego kraju, który w białej koszuli i krawacie wyrapował, a przynajmniej starał się wyrapować, swój szesnastowersowiec. Powtarzający się wers „Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły” stał się najczęściej wykorzystywaną frazą w powstających każdego dnia memach. Słyszałam, że maturzyści zastanawiają się, czy przypadkiem nie będą musieli zmierzyć się z nią na maturze. Prof. Jan Hartman twierdził na Twitterze, że cytat ten pochodzi z Talmudu. Zastanawiali się nad tym, i to całkiem na poważnie, członkowie facebookowej grupy Forum Żydów Polskich, aż się okazało, że prof. Hartman po prostu sobie zażartował.
Czym jest więc #hot16challenge2 i skąd się wziął? Challenge – coś w rodzaju łańcuszka w połączeniu z zabawą w wyzwania i w tym przypadku z dodatkiem udziału w akcji charytatywnej. „Czelendże” od lat były obecne w internecie, zdobywając popularność szczególnie w przestrzeni mediów społecznościowych. Ponieważ z powodu lockdownu spędzamy teraz więcej czasu przed komputerami, toteż uaktywniają się coraz to nowe łańcuszki. Ostatni miesiąc to zalew wyzwań dotyczących książek, filmów i płyt. Kilka razy w tygodniu otrzymuję nominację od znajomych do wzięcia udziału w tych zabawach polegających na zaprezentowaniu okładek płyt, książek lub kadrów z filmów, które zrobiły na mnie wrażenie. Po jednej na dzień przez kolejne siedem lub dziesięć dni, a za każdym razem trzeba nominować inną osobę na stworzenie swojej listy. Przyznaję, nie biorę w tym udziału, ale zaskakuje mnie, ile osób mi znanych w ciągu tego miesiąca zaangażowało się w taki łańcuszek.
Wiemy więc, czym jest challenge. A dlaczego „hot16”? Oznacza to szesnaście wersów, które stanowią wyzwanie. Szesnaście wersów autorskiego tekstu, a ponieważ zabawa była zaadresowana do środowiska hiphopowego, to wiadomo już, o jakiej mówimy stylistyce. Każdy kolejny nominowany nagrywa swój rap i nominuje kolejne trzy osoby, które mają 72 godziny na wrzucenie do sieci swojego utworu. Ponieważ wyzwanie stanowi tekst, więc wykonawca musi wyrapować zwrotki, które sam wymyślił i ułożył, a bit może być stworzony po koleżeńsku przez kogoś zupełnie innego.
Tym, który całą akcję zainicjował, był raper Solar, ale sam pomysł #hot16challenge jest znacznie starszy. Pierwsza jego edycja, wyłącznie zabawowa, miała miejsce w 2014 r., też z inicjatywy Solara, którego z kolei zainspirował międzynarodowy „czelendż”. Może pamięta ktoś akcję oblewania się lodowatą wodą z kubła i umieszczanie nagrań z tego wydarzenia w internecie? Akcja nosiła nazwę Ice Bucket Challenge, brali w niej udział również znani na świecie ludzie, a ta zabawa miała skłonić do wpłat na konto organizacji wspierających chorych na stwardnienie zanikowe boczne. Druga edycja hiphopowego „czelendżu” ma za to przysłużyć się pomocy polskiej służbie zdrowia w walce z koronawirusem.

Korzyść wizerunkowa
Najpierw więc nawijali raperzy. Akcja wcale nie miała zamiaru wychodzić poza to środowisko. Przez pierwsze kilkanaście dni poza słuchaczami polskiego hip-hopu niewiele osób miało pojęcie, o co w ogóle chodzi. Aż kolejni raperzy zaczęli zapraszać do podjęcia wyzwania artystów spoza hiphopowego kręgu, a nawet spoza kręgu muzycznego. W ten sposób nominowani zostali oprócz Moniki Brodki i Katarzyny Nosowskiej Janusz Korwin-Mikke i prezydent Andrzej Duda.
Dzisiaj można odnieść wrażenie, że „czelendżują” już wszyscy: pisarze, dziennikarze, politycy, urzędnicy, księża. Według osób związanych zawodowo z marketingiem to największy viral w polskim internecie, co oczywiście natychmiast znalazło przełożenie w nowych nominacjach. Nominowane zostały… firmy z różnych branż. To przecież doskonała i do tego darmowa reklama. Rapują więc pracownicy Netflixa i sklepów internetowych, ale także niekomercyjnych instytucji takich jak biblioteki czy muzea oraz urzędy miast.
O czym układają swoje szesnaście wersów? Podczas gdy wykonawcy związani z show-biznesem najczęściej utyskują na rząd, politycy chylą czoła przed medykami lub wykorzystują okazję do przedstawienia swoich poglądów (czasem nawet w formie kontrowersyjnych dissów, czyli utworów obrażających innych, ale w ramach konwencji), inni komentują izolację, w jakiej przyszło nam żyć i oczywiście samego wirusa lub po prostu zupełnie wprost zapraszają do odwiedzenia sklepu lub muzeum.
Wszyscy wykorzystują okazję do tego, żeby pokazać się z innej niż zwykle strony, zdając sobie świetnie sprawę, że właśnie powstała idealna sytuacja do autopromocji. Odnoszę wrażenie, że ostatecznie przecież chodzi tutaj o własny wizerunek i tak zwany lans. Nie jesteśmy sztywniakami, potrafimy się przebrać i wzbudzić dystans do siebie samych, choć przecież między wierszami przekazujemy też treść ważną.
#hot16challenge miał być czymś w rodzaju zawodów na najlepszą hiphopową nawijkę. Po czterech tygodniach trwania drugiej edycji nie za bardzo wiadomo, o co chodzi. Z jednej strony możemy podziwiać kreatywność paru wykonawców, ale trzeba uczciwie przyznać, że większość nie prezentuje żadnej wartości artystycznej. Wielu wolelibyśmy nigdy w tej roli nie zobaczyć, w tym także kilku księży i znanych duszpasterzy, bo także oni postanowili wykorzystać okazję: niektórzy oczywiście do ewangelizacji. Szesnastka rapera, ks. Jakuba Bartczaka, ma na kanale YouTube ponad 1,7 mln wyświetleń, więcej niż wykonanie Beaty Kozidrak, Katarzyny Nosowskiej czy Wojciecha Manna.

Kolejka chętnych
W zalewie kolejnych występów, mniej lub bardziej atrakcyjnych, zapominamy o zrzutce na służbę zdrowia. Niby każdy z wykonawców o niej przypomina, ale słuchaczy interesuje coś innego. Przed nami kolejne nominacje, oprócz burmistrzów i wiceprezydentów wielu miast, właścicieli lokali gastronomicznych, zakonnic wielu zgromadzeń i piłkarzy na swój czas czeka jeszcze kilku aktorów i pisarzy.
Nie potrafię się odnaleźć w tym gąszczu viralów, przedstawiających dorosłych ludzi świetnie się bawiących w kręcenie teledysków w czasach, w których nie jest do śmiechu. Może jestem zbyt mało wyluzowana, ale blisko mi do postawy Jurka Owsiaka, jedynego, który do tej pory wycofał się z nominacji, mówiąc, że nie chce mu się bawić, kiedy tak wiele złego dzieje się wokół. Politycy rapują po to, by dofinansować służbę zdrowia, której powinni zapewnić spokojną pracę. Publiczne radio cenzuruje piosenkę, która wygrała listę przebojów. Policja zgłasza do sanepidu artystów biorących udział w legalnej akcji artystycznej, a ten narzuca na nich dziesięciotysięczne mandaty. Rośnie bezrobocie, a wiele osób jest bezrobociem zagrożonych. Artystów moje państwo wciąż nie poważa. Ale pobawić się w artystę zawsze fajnie.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki