Logo Przewdonik Katolicki

Działać, a nie pogrążać się w panice

Agnieszka Pioch-Sławomirska
fot. CARLOS COSTA AFP East News.jpg

Rozmowa z dr Marzeną Cypryańską-Nezlek o tym, kiedy strach bywa sojusznikiem, wpływie zmian klimatycznych na zdrowie psychiczne i działaniu, które jest lepsze niż paraliżujący lęk

Czy dobrze jest się bać?
Gdybym miała ułamek sekundy i tylko jedno słowo na odpowiedź, odpowiedziałabym krótko i zdecydowanie: „tak”. Gdybyśmy natomiast nie miały ograniczenia czasu, pewnie mogłybyśmy rozmawiać cały dzień i ostatecznie zakończyć odpowiedzią: „i tak, i nie, to zależy od…” z długą listą korzyści i strat zależnych od różnych sytuacji. Niezależnie jednak, jak długa byłaby lista niekorzystnych konsekwencji różnych obaw i lęków, to i tak na końcu byłby jednoznaczny wniosek: bez strachu nie sposób żyć, potrzebujemy go, aby przetrwać.
W rzeczywistości problemem jest nie strach, lecz to, że zbyt często boimy się własnego strachu, bo w subiektywnym odczuciu może być bardzo nieprzyjemny i zwiastuje coś negatywnego. Przede wszystkim jednak boimy się strachu, bo go nie rozumiemy… i zapominamy, bądź w ogóle nie zdajemy sobie z tego sprawy, że strach to w rzeczywistości nasz sojusznik. Piotr Pustelnik, himalaista, który zdobył Koronę Himalajów i Karakorum, zapytany w jednym z wywiadów o strach podczas wypraw odpowiedział, że boi się dość często, ale ten strach widzi jako coś zbawiennego, bo jak to określił, chroni go „przed zrobieniem jeszcze większych głupstw, jakie mógłby zrobić”. To niemal dosłownie pokazuje strach jako emocję przetrwania.
 
Trudny ten sojusznik…
– Zamiast bać się strachu, warto uświadomić sobie, że on przede wszystkim informuje o zagrożeniu i motywuje do działania, aby uniknąć zagrożenia bądź usunąć źródło zagrożenia (czasami jest to po prostu ucieczka, czasami zaniechanie lub zmiana jakiegoś działania, czasami atak). Z perspektywy psychologicznej ani strach, ani inne podstawowe emocje nie są złe. One wiążą się z pozytywnymi lub negatywnymi odczuciami, ale same w sobie nie są ani dobre, ani złe – są potrzebne. Formowały się na drodze ewolucji nie po to, by nas niszczyć, lecz po to, by pomóc nam przetrwać i przystosować się do otaczającego świata. Wszystkie emocje są potencjalnie naszymi sojusznikami, tylko nie zawsze potrafimy z tego korzystać dla własnego dobra i rozwoju. Inna rzecz, że świat zewnętrzny skomplikował nam się tak bardzo, że zaczęliśmy się gubić, również z własnymi emocjami. Boimy się wymyślonych zagrożeń, a z drugiej strony ignorujemy zagrożenia rzeczywiste albo mylimy zagrożenia fikcyjne z realnymi. Czasami też strach i naturalne obawy zastępuje chroniczny lęk, który zamienia nasze życie w koszmar.
 
Jak chroniczny lęk ekologiczny, który pojawił się w raporcie Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego z 2017 r.?
– Tak, chroniczny lęk ekologiczny może być źródłem psychicznego cierpienia i dezorganizować codzienne funkcjonowanie. Lęk ekologiczny to lęk przed zagładą środowiska, może być też definiowany jako lęk przed zagładą będącą skutkiem zmiany klimatu. We wspomnianym raporcie zwraca się uwagę na to, że obserwowanie postępującej degradacji środowiska, katastrof będących skutkiem zmiany klimatu i uświadomienie sobie zbliżających zagrożeń może być dodatkowym źródłem stresu. Lęk ekologiczny może pogłębiać się tym bardziej, im głębiej ktoś uświadamia sobie ogrom obecnych i przyszłych strat w środowisku naturalnym oraz ogrom zagrożeń związanych ze zmianą klimatu, im bardziej czuje się bezsilny i niepewny jutra w związku ze zmianą klimatu i wreszcie, im bardziej czuje się bezradny, czyli nie znajduje sposobu czy choćby wiary w to, że można zatrzymać zmianę klimatu i jej negatywne konsekwencje. Ten lęk może mieć formę łagodną (i wtedy nie musi być dysfunkcyjny, a wręcz może być korzystny, skłaniając do działania na rzecz przeciwdziałania zmianie klimatu), ale może też przyjmować postać chronicznego lub panicznego lęku. Chroniczny lęk może wiązać się z ciągłym zamartwianiem się, nieprzyjemnym uczuciem niepokoju i niepewności jutra, zaburzeniami w koncentracji uwagi, powracającymi natrętnymi myślami, może sprzyjać bezsenności i utrudniać podejmowanie decyzji.
Zwrócę uwagę na to, że lęk ekologiczny nie jest tym samym co depresja ekologiczna. Lęk i depresja mogą współwystępować, ale nie są tym samym i warto pamiętać o tym rozróżnieniu.  Depresja klimatyczna to depresja, której źródłem są różne czynniki związane ze zmianą klimatu i konsekwencjami zmiany klimatu. Chodzi tu o zespół typowych dla depresji objawów, takich jak utrzymujący się smutek, przygnębienie, pesymizm, utrata zdolności do czerpania radości z życia, spowolnienie psychoruchowe i ograniczenie aktywności życiowej. Osoby cierpiące na depresję klimatyczną deklarują też poczucie beznadziejności i narastające poczucie utraty celu i sensu życia.
Lęk może wiązać się ze zwiększeniem aktywności, natomiast depresja z obniżeniem aktywności, i na to zwracam szczególną uwagę, kiedy analizujemy zachowania związane z aktywnością społeczną i działaniami na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatu. Ważne jest to, że lęk może motywować do działania (zwłaszcza jeśli ma umiarkowane natężenie), natomiast depresja może z tego działania wycofywać.
 
Kto szczególnie narażony jest na niepokój związany ze zmianami klimatu?
– Poziom lęków związanych ze zmianą klimatu zależy nie tylko od różnic indywidualnych i wykształconych schematów reagowania na sytuacje zagrażające, ale też od rodzaju i skali zagrożenia (w tym, czy mówimy o konkretnych konsekwencjach negatywnych, które już się zadziały, czy o spodziewanych zagrożeniach) oraz od realnych możliwości radzenia sobie z sytuacją zagrażającą. Zatem ważna jest wiedza, wykształcenie i zasoby ekonomiczne oraz te związane ze zdrowiem fizycznym i psychicznym. W wielu pracach naukowych podkreśla się więc, że grupy szczególnie narażone na negatywne konsekwencje zmiany klimatu, w tym zaburzenia lękowe, to: osoby ubogie, osoby starsze, ale też dzieci oraz osoby chore i osoby z niepełnosprawnością.
Poziom lęku zależy też od świadomości zagrożeń i tego, jak widziany jest problem, np. wyniki badań przeprowadzonych niedawno wspólnie z moimi współpracownikami na próbie ogólnopolskiej wskazują, że osoby, które przyznają, że przyczyną zmiany klimatu jest działalność człowieka, mają wyższe wskaźniki niepokoju i obaw związanych ze zmianą klimatu niż osoby, które są przekonane o naturalnych źródłach zmiany klimatu. Jednocześnie osoby te też wyżej oceniają wagę zagrożeń, częściej poszukują informacji dotyczących zmiany klimatu i generalnie są bardziej świadome negatywnych konsekwencji zmiany klimatu niż osoby przekonane o naturalnych źródłach zmiany klimatu. Tu dodam, że te dwie grupy nie różnią się w zakresie ogólnych wskaźników lęku i depresji.
 
Rzeczywiście powinniśmy bać się konsekwencji zmiany klimatu?
– Tak, bo jest się czego bać. Kiedy zaczynam wykład z metodologii i statystyki dla studentów psychologii, zawsze na początku powtarzam: „nie bać się”. Chcę zaciekawienia studentów, a nie ich strachu, bo po pierwsze, nie ma tu żadnego zagrożenia, a po drugie, w przyswajaniu wiedzy pomaga ciekawość, a strach przeszkadza. Kiedy jednak mówimy o zmianie klimatu, powtarzam: wszyscy powinniśmy się przestraszyć, ale… nie popadać w panikę. Dlaczego? Bo w obliczu zagrożenia to strach jest przystosowawczy, a nie brak strachu. Strach motywuje do działania, a brak strachu ignoruje zagrożenie, z kolei panika dezorganizuje działanie. Obecna gwałtowana zmiana klimatu stanowi ogromne zagrożenie dla całej planety, zarówno ludzi, jak i zwierząt. Jeśli nie zatrzymamy tego procesu, grozi nam globalna katastrofa. Biorąc pod uwagę wagę zagrożenia, zupełnie naturalnie wszyscy powinniśmy się bardzo przestraszyć. Nie po to, by się bać, tylko po to, aby zauważyć wagę zagrożenia i skierować działanie na jego usunięcie. John Nezlek (mój współpracownik, a prywatnie mąż) wprowadzając do wykładu o lęku, zwykle zaczyna ironizującym stwierdzeniem: „Organizmy, które nie bały się, zostały zjedzone”. Jeśli nie przestraszymy się teraz konsekwencji zmiany klimatu i nie zadziałamy szybko i skutecznie – mamy duże szanse na wyginięcie.
 
Zadziałajmy – ale jak?
– Myślę, że podstawowe wyzwanie, przed którym teraz stoimy, to nie „co zrobić?”, czy „jak to zrobić?”, tylko jak zmotywować czy skłonić ludzi do tego, aby chcieli zrobić to, co wiadomo, że należy zrobić… Bieżące wyzwanie to zatrzymanie emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. To jednak wymaga dalekosiężnej i szybkiej transformacji w obszarze energetyki, przemysłu, transportu i użytkowania terenu. To ogromne wyzwanie, wymaga globalnego wysiłku, wprowadzenia bardzo poważnych zmian zarówno na poziomie jednostek, jak i systemu. Wielu ludzi widzi te zmiany jako problem, bo wiążą się ze zmianą nawyków, rezygnacją z czegoś albo podjęciem jakiegoś wysiłku. Z perspektywy motywowania do działania, zwłaszcza w sytuacjach wymagających wysiłku, ważne jest to, że strach nie tylko skupia uwagę na zagrożeniu, ale też niejako „wyłącza” myślenie o tym, czy działanie jest trudne, czy łatwe. Jak już uświadomisz sobie zagrożenie i masz możliwość działania, aby to zagrożenie zniwelować, to emocja strachu pomaga skupić uwagę na działaniu, a nie na tym, czy masz ochotę na to działanie, czy nie.
 
W maju tego roku psychologowie z UW zaapelowali do środowiska akademickiego o podjęcie działań, których celem będzie upowszechnianie wiedzy na temat zagrożeń wynikających ze zmian klimatycznych. Czy ten apel odbił się echem w środowisku?
– Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiem, jaki rzeczywisty skutek odniósł ten apel do tej pory, ale myślę, że spotyka się z ogólną aprobatą środowiska akademickiego. Mam nadzieję, że wkrótce przyłączą się do apelu też inne uczelnie. To jest ważne wsparcie dla naukowców zajmujących się klimatem, których stanowisko jest jednoznaczne i powszechnie podzielane: zmiana klimatu jest faktem, przyczyną tej gwałtownej zmiany jest działalność człowieka i jeśli nie powstrzymamy tego procesu, doprowadzimy do bardzo negatywnych konsekwencji, których nie sposób już będzie odwrócić.
 
Mamy coraz większą świadomość, z czym będą borykały się nasze dzieci, czy wciąż wiemy za mało?
– Zdecydowana większość przyznaje: „tak, zmiana klimatu postępuje”, ale jednocześnie nadal sporo wątpliwości budzi to, z czego ta zmiana wynika, czy rzeczywiście przyczyną jest działalność człowieka. Dodam, naukowcy nie mają wątpliwości: przyczyną obecnej gwałtownej zmiany klimatu jest działalność człowieka. Jeszcze trudniej przychodzi ludziom wyobrażenie sobie konsekwencji za 20, 30, 40 lat – co wcale nie zaskakuje, ponieważ wyobrażanie sobie przyszłości dalszej niż rok czy dwa zazwyczaj przychodzi z trudem.
Ta trudność z uświadomieniem sobie wagi problemu jest związana po części z tym, że mówimy o problemie globalnym i w dużej mierze abstrakcyjnym. Oczywiście, w wielu regionach świata ten problem przestał już być abstrakcyjny (nasilone huragany, susze, a z drugiej strony powodzie). W Polsce jednak te negatywne konsekwencje choć są już obecne i widoczne, to jeszcze nadal nie przebiły się wystarczająco silnie do świadomości społecznej.
 
Jednak w sondażu IPSOS dla OKO.press z sierpnia br. najwyższy odsetek Polaków (38 proc.) jako największe zagrożenie dla Polski wskazuje kryzys klimatyczny.
– Nie wiem, czy 38 proc. to dużo. To jest relatywne, bo na pewno lepiej, że nie np. 20 proc. ale to jednak ciągle nie większość Polaków. Przy okazji tego sondażu można zobaczyć ciekawą zależność. To, co ludzie wskazują w badaniach sondażowych, może w jakimś stopniu zależeć od wyrazistości określonych problemów w przestrzeni publicznej i medialnej w danym czasie i od tego, jakie w ogóle opcje były do wyboru w danym zestawie. W cytowanym przez Panią sondażu przy pytaniu o to, co jest największym zagrożeniem dla Polski XXI w., jedną z opcji do wyboru była m.in. „ideologia gender i ruchy LGBT” i w niektórych grupach wyodrębnionych np. ze względu na płeć czy preferencje polityczne to ona była wskazywana jako największe zagrożenie, częściej niż zmiana klimatu.
 
Z kolei według badania Paw Reserch Center z ubiegłego roku Polacy są jednym z najmniej przejętych zmianami klimatów spośród 26 badanych państw, za to najbardziej boją się… siły i wpływu Rosji (65 proc. respondentów). Sondaż IBRIS dla „Rzeczpospolitej” sprzed dwóch lat mówi o 40 proc. tych, którzy obawiają się Rosji…
– To odzwierciedla ważną rzecz: to, jak ludzie widzą problemy i ich wagę, zależy m.in. od tego, w jaki sposób i jak często różne problemy są przedstawiane w przestrzeni publicznej, politycznej i medialnej i z jakich źródeł informacji ludzie korzystają, również od przekonań światopoglądowych i preferencji politycznych. To kieruje nas do bardzo ważnej kwestii odpowiedzialności społecznej zarówno naukowców, jak i dziennikarzy. Ta kwestia jest szczególnie ważna w kontekście zagrożenia, jakim jest zmiana klimatu, ponieważ media kształtują w ogromnej mierze świadomość społeczną w tym zakresie, ale mogą też kształtować lęki – zarówno te potrzebne, jak i te destrukcyjne. Kiedy wali się dom, nie należy mówić, że się chwieje (bo człowiek może zignorować zagrożenie), ale też kiedy się chwieje, nie należy mówić, że się wali (aby nie uciekł w panice zamiast spokojnie naprawić, zanim się zawali). To, jak nazywamy i definiujemy świat, wpływa na to, jak ten świat widzimy, co czujemy, a wreszcie jak działamy i czy w ogóle działamy. Ważna jest więc rzetelność informacji, a to dotyczy zarówno treści, jak i formy.
 
Czy mówiąc o lęku ekologicznym, nie „podgrzewamy” tematu, podążając w stronę zbiorowej histerii albo nie usprawiedliwiamy własnej nieumiejętności zarządzania emocjami? Mam zły dzień, bo Amazonia płonie – a może mam go z zupełnie innego powodu?
– Skoro lęk ekologiczny jest rzeczywistym zjawiskiem, to powinniśmy o nim mówić. Istotne jest jednak, aby z informacji nie wybrzmiewało, że jedyną i podstawową reakcją na zagrożenia związane ze zmianą klimatu jest chroniczny lęk ekologiczny – bo tak nie jest. Trzeba też odróżnić lęk jako naturalną przystosowawczą reakcję na zagrożenia od chronicznego lęku. Ważne, by informacje dotyczące zmiany klimatu – w tym psychologicznych skutków zmiany klimatu  –zawierały nie tylko opis zagrożenia, ale też sposób rozwiązania. Wyłączne straszenie może prowadzić do ucieczki (zaprzeczanie albo ignorowanie wagi zagrożenia) lub do poważnych zaburzeń lękowych lub/i depresyjnych. W efekcie zwiększymy negatywne konsekwencje zmiany klimatu – w postaci zaburzeń psychicznych, a zmniejszmy szanse rozwiązania problemu. Krótko: potrzebujemy działać, a nie pogrążać ludzi w panice i lękach.
 
 
DR MARZENA CYPRYANSKA-NEZLEK
Psycholog społeczny, pracuje na Uniwersytecie SWPS. Zajmuje się badaniami z zakresu dehumanizacji, porównań społecznych oraz porównań temporalnych (postrzeganie siebie w różnych perspektywach czasu). Prowadzi też badania dotyczące percepcji i społecznych skutków zmiany klimatu

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki