Logo Przewdonik Katolicki

Dialog to trwanie z kimś przez wiele lat

Joanna Mazur
fot. archiwum prywatne

O wartości dialogu w Kościele i poza nim oraz o towarzyszeniu ludziom niewierzącym z Marcinem Lewandowskim, szefem tarnowskiego Centrum Dialogu, Formacji i Misji „Alegoria”, rozmawia Joanna Mazur

Żeby podjąć dialog, ludzie muszą wyjść z kryjówek, zbliżyć się do siebie i rozpocząć wymianę zdań – twierdził ks. Józef Tischner. Mam wrażenie, że tych kryjówek mamy aż nadto i przeżywamy kryzys otwartości na drugiego człowieka.
– Gdy słyszę słowo „kryzys”, od razu przychodzi mi na myśl słowo „rozwój”. Na pewno jesteśmy w momencie prowokującym nas do dużych zmian w mentalności, szczególnie w odniesieniu do człowieka, który myśli inaczej. Jest mi bardzo bliskie stwierdzenie abp. Grzegorza Rysia o tym, że poważnym problemem współczesnych katolików jest to, że ludzie przestali nas pytać: „dlaczego tak żyjesz?”. Nie widzą wyraźnego świadectwa naszej wiary, tego, co nas wyróżnia w codzienności i z łatwością naszą wiarę kwestionują. Chrześcijaństwo u początków rozwijało się dlatego, że chrześcijanie byli fascynujący, pełni miłości, otwartości na drugiego człowieka i na dialog z nim. Oczywiście istnieje zagrożenie, że szansy, przed którą obecnie stoimy, nie wykorzystamy. Możemy się okopać po naszej stronie linii frontu i już tam pozostać. Ważne jednak, by dostrzec, że obecnie przestaliśmy rozmawiać, używając argumentów, ale walczymy, używając krzywdzących stereotypów. Wierzący myślą o ateistach jako o tych, co nie jedzą mięsa, są za aborcją i popierają ruch LGBT. Za to ateiści postrzegają wierzących jako ludzi niewykształconych, głupich, zamkniętych nacjonalistów. Do tego żyjemy w bańkach informacyjnych. Czytamy jedną gazetę, słuchamy jednego radia, oglądamy jedną telewizję. W ten sposób zamykamy się w konkretnym stereotypie myślowym i chcemy, by wszyscy myśleli tak jak my.
 
A dialog zakłada przejście ponad stereotypami i stwierdzenie, że druga strona z pewnością ma trochę racji, a ja nie mam monopolu na prawdę, mimo że do niej dążę.
– Słowo „dialog” kojarzy mi się wprost ze słowami „Słuchaj Izraelu”. My dzisiaj nie potrafimy zatrzymać się i wysłuchać, co drugi człowiek chce nam powiedzieć. Nawet jeżeli jest to ktoś, kto na początku krzyczy nam to w twarz, zawsze kryje się za tym jakieś przeżycie, jakiś powód tego zachowania. Nie wierzę, że istnieją ludzie, którzy nienawidzą po to, by nienawidzić. Źródłem tej nienawiści musi być jakieś przeżycie, cierpienie i życiowe doświadczenie. Na pewno dialog kończy się wtedy, gdy po kilku próbach druga strona nie chce cię usłyszeć. A czasami dialog czy ewangelizacja oznacza trwanie przy kimś wiele lat i towarzyszenie mu jak Jezus towarzyszył uczniom idącym do Emaus. Oni odeszli z Jerozolimy zawiedzeni i rozgoryczeni. De facto ta droga była drogą odejścia ze wspólnoty Kościoła. A jednak Jezus szedł z nimi i ich słuchał. Na początku wykonuje w ich kierunku trzy kroki: przyłącza się, słucha i towarzyszy. Dopiero jako czwarty krok ogłasza im, kim jest, a jako piąty krok celebruje z nimi Jego obecność. Często jako katolicy od razu mówimy „Bóg cię kocha”, zanim powiemy zwykłe „Dzień dobry. Jak się czujesz?”.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 35/2019, na stronie dostępna od 24.09.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki