Logo Przewdonik Katolicki

Gra o człowieka

Monika Białkowska
fot. Agnieszka Sozańska

Rozmowa o lęku przed katastrofą klimatyczną, ekosnobizmie i działaniach naprawdę skutecznych oraz o tym, dlaczego w działaniach dla klimatu tak ważna jest rola Kościoła z dr Magdaleną Budziszewską z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego

Co ma psychologia do ocieplenia klimatu?
– Globalne ocieplenie już dawno przestało być problemem ekologii, a stało się problemem człowieka. Mówimy tu o naszym bezpieczeństwie, a w gorszym wariancie wręcz o naszym przetrwaniu. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne wydało dwa duże raporty w tej sprawie. Pierwszy mówi m.in. o tym, że jeśli globalne ocieplenie będzie postępowało, już wkrótce będziemy konfrontowani z dużą liczbą katastrof i sytuacji traumatycznych. One najpierw dziać się będą na globalnym południu, ale ich efekty dotkną milionów ludzi. Zostaną oni dotknięci traumą, stracą bliskich, majątek, będą musieli żyć w ekstremalnie trudnych warunkach. To się wiąże ze stresem pourazowym, koniecznością radzenia sobie ze stratą czy przystosowaniem się do nowych warunków. Drugi, nowszy raport mówi przede wszystkim o lęku klimatycznym i psychologicznych konsekwencjach globalnego ocieplenia. Mamy świadomość, że te konsekwencje dotkną ludzi nie tylko z miejsc, w których będzie najgorzej, ale również tych, w których przez jakiś czas będzie nieźle.
 
O jakich konsekwencjach mówimy? Na razie czujemy tylko koszmarne upały…
– W Polsce jeszcze najgorzej nie jest, zwłaszcza w porównaniu z krajami globalnego południa, gdzie ludzie już w tej chwili umierają. Ale szacunki ONZ wskazują, że jeśli sytuacja się nie zmieni, w wyniku globalnego ocieplenia umrze do miliarda ludzi – to oznacza jedną siódmą całej populacji. Trudno więc się dziwić, że psychologowie reagują na coś, co dotyczyć będzie bezpośrednio jednej siódmej ludzkości, a reszta będzie na to bezradnie patrzeć, również przez to będąc w bardzo trudnej sytuacji. Będziemy patrzeć, jak ludzie umierają i nie będziemy mogli im pomóc. Po pierwsze, będziemy za daleko, po drugie, będzie ich zbyt wielu. W Europie ofiary sytuacji w swoich krajach przyjmowane są bez większych emocji, ale kiedy będą ich setki milionów, stanie się to fizycznie niemożliwe. To postawi nas w bardzo trudnej moralnie sytuacji. Do tego zapewne dotrze do nas, że to my, będący w gronie najbogatszych państw świata, spowodowaliśmy ten kryzys. I na dodatek będziemy wiedzieli, że to wszystko dotrze również do nas, choć nieco odroczone.
 
To brzmi jak scenariusz filmu katastroficznego, a nie jak rzeczywistość, która jest na wyciągnięcie ręki.
– Człowiekowi trudno jest wyobrazić sobie dłuższą perspektywę czasową, jest dla niego abstrakcyjna. Myślimy w kategoriach „do tego urlopu”, „do przyszłego urlopu”. Ale kiedy ktoś ma dziecko, to wie, co będzie robił za siedem lat: będzie rodzicem dziecka idącego do szkoły. Za 20 lat będzie rodzicem studenta, który będzie się właśnie uniezależniał. Czas staje się wyobrażalny i człowiek rozumie, co to znaczy, że w ciągu najbliższych 30 lat powinniśmy ściąć emisję CO₂ do zera, jeśli chcemy żyć. Nie bez powodu więc to właśnie rodzice i młodzi ludzie najbardziej odczuwają lęk klimatyczny. W Warszawie niedawno zorganizowała się grupa wsparcia dla Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, nazywa się Angry Parents (źli, zagniewani rodzice). To oni właśnie pytają najgłośniej: co mamy robić?
 

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 28/2019, na stronie dostępna od 06.08.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki