Logo Przewdonik Katolicki

Świat nie jest nasz

Monika Białkowska
FOT. UNSPLASH

O tym, dlaczego Kościół miał dystans do ekologii, na czym polega grzech ekologiczny i czy zwierzęta będą zbawione z ks. dr. Jackiem Poznańskim SJ rozmawia Monika Białkowska

Ususzyłam dwa kaktusy.
– To rzeczywiście osiągnięcie.
 
Źle wyliczyłam, ile to jest „mało wody”. Ale mam moralnego kaca. Czy to rzeczywiście jest temat do rachunku sumienia?
– Kaktusy umarły, więc jakieś życie zostało zniszczone. Papież Franciszek zwraca uwagę, że cały kryzys ekologiczny ma źródło właśnie w braku szacunku dla życia. Chodzi zarówno o życie ludzkie, jak i życie zwierząt czy roślin. Brak poszanowania życia rozprzestrzenia się na wszystkie nasze postawy i relacje.
 
Często ludzie zaangażowani ekologicznie słyszą, że „troszczą się o bezdomne psy, a są za zabijaniem dzieci”. Mamy czasem w Kościele do czynienia z postawami mało przychylnymi ekologii, z szukaniem w niej duchowych zagrożeń, ewentualnie z popularnym dziś zarzutem „lewactwa”.
– Wypadałoby najpierw zapytać, dlaczego akurat te „lewackie” ruchy zajęły się kwestią ekologii? Bo nikt inny tego na czas nie zrobił! Podobnie było z kwestią robotniczą w XIX w. Były zgromadzenia czy zakony, które opiekowały się ludźmi w biedzie, ale oficjalnie Kościół jako instytucja nie przejawiał nimi większego zainteresowania. Zaopiekowali się więc nimi socjaliści, którzy zauważyli zmianę w społeczeństwie, jaka dokonała się przez uprzemysłowienie i kapitalizm. Kościół dopiero pod koniec XIX w. zaczął włączać tę kwestię do refleksji teologicznej. Podobnie było z ekologią. Kościół za późno zauważył potrzebę zaopiekowania się tym obszarem, więc zajęli się tym inni, często mu wrodzy. To opóźnienie tłumaczone jest tym, że Kościół musi przyglądać się nowym sprawom i je mądrze rozeznawać. W tym przypadku okazało się, że może być za późno, a teraz musimy sobie wywalczać miejsce wśród innych i przekonywać, że chrześcijańskie myślenie o ekologii jest głęboko zakorzenione w wierze i Biblii.
 
Czyli ekologia może być chrześcijańska?
– Po wypowiedziach Jana Pawła II, Benedykta i teraz papieża Franciszka zaczynamy rozumieć, że jest ona wręcz w centrum naszej wiary. Kościół przez długi czas kładł akcent na człowieka, na jego niepowtarzalność i godność. Ten temat, ważny w kontekście społeczno-politycznych przemian XX w., zajmował tak dużo energii, że inne zeszły na drugi plan. Niektóre ruchy ekologiczne deprecjonowały niepowtarzalność i unikalność człowieka pośród przyrody i uważały, że szacunek do niej odzyskamy dopiero wówczas, gdy osłabimy pozycję człowieka. To też sprawiało, że Kościół był ostrożny. Papież Franciszek w Laudato si’ pokazał, że można budować chrześcijańską naukę o człowieku, chrześcijańską antropologię, nie stawiając go jednocześnie w centrum świata. Prawdą jest, że człowiek jest stworzeniem szczególnym – ale prawdą jest również, że pozostaje on w wielorakich związkach z tym, co go otacza, w sieci relacji z innymi ludźmi i z przyrodą. Jeśli chce siebie właściwie rozumieć i działać, musi tę swoją zależność od otoczenia odkryć i uszanować.
 
Czyli chrześcijańska ekologia jest ekologią relacji i więzi? Nie mieliśmy czasem nad światem panować? „Czynić sobie ziemię poddaną”?
– Panowanie również jest relacją. Gdy chcemy być panami, przyznajemy, że potrzebujemy czegoś, czego sami nie mamy i chcemy to wziąć od drugiego. To bardzo prymitywna forma przyznania, że nie jesteśmy samowystarczalni. Oczywiście takie wyzyskujące panowanie jest naznaczone fundamentalnym złem, wynika z serca zranionego grzechem. Takie relacje niszczą całego człowieka.
 
Jak w takim razie prawidłowo rozumieć to biblijne „panowanie”?
– Papież Franciszek podkreśla, że nie jesteśmy właścicielami, co raczej dzierżawcami. To, co dostaliśmy, nie jest nasze. Nie możemy przecież uważać za swoją własność tego, co należy do Boga! Problemem ekologicznym jest to, że zapominamy o Bogu jako Stworzycielu i o tym, że cała pierwotna relacja świata jest relacją najpierw do Niego, nie do nas. To On świat stworzył, On wpisał w niego prawa, które nim rządzą, Chrystus przyjął na siebie materialność tego świata i ją uświęcił. Ostatecznym celem świata nie jest służyć człowiekowi, ale zostać przemienionym w Bogu.
 
Dzierżawa oznacza troskę, ale i szacunek. Zastanawiam się, czy nie można w tym przesadzić? Ludzie zakochani w swoich psach ubierają je w markowe kubraczki albo wprowadzają im dietę wegetariańską.
– Tu trzeba zapytać, o co nam w relacji do zwierzęcia chodzi? Czy pies potrzebuje ubrań? Czy dieta wegetariańska mu służy? To wygląda raczej na próbę zagarnięcia stworzenia dla siebie, troskę nie ze względu na jego dobro, ale moje dobre samopoczucie i spełnienie moich potrzeb. Dużo jest też w tym antropomorfizacji zwierząt. Wymyślamy, co ono może czuć, traktujemy, jakby było trochę innym człowiekiem. Zwierzęta są szczególnymi bytami, mają swoje uwarunkowania, swoje prawa rozwoju, swoje potrzeby i zależności. One wymagają najpierw rozpoznania, a potem uznania i uszanowania przez człowieka. Tu znów trzeba uważać, żeby nie ulec pokusie patriarchalnego panowania: „Ja wiem lepiej, czego i w jaki sposób ci potrzeba”. Papieże zauważają, że w relacji do stworzenia potrzebne jest wejście w tajemnicę. Rozwój nauk przyrodniczych sprawił, że może się nam wydawać, że już rozumiemy zwierzęta czy ziemię. Nie rozumiemy. Pozostaje w nich tajemnica, która ze swej natury wymaga od nas pokory.
 
Pokory wobec stworzenia nauczyła mnie dawno temu audycja radiowa, w której znana pani weterynarz udzielała porad. Na pytanie: „Co zrobić, żeby kot nie chodził po szafkach?” odpowiedziała krótko: „Nie mieć kota”. Bo kot to stworzenie, które na jednym poziomie nigdy funkcjonowało nie będzie. Takie już jest, kropka. Mój własny kot uczy mnie wytrwałej modlitwy. Dla niego nie istnieje „nie”. Jak się chce przytulić, to nie odpuści. Gdybym ja umiała tak ufnie wciąż do Pana Boga wracać, jak on do mnie!
– W zakonie nie możemy mieć zwierząt, to kwestia ubóstwa. Ale mnie w życiu duchowym i w rozpoznawaniu woli Bożej od dawna pomaga wędrowanie. W okresie rozeznawania powołania miałem wewnętrzną potrzebę bycia na łonie przyrody, wsłuchiwania się w nią, podziwiania krajobrazów. Ten sposób rozeznawania, co Bóg we mnie robi, nadal mi pomaga. Kiedy rusza się w drogę fizyczną, rozpoczyna się też drogę duchową, otwierają się nowe przestrzenie, pojawiają się nowe obrazy, inspiracje i światła, pokazujące, jak rozwiązać daną sytuację. Już Jezus pokazywał, że przyroda jest narzędziem do opisania tego, czym jest Królestwo Boże i czego Bóg chce od nas. To naprawdę się sprawdza w życiu.
 
Mówi się dzisiaj o „grzechu ekologicznym”. Na czym on polega?
– Dla mnie odpowiedź jest prosta: na egoizmie. Grzech ekologiczny to szukanie siebie, swoich korzyści, zysku, zachłanne zagarnianie dla siebie stworzenia, które jest dla wszystkich, także przyszłych pokoleń. Grzech pierworodny sprawił, że nasze serce skupiło się na samym sobie – i w ten sposób stało się źródłem wszystkich grzechów uczynkowych. Przejawia się to w relacjach z samym sobą, z Bogiem, ale też z przyrodą. Przejawia się na poziomie indywidualnym, ale i grup społecznych czy całej ludzkości. Jan Paweł II będzie tu mówił o strukturach grzechu. Pojawiają się one wszędzie tam, gdzie człowiek walczy o interesy swojej grupy społecznej, inne traktując jak konkurencję w walce o ograniczone zasoby, i tworzy oraz legitymizuje struktury zabezpieczające te interesy.
 
Czy nie za często próbujemy w kwestiach tego grzechu mówić raczej o odpowiedzialności zbiorowej niż indywidualnej?
– Tu jedna i druga płaszczyzna jest równie ważna. Potrzebne są mocne ruchy społeczne, które będą wywierać presję na rządy, korporacje czy firmy komercyjne. Papież Benedykt mówił, że zakupy są kwestią moralną: jeśli wydaję pieniądze, powinienem wiedzieć, jakie wartości firma szanuje, a jakie odrzuca. Żeby zmienił się rynek i sprzedawane produkty były etyczne, potrzeba działania dużych grup. Działanie indywidualne również są ważne. Często jednak szukamy wymówek, żeby czegoś nie robić, żeby się nie ograniczać, nie musieć przezwyciężać siebie: bo to kosztuje, wymaga wysiłku, motywacji, czasu, przemyślenia, pieniędzy. W przypadku ochrony środowiska naturalnego jest to wszystko szczególnie trudne, bo indywidualna osoba często nie ma wsparcia otoczenia, kultury, mediów, Kościoła.
 
Jak w kwestii osławionej żarówki?
– Z żarówką sprawa jest złożona. Papież Franciszek mówi, że wszelkie zmiany w dziedzinie ekologii muszą dokonywać się równocześnie na różnych poziomach. Sama zmiana żarówki na energooszczędną to jeszcze za mało. Potrzebne jest jeszcze zrozumienie, dlaczego mam to zrobić. Potrzebne jest doświadczenie duchowe czy mistyczne współodpowiedzialności za innych. Potrzebne jest wsparcie w grupie społecznej, pewna kultura, żebyśmy nie robili czegoś tylko dlatego, że nie mamy innego wyjścia albo grożą nam kary. Regulacje prawne są ważne, ale równolegle z nimi musi iść formacja, która pozwoli rozpoznać wartość, jaka za tymi regulacjami się kryje. Potrzebne jest zaplecze motywujące i wspierające wprowadzanie zmian. Jeśli tego zabraknie, to nawet jeśli zmiany będą słuszne, nie będą przekonujące i nie przyniosą oczekiwanych efektów. Pojawi się bunt, jak w przypadku słynnej żarówki.
 
Przeciwnicy eko-regulacji i zwolennicy bardziej zdecydowanego panowania nad przyrodą będą mówić, że robią to dla dobra człowieka, który jest ważniejszy od zwierząt czy drzew. Jeśli trzeba wybierać, to co jest pierwsze: człowiek czy natura?
– Tu trzeba postawić więcej pytań. Komu naprawdę służą podejmowane działania? Jeśli wycinamy kawałek lasu, żeby zbudować osiedle, to dla kogo to robimy? Dla bogatych ludzi, którzy mają taki kaprys – czy dla ubogich, którzy nie mają się gdzie podziać? Budujemy asfaltową drogę w puszczy: która grupa społeczna na tym skorzysta, a która straci? Kto poniesie tego koszty, nawet w dalekiej perspektywie? To są zwykle skomplikowane kwestie, bo na zapleczu rozgrywa się mnóstwo interesów społecznych, politycznych i finansowych. Idealnie byłoby, gdyby ludzie mający owe interesy potrafili szczerze odkryć przed sobą nawzajem, o co im chodzi, skonfrontować to z celami innych i zobaczyć, który interes jest słuszny i niesie ze sobą większe dobro. Dlatego jeśli chodzi o kwestie ekologiczne, trzeba je drążyć. Chodzi przecież nie tylko o interesy człowieka, ale i o interesy przyrody, o więzi między organizmami, o to, czy po wybudowaniu drogi zwierzęta będą miały na przykład dostęp do wody albo będę mogły swobodnie polować. Wszystko tu ma znaczenie.
 
Nie ma Ksiądz wrażenia, że jednak za mało mówi się o moralności ekologii? Nigdy w życiu nie słyszałam nie tylko rekolekcji, ale nawet zwykłego kazania na ten temat…
– Są pewne próby, może jeszcze niszowe. Zacząć by pewnie trzeba od seminariów duchownych, żeby przyszłym księżom dać pewną wrażliwość, pojęcia, narzędzia. W niektórych krajach jest już rozwijana ekoteologia. Ale proszę pamiętać, że papież Franciszek mówi o ekologii nie jako części teologii, ale katolickiej nauki społecznej. Dla niego jest ona związana z troską o ubogich – a ubogimi są nie tylko ludzie, ale też przyroda. W ostatnich dwustu-trzystu latach zaszła ogromna transformacja. Kiedyś natura była czymś potężnym, co człowieka przerastało. Dziś to my ją przerośliśmy. Nauczyliśmy się nią manipulować i sterować, rozumiemy jej mechanizmy i nie ona nam zagraża, ale my jej. Tylko kraje słabo rozwinięte cywilizacyjnie wciąż odczuwają swoją zależność od przyrody. My przypominamy sobie o niej wtedy, gdy przychodzi jakiś kataklizm. I oskarżamy o to Boga, zamiast widzieć, że wynika on często z naszej współzależności ze światem natury i naszej w nią ingerencji. Z braku właściwej opieki nad ubogą przyrodą.
 
Czy człowiek powinien się czuć winnym zmian klimatycznych?
– Zmiany klimatyczne w dużej mierze dokonują się naturalnie i czynnik ludzki jest tylko jednym z wielu, jakie na to wpływają. W ostatnich stuleciach staje się on coraz bardziej znaczący. Niezależnie jednak od tego, jakie dane przyniosą nam naukowe badania, powinniśmy zmienić nasz stosunek do świata. To nie jest kwestia badań: to po prostu niemoralne, żeby niszczyć powietrze, którym oddychają nasi bracia i siostry, żeby zanieczyszczać wodę, która piją inni ludzie i zwierzęta, żeby gromadzić toksyczne odpady czy wycinać lasy. Świat jest dobrem wspólnym i inny też potrzebuje z tego dobra korzystać, i teraz, i w przyszłości. Jeśli tego nie uznaję, jestem skrajnym egoistą, który wręcz zaprzecza istnieniu drugiego.
 
Rodzice i dziadkowie nie wybaczą mi, jeśli na koniec nie zadam pytania, które stawiają wszystkie dzieci: czy zwierzęta idą z nami do nieba?
– Przecież Jezus nie umarł na krzyżu wyłącznie za człowieka – umarł za całe stworzenie! Dzieło zbawienia jest kontynuacją dzieła stworzenia. Myślenie, że Jezus miałby umierać tylko za człowieka, byłoby bardzo wykluczające i sugerujące, że jako byt jest on niezależny od innych. Jeśli człowieka nie można zrozumieć inaczej, jak tylko w relacjach z drugim człowiekiem i w relacjach z całym stworzeniem, to jak Boże zbawienie miałoby wyrywać go z tej sieci relacji i izolować od tego, co go uformowało?
 
 



O. JACEK POZNAŃSKI SJ
Jezuita, doktor filozofii, teolog, rekolekcjonista. Dyrektor Instytutu Filozofii Akademii Ignatianum w Krakowie. Autor książek i artykułów na temat encykliki Laudato si', ekoteologii i duchowości ekologicznej

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki