Logo Przewdonik Katolicki

Między świnią a marchewką

Monika Białkowska
fot. Ivan Grixti

Z jednej strony słyszymy: człowiek jest koroną stworzenia, ma nad nim panować. Z drugiej – jakoś nam się serce kroi, gdy widzimy łby martwych zwierząt, obnoszone przy okazji św. Huberta. Ile człowiekowi wolno, a kiedy przekracza on swoje kompetencje „panowania”?

Wegetarianizm nie musi być ani stylem życia, ani kolejną dietą. Może on być – podobnie jak ekologia – pełnym czułości i ofiary sposobem wzięcia odpowiedzialności za ziemię, którą Bóg dał nam na przechowanie.
 
Gra nie warta świeczki?
Według europejskich organizacji ekologicznych człowiek w krajach rozwiniętych zjada około 79 kg mięsa rocznie. Żeby mógł owo mięso zjeść, zwierzęta hodowlane najpierw muszą być nakarmione roślinami pełnymi białka, specjalnie dla nich uprawianymi. To wymaga czasu, generuje koszty i angażuje siły człowieka, a przy tym wymaga wycinania coraz większych połaci lasów. Zanim krowy czy świnie staną się kawałkiem kotleta, do atmosfery wyemitują aż jedną czwartą wszystkich gazów cieplarnianych, odpowiedzialnych za ocieplenie klimatu. Do produkcji kilograma wołowych kotletów zużywa się 14 tysięcy litrów wody, której na Ziemi coraz bardziej brakuje, a do kilograma drobiu – 4 tysiące.
A gdyby się nie bawić w cały ten długi ciąg produkcyjny i zamiast karmić zwierzęta, samemu zjeść owe bogate w białko rośliny? Wystarczyłoby tego dla 3,5 miliarda ludzi. Przy okazji oszczędzilibyśmy atmosferę i wodę. Mięso też byśmy jedli, tyle że mniej, rzadziej i takie, które za życia pasie się na łące. I mielibyśmy przy tym mniej pracy. Gra nie warta świeczki, bo zbyt mocno się przywiązaliśmy do niedzielnego schabowego?
Tymczasem produkcja mięsa na świecie rośnie i według danych organizacji ekologicznych w ciągu kilku najbliższych dekad ma się podwoić. Oznacza to również podwojenie emisji dwutlenku węgla i metanu. Wygląda na to, że żadna walka o zachowanie Ziemi w stanie, w jakim ją znamy – ani zakaz sprzedaży tradycyjnych żarówek, ani wymiana pieców na niskoemisyjne – nie pomoże, jeśli schabowy nie przestanie nam smakować trochę mniej. Tylko co zrobić, jeśli naprawdę smakuje? Czyż nie mamy do niego prawa?
 
Grzech czy obowiązek?
Choć nie ma na ten temat oficjalnych wypowiedzi, różne formy rezygnacji z jedzenia mięsa czy produktów zwierzęcych są przez wielu wierzących traktowane z podejrzliwością. Obawy dotyczą tego, czy czasem dobra zwierząt nie stawia się ponad dobrem człowieka lub czy wegetarianizm nie jest wstępem do ubóstwienia zwierząt. Pojawiają się wątpliwości, związane z religiami Wschodu. Tam wegetarianizm wiąże się mocno z wiarą w reinkarnację, co może rodzić lęk, że dieta bezmięsna może być potraktowana jako wyraz obcej wiary. Jego przeciwnicy mówią wręcz o ekoreligii i parareligijnych wywodach, mających uzasadniać niejedzenie mięsa. Przekonują, że wegetariańskie hasła są niczym innym, jak współczesną gnozą i prowadzą do budowania sekty: wprowadzają człowieka w nowy system wierzeń. Jeszcze inni zarzucą wegetarianom hipokryzję i przekonywać będą, że nie zależy im wcale na własnym zdrowiu czy dobru zwierząt, ale kierowani próżnością podążają za medialną presją bycia młodym, szczupłym i pięknym.
Tak brzmią racje jednej ze stron sporu. Ale jest również strona druga. Austriacki teolog i etyk z Grazu, Kurt Remele od lat zajmuje się między innymi etyką człowieka w odniesieniu do zwierząt. Apeluje o stworzenie przyjaznej im etyki teologicznej, w której zwierzęta nie będą instrumentalizowane i przekonuje, że jednostronny antropocentryzm chrześcijański jest błędny. Sam jest wegetarianinem, piętnuje hodowlę zwierząt na masową skalę, sprzeciwia się polowaniom, walkom byków, eksperymentom medycznym na zwierzętach. Mówi, że błędem jest każde zabicie zwierzęcia w sytuacji, gdy człowiek ma możliwość zdrowego odżywiania się w inny sposób. Przekonuje wręcz, że wegetarianizm jest obowiązkiem każdego chrześcijanina.
 
Ta sama miłość
Jedynym wydanym dotąd dokumentem Kościoła, który w całości poświęcony został problemowi relacji człowieka ze światem stworzonym, jest encyklika papieża Franciszka Laudato si’. Papież przekonuje w niej między innymi, że relacja człowieka do człowieka i relacja człowieka do świata są nierozdzielne: nie da się w jednej być świętym, a w drugiej grzesznikiem. „Obojętność lub okrucieństwo wobec innych stworzeń tego świata zawsze w jakiś sposób przekłada się na sposób traktowania innych ludzi” – pisze Franciszek. „Serce jest jedno i ta sama mizeria, która prowadzi do znęcania się nad zwierzętami, niechybnie przejawi się w relacji z innymi osobami. Nie możemy uważać siebie za osoby naprawdę miłujące, jeśli wykluczamy z naszych zainteresowań jakąś część rzeczywistości”.
Papież Franciszek dodaje w ten sposób odwagi tym, których wrażliwość każe stawać w obronie zwierząt.
 
Zepsuci w raju
W Księdze Rodzaju, w opisie stworzenia, Bóg nie mówi o zwierzętach jako o pożywieniu człowieka: to rośliny mają być jego pokarmem. Pierwsza wzmianka o mięsie jako pożywieniu człowieka pojawia się w kontekście Noego, już po grzechu pierworodnym. Przywykliśmy myśleć o grzechu jako tym elemencie, który wprowadził nieprzyjaźń między ludzi. On jednak zranił całą naturę człowieka – w tym również jego odniesienie do świata stworzonego. Człowiek przestał swoje nadane mu przez Boga panowanie nad światem rozumieć jako pełną czułości troskę i opiekę. Zobaczył w nim teraz możliwość objęcia władzy i korzystania ze swojej przewagi dla osiągnięcia konkretnych korzyści. Do dziś najgorsze okrucieństwa wobec zwierząt i najbardziej bezmyślne eksploatowanie zasobów świata potrafimy uzasadniać przykazaniem „Czyńcie sobie ziemię poddaną”.
Mamy zatem wrócić do raju? Nie jesteśmy w stanie, choćbyśmy bardzo chcieli. Pierwotna harmonia człowieka ze stworzeniem nie wróci. I zapewne nie rozstrzygniemy sporów o to, czy chrześcijanin powinien być wegetarianinem, czy powrót do rajskiej diety bezmięsnej będzie zdrowy dla zranionego grzechem człowieka, i czy nie zaszkodzi mu nie tylko fizycznie, ale i duchowo. Co zatem robić? Jeść to mięso, czy nie jeść?
 
Warte swojej ceny?
To nie jest decyzja, którą można komuś narzucić i wyznaczyć jej ramy: że raz w tygodniu, że tylko z ekologicznych hodowli, że wcale albo raz w roku i tylko kurę z podwórka. Poza tym mięso jest zwyczajnie smaczne i – co się będziemy oszukiwać – wspomniana rezygnacja z niedzielnego schabowego byłaby dla wielu heroizmem ponad siły. Ważne jednak, żeby spróbować zobaczyć dwie perspektywy: tę pierwotną, rajską – i tę, w której jesteśmy. A potem, żeby zatęsknić za rajem. Żeby zobaczyć miłość Boga, która dotyka nie tylko człowieka, ale i wszystkiego, co mu służy. I żeby spojrzeć na świat bardziej w kontekście owej Bożej miłości niż własnej władzy i rzekomych praw. Nie osiągniemy stanu rajskiej doskonałości. Jednak dla dobra ziemi, która ma nas nosić i którą mieliśmy czule pielęgnować, możemy czasem podjąć jakieś wyrzeczenie. Pamiętając przy tym, że tylko ludzie wielcy i święci są w stanie wyrzec się rzeczy mniejszych, by dźwignąć odpowiedzialność za to, co wspólne.
Co ja mogę w swoim domu, przewracając kolejną stronę gazety? Wyłączyć niepotrzebną żarówkę w sąsiednim pokoju? W ogrodzie, zamiast biegać co tydzień z kosiarką po hektarze trawnika, posadzić kilka drzew? Zużyte baterie wyrzucić do specjalnego pojemnika? A może kupując porcję mięsa, zastanowić się, ile ono kosztowało Ziemię – czy naprawdę mam na nie ochotę? Czy zapłacona przez Ziemię cena jest tego warta?
To brzmi banalnie, a jeden człowiek i tak świata przed zagładą nie uratuje. Jednak takie właśnie decyzje, choćby najdrobniejsze, ale motywowane czułą miłością, czynią człowieka kimś bliższym raju: kimś, kto jest gotów dołożyć i swoją ofiarę dla większego dobra.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    pu-ls
    12.12.2018 r., godz. 22:34

    Wspaniały artykuł, bardzo za niego dziękuję. Topi serce i nadaje właściwe ramy naszej milosci , - czyli brak ram, brak granic. Miłość do całego świata.

  • awatar
    Brygida
    26.11.2018 r., godz. 16:43

    Święta racja. Jadłam mięso. Już tego nie robię bo dotarło w końcu do mnie ze jakąś istota która czuje i chce żyć musi umrzeć by zaspokoić mój apetyt a gdy przestałam to mięso jeść zaczynam zdrowieć i czuć się lepiej. Przede wszystkim już nie jestem przyczyną czyjegoś cierpienia i śmierci.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki