Logo Przewdonik Katolicki

Ceny pod prądem

Piotr Wójcik
FOT. JACEK BEDNARYCZYK/PAP

W nadchodzącym roku czekają nas wysokie podwyżki cen energii elektrycznej. To efekt coraz droższych praw do emisji dwutlenku węgla, drożejącego węgla oraz niezbędnej modernizacji polskiej sieci energetycznej.

Niektóre niezbędne do życia dobra stały się dla nas tak oczywiste, że nawet nie do końca wiemy, skąd się one biorą. Woda czy prąd w gniazdku po prostu muszą być, bo przecież mamy XXI wiek i nikt sobie nie wyobraża, że w cywilizowanym kraju mogłoby ich zabraknąć. Wrażenie tej stabilności wzmaga jeszcze fakt, że ich ceny dla gospodarstw domowych podlegają tylko niewielkim wahaniom. Niestety, w najbliższym czasie nasze ugruntowane przeświadczenia brutalnie zderzą się z rzeczywistością. A impulsem do tych przemyśleń będą przyszłoroczne rachunki za prąd.
 
(U)rząd zadecyduje
Przedsiębiorcy odczuwają wzrost cen energii już od pewnego czasu. Trzeba pamiętać, że ceny energii elektrycznej dla firm nie są regulowane, więc podlegają rynkowym prawom popytu i podaży. Ceny prądu podwyższają przede wszystkim mniejsi operatorzy, którzy sprzedają więcej energii, niż produkują, a więc jej brakującą część odkupują od największych na rynku. Tymczasem ceny na Towarowej Giełdzie Energii biły w ostatnim czasie rekordy. Cena za megawatogodzinę w kontrakcie terminowym na III kwartał 2018 r. przekroczyła 300 zł, choć rok temu wynosiła 180 zł. Cena kontraktu na następny dzień (BĘDZIE UZUPEŁNIONE!!!!!!!) we wrześniu tego roku wynosiła średnio 276 zł i rok do roku była wyższa o 60 proc. Oczywiście wahania cen na rynku energii nie przekładają się w skali jeden do jeden na ceny u końcowego odbiorcy, jednak firmy odczuły te wzrosty już w tym roku. A na przyszły rok eksperci szacują, że cena energii elektrycznej dla przedsiębiorstw będzie wyższa od tegorocznej nawet o 70 proc. Taki skok odczujemy wszyscy, gdyż będzie musiało się to odbić na cenach towarów w sklepach.
To jednak nie wszystko. Zwykłych konsumentów najbardziej interesują ceny prądu dostarczanego do mieszkań. One są regulowane, czym zajmuje się Urząd Regulacji Energetyki (URE). Dostawcy prądu co rok informują URE, jakie ceny chcieliby nakładać na gospodarstwa domowe w kolejnych 12 miesiącach. „Dziennik Gazeta Prawna” dotarł do nieoficjalnych informacji, że w pismach do URE firmy wnioskują o bardzo wysokie podwyżki cen energii, sięgające nawet 30 proc. (oficjalnie dystrybutorzy niczego nie potwierdzili). Oczywiście same wnioski niczego jeszcze nie przesądzają. O cenach zadecyduje URE, który jest zależny od rządu, a ten niekoniecznie będzie chciał utrudniać sobie życie w roku wyborczym. Minister energii Krzysztof Tchórzewski wcześniej przecież zapewniał, że wzrost cen energii dla konsumentów prywatnych w 2019 r. nie będzie wyższy niż 5 proc. Poza tym dostawcy zapewne z premedytacją obstawiają wyżej, żeby móc obniżyć oczekiwania podczas negocjacji z URE.
 
Węglem Polska stoi
Jednym z powodów wzrostu cen energii jest wzrost ceny węgla. Trzeba pamiętać, że polska energia elektryczna w 80 proc. jest produkowana z węgla. To i tak najniższy udział węgla w historii. Jeszcze w 1990 r. węgiel odpowiadał za 98 proc. produkcji energii elektrycznej w Polsce. Od tamtego czasu jego udział spada, jednak wciąż jesteśmy jednym z najbardziej uzależnionych od węgla krajów w Europie. Obecnie cena węgla na światowych rynkach przekracza nieco 100 dolarów za tonę, tymczasem jeszcze na początku 2016 r. zbliżała się do 40 dolarów. To właśnie wtedy ciężkie chwile przechodziły polskie kopalnie, w których koszty przekraczały zyski. Obecnie polskie kopalnie mają się nieźle, tym bardziej że przeszły proces restrukturyzacji. Jednak każdy kij ma dwa końce – dobra sytuacja kopalni zwykle wiąże się ze wzrostem cen energii.
Uzależnienie od węgla polskiej energetyki ma jeszcze jeden, prawdopodobnie ważniejszy skutek. Energetyka węglowa jest wysoko emisyjna, czyli jej produkcja wiąże się z emisją dużej ilości dwutlenku węgla do atmosfery. Tymczasem Unia Europejska prowadzi politykę dekarbonizacji, czyli ograniczania udziału węgla w miksie energetycznym. Głównym instrumentem są prawa do emisji CO2, które muszą kupować przedsiębiorstwa emitujące dwutlenek węgla (część emisji rozliczana jest dzięki uprawnieniom bezpłatnym). Obecnie funkcjonuje zmodyfikowany system praw do emisji – przedsiębiorstwa muszą je kupować na aukcji, czyli ich ceny podlegają wahaniom, ale w ostatnim czasie rosną. We wrześniu cena tony CO2 na Europejskiej Giełdzie Energii kosztowała ponad 21 euro, czyli była ponaddwukrotnie wyższa niż przed rokiem. Oczywiście taka polityka odbija się przede wszystkim na wzroście kosztów polskich firm energetycznych, które emitują szczególnie dużo dwutlenku węgla, a więc muszą kupować więcej praw do emisji. A żeby odbić sobie ten wzrost kosztów, muszą podnosić ceny.
 
Prąd z plusem
Polska sieć energetyczna jest również przestarzała, a więc wymaga szybkiej modernizacji. Inaczej w nadchodzących latach mogą nas czekać „blackouty”, czyli przerwy w dostawach energii. Ma to również związek z ociepleniem klimatu – w miesiącach letnich polska sieć energetyczna jest szczególnie przeciążona (np. klimatyzowanie pomieszczeń jest bardziej energochłonne niż ich ogrzewanie). Polskie firmy energetyczne już teraz prowadzą szereg inwestycji mających zwiększyć ich moc, co oczywiście również przekłada się na ich koszty. A w przyszłości nakłady na inwestycje bez wątpienia wzrosną. Obecnie budowane są chociażby dwa nowe bloki Elektrowni Opole, które PGE będą kosztować około 12 mld zł. Mają one zostać oddane w połowie przyszłego roku. Inną wielką inwestycję PGE prowadzi w Turowie, gdzie budowany jest blok nr 11. W połowie tego roku ukończono już 60 proc. prac, a całość kosztować będzie 3 mld zł. A to tylko dwie z prowadzonych w całym kraju inwestycji – planowana jest przecież nawet elektrownia atomowa na Pomorzu. Niestety, największe z tych realizowanych już inwestycji to rozbudowy elektrowni węglowych, a więc nie zmniejszą one naszego uzależnienia od węgla.
Jest jednak jeszcze możliwe, że zwykły Kowalski nie odczuje podwyżek energii w portfelu. Dlaczego? Rząd pracuje nad wdrożeniem nowego programu z plusem. „Prąd plus” ma być pakietem rozwiązań osłonowych zarówno dla odbiorców prywatnych, jak i przedsiębiorstw. Dla firm może to oznaczać ulgi w różnego rodzaju opłatach, by zrekompensować wzrost cen, a także rekompensaty z tytułu wzrostu cen emisji CO2. We wtorek 20 listopada minister Tchórzewski zapowiedział nawet, że rząd planuje zrekompensować gospodarstwom domowym 100 procent podwyżki cen energii i to niezależnie od dochodów. Początkowo planowano rekompensować wzrosty cen jedynie podatnikom z pierwszej grupy podatkowej (do 85 tys. zł rocznego dochodu), jednak odsianie tych bardziej zamożnych generowałoby zbyt duże koszty administracyjne. Miałby powstać fundusz, z którego dopłaty płynęłyby prosto do dostawców energii, a więc rachunki osób prywatnych by się nie zmieniły. Pytanie tylko, czy na te dodatkowe 2 mld zł zgodzi się minister finansów. Tak czy inaczej, wzrost cen energii odczujemy – jeśli nie bezpośrednio, to poprzez brak środków budżetowych na inne równie potrzebne wydatki.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki