Jak dobrze mieć sąsiada

Z początku wyglądało to na bardzo typową imprezę: ot dziennikarze i eksperci od spraw międzynarodowych z Polski i Niemiec spotykają się, dyskutują, potem dołączają do nich politycy, a później forum – bo taka była nazwa tej imprezy – odwiedzają prezydenci obu państw.
Czyta się kilka minut
FOT. MAGDALENA BARTKIEWICZ . Michał Szułdrzyński zastępca redaktora naczelnego „Rzeczypospolitej”.
FOT. MAGDALENA BARTKIEWICZ . Michał Szułdrzyński zastępca redaktora naczelnego „Rzeczypospolitej”.

Pewnie wielu z Szanownych Czytelników słyszało, że w Berlinie prezydent Andrzej Duda krytykował niemieckie media, mówiąc, że gdyby w Polsce doszło do gwałtu, polskie media podałyby wszystkie szczegóły; że skarżył się, iż Unia Europejska zabrała nam zwykłe żarówki, zmuszając do kupowania tych energooszczędnych. Tak, to wszystko działo się na tym nieszczęsnym, jak się okazało, forum.
Problem pojawił się zaraz na początku dyskusji prezydentów, gdy głowa niemieckiego państwa, Frank-Walter Steinmeier zaczął polemizować z Andrzejem Dudą na temat tego, jak wygląda demokracja w Unii Europejskiej. I to właśnie wtedy polski prezydent zaczął się skarżyć na demokrację w Unii, której niedostatki doprowadziły Brytyjczyków do decyzji o brexicie, a nam nie pozawalają na kupowanie starych żarówek, które znacznie bardziej grzały, niż świeciły.
Duża część prawicowej prasy od razu zaczęła bronić prezydenta, twierdząc, że źli Niemcy go sprowokowali. Ale nawet jeśli to wina Niemców, to problem leży także po stronie polskiej, ponieważ głowa naszego państwa dała się sprowokować i zamiast dyplomatycznej rozmowy mieliśmy typową awanturę, znaną z łamów prawicowej prasy czy też internetu.
Problem bowiem polega na tym, że obserwując na miejscu wizytę Andrzeja Dudy, można stwierdzić, że nie do końca wiedział on, po co do Berlina pojechał. Zamiast reprezentować Polskę, zamiast próbować realizować nasze interesy, mam wrażenie, że pojechał leczyć tam polskie kompleksy. Żadna z jego wypowiedzi ani odrobinę nie przybliżyła nas do tego, by pokonać bariery, które pojawiają się w naszych relacjach z Niemcami. Ale z pewnością dla radykalnych zwolenników prawicy zdał egzamin z patriotyzmu. Słuchając prezydenta, miałem wrażenie, że nie zastanawia się on ani gdzie jest, ani do kogo mówi, ale myśli o tym, jak odbiorą jego wystąpienie prawicowi wyborcy: czy nie uznają, że był zbyt uległy? Czy nie był zbyt mało antyniemiecki?
Prezydent dał świadectwo pewnej obsesji, którą można spotkać w polskiej polityce. Z jednej strony uważamy się za ważne europejskie państwo, ale równocześnie mamy kompleks, że Zachód, a szczególnie Niemcy, nie traktuje nas tak, jak na to zasługujemy. Uprawiamy więc politykę zagraniczną nie po to, by osiągać jakieś cele, nie po to, by realizować interes narodowy, ale po to, by leczyć swoje kompleksy. W efekcie Niemcy się z nami nie liczą, a my uważamy, że specjalnie nas prowokują. Rosną więc u nas antyniemieckie nastroje, a wraz z nimi rosną nasze kompleksy. I wtedy rodzi się chęć, by grać z Niemcami jeszcze ostrzej. Celów nie osiągamy, ale leczymy nasze ego.
Pytanie brzmi: czy jest to najlepsza metoda prowadzenia dwustronnych relacji przez państwa, które historia już ponad tysiąc lat temu skazała na trudne sąsiedztwo?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 44/2018