Logo Przewdonik Katolicki

Nie obiecywała cudów, nie żądała ideału

Monika Waluś
FOT. ARCHIWUM SZKOŁY/WWW.HANNACHRZANOWSKA.PL

Zainspirowała setki kobiet, zmieniła życie tysięcy ludzi, upominała księży i olśniła Karola Wojtyłę. 28 kwietnia Kościół uznał ją za błogosławioną. Hanna Chrzanowska.

Ładna, zdecydowana kobieta, wykształcona, z zamożnej rodziny, córka słynnego profesora ma wielkie możliwości. Hanna Chrzanowska tak właśnie uważała – postanowiła je zrealizować, zostając pielęgniarką.
 
Decyzja na życie
Pielęgniarstwo jako pomysł na życie zamożnej panny u początków XX w. mogło dziwić, jednak w rodzinie przyjęto ją ze zrozumieniem. Hanna weszła na przetartą drogę: już wcześniej mocne kobiety z charakterem i intelektem rozpoznały swe miejsce w tym powołaniu i zawodzie. Jedną z nich była pochodząca z bogatej i arystokratycznej rodziny Florence Nightingale (1820–1910), która wywołała prawdziwe oburzenie otoczenia wyborem zajęcia. Pielęgniarstwo było domeną sióstr zakonnych, a jeśli ich brakowało do opieki nad chorymi i rannymi przyjmowano byłe więźniarki i bezdomne kobiety z ulicy, także prostytutki. Tymczasem elegancka i dystyngowana panna Florence Nightingale zaczęła pracować jako pielęgniarka, tworzyć fachowe zasady zawodu, z czasem otworzyła w Londynie pierwszą szkołę dla pielęgniarek, zadbała o ich styl pracy i życia, a wraz z nimi zmieniała stan szpitali; regularnie odwiedza też chorych w domach, także nocą. Pod wielkim wrażeniem tej słynnej „Damy z lampą” była ciotka Hanny Chrzanowskiej, Zofia Szlenkier, która ukończyła Szkołę Pielęgniarstwa prowadzoną przez Nightingale i postanowiła przenieść jej ducha do Polski. Założyła Warszawską Szkołę Pielęgniarstwa, a odziedziczony majątek przeznaczyła na założenie nowoczesnego szpitala pediatrycznego. Hanna jako mała dziewczynka poznała ten szpital i mimo uciążliwej choroby zachwyciła się atmosferą miejsca i pracy. Inspirujący przykład ciotki i urok pielęgniarek wpłynęły na całe jej życie.
 
Beethoven i kryminały
Hanna rozpoczęła studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, jednak bardziej atrakcyjne okazały się kursy pielęgniarskie i praca w Klinice Chirurgicznej w Krakowie. W latach 1922–1924 uczyła się w Warszawskiej Szkole Pielęgniarstwa, wyjechała na stypendium do Paryża, potem do Belgii. Wróciła do Polski i pracowała, starając się też przekazywać wiedzę. Aż do wojny była redaktorką naczelną czasopisma „Pielęgniarka Polska”. W czasie wojennym angażowała się w konspiracji. Zofia Nałkowska i Pola Gojawiczyńska zapamiętały, jak ratowała je, wywożąc z Warszawy. Pracowała w noclegowniach, domach dziecka oraz z więźniami, ukrywała żydowskie dzieci. Po wojnie zaczęła wykładać pielęgniarstwo, ale dalej kształciła siebie. Nie miała poczucia, że wszystko już wie.
Budziła podziw i zainteresowanie. Dystyngowana, doskonale ubrana, mówiąca piękną polszczyzną, pasowała raczej do salonów i auli uniwersyteckich, jednak o pielęgniarstwie mówiła jak o pasji swego życia. Wymagała od swych uczennic solidnej, uważnej, fachowej pracy i ofiarnej czułości dla chorego, jednocześnie domagała się, by pamiętały o swym odpoczynku, rekolekcjach, dbaniu o zdrowie. Dbała o status zawodu pielęgniarki, domagała się od swych uczennic staranności ubioru oraz szacunku lekarzy wobec pielęgniarek. Bywała w teatrach, na koncertach, lubiła Beethovena, oglądała kryminały, czytała książki. Coraz większe znaczenie miała dla niej kwestia wiary.
 
Droga do wiary
Matka Hanny pochodziła z rodziny zamożnych przemysłowców – Szlenkierowie byli szanowani jako pracodawcy, dbający o robotników i ich rodziny. Hanna wyniosła z domu zainteresowanie ludźmi i pomoc biednym, nie zabrała z niego jednak wiary. Szlenkierowie byli wyznania luterańskiego, lecz córka wspominała raczej smutny ateizm matki. Szanowała poświęcenie ciotki dla chorych dzieci i jej macierzyńskie serce, jednak zauważała również brak jej radości, pracę w duchu raczej zobowiązania. Ojciec, prof. Ignacy Chrzanowski, z wychowania katolik, powoli odnajdywał swą drogę do Kościoła. Podobnie ona sama zbliżała się do coraz ściślejszej relacji z Bogiem. Do wiary doprowadziła ją praktyka pielęgniarska nad chorymi. Przywiązywała wielką wagę do duchowej formacji swych uczennic, chciała, by pracę widziały jako powołanie dane od Boga. Odnalazła się w duchowości benedyktyńskiej, została oblatką. Codzienna Msza św. i rozważanie Ewangelii niosły jej dzień, bardzo ceniła liturgię. W opactwie tynieckim zyskała swą duchową przystań. Jej religijność nie podobała się władzom, stąd przestała być wicedyrektorką szkoły pielęgniarskiej w 1957 r. Potem była dyrektorką Szkoły Neuropsychiatrycznej pod Krakowem, jednak gdy zorganizowała pielgrzymkę pielęgniarek na Jasną Górę, usunięto ją ze stanowiska.
 
W domu chorego
Z czasem Hanna odkryła swoją ścieżkę powołania. Po utracie stanowiska była na wcześniejszej emeryturze, wciąż czynna jako wolontariuszka. Odkryła na nowo pielęgniarstwo domowe, odwiedzanie przewlekle chorych w domach, w stanie nierzadko strasznego zaniedbania. Całe jej doświadczenie okazało się przydatne; niekiedy sytuacja była dramatyczna, można było jedynie zmniejszać cierpienie i ułatwiać funkcjonowanie chorego. Chorzy z odleżynami, z niegojącymi się ranami, po amputacjach, nieprawdopodobnie brudne łóżka, pchły, wszy. Niektórzy żyli samotnie, odwiedzani z rzadka przez rodzinę i sąsiadów, inni w rodzinie bezradnej w opiece nad uciążliwym chorym.
Chrzanowska nie gorszyła się sytuacją, nie wygłaszała morałów, nie pochylała się nad chorym ze łzą w oku. Doskonale zorganizowana przychodziła, by działać i poprawiać, na ile się da, sytuację. Wysłuchiwała, zmieniała opatrunki, robiła zastrzyki, wykonywała wszelkie posługi pielęgniarskie i higieniczne. Mimo swojej pozycji i wykształcenia umiała zniżyć się do tych prostych zajęć i znajdowała w tym radość. „Tyle lat byłam instruktorką, dyrektorką, kierowałam, rządziłam, egzaminowałam. A teraz dorwę się do chorych. Będę ich myć, szorować, o tak… otrząsać z nich pchły”.
Myślała, jak ułatwić chorym życie – organizowała podpórkę pod głowę bezwładnej kobiety oraz rurkę w szklance wody, by mogła pić, gdy jest sama. Kupowała leki – jeśli trzeba, za własne pieniądze, modliła się, chętnym sprowadzała lekarza lub księdza. Słuchała i cieszyła się wspomnieniami kalek, chorej na raka kobiecie zalecała zadbać o siebie i nieco się umalować, miała tę samą cierpliwość do analfabetki oraz arystokratki, rozmawiającej po francusku. Do każdego chorego przychodziła ubrana elegancko, w sposób stonowany. Po jej wyjściu było zdrowiej, lepiej, czyściej, widniej, łatwiej, milej.
 
Zrobić, co się da
Usiłowała przekonać proboszczów do tworzenia stałej opieki pielęgniarskiej w parafiach, hospicjum domowego, opieki terminalnej. Wyjaśniała, że „do chorego nieumytego,
nienakarmionego, słowo Boże dociera z trudem albo nie dociera wcale”. Przekonywała księży twierdzących, że leżących chorych w ich parafii nie ma. Pierwsze sukcesy osiągnęła dzięki zrozumieniu kard. Karola Wojtyły. W Wielkim Tygodniu zawiozła go osobiście do ponad 30 obłożnie chorych.
Porównywano ją do Matki Teresy z Kalkuty. Jednak Chrzanowska nie tworzyła zgromadzenia ani domów opieki – marzyła o tym, by w każdej parafii znalazły się osoby odwiedzające chorych. Zgadzała się być gościem w domu chorego, z poszanowaniem jego intymności, zwyczajów. Było to trudne – w szpitalu łatwiej, wyznaczyć dyżury, dbać o stały porządek i regulamin. W opiece domowej trzeba podporządkować się pokornie zastanej sytuacji nieidealnej i zrobić, co się da. Nie obiecywała cudów ani nie żądała ideału, ale naprawiała wszystko, co mogła.
Najbardziej wzruszającym dla świadków rysem jej świętości była jej radość z uczestniczenia w Bożym dziele miłosierdzia. Nie przeżywała ani ciemności w wierze jak Matka Teresa, ani nie wykonywała swojej pracy z obowiązku jak jej ciotka Szlenkier. Uważała się za osobę szczęśliwą w swojej pracy.
Zmarła na raka 29 kwietnia 1973 r., w drugą niedzielę wielkanocną, dziś określaną jako Niedziela Bożego Miłosierdzia. Pogrzeb prowadził kard. Karol Wojtyła. Przeczytał jej list do pielęgniarek. Nad trumną zaśpiewał Magnificat.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki